Reklama

Janczyk z Niemiec: Reprezentacja odzyskanej radości. Polska wierzy, że można

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

17 czerwca 2024, 20:55 • 7 min czytania 28 komentarzy

Gdy reprezentantom Polski podstawia się mikrofon przekaz, mimo zmieniających się nazwisk przepytywanych, jest jeden. Michał Probierz odbudował mentalność poszczególnych piłkarzy i całej drużyny. Uwierzył, że można i wiarą w to zaraził wszystkich dookoła. Ostatnie tygodnie wytworzyły wokół kadry tak pozytywny klimat, że zerkając w kalendarz trudno ukryć zdziwienie, że jeszcze nie tak dawno nastroje, gra i otoczka szorowały po dnie.

Janczyk z Niemiec: Reprezentacja odzyskanej radości. Polska wierzy, że można

Mamy zwariowanego trenera, który wmawia nam, że potrafimy grać w piłkę i wszyscy mu uwierzyliśmy. Nigdy nie podchodziliśmy do takiego rywala na takim turnieju w ten sposób. Uważaliśmy, że można się postawić tylko głęboką obroną. Miło patrzeć, jak młodzież z Polski wychodzi bez kompleksów i chce grać swój futbol. Mamy trochę jakości, dużo charakteru i wielu chłopaków ma potencjał do dużego grania – opowiadał z uśmiechem na ustach Wojciech Szczęsny, którego po meczu przepytywało „TVP Sport”.

Wtórował mu Piotr Zieliński dumny i zadowolony ze zmiany stylu gry reprezentacji Polski. Nic dziwnego, w końcu jest jednym z jej największych beneficjentów, bo piłka przestała latać mu nad głową, częściej ma ją przy nodze – z korzyścią dla całego zespołu. Druga rzecz, że gdy w Katarze rozmawiał z dziennikarzami „La Gazzetta dello Sport”, narzekał, że w biało-czerwonych barwach nie pogra tak, jak w Napoli. Łudził się jednak, że to się kiedyś zmieni, że w kadrze radość będzie porównywalna do tej, którą odczuwa w klubie.

W ślad za nimi idą następni. Obecny styl gry drużyny bardziej podoba się Jakubowi Kiwiorowi, Karol Świderski wzdycha, że w ofensywie reprezentacja Polski przypomina tę z czasów Paulo Sousy, gdy na krótki moment udowodniliśmy, że wymiana podań, płynne zmiany formacji i stosowanie wysokiego pressingu to nie są badania nad bronią nuklearną, dostępne dla wąskiego grona ekspertów w dziedzinie. Mnie jednak nasuwa się na myśl inne porównanie.

Ostatnim selekcjonerem, o którym piłkarze opowiadali w taki sposób – jak o kimś, kto rozbudził w nich pozytywne uczucia i zbudował ich mentalnie w momencie, w którym byli na nizinach – był Leo Beenhakker. Michał Probierz nie miał z nim do czynienia, w przeciwieństwie do Adama Nawałki nie był jego asystentem, nie odwiedzał go także na stażu jak Czesław Michniewicz. Nie można się jednak oprzeć wrażeniu, że Probierz, tak jak kiedyś Leo, wpłynął na pewność siebie zespołu i natchnął go do tego, żeby spróbować, bo nie wiadomo, co czeka za rogiem.

Reklama

Reprezentacja Polski odzyskała radość. Michał Probierz zbudował zespół jak niegdyś zrobił to Leo Beenhakker

Materiał do pracy czy okoliczności są rzecz jasna zupełnie inne. Holender musiał sprawić, że Grzegorz Bronowicki uwierzy, że jest w stanie zatrzymać Cristiano Ronaldo. W jego zespole dominowali ligowcy albo zawodnicy grający poza Polską, tyle że w przeciętnych ligach. Ostatnio wyliczyliśmy, że na EURO 2008 Holender zabrał czterech zawodników z pięciu najsilniejszych rozgrywek w Europie. Teraz proporcje są odwrotne, szatnia kipi od piłkarzy, którzy swoje widzieli i funkcjonują na wyższym poziomie.

Wielki Boruc, przeklęty Webb i pęknięty balonik. Polska, Beenhakker i EURO 2008 [REPORTAŻ]

Są jednak rzeczy niezmienne, bo niezależnie od tego, jak dobrych masz piłkarzy, musisz jeszcze ulepić z nich drużynę. Belgowie coś o tym wiedzą…

W procesie formowania zespołu nie chodzi tylko o to, żeby wybrać tych, którzy kopią w najlepszych klubach. Jest to nawet coś więcej niż dobranie pasujących do siebie piłkarzy. Żeby wszystko funkcjonowało jak w zegarku, trzeba jeszcze sprawić, że każdy spojrzy w tym samym kierunku. Czegoś takiego dotychczas brakowało. Gdy Grzegorz Krychowiak wygłaszał przemowy o tym, że reprezentacja Polski nie może grać inaczej niż reaktywnie, bo to jedyny sposób, który pasuje do naszych ograniczeń, reszta z posępnymi minami akceptowała ten stan rzeczy.

Dziś natomiast ci sami ludzie z pewnością w głosie i radością wymalowaną na twarzy stwierdzają, że jednak się da. W krótkim czasie przebyliśmy drogę od słów Roberta Lewandowskiego o braku osobowości, od biernego przyglądania się jak łomot spuszczają nam Mołdawianie, do kadry pełnej gości, którzy z wypiętą klatą mówią, że każdemu mogą się postawić i że są dumni z tego, jak grają w piłkę. Zupełnie jak na początku kadencji Leo Beenhakkera, gdy byliśmy tuż po mundialu, po którym świat ocenił nas jako najgorzej grającą drużynę (teraz było zresztą podobnie), kiedy otrząsaliśmy się jeszcze po laniu od Finów, a kłopoty sprawiali nam Kazachowie.

Reklama

Jasna strona księżyca. Opowieść o kadrze Leo Beenhakkera

Don Leo wszedł wtedy do szatni, przeczesał burzę siwych włosów i po raz kolejny powtórzył: pomyślcie o czasach, w których futbol sprawiał wam radość i zagrajcie tak, żeby znowu wywołał uśmiech na waszych twarzach. Jesteście wystarczająco dobrzy, potraficie grać w piłkę. Nie ma się czego bać, najwyżej coś wam nie wyjdzie. Chwilę później opędzlowaliśmy Portugalię i wygraliśmy grupę z nimi, Belgami czy Serbami w składzie, co było dla nas wyczynem niemal z kosmosu.

Probierz powtórzył Beenhakkera bez sukcesów na miarę Santosa w CV

Okazuje się jednak, że nie trzeba być weteranem trenerskiej ławki, który wyciągnie z portfela zdjęcie w roli szkoleniowca Realu Madryt i z miejsca zyska posłuch tłumu, który uwierzy w każde jego słowo, wykona każde polecenie (Peszko był gotów nawet biegać nago po hotelu, jeśli Leo miałby akurat takie życzenie). Ba, przecież Michał Probierz zastąpił człowieka, za którego dokładnie taki sam manewr już nie wypalił. Fernando Santos nie był tak samo zaangażowany jak Leo, choć w przeciwieństwie do niego wygrał nie tylko mecz na dużym turnieju, ale i całe mistrzostwa.

W jego przypadku CV nikogo jednak na kolana nie rzuciło. Może to dlatego, że czasy już inne, że na kadrę zjeżdżają się ludzie, którzy w klubach pracują z większymi fachowcami. Kiedy Paweł Golański porównywał analizy Beenhakkera do tego, co na co dzień serwowano mu w Koronie Kielce, miał efekt wow. Gdy zaś Jakub Kiwior czy Piotr Zieliński odwijali zdartą płytę o konieczności zachowawczej, defensywnej gry, tyle że tym razem nagraną po portugalsku zamiast po polsku, nie czuli się ani trochę zainspirowani do wielkich rzeczy.

Wspominany co parę chwil Zieliński odpowiadając na pytanie „co musiało się zmienić, że zaczęliście grać w piłkę” w ten sposób:

– Trener się zmienił. Bardziej do nas dociera, dużo z nami rozmawia, wspiera nas, pompuje nas. Stoimy za nim, jesteśmy z nim.

Zapewne zaczepiał Czesława Michniewicza, ale jeśli nawet, to nie tylko jego. Przecież odnosił się także do Fernando Santosa, który tylko rozkładał bezradnie ręce, z nikim nie rozmawiał, nie dyskutował, był wiecznie zgorzkniały, obojętny i rozczarowany. Ktoś taki nie mógł natchnąć grupy do czegokolwiek dobrego, odnieśliśmy wręcz wrażenie, że grupa i tak już podłamanych gości przyjęła jeszcze bardziej markotną oraz zrezygnowaną postawę, nie widząc nigdzie nadziei czy światełka w tunelu.

Wtedy wszedł Michał Probierz, który zarzeka się, że nic wielkiego nie zrobił, że żadnej mentalnej rewolucji nie wywołał. Można mu wierzyć, bo przecież o Beenhakkerze Mariusz Lewandowski mówił, że jego przekaz nie różnił się zbytnio od przekazu innych trenerów. Właściwe podejście i wyczucie sprawia jednak, że drobne gesty urastają do fundamentów, na których wyrasta drużyna.

„To trener na trudne czasy”. Ciemna i jasna strona Michała Probierza

Reprezentacja Probierza jest kadrą normalności. Zawodnicy przechadzają się po Hanowerze, jak gdyby turniej toczył się gdzieś obok. Nie odgradzają się od świata, tylko witają go z otwartymi ramionami. Selekcjoner rzuca na konferencji, że co on im będzie zabraniał, niech – w granicach rozsądku – żyją tak, żeby czuli się dobrze sami ze sobą, z kolegami. Gdy on będzie chciał skoczyć na golfa, to też skoczy, żadnego problemu w tym nie ma. Swobodniejsza atmosfera udzieliła się więc samym zainteresowanym. Nie tkwią już w oblężonej twierdzi, nikt im nie wpaja niedasizmu, nie sufluje im, że są niekochani.

Tak niewiele, a efekty są wręcz porażające. Normalności brakowało nam jak tlenu. Zwycięstwo w Katarze nie zostało przyjęte z takim optymizmem – wewnątrz i na zewnątrz – jak porażka w Niemczech. Można mówić, że to nienormalne, bo celebrowanie pięknych porażek świadczy o braku szacunku do samych siebie. Uważam jednak, że skoro ta kadra wreszcie stała się sympatyczna, to wypada tę sympatię odwzajemnić. Obydwie strony zbyt długo uprawiały dokuczne zaloty, żeby nie zrodziło się z nich coś miłego. Szkoda byłoby to zmarnować, podnieść zwodzony most i znów schować się za grubym murem obojętności.

Kadra znów jest blisko nie tylko siebie, ale i ludzi. Vlogi na „Łączy nas Piłka” od 2016 roku nie miały tak pozytywnego vibe’u, jaki mają obecnie. To teza niesprawdzalna, jednak jestem przekonany, że gdyby nie Michał Probierz, to Robert Lewandowski nie odnalazłby się na nowo w tej grupie, nie złapałby takiego kontaktu z młodzieżą, jakiego sam przecież oczekiwał i o jakim wspominał ostatnio Tymoteusz Puchacz.

Przebijając tę bańkę możemy łatwo wrócić do punktu wyjścia: Kiszyniowa, błagania Argentyńczyków o litość, nosów spuszczonych na kwintę i powtarzania w wywiadach „przepraszam” za „przepraszam”. Czy naprawdę tego chcemy?

WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI:

fot. FotoPyK

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Jakub Radomski
1
Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

EURO 2024

Igrzyska

Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Jakub Radomski
1
Amerykanie postawili się kadrze Grbicia. Wilfredo Leon: „Spokojnie. Na igrzyskach będzie dobrze””

Komentarze

28 komentarzy

Loading...