Reklama

Warta mogła się zbliżyć do pucharów, ale zwątpiła

Szymon Piórek

Autor:Szymon Piórek

31 marca 2023, 22:05 • 3 min czytania 10 komentarzy

0:0 po bezbarwnej. W głównej mierze tak wyglądało spotkanie Zagłębia Lubin z Wartą Poznań. Wszystko dlatego, że Zieloni nie chcieli podkręcić tempa, choć Miedziowi byli do ukłucia. Finalnie to podopieczni Waldemara Fornalika byli bliżej zwycięstwa.

Warta mogła się zbliżyć do pucharów, ale zwątpiła

Gdy w 2021 roku Warta jako beniaminek świetnie radziła sobie w Ekstraklasie, zakończyła sezon na piątym miejscu. O tym, że poznaniacy nie awansowali do europejskich pucharów, zadecydował gorszy bilans meczów bezpośrednich ze Śląskiem Wrocław. W trzecim sezonie Zielonych w elicie powróciły nadzieje na taki sukces. Dzięki zwycięstwu nad Zagłębiem Lubin goście mogli zrównać się pod względem punktowym z czwartą w tabeli Pogonią Szczecin. Nic z tego nie wyszło, bo w trakcie meczu piłkarzom Warty jakby przestało się chcieć.

Hertha, City, Lens i na razie nikt więcej

Ekipa Dawida Szulczka, od kiedy ją przejął, punktuje jak jedna z czołowych drużyn. Od listopada 2021 roku zdobyła łącznie 68 punktów w 45 meczach, dzięki czemu plasuje się na piątym miejscu w Ekstraklasie za ten okres. Lepsze są tylko Raków Częstochowa, Lech Poznań, Legia Warszawa i Pogoń Szczecin. Co prawda tylko pierwsze cztery miejsca, o ile jedno zwolni zwycięzca Pucharu Polski, dają prawo gry w europejskich pucharach, ale przy dużym zbiegu okoliczności Zieloni mogliby o jedno z nich powalczyć.

A taki właśnie dzieje się w Ekstraklasie. Widzew Łódź stracił rezon po jesieni. Pogoń Szczecin gra dobrze, ale chyba w grach kontrolnych, o czym trener Jens Gustafsson powiedział podczas konferencji prasowej. Dystans do pierwszej czwórki dla Warty wcale nie jest odległy. Problem w tym, że Zieloni niechętnie chcą go zmniejszyć. Gdy nadarza się okazja, tracą punkty. Z drugiej strony, patrząc na ekipy pokroju Lechii Gdańsk czy Śląska, można odnieść wrażenie, że udział w eliminacjach Ligi Konferencji jest jak pocałunek śmierci. Już nie tylko dla trenera, ale nawet całego klubu, o czym może przekonamy się za kilka miesięcy.

Reklama

Stadion w Grodzisku Wielkopolskim widział wiele pięknych meczów polskiej drużyny w europejskich pucharach. Wygrana z Herthą Berlin, remis z Manchesterem City czy efektowne spotkanie z Lens. Tego wszystkiego Groclin doświadczył na tym obiekcie. Wszystko wskazuje jednak na to, że z Wartą nie będzie podobnych uniesień. Miała Zagłębie na widelcu, ale wolała bezpiecznie zaprosić rywala na własną połowę i czekać na rozwój wydarzeń, a mogło to przynieść niepożądane skutki.

Sprytny Lis obronił strzał z połowy

W starciu z Miedziowymi jak zwykle Zieloni oddali inicjatywę. Zagrażali jednak w kontrataku. Problem, że szwankowała skuteczność. Adam Zrelak, który zmagał się ostatnio z kontuzją, nie był na tyle mobilny, by znaleźć się w dogodnej okazji bramkowej. Z biegiem czasu nawet i jego zabrakło w grze Warty. Wyglądało to tak, jakby na samym początku jeszcze jej się chciało, by strzelić gola, ale im bliżej było zdobycia bramki, tym mniej się jej chciało.

Mogło się to źle skończyć dla Zielonych. Z biegiem czasu Zagłębie zaczęło coraz częściej dochodzić do głosu. Stwarzało sobie więcej okazji bramkowych, ale mało klarownych. Finalnie najgroźniejsze było uderzenie Łukasza Łakomego z połowy boiska. Pomocnik przymierzył bardzo precyzyjnie, ale w ostatniej chwili Adrian Lis wrócił między słupki bramki i przerzucił piłkę nad poprzeczką. Również z innymi uderzeniami gospodarzy golkiper Warty radził sobie bez zarzutu, dlatego pierwsze piątkowe spotkanie zakończyło bezbramkowym remisem. Co gorsza, momentami było ono nudnawe.

W kontekście całej kolejki lepiej, żeby to były złe dobrego początki, biorąc pod uwagę, że czekają nas dwa hitowe spotkania. Natomiast dla kibiców z Grodziska Wielkopolskiego to zły omen. Na kolejne mecz w europejskich pucharach to miasto może czekać bardzo długo, a minimalizm Warty może obrócić się przeciwko niej. W całym tym zamieszaniu najbardziej cieszy się Zagłębie, które dopisało kolejny istotny punkt w walce o utrzymanie.

Reklama

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. Newspix

Urodzony z piłką, a przynajmniej tak mówią wszyscy w rodzinie. Wspomnienia pierwszej koszulki są dość mgliste, ale raz po raz powtarzano, że był to trykot Micheala Owena z Liverpoolu przywieziony z saksów przez stryjka. Wychowany na opowieściach taty o Leszku Piszu i drużynie Legii Warszawa z lat 80. i 90. Były trzecioligowy zawodnik Startu Działdowo, który na rzecz dziennikarstwa zrezygnował z kopania się po czole. Od 19. roku życia związany z pisaniem. Najpierw w "Przeglądzie Sportowym", a teraz w"Weszło". Fan polskiej kopanej na różnych poziomach od Ekstraklasy do B-klasy, niemieckiego futbolu, piłkarskich opowieści historycznych i ciekawostek różnej maści.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

10 komentarzy

Loading...