Taki start Ligi Konferencji to rozumiemy! Lech Poznań zmiażdżył Rapid Wiedeń

Aleksander Rachwał

02 października 2025, 20:54 • 4 min czytania 44

Reklama
Taki start Ligi Konferencji to rozumiemy! Lech Poznań zmiażdżył Rapid Wiedeń

Około dwa i pół roku minęło od ostatniego meczu Lecha Poznań w Lidze Konferencji Europy (nie mówimy o eliminacjach). Trochę długo. Europejskie puchary w końcu jednak wróciły na Bułgarską i był to powrót najlepszy z możliwych, bo zwycięski dla poznańskiej ekipy, która z rywalem uporała się w sposób przekonujący, niepozostawiający wątpliwości kto był lepszy, po golach nie przypadkowych, a wynikających z różnicy klas. Mistrz Polski po prostu zgniótł dziś rywala i gdyby był skuteczniejszy, wygrałby wyżej niż 4:1.

Reklama

Niels Frederiksen dokonał sześciu zmian w wyjściowej jedenastce względem meczu z Jagiellonią. Jedna z nich była oczywista – w lidze nie mógł zagrać zawieszony za czerwoną kartkę Luis Palma, ale można było w ciemno zakładać, że jeden z najlepszych ofensywnych graczy Kolejorza w tym sezonie na pewno wróci do podstawowego składu na Ligę Konferencji. A z drugiej strony może i nie było to takie oczywiste, skoro choćby w miejsce Bengtssona, który także spisuje się całkiem nieźle, a przynajmniej – co chyba najważniejsze – dostarcza liczby, zameldował się Lisman.

Lech Poznań – Rapid Wiedeń 4:1. Mistrz Polski nokautuje rywala w Lidze Konferencji

Ten sam Frederiksen mówił przed meczem, że rywale w europejskich pucharach to generalnie wyższy poziom niż drużyny Ekstraklasy. Po pierwszej połowie meczu z Rapidem można było to uznać za spory komplement względem ekipy z Austrii, bo gdy zespoły schodziły na przerwę, można było mieć tylko jeden wniosek: o rety, jaki ten Rapid jest cienki. Nie wiemy, jaki zespół z naszej ligi byliby w stanie ograć tak dysponowani goście, ale w pierwszych czterdziestu pięciu minutach wyglądali raczej jak islandzki Breidablik, któremu Lech wrzucił siódemkę na starcie eliminacji. Z tym, że Islandczycy wtedy przez większość meczu grali w dziesięciu.

Ale to nie znaczy oczywiście, że Lechowi nie należy się uznanie za to, jak sobie poczynał, nawet jeśli warunki nie były zbyt wymagające. Kolejorz mógł zagrać tak, jak lubi – zepchnąć przeciwnika na jego połowę – i znakomicie to wykorzystał. Zaczął Palma, który przejął piłkę odbitą przez bramkarza po dośrodkowaniu Pereiry, przygotował sobie pozycję do strzału, a następnie precyzyjnie go wykonał. W 20. minucie mieliśmy natomiast powtórkę z poprzedniego meczu Lecha w Lidze Konferencji (we właściwych rozgrywkach, nie w eliminacjach). W ćwierćfinałowym starciu przeciwko Fiorentinie w Poznaniu w 2023 roku gospodarze trafili do siatki, gdy kibice odwróceni tyłem do murawy robili „The Poznań” i tak też było tym razem po golu Ishaka. Zabawę trzeba było przerwać, by uczcić bramkę, ale potem spokojnie ją dokończono.

I nic to, że Szwed zmarnował później rzut karny podyktowany za zagranie ręką gracza Rapidu. Nic to, że w dogodnej okazji do siatki nie trafił głową Milić. Jeszcze przed przerwą po kapitalnej zespołowej akcji piłkę do siatki zapakował Ismaheel, więc nie było absolutnie mowy o żadnym niebezpiecznym wyniku. Lech miażdżył rywala. Mogło być cztery albo pięć do zera, było trzy, ale dominacja Lecha była niepodważalna.

Reklama

Niezły fragment gości i odzyskana kontrola

Po zmianie stron Kolejorz – przynajmniej z początku – nieco jednak spuścił z tonu i przyniosło to efekt: pierwszy celny strzał Rapidu w tym meczu zakończył się golem Radulovicia w 64. minucie. Przez krótki fragment, gdy Lech zdjął nogę z gazu, mogła zakiełkować myśl, że goście jednak się obudzili i są gotowi powalczyć jeszcze o zmianę rezultatu.

Frederiksen mimo to uznał, że można już dać liderom odpocząć i zdjął z boiska Ishaka, Milicia i Jagiełłę. I cóż, mógł sobie na to pozwolić. Gdy wybił już ostatni kwadrans – a dla Rapidu to szczególny moment, w którym kibice dają piłkarzom sygnał do ataku, a ci mają wyzwolić w sobie dodatkowe siły do walki – Lech zamknął mecz czwartym golem. Zdobył go dopiero co wprowadzony na boisko Leo Bengtsson, który w swojej pierwszej akcji zrobił więcej niż Lisman przez cały mecz – napędził szybki atak zespołu, który po znakomitym rozegraniu z Ismaheelem sam wykorzystał.

I to by było w zasadzie na tyle. Zmiennicy wnieśli ożywienie do gry Lecha i kontrola została odzyskana, biegającego niestrudzenie Ismaheela mógł nawet wreszcie zastąpić Fiabema. Miło, gładko i przyjemnie. To był naprawdę udany wieczór z pucharami w Poznaniu i chciałoby się tylko zapytać defensywę Lecha: panowie, nie dało się tak na zero z tyłu?

Lech Poznań – Rapid Wiedeń 4:1 (3:0)

  • 1:0 – Palma 13′
  • 2:0 – Ishak 21′
  • 3:0 – Ismaheel 45+2′
  • 3:1 – Radulovic 64′
  • 4:1 – Bengtsson 77′

CZYTAJ WIĘCEJ O LIDZE KONFERENCJI NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
44 komentarzy
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Jan Broda
9
Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Liga Konferencji

Reklama
Liga Europy

Piętnaście goli polskich klubów jednego dnia. To rekord!

AbsurDB
52
Piętnaście goli polskich klubów jednego dnia. To rekord!