Reklama

Ruben Vinagre – nowa gwiazda Legii czy Gil Dias 2.0?

Przemysław Michalak

Autor:Przemysław Michalak

07 lipca 2024, 15:09 • 12 min czytania 34 komentarzy

Ruben Vinagre to bez wątpienia jedna z najciekawszych nowych postaci w Ekstraklasie. Pod względem CV być może nawet najciekawsza. 25-latek, który trafia do Polski po występach w Premier League, Serie A czy czołowym klubie portugalskim musi wzbudzać zainteresowanie mediów i kibiców, zwłaszcza że przybył do Legii Warszawa bezpośrednio po rundzie we włoskiej elicie. Nie trzeba jednak szczegółowo analizować jego przeszłości, żeby wychwycić, gdzie są haczyki.

Ruben Vinagre – nowa gwiazda Legii czy Gil Dias 2.0?

Ostrożność co do oczekiwań związanych z jego postawą w barwach „Wojskowych” potęguje przypadek Gila Diasa, który pod wieloma względami był na starcie bardzo podobny. On też przychodził do Ekstraklasy prosto z ligi top5 (wypożyczenie z VfB Stuttgart), a w papierach miał takie marki jak Monaco, Fiorentina, Granada, Benfica, Nottingham czy Olympiakos, gdzie zawsze co nieco grał. Okazał się jednak olbrzymim rozczarowaniem. Na boisku nie zaprezentował niczego godnego uwagi i jeśli go z czegoś zapamiętamy, to głównie z wyprawy na wódeczkę z Jurgenem Celhaką, o której w marcu rozpisywały się media.

Ruben Vinagre – kim jest nowy piłkarz Legii Warszawa?

Przecięte szlaki z Gilem Diasem i Jorge Mendesem

Obaj Portugalczycy zresztą dobrze się znają, bo w sezonie 2020/21 dzielili szatnię w Famalicao (kilka dni temu Dias wrócił do tego klubu). Jeden i drugi od tego czasu nigdzie regularnie nie występował. Ba, dla Vinagre wiosna 2021 była jedynym okresem w dorosłym futbolu, w którym naprawdę tydzień w tydzień grał w pierwszym składzie, najczęściej po 90 minut. Wszystko, co działo się z nim wcześniej i później dobrze wygląda jeśli chodzi o nazwy kolejnych pracodawców, ale w wyjściowych jedenastkach pojawiał się co najwyżej kilka razy z rzędu, by następnie zaliczać tygodnie czy nawet miesiące z pojedynczymi epizodami.

Vinagre z Diasem łączy także osoba Jorge Mendesa. Słynny agent przez długi czas prowadził kariery ich obu, co oznaczało wiele dobrych klubów wpisanych do życiorysu, ale jednocześnie ciągłe wypożyczenia i brak stabilizacji. Nowy piłkarz Legii wyjechał z Portugalii jeszcze jako junior. Zakotwiczył w Monaco, w którym po dwóch latach pobytu po raz pierwszy w życiu dostał profesjonalną umowę. Do seniorskiego futbolu wchodził jednak dopiero w barwach Wolverhampton, do którego klub z Księstwa najpierw go wypożyczył na sezon 2017/18, a rok później sprzedał za 2,5 mln euro.

Reklama

Szybkość i drybling, ale i sporo chaosu

Początki Vinagre w zespole „Wilków” pamięta Michał Żyro, który dochodził wtedy do siebie po kontuzji i dzielił szatnię z Portugalczykiem. Razem na boisku wystąpili tylko raz. 23 sierpnia 2017 roku Wolverhampton wygrał 2:0 z Southampton w Pucharze Ligi Angielskiej. Vinagre rozegrał pełne spotkanie, Polak wszedł w 74. minucie. Żyro jednak mógł na co dzień obserwować tego zawodnika podczas treningów i meczów.

Przychodził do nas, żeby się uczyć i wykorzystywać momenty, w których dostanie szansę. Trochę taka zapchajdziura. Wtedy w klubie za sznurki pociągał Jorge Mendes. Trenerem był Portugalczyk [Nuno Espirito Santo, PM], który ściągał niemal samych rodaków. Osoba Mendesa na pewno miała wpływ na przyjście Vinagre, dlatego musiał co nieco grać i zbierać minuty. Takie wędrowanie po klubach, niekoniecznie zaplanowane pod kątem pasowania do stylu gry i taktyki, mu nie pomagało. Nie przywiązywałbym się tak bardzo do jego CV, nawet z czasów Premier League, ponieważ z pewnością osoba agenta trochę go pompowała. Niestety, tak czasami wygląda piłka. Sam się o tym przekonałem, gdy wróciłem do zdrowia i mi podziękowali. Nie byłem potrzebny, bo mieli grać Portugalczycy – mówi nam wprost Michał Żyro.

Jednocześnie napastnik występujący ostatnio w Wiśle Kraków widzi sporo atutów u dawnego kolegi z boiska.

Jak na rynek angielski, zawsze był dość wątłym zawodnikiem, ale dzięki temu jest bardzo szybki i mobilny, wyróżnia się zwrotnością i grą jeden na jeden w ofensywie. Często szedł do dryblingu. Jednocześnie był trochę chaotyczny, zdarzały mu się proste straty. Tyle dobrze, że dzięki swojej szybkości potrafił sprawnie wrócić i gonić rywala. Przyszedł do Wolverhampton w młodym wieku i dopiero zaczynał dorosłe granie, ten brak obycia chwilami dawał o sobie znać. Miał jednak wystarczająco dużo siły, żeby grać u nas na wahadle. Z dośrodkowaniami – jak to najczęściej bywa u młodych – było różnie, ale stylem gry powinien pasować do Legii. Przypomina mi swoją charakterystyką Filipa Mladenovicia, tyle że z gorszą wrzutką. Serb, nie licząc europejskich pucharów, też więcej grał w ataku niż w obronie, a taki styl powinna dziś prezentować Legia. Na pewno Vinagre często będzie schodził z piłką do środka, co zawsze robi dużo zamętu, bo łamiesz linię i nie wiadomo, kto z obrony ma do ciebie wyjść – przewiduje pięciokrotny reprezentant Polski.

Lepszy w ataku niż w obronie

Co ciekawe, Vinagre w sezonie 2017/18 często musiał z boku obserwować wyczyny Barry’ego Douglasa. Były obrońca Lecha Poznań miał wtedy najlepszy okres w karierze. Jego 5 goli i 14 asyst walnie przyczyniło się do powrotu do Premier League.

Reklama

Żyro: – Barry przewyższał go doświadczeniem i konkretami w ofensywie, ale gdy już Ruben wchodził na boisko, robił dużo szumu z przodu. Z wielu podań za plecy lub na dobieg potrafił zrobić różnicę. Zakładam, że pod takie akcje Legia go ściągnęła i będzie de facto bardziej piłkarzem ofensywnym niż defensywnym.

Kolejni nasi rozmówcy są zgodni co do tego, że Vinagre znacznie więcej daje w grze do przodu niż w bronieniu.

Na pewno Ruben lepiej się odnajduje w drużynach o ofensywnym nastawieniu, chcących dominować – potwierdza Karol Świderski, który wiosną tego roku razem z Portugalczykiem walczył o utrzymanie Hellasu Verona w Serie A, co ostatecznie się udało.

Nie wiemy, czy to dyplomacja, czy Vinagre przez lata dokonał postępu, ale kadrowicz Michała Probierza przekonuje, że nowemu zawodnikowi „Wojskowych” jakości nie zabraknie. – Bardzo dobry piłkarz. Dobry technicznie, dobry z piłką przy nodze, umie grać jeden na jeden i zdobywać teren. W defensywie mimo wszystko też nieźle sobie radził. Nie dostawał zbyt wielu minut, ale na treningach również w tym aspekcie wyglądał na plus. Gdy już występował – czy to jako obrońca, czy wahadłowy – jego postawę można było oceniać pozytywnie – zapewnia Świderski.

Vinagre epizod w Weronie zamknął na dwunastu ligowych występach i niecałych trzystu rozegranych minutach. W pierwszym składzie wyszedł tylko dwa razy. Pełne 90 minut zaliczył dopiero na sam koniec.

Myślę, że przede wszystkim wynikało to z taktyki, którą przeważnie chcieliśmy stosować. Na lewej stronie częściej trener wystawiał wysokiego Kolumbijczyka Juana Cabala, bardziej pasującego do naszego defensywnego stylu. Trener już go dobrze znał, Ruben natomiast przyszedł pod koniec zimowego okienka, a wyniki akurat mieliśmy całkiem niezłe i nie było podstaw do większych zmian. W takich okolicznościach zawsze trudno od razu wskoczyć do składu – tłumaczy Świderski.

Vinagre miniony sezon zaczynał na wypożyczeniu w Hull City, gdzie z kolei obserwować mógł go Artur Kliński, od lat kibicujący „Tygrysom”.

Przychodził jako cel transferowy nr 1, co potwierdzał sam trener i szefowie klubu. Należał do najlepiej zarabiających w drużynie. Występował na lewej obronie, z naciskiem na ofensywę. Zdecydowanie lepiej atakuje niż broni, lubi wchodzić w pojedynki szybkościowe i przeprowadzać rajdy. Dla mnie to bardziej wahadłowy, profilowo podobny zawodnik do Nicoli Zalewskiego. Niestety, ze względu na swój styl  albo notorycznie łapał jakieś urazy, albo praktycznie w ogóle nie grywał pełnych 90 minut. Chyba właśnie z powodu tych kontuzji klub czekał do stycznia, aby skrócić jego wypożyczenie. Pewnie gdyby był zdrowy, po pełnym okresie przygotowawczym rozegrałby cały sezon. Ale wtedy na pewno nie trafiłby do Legii – mówi Kliński.

Dziwne przenosiny do Sportingu

Vinagre po awansie do angielskiej elity nie zmienił swojego statusu w Wolverhampton, będąc stałym elementem kadrowych rotacji. Przez dwa lata uzbierał 35 meczów w Premier League (bez gola i asysty), a jego rekord to cztery z rzędu spotkania od pierwszej minuty. Latem 2020 rozpoczął wędrówkę po Europie, która trwa do dziś.

Zaczęło się od Olympiakosu. Kilka miesięcy spędzonych w tym klubie mógł spisać na straty ze względu na kontuzję mięśniową. Jedynym plusem był debiut w fazie grupowej Ligi Mistrzów. W następnej rundzie powędrował do wspomnianego Famalicao, gdzie wreszcie zaczął być normalnie eksploatowany. Zaprezentował się tam na tyle korzystnie, że łączono go nie tylko ze Sportingiem, ale także z Benfiką i FC Porto.

Ostatecznie wylądował w swoim byłym klubie na wypożyczeniu z opcją wykupu za 10 mln euro. Sezon 2021/22 zaczął obiecująco, przynajmniej jeśli chodzi o częstotliwość występów. W pierwszych siedmiu kolejkach portugalskiej ekstraklasy sześć razy wyszedł w podstawowym składzie i zaliczył jedną asystę. Po debiucie był nawet dość intensywnie chwalony na portugalskim Twitterze. Szybko jednak wylądował na ławce, a po paru następnych tygodniach doznał kontuzji kostki, która wykluczyła go na półtora miesiąca i już się nie odkręcił.

Bycie następcą Nuno Mendesa to za dużo

„W Sportingu kopał się po czole. Jeden z najgorszych transferów ostatnich lat” – tak napisał o nim na Twitterze Mariusz Moński, ekspert od futbolu niderlandzkiego, który kibicuje też drużynie „Lwów”. Zapytaliśmy go o powody tak surowej oceny.

Napisałem o nim jako niewypale w kontekście oczekiwań, których nie spełnił, a nie w kontekście tego, że jest za słaby na Ekstraklasę. Umiejętności mu odmówić nie można, jest świetnie wyszkolony, „gra w piłkę” zawsze była jego atutem. Vinagre przychodził jednak jako następca Nuno Mendesa, który odszedł do PSG. Miał utrzymać odpowiednią jakość na lewym wahadle, bo na tym opierała się siła Sportingu w ostatnich latach pod Rubenem Amorimem. Wahadłowi dawali dużo asyst i ogólnej jakości w grze do przodu. On nie spełnił tych oczekiwań, praktycznie w każdym meczu należał do najsłabszych punktów zespołu. A to przecież był wielki talent, błyszczał w młodzieżowych reprezentacjach Portugalii. Na dodatek szkolił się wcześniej w akademii Sportingu, więc liczono, że nie będzie potrzebował żadnej aklimatyzacji. Wyszło inaczej, coś nie kliknęło – tłumaczy Moński.

Najdziwniejsze jest to, że mimo symbolicznego zaznaczenia swojej obecności w Sportingu wiosną 2022, lizboński klub i tak zdecydował się na transfer definitywny, przelewając na konto Wolverhampton 10 baniek w europejskiej walucie za raptem 50 procent praw transferowych do tego zawodnika. Co tu kryć, od razu nasuwały się niecne skojarzenia.

Nie twierdzę, że z całą pewnością było tak w przypadku Vinagre, ale od lat często transfery na linii Portugalia-Wolverhampton z Jorge Mendesem w tle pachną menadżerskimi rozgrywkami, przy których ludzie doszukują się drugiego dna, spłaty jakichś prowizji i tym podobnych spraw – komentuje Moński.

Podobnie uważa Amadeusz Starczewski, jeden z najbardziej zaangażowanych kibiców Sportingu w Polsce: – Od początku wyglądało to jak rozliczenia z agentami. Ruben nigdy nie dostał realnej szansy w Sportingu, kiedy wchodził był po prostu przezroczysty, ani nic nie zawalał, ani nie dawał jakichś pozytywów.

Większe podobieństwo do Medeirosa niż Diasa?

Po wykupie Vinagre już nigdy w Sportingu nie zagrał, za to rozpoczął drugą turę wypożyczeń. „Lwy” latem 2022 oddały go na rok Evertonowi, gdzie dyrektorem sportowym został Kevin Thelwell, znający Portugalczyka z czasów pracy w Wolverhampton. Mimo takiej rekomendacji skończyło się na dwóch epizodach w Premier League i dwóch meczach w Pucharze Ligi Angielskiej. Poprzedni sezon to najpierw półrocze w Hull City, a później w Hellasie Verona, o czym już pisaliśmy.

Najbardziej w przypadku tego piłkarza niepokoi permanentny brak regularnej gry, mimo braku poważnych kontuzji. Licząc trzy ostatnie lata w czterech różnych klubach łącznie uzbierał zaledwie 45 meczów, a na boisku spędził 1883 minuty, co w uśrednieniu dałoby 20 całych występów.

Sprowadzany kiedyś do Legii Ivan Obradović moim zdaniem był nawet lepszy niż Vinagre, tyle że był już totalnie wyniszczony przez kontuzje. A najgorzej, gdy do Polski przychodzili połamani zawodnicy i najpierw musiano się martwić, czy w ogóle będą jeszcze w stanie normalnie rywalizować o skład. Z Vinagre tego problemu nie ma, jest zdrowy i trzeba jedynie odbudować jego formę – szuka pozytywnych punktów zaczepienia Mariusz Moński.

I dodaje: – Ja widzę tu więcej podobieństw do Yuriego Medeirosa niż Gila Diasa. Medeiros też był talentem ze Sportingu, który nie do końca w nim zaistniał i też przychodził zdrowy, do sportowej odbudowy prosto z topowej ligi z bardzo wysoką klauzulą wykupu.

Z porównaniami do Medeirosa zgadza się Amadeusz Sterczewski: – To może być podobny przypadek. Pewnie umiejętnościami będzie często w czołówce, ale czy ambicji na granie wystarczy, śmiem wątpić. Nikt bez powodu nie spada z Premier League do Ekstraklasy, mając 25 lat. Historii urazów też nie ma ogromnej, więc jedyne co przychodzi na myśl to mental.

Gdzieniegdzie dało się wyczytać negatywne komentarze dotyczące właśnie ambicji i podejścia Vinagre do pracy, ale Karol Świderski uspokaja kibiców Legii: – W oparciu o to, co widziałem przez te niecałe pół roku, nie zgadzam się z tymi opiniami. Sumiennie i ciężko trenował, dobrze prezentował się na treningach, ale nie obrażał się, gdy siadał na ławce.

Jest nadzieja

Mam nadzieję, że odpali w Ekstraklasie. Jestem optymistą. Skoro wcześniej grał w Premier League, a teraz był w Serie A, to nie ma w tym przypadku – podkreśla reprezentant Polski.

Michał Żyro: – Na pewno Vinagre wprowadzi do gry więcej dynamiki niż Gil Dias, który moim zdaniem w ogóle nie pasował na pozycję wahadłowego w Legii. Jeśli jego główne zadania będą polegały na atakowaniu z piłką przy nodze, graniu wysoko i wchodzeniu w pojedynki, powinno być okej, choć chwilami może być dużo irytacji, bo będzie przez to dość często notować straty. Ale na tym dziś polega futbol, zawodnicy biegający po bokach muszą ciągle grać 1 na 1 i próbować robić przewagę. Już widziałem w sparingu z Jagiellonią, że był w ten sposób ustawiony i mógł mieć stuprocentową sytuację do pustej bramki, gdyby podał mu Nsame.

Dla Legii sprowadzenie kogoś takiego jak Vinagre ewidentnie ma też wymiar prestiżowy. Dyrektor sportowy Jacek Zieliński przy jego prezentacji z dumą podkreślał, że „zawodnik grający w najlepszych ligach europejskich, może być również zainteresowany grą w Legii”. Jeśli jednak ta historia ma mieć za rok ciąg dalszy, Portugalczyk będzie musiał błyszczeć, aby dyskusja nad wykupieniem go za rekordowe w skali Ekstraklasy 2,4 mln euro była uzasadniona.

O wszelkich wątpliwościach dotyczących Portugalczyka już pisaliśmy, ale aspektów dających pewną nadzieję mimo wszystko trochę znajdziemy. Przede wszystkim – w przeciwieństwie do Gila Diasa mówimy o typowym lewym obrońcy/wahadłowym, który nie będzie się męczył na nie swojej pozycji. Ofensywna charakterystyka pasuje do tego, co chce grać Legia. Jeszcze 26 maja zaliczył on cały mecz przeciwko Interowi w Serie A (2:2). Przychodzi zdrowy, w ostatnich miesiącach nic mu nie dolegało, to nie jest przypadek Kennetha Zohore, już z daleka wyglądającego na piłkarskiego trupa.

Wypożyczenie ze Sportingu sfinalizowano jeszcze w miarę wcześnie, na niecałe trzy tygodnie przed startem sezonu (Diasa ściągano na początku września). 25-latek zdąży więc porządnie potrenować, zagrać w sparingach, poznać kolegów i trenera Goncalo Feio. No właśnie, rodak na szkoleniowym stanowisku może być punktem kluczowym, zwłaszcza gdy mówimy o trenerze przywiązującym olbrzymią wagę do taktycznych szczegółów. Nie ma obaw, że ktoś tu czegoś nie zrozumie ze względu na językową barierę. Na co dzień Vinagre nie będzie się czuł wyobcowany, bo z Claudem Goncalvesem, Luquinhasem czy Marcelem Mendesem-Dudzińskim może porozmawiać po portugalsku, a zakładamy, że po latach spędzonych w Anglii również w tym języku może się swobodnie komunikować.

Nie da się tu czegokolwiek założyć z całą pewnością. Ekstraklasa jest jaka jest, ale bez odpowiedniego przygotowania i nastawienia nawet zawodnicy z piłkarską jakością znacznie powyżej średniej mogą przepaść i odejść jako niewypały. Dla atrakcyjności ligi byłoby jednak dobrze, gdyby takie ruchy jak ten z Vinagre okazywały się trafione.

CZYTAJ WIĘCEJ:

Fot. 400mm.pl/Newspix/Legia Warszawa

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

Media: Sarina Wiegman może zastąpić Garetha Southgate’a w reprezentacji Anglii

Patryk Fabisiak
8
Media: Sarina Wiegman może zastąpić Garetha Southgate’a w reprezentacji Anglii

Ekstraklasa

Anglia

Media: Sarina Wiegman może zastąpić Garetha Southgate’a w reprezentacji Anglii

Patryk Fabisiak
8
Media: Sarina Wiegman może zastąpić Garetha Southgate’a w reprezentacji Anglii

Komentarze

34 komentarzy

Loading...