W 65. minucie współkomentator meczu Paragwaj – Australia podzielił się refleksją, że niepokoi go brak dogodnych sytuacji, co brzmiało tak, jakby miał nadzieję, że jeszcze coś ciekawego w tym starciu zobaczy. Było to mimo wszystko dość naiwne, bo niestety na pewne rzeczy trzeba być gotowym. No i w tym meczu był remis, gdyż miał być remis, a że akurat 0:0… Najwygodniej dla piłkarzy, choć niekoniecznie dla widzów.
To spotkanie świeciło się na czerwono od dawna, wszyscy wiedzieli, co tutaj najpewniej się stanie. O ile partia Austrii z Algierią też śmierdzi, skoro gra prawdopodobnie pójdzie o uniknięcie Hiszpanii, o tyle tam nie wiadomo, jak to właściwie będzie wyglądać – jeśli jedni i drudzy będą chcieli przegrać, może być mocno absurdalnie. Natomiast tutaj… Historia stara jak świat. Remis urządzał obie ekipy. Australia miałaby cztery punkty i drugie miejsce, Paragwaj tyle samo i trzecią lokatę, ale przy tym dorobku punktowym też w zasadzie awans.
Uroki rozszerzenia mundialu i dopuszczenia trzecich miejsc do fazy pucharowej. Jeśli wychodziłyby dwie ekipy, Paragwaj musiałby grać na całego, a że regulamin jest dużo łaskawszy, można kombinować.
No i zespół z Ameryki Południowej w pierwszej połowie w ogóle nie rozważał ataków, głównie patrzył na to, co robiła Australia. Po przerwie było trochę lepiej – nieco rozruszał tę ekipę Mauricio – ale powiedzmy, że jeśli oglądaliśmy film o facecie w łódce, to Mauricio ze dwa-trzy razy użył wiosła, jak w 93. minucie, kiedy z szesnastego metra kopnął w bramkarza. Choć swoją, gdyby być złośliwym, to trochę ten strzał wyglądał tak, jakby jednak rywalowi nie chciał zrobić krzywdy.
Australia? Odwrotnie. Przed zmianą stron kilkukrotnie zatrudnili Gilla, ale też nie tak, by ten miał najtrudniejszy dzień w karierze, w drugiej poza drobnymi zrywami dali sobie spokój. Najgroźniej było pewnie z prawej strony, bo tam grał Bos, który chyba nie był zaznajomiony z tabelą i spróbował aż trzech strzałów. W końcówce zakręcił blisko długiego słupka, ale byłby numer, gdyby jednak wpadło, natomiast jednak nie wpadło i stanęło na 0:0.
Dużo o tym spotkaniu powiedziało też to, że sędzia doliczył pięć minut, kiedy od pięciu na tym turnieju zaczynamy liczenie dorzuconego czasu. Tutaj arbiter o niczym więcej nie pomyślał, gdyż też nie był ślepy.
Chciano remisu, no i remis jest. Naprawdę nie ma o czym gadać.
Ocena atrakcyjności meczu: 0/6