Reklama

Gareth się boi, ale to nic złego

Antoni Figlewicz

Autor:Antoni Figlewicz

07 lipca 2024, 09:04 • 11 min czytania 39 komentarzy

Gareth Southgate przestrzelił słynny rzut karny na Wembley. Wielu powie, że to pewnie ta jedna chwila zdefiniowała go na lata i to przez ten jeden przykry moment selekcjoner angielskiej reprezentacji zdaje się chwilami bać własnego cienia. Nic bardziej mylnego. W sercu Southgate’a od lat kryje się strach przed odrzuceniem, który udało się stłumić i nad którym 53-latek ostatecznie zapanował. Nie zdołał go jednak całkowicie zwalczyć, bo wynika z jego natury. Natury dobrego człowieka.

Gareth się boi, ale to nic złego

Znudzeni zawodnicy siedzą w jakimś hotelowym lobby. Facet z gitarą coś tam śpiewa, podobno specjalnie dla nich. Ktoś dłubie w nosie, ktoś inny ziewa. To miła integracja według Garetha Southgate’a, który chwyta się różnych sposobów, by ożywić angielską kadrę. I właśnie dlatego zaprosił na zgrupowanie zawodzącego mniej i bardziej energiczne ballady Eda Sheerana…

Niby trudno go winić za szukanie jakichś niekonwencjonalnych rozwiązań, chyba nawet należałoby go pochwalić – może i nie poszedł z chłopakami na gokarty, paintball czy dmuchańce, ale czegoś próbuje. Szkoda tylko, że można takie próby w prosty sposób obśmiać i znów rozpocząć ogólnokrajową nagonkę na trenera, który nie dość że popełnia błędy, to jeszcze kojarzy się z bolesną porażką sprzed prawie trzydziestu lat.

Reklamą kadry jest cały czas twarz antybohatera z 1996. Antymidasa wyspiarskiej piłki. I nie ma tu miejsca na zaufanie, którego Gareth Southgate nigdy tak naprawdę nie dostał.

Niekochany

Powiecie, że jak to, hola, hola, przecież ktoś go trzyma na stanowisku i niezmiennie zapewnia, że ten projekt ma sens. Dalej znajdą się też takie jednostki, co wierzą w mistrzostwo Europy, a to po awansie do półfinału staje się coraz bardziej prawdopodobne.

Reklama

Ktoś też musiał kilka lat temu uznać, że bagaż bolesnych doświadczeń, nie ma prawa być problemem dla całej drużyny, że na nią nie będzie to oddziaływać.

I to był pewnie błąd. Ale nie jest to wina ani trenera, ani decydentów z angielskiej federacji.

Opinia publiczna sprawia, że Gareth Southgate nadal walczy z przykrymi wspomnieniami i to one w pewnym stopniu definiują jego podejście do życia, trenowania. Do rozmów z dziennikarzami. Szukania zagrożeń. Nikt w Anglii nie otoczył go ramieniem, nie przytulił jak kumpla i nie poklepał po plecach, kiedy by się to naprawdę przydało. Kojarzyli i kojarzą go z porażką, a teraz także z ciągłą obawą o kolejne potknięcia, których selekcjoner reprezentacji Anglii już po prostu nie chce. Ma prawo się ich bać, bo skoro ganią go w kraju za zwycięstwa, to strach pomyśleć, jaki lincz naszykują mu po porażce.

Gareth Southgate i najbardziej znany moment jego piłkarskiej kariery.

Barney Ronay, relacjonujący dla The Guardian trwające mistrzostwa, napisał ostatnio coś takiego, z perspektywy zagranicy trudno się nie zgodzić: – Southgate jest prawdopodobnie najbardziej osaczoną osobą w kraju, obiektem nieustannej, niekontrolowanej drwiny. Dowolny mężczyzna w średnim wieku mógłby opowiedzieć kilka nieśmiesznych żartów w piątkowym wieczornym programie BBC, a następnie po prostu rzucić „Gareth Southgate” na koniec i przepełniona fałszem publiczność wyłaby ze śmiechu.

Reklama

Dziennikarz nieśmiało zastanawia się nawet, czy realna ocena pracy Southgate’a nie powinna raczej wskazywać na to, że to najlepszy selekcjoner reprezentacji Anglii od bardzo wielu lat. Ale znów strach – nie można czegoś takiego powiedzieć na głos. Nie o trenerze, którego podopieczni robią niezłe wyniki, ale grają w grę obrzydliwą. – Skąd się bierze ta wściekłość? Niekontrolowane przekonanie, że Anglia pod rządami Southgate’a była ciągłym upokorzeniem narodu? – zastanawia się Ronay, odpowiedzi szukając w ludzkiej naturze.

Grzeczny

Szesnastolatek ze sporym i bardzo charakterystycznym nosem ściska dłonie rywali. Jest piłkarzem młodzieżowej drużyny Crystal Palace, przed chwilą przegrał mecz. Dziękuje im jednak za rywalizację, służy dobrym słowem, docenia klasę. Po chwili zauważa go trener, Alan Smith:

Oj Southgate! Lepiej zostań jakimś agentem biura podróży! Jak masz się tak zachowywać, to w piłce nie będzie dla ciebie miejsca.

Już samo wejście do ekipy z Londynu było dla tego grzecznego młodzieńca bolesnym doświadczeniem i lekcją zarazem. Sam zresztą wspominał po latach, że popełnił wręcz karygodny błąd od razu przy pierwszym spotkaniu z kolegami z zespołu.

Jedna wielka katastrofa, w dodatku zanim w ogóle zdążyłem kopnąć piłkę – Southgate przypomina w swojej biografii From Zero to Hero ten feralny dzień, w którym postanowił ubrać się w koszulę i eleganckie spodnie. Wszyscy jego nowi kumple mieli na sobie dresowe bluzy, królowała luźna, uliczna stylówka. A on wyglądał jak prymus z prywatnej szkoły. – Moi rówieśnicy wydawali się o wiele bardziej obyci z ulicą, a ja byłem po prostu dzieciakiem z przedmieść, w dodatku z tymi głupimi zębami. Nie było we mnie nic fajnego i czułem, że nigdy nie będę tu pasował.

Bycia grzecznym, miłym facetem nauczyła go mama, która wymagała od Garetha, by zawsze był po prostu dobrym człowiekiem. Miał być życzliwy, sympatyczny. Pomocny. Dobro, jak mówiła, miało zawsze do niego wracać. W świecie piłki rządziły jednak trochę inne zasady.

Życia w trudnym środowisku chciał nauczyć Southgate’a trener Smith. Widział w chłopaku wielki potencjał, który mogło zdusić tylko jego z natury miękkie serce. – Któregoś razu przeprowadziliśmy z trenerem poważną rozmowę, powiedział, że jestem dobrym gościem, ale nie o to w tym biznesie chodzi. Dopiero po czasie zdałem sobie sprawę, że Alan tak naprawdę zaczepiał mnie tylko dlatego, że czekał na jakąś moją reakcję. To był jego sposób na uświadomienie mi, że muszę dokonać poważnych zmian w swoim nastawieniu, jeśli chcę przetrwać. Wtedy jednak tego nie rozumiałem, uroniłem nawet kilka łez.

Żaden wstyd, to w końcu normalne, że wrażliwy nastolatek zapłacze, gdy nie spełni czyichś oczekiwań. Kolegów, trenera, swoich. Southgate czuł jednak, że to niedopasowanie grzecznego chłopaka i niegrzecznego świata futbolu bardzo mu ciąży. I nauczył się funkcjonować w tym trudnym środowisku, zarazem nie porzucając wpojonych przez mamę ideałów, choć kosztowało go to naprawdę wiele pracy.

Troskliwy

Lekcja od Smitha była, jak przyznaje sam Southgate, punktem zwrotnym w jego życiu. Uznał, że skoro świat nie chce go takiego, jakim jest, a on nie chce całkowicie porzucać swojego modus operandi, to musi obudzić w sobie kilka nowych cech, które pozwolą mu chociaż na przetrwanie. O asymilacji nawet nie marzył, ale udało się zbudować naprawdę wyjątkową osobowość, o której nie wstydzi się mówić.

Bycie miłym dla innych nie oznacza, że ​​brakuje nam siły – przekonuje selekcjoner w swojej najnowszej książce Anything Is Possible: Be Brave, Be Kind & Follow Your Dreams. – Łatwo pomyśleć, że ktoś z dobrymi manierami i pozytywnym nastawieniem może nie mieć tego zwycięskiego napędu, ale rzeczywistość jest całkiem inna. Jeśli wszystkie cechy związane z byciem miłym pochodzą z wewnętrznej pewności siebie, to i tak nie boimy się tego, co pomyślą inni, gdy zaoferujemy z serca pomoc lub okażemy szacunek innym ludziom – tłumaczy swój pogląd na świat Anglik, który życiową filozofię kształtował bardzo skrupulatnie, klocek po klocku.

Już zdążyliśmy się przyzwyczaić do eleganckiego ubioru Southgate’a, ale na tegorocznym Euro nie oglądamy go w szykownej kamizelce…

Przez lata musiał sobie tłumaczyć, że nie ma sensu myśleć o tym, co może pójść źle. Refleksja tego typu nie miała racji bytu w zawodowej piłce, a była największym przeciwnikiem Anglika, gdy stawał naprzeciwko Andreasa Köpke w czerwcu 1996 roku. Ten beznadziejnie strzelony rzut karny nie zdefiniował Southgate’a. Był jedynie objawem.

Objawem tego, że zbyt wiele myśli i scenariuszy kłębi się w jego głowie. Trener, selekcjoner, powinien dobrze identyfikować ryzyka, ale i wykorzystywać nadarzające się okazje. Southgate nauczył się to robić, ale pod dużą presją zdaje się jednak dostrzegać… zbyt wiele. Jest zbyt dokładny i nadmiar wątków paraliżuje proces decyzyjny.

Mimo metodycznego podejścia do pracy i życia, często okazuje się nawet zbyt troskliwy. Martwi się o innych, bywa zbyt krytyczny wobec siebie. Nie chciałby niczego zostawiać przypadkowi, ale czasem nie jest w stanie walczyć z futbolowymi prawami Murphy’ego. Martwi się więc jeszcze bardziej.

Zaskakujący

Southgate to osoba, którą trudno jednoznacznie zaszufladkować, pewnie przez te jego machinacje przy własnym charakterze. Na przestrzeni kariery nieraz potrafił zaskoczyć kolegów, którzy nie spodziewali się, że Gareth ma w sobie, na przykład, pierwiastek imprezowicza. A aktualny selekcjoner reprezentacji Anglii dobrze odnajdywał się w barach, umiał rozbawić towarzystwo i czasem dać nieźle w palnik.

Gdy trener Alan Smith, teraz już pracujący w seniorach, zabrał chłopaków z Crystal Palace na wycieczkę do Włoch i pozwolił im nieco pobalować, Southgate chętnie skorzystał z okazji do wypadu na miasto. Potem wracał zygzakiem do hotelu, wierząc, że uda mu się wślizgnąć do pokoju bez większych trudności, ale na korytarzu nadział się na prezesa klubu, Rona Noadesa. Próbował coś wybełkotać, ale z ust nie polały się słowa, a zawartość jego zmęczonego przydługim wieczorem żołądka.

Na następny dzień Gareth nie umiał ukryć zażenowania. Wstydził się za swój wybryk i w ramach zadośćuczynienia wyczyścił nowe, ale od kilku godzin nieźle zapaskudzone buty Noadesa.

Southgate potrafił zaskakiwać też w bardziej cywilizowany sposób. Podczas mundialu w 1998 roku angielscy piłkarze postanowili zrobić sobie małe zawody – każdy z nich miał przemycać do wywiadów prasowych i telewizyjnych tytuły znanych piosenek. To oczywiście nie jest nic prostego, łatwo wyjść na idiotę, który opowiada jakieś totalne bzdury. Southgate miał jednak dar łączenia kropek:

Był zdecydowanie jednym z najlepszych. Na pewno lepiej wplatał w swoje wypowiedzi tytuły piosenek niż strzelał rzuty karne – żartował z kolegi Alan Shearer, który wręcz nie mógł uwierzyć, że ktoś może znaleźć w jednym wywiadzie miejsce dla dwóch piosenek George’a Michaela.

Southgate ma poczucie humoru, umiał i umie się śmiać. W żart próbował obrócić nawet ten feralny rzut karny – Stuart Pearce przekonał go do udziału w reklamie sieci Pizza Hut, w której, oprócz obu panów, zagrał też ostatecznie Chris Waddle. Scenariusz nie był zbyt skomplikowany – dwaj starsi koledzy mieli szydzić z nieszczęścia młodszego, a pognębiony Gareth, w papierowej torebce na głowie, miał oczywiście palić się ze wstydu. To o tyle zabawne, że zarówno Pearce jak i Waddle w przeszłości również przestrzelili ważne jedenastki – obaj mylili się na mundialu we Włoszech w roku 1990.

Gryz pizzy od Pizza Hut, torba zdjęta z głowy i po chwili:

– Dzięki chłopaki, teraz czuję się o wiele lepiej!

Podejście na wesoło i tak nie pomogło. Jeszcze po latach Southgate spotykał się ze złośliwymi komentarzami, czasem nawet z groźbami: – Każdego dnia, kiedy idę ulicą, ktoś mi o tym przypomina – mówił selekcjoner Anglików ponad dekadę temu magazynowi FourFourTwo.To strasznie irytujące, że to jest pierwsza rzecz, o której ludzie pomyślą. To też zresztą trochę przygnębiające. Tym bardziej, że niektórzy nadal mnie po prostu obrażają na ulicy – wyżalił się Southgate.

Jeśli jednak myślicie, że już sama zgoda na tę przesadną autoironię w reklamie pizzy była dziwnym zachowaniem Anglika, to co powiecie na aferę całusową? Ostateczny dowód na to, że Gareth Southgate to coś więcej niż trochę wstydliwy nudziarz. Aktualny selekcjoner reprezentacji Anglii grał w tamtym czasie dla Aston Villi i akurat pojechał z drużyną na mecz wyjazdowy. Tego wieczoru stadion Charltonu stał się niespodziewanie sceną nieco zapomnianego performansu – na murawę wbiegł ubrany w skarpetki i tylko w skarpetki mężczyzna, który swoim występem przerwał spotkanie. Ciekawy sposób na powstrzymanie intruza wymyślił na poczekaniu właśnie Southgate – chyba ostatnia osoba, którą można posądzić o taką ekstrawagancję.

Pocałował golasa, a jeden z fotografów obecnych na spotkaniu zdążył uwiecznić ten przedziwny moment.

Southgate nie komentował szerzej tej sprawy, ewidentnie woli zdjęcia, na których oglądamy go całującego ukochaną małżonkę.

Kochany

Alison to jedyny prawdziwy azyl Garetha. Są ze sobą od czasów nastoletnich, poznali się gdy on dopiero zaczynał karierę w Crystal Palace, a jego przyszła żona dorabiała sobie w odzieżowym butiku. Southgate wielokrotnie podkreślał na przestrzeni swojej kariery, piłkarskiej i trenerskiej, jak wielką rolę w jego życiu gra rodzina. Spędzanie czasu z najbliższymi sprawia, że selekcjoner reprezentacji Anglii wreszcie może chwilę odsapnąć, zrelaksować się. Możliwe nawet, że kryje się w tym większa tajemnica, której Southgate i tak nigdy nie zdradzi – w domu, i tylko tam, może być w pełni sobą.

Żona i dwójka dzieci – Mia i Flynn – mają ogromny udział w podtrzymywaniu Garetha na duchu. To oni namówili go, by nie rezygnował z prowadzenia reprezentacji po mistrzostwach świata w Rosji. To oni przekonali go do pozostania na stanowisku po odpadnięciu z mundialu w Katarze. I tak naprawdę to oni ostatecznie pomogli mu podjąć kilka innych ważnych decyzji, które sprawiły, że teraz jest w takim, a nie innym miejscu. Życie rodzinne jest dla Southgate’a na tyle ważne, że niewiele o nim opowiada. Trzyma bliskich z dala od blasku fleszy, nie chcąc, by bezpośrednio dotknęła ich krytyka kierowana pod jego adresem. A pośrednio dotyka i tak.

Gdy niedługo po ślubie i zarazem nie tak długo po brzemiennym w skutkach meczu z Niemcami Gareth i Alison wybrali się w podróż poślubną na Bali, liczyli, że piłkarz będzie mógł trochę odsapnąć i złapać odrobinę dystansu. Nic bardziej mylnego – nawet w odległym świecie zaczepił ich miejscowy, który rozpoznał obrońcę reprezentacji Anglii:

To ty, to ty, prawda? Anglia. Rzut karny – powiedział łamaną angielszczyzną tubylec.

I wtedy Southgate już wiedział, że na świecie jest tylko jedno miejsce, w którym może się czuć w pełni bezpiecznie. To jedno, w którym jest bezwarunkowo kochany i w którym nikt nie będzie go dopytywał o Kalvina Phillipsa, Trenta Alexandra-Arnolda, lewą nogę Kierana Trippiera. I o tego cholernego karnego też.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix/The Standard/Gary M. Prior

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

Media: Sarina Wiegman może zastąpić Garetha Southgate’a w reprezentacji Anglii

Patryk Fabisiak
13
Media: Sarina Wiegman może zastąpić Garetha Southgate’a w reprezentacji Anglii

1/4

Anglia

Media: Sarina Wiegman może zastąpić Garetha Southgate’a w reprezentacji Anglii

Patryk Fabisiak
13
Media: Sarina Wiegman może zastąpić Garetha Southgate’a w reprezentacji Anglii

Komentarze

39 komentarzy

Loading...