Turek czuje dumę. Podobno często nadmierną. Dlatego po kolejnych zwycięstwach reprezentacji jeździł po centrum swojego niemieckiego miasta z wywieszoną flagą i klaksonem wciskanym kompulsywnie co dwie sekundy. Dlatego też oburza się, gdy ktoś mu mówi, że symbol, który dobrze zna, jest nieodpowiedni.
Dwóch młodych Turków pozuje do zdjęcia na tle Olympiastadion. Obaj pokazują do aparatu wilczy salut. Ten sam gest, za który UEFA wlepiła Merihowi Demiralowi dwa mecze zawieszenia. Nie wyglądają na tureckich nacjonalistów. Swoje całe dotychczasowe życie spędzili w Niemczech, mówią płynnie do niemiecku, odebrali niemieckie wykształcenie, utożsamiają się z oboma krajami. Znak wilka to dla nich znany od lat symbol tureckiej dumy i niczego więcej. – To nic radykalnego, nic prawicowego. To po prostu znak przywiązania do narodu, który ma swoje korzenie w naszej mitologii – mówią o geście, który przed chwilą wykonali.
Gest Demirala
Największy nieobecny spotkania z Holandią, Merih Demiral, wprawił cały swój kraj w ekstazę strzelając dwie bramki Austrii w jednej ósmej finału. Po drugim z trafień w ramach celebracji złożył palce w gest wilka. I wtedy zaczęła się polityczna burza, czyli to, czego UEFA za wszelką cenę chciała uniknąć, wlepiając kary z automatu za wszystkie polityczne nawiązania, do jakich doszło na niemieckich boiskach. Demiral tłumaczył wtedy przekonująco: – Sposób, w jaki celebrowałem bramkę, ma związek z moją tożsamością. Jestem Turkiem, jestem z tego dumny i to właśnie oznacza ten znak. Chciałem to zademonstrować, nie było w tym żadnego ukrytego przekazu.
W Niemczech zawrzało. W Turcji jeszcze bardziej. Gest Demirala używany jest także przez skrajnie nacjonalistyczną, mającą na koncie wiele ciężkich grzechów organizację „Szare Wilki”. Za uszami mają naprawdę wiele, o czym wyczerpująco pisał Szymon Janczyk – mordowanie osób z lewicowych środowisk, wszczynanie zamieszek, tępienie Kurdów, Ormian i Alewitów, zaangażowanie w okupację północnego Cypru, handel narkotykami i bronią, próbę zabicia premiera, groźby wobec Benedykta XVI i domniemany zamach na Jana Pawła II. Ponadto gest wilka używany jest przez z MHP, czyli partię polityczną wywodzącą się z „Szarych Wilków”, będącą jednocześnie sojusznikiem Recepa Erdogana. Erdogana, którego stosunki z niemieckim mainstreamem można uznać za chłodne, choć słowo „chłodne” jest w tym kontekście bardzo eufemistyczne.
Jeśli chcemy doszukać się tu politycznego powiązania, to bez problemu je znajdziemy.
Tylko czy my powinniśmy się doszukiwać? Czy każdy gest powinien być poddany ocenie arbitrów, którzy lepiej znają jego intencję niż osoba, która go wykonuje i ludzie, do których jest kierowany? Zupełnie normalni Turcy – tacy z nich nacjonaliści, że Bosfor widzą tylko w trakcie wakacji – nie widzą w geście Demirala niczego złego.
Turczynka wychowana za zachodnią stroną Odry przekonuje nas: – Kara jest zdecydowanie za wysoka i kompletnie niesprawiedliwa. Każdy kraj ma swój znak. Tak jak Niemcy mają orła, tak my mamy wilka. Domagam się wycofania tej kary, ale wiem, że ono nie nadejdzie. Ten wilk to po prostu symbol Turków. Ten znak pokazuje, że jesteśmy dumni ze swojego pochodzenia. Z dumą podajemy rękę i z dumą pokazujemy też wilka.
Inny z Turków mówi: – Inni piłkarze też robili niedozwolone rzeczy. Nie chcę wymieniać nazwisk, ale na przykład z Anglii… Kiedy robią coś Turcy, dostają za to podwójną karę.
Jeszcze inny: – Trzeba też sobie zadać pytanie: dlaczego pokazał ten znak? Austriaccy kibice śpiewali, że obcokrajowcy mają sobie pójść. Może był sprowokowany?

Mecz na szczycie wysokiego ryzyka
Olympiastadion, godzina do rozpoczęcia meczu. Spiker przymierza się do wyczytania składów, ale zanim to zrobi, w standardowej marketingowej formułce zaprasza widzów do odwiedzenia strony internetowej UEFA. Ale widzowie, przynajmniej ci z Turcji, reagują na to zaproszenie przeraźliwymi gwizdami. To jedna z wielu sytuacji, w których prezentują swoje wzburzenie. Świat próbuje powiedzieć im, że coś jest niedopuszczalne, a oni nie zamierzają się z tym zgadzać.
Inny obrazek. Oficjalny przemarsz kibiców. Dobre kilka tysięcy Turków spotyka się na Breitscheidplatz i kieruje się w stronę stacji Charlottenburg. Ich droga na stadion jest kilkukrotnie przerywana przez niemiecką policję ze względu na wilcze saluty. Niemieccy funkcjonariusze upominają uczestników, że gesty polityczne nie są dozwolone w trakcie aktywności związanych z mistrzostwami. A na nich działa to jak płachta na byka. Robią na przekór. Pokazują gesty jeszcze chętniej i jeszcze częściej, w końcu funkcjonariusze rozwiązują przemarsz i proszą wszystkich o kierowanie się w stronę stadionu indywidualnie, a nie w zorganizowanej grupie. Kibice protestują – przecież okazywanie tego symbolu nie jest w żaden sposób zakazane na terenie Niemiec, a przemarsz to nie mecz. UEFA i niemieckie władze tak nie chciały żadnych symboli politycznych podczas Euro 2024, że skończyło się jednym wielkim manifestem politycznym w ćwierćfinale.
Każdy w Berlinie spodziewał się eskalacji. I policja robiła wszystko, żeby się do niej przygotować. Tylko przy meczu Turcji z Holandią pracowało trzy tysiące funkcjonariuszy. Do berlińskiej komendy zjechały posiłki z innych miast. W niemieckiej prasie można było przeczytać, że zdaniem policji będzie to mecz „na szczycie wysokiego ryzyka”. Spiralę emocji pod tytułem „my niewinni kontra złowroga UEFA” napędzali sami Turkowie. Mehhmet Büyükeksi, prezes tureckiej federacji, uznaje karę dla Demirala za „niedopuszczalną, nielegalną i polityczną”. Grupa ultrasów Galatasaray nawołuje nawet, że na „podłość” ze strony UEFA odpowie „tysiące szarych wilków w Berlinie i miliony na świecie”. I zachęca do tego, żeby ów gest pokazywać na meczu.
Salutującego Meriha Demirala wrzuca na swój Instagram Mesut Özil, postać w jasno opowiadająca się po stronie tureckich nacjonalistów i jednocześnie w Niemczech niemalże wyklęta. 92-krotny reprezentant „die Mannschaft” z symbolem wilka utożsamia się do tego stopnia, że aż go sobie wytatuował. W temacie gestu Demirala wypowiedział się nawet Recep Erdogan, według którego piłkarz „wyraził jedynie swój entuzjazm”. Dyskusja przeniosła się na poziom poważnych dyplomatów. Najpierw na rozmowę został wezwany niemiecki ambasador w Ankarze, który tłumaczył się z rekacji rządu federalnego, który potępił gest Demirala. Na drugi dzień władze Niemiec zaprosiły ambasadora Turcji. Nacjonalistyczna Partia MHP, posługująca się symbolem, nawoływała wręcz do bojkotu meczu z Holandią. „Jeśli UEFA nie odwoła swojej pochopnej decyzji, Holandia powinna zostać sama na boisku, a Turcja wrócić do kraju” podgrzewał Devlet Bahceli, czyli lider radykalnej partii.
Kiedy Turcy śpiewali hymn, tysiące kibiców na wypełnionym po brzegi Olympiastadion pokazywało wyklęty gest wilka. I w tym momencie w zasadzie skończyła się manifestacja polityczna. Trybuny zajęły się piłką i wsparciem dla tureckich piłkarzy. Znacznie bardziej na meczach Turków w trakcie tego Euro można poczuć się, jakby to oni grali u siebie niż na meczach Niemców. Kiedy piłkarze w pomarańczowych koszulkach wymieniają piłkę przy stanie 1:0, szukając jakichś przestrzeni w szczelnej defensywie przeciwnika, Turcy gwiżdżą tak głośno, że nie słyszymy własnych myśli. Pokonanie dwunastego zawodnika wymagało dzisiaj naprawdę wielkich cojones. Zwłaszcza, że ów dwunasty zawodnik został przed meczem solidnie rozsierdzony.
– Musimy być dumni z naszej drużyny. Ze wszystkich. Mamy najmłodszą drużynę na Euro. Zagrała z turecką pasją. Ci piłkarze zasłużyli na dumę. Ja też jestem z nich dumny. Po tym turnieju Turcy będą postrzegani z większym respektem – powiedział na konferencji prasowej Vinzenzo Montella.
Tak, to bez dwóch zdań było zwycięstwo tureckiej dumy.
WIĘCEJ O EURO 2024:
- Czy czujesz się bezpiecznie? Tak, ale… Strach na strefach kibica
- Euro w niemieckiej dziurze, czyli witamy w Gelsenkirchen
- Kolejny „Heimspiel”, czyli Turcy na domowym Euro
Fot. FotoPyK / własne