Lechia na początku wiosny chciała pokazać inną twarz. Ba, pokazywała ją, była lepszą drużyną, sensowniejszą, bardziej odpowiedzialną, przede wszystkim nie tworzyła tylu cyrków w obronie. Niestety – natury chyba nie oszukasz, co było widać najpierw przeciwko Puszczy, a teraz z Rakowem. Defensorzy Lechii powrócili do odstawiania cyrkowych popisów.
No weźmy tylko pod lupę dzisiejsze bramki.
Gol na 1:0 – piłkę można wybić na wiele sposób, ale nikt z gości się na to nie decyduje i Brunes z bliska pakuje strzał do siatki. Brakowało tylko bukietu kwiatów dla napastnika i jakichś czekoladek, ale rozumiemy, że budżet nie pozwala.
Gol na 2:0 – wisienka na torcie. Zobaczcie na ten przegląd pola Kapicia, na to ile ten chłopak widzi… Przecież to jest Iniesta w prime, a może Xavi? Albo Pirlo? No szkopuł w tym, że tamci podawali do swoich, a Kapić nie, tylko do Iviego, który zdążył się jeszcze potknąć i wypracować tym samym asystę na drugiego gola Brunesa.
3:0 – samobój. Chwilę po tym, gdy Lechia miała jakiekolwiek nadzieje na to, że straty jest w stanie odrobić.
Tak nie można się utrzymać
Wielokrotnie o tym pisaliśmy, ale cóż – teraz wypada po prostu powtórzyć. Broniąc w ten sposób nie możesz utrzymać się w Ekstraklasie, bo nawet ta liga, dość przeciętna co do zasady, takich błędów nie wybacza. Jednak jakiś poziom musisz w elicie pokazywać, no choćby taki, że wystrzegasz się podań do rywala, który stoi w twoim polu karnym. Wydawało się, że John Carver jakoś dotarł do swoich graczy, ale… Co on może?
Jak ktoś bardzo nie potrafi obronić, to już się w tym wieku nie nauczy i tyle.
Lechia ma po prostu piłkarzy bez talentu do defensywy. Z przodu jest ciekawie, beniaminek wniósł do ligi choćby Menę czy Chłania, gości z dryblingiem, gazem, który pokazywali również dziś. Ale to najzwyczajniej w świecie nie może być koniec argumentów zespołu, który chce pozostać w Ekstraklasie – trzeba czegoś więcej. Tej cholernej obrony, której Lechia nie ma. Raków ją więc wypunktował, mógł zresztą wyżej, ale na przykład wspomniany Brunes z jakichś powodów nie zechciał skompletować hat tricka i z pięciu metrów nie trafił w bramkę. Natomiast i tak różnica klas była widoczna, tutaj nie mogło się skończyć innym rozstrzygnięciem.
Mała kontrowersja sędziowska
Choć sędziowie VAR bardzo chcieli, by Lechia złapała kontakt, prosząc arbitra głównego do monitora przy stanie 3:1.
Marcin Szczerbowicz musiał dwa razy powiedzieć, że nie widzi przewinienia Arsenicia, by panowie zza monitorów dali mu spokój. Tak to ma teraz wyglądać?
Pokażcie mu sytuację, przekażcie swoją opinię i tyle – nie trzeba go namawiać, by wskazał na wapno. Nie chce, to nie chce, tutaj nie chciał i bardzo słusznie, Arsenić nie faulował. Nie ma limitu błędów, który trzeba wypełnić co kolejkę. Naprawdę. I tak jest ich bardzo dużo.
Zmiany:
Legenda
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Apel Weszło do szefa sędziów. Niestety – to czas na dymisję
- Lewandowski przed sądem. Kolejny rozdział starcia z byłym agentem
- Stal Mielec sięga po byłego reprezentanta Portugalii. Grał w Anglii i Francji [NEWS]
fot. NewsPix.pl