Reklama

Rangnick przywrócił Austrii uśmiech

Jakub Białek

Autor:Jakub Białek

10 czerwca 2024, 18:22 • 14 min czytania 14 komentarzy

Według wyliczeń statystyków, nie dało się wylosować trudniejszej grupy niż ta z Francją, Holandią i Austrią. O ile klasa dwóch pierwszych zespołów jest oczywista i niepodważalna, o tyle strach przed „Das Team” stanowi w świecie europejskiego futbolu pewną nowość. Austriacy są jednak w znakomitej formie. Na ostatnie szesnaście spotkań przegrali tylko jedno. Za ich renesans odpowiada Ralf Rangnick, któremu wreszcie coś się udaje jako trenerowi. 

Rangnick przywrócił Austrii uśmiech

Jak Ralf Rangnick odmienił reprezentację Austrii?

Nikt jeszcze nie wymyślił i prawdopodobnie już nigdy nie wymyśli lepszego miernika nastrojów niż frekwencja. Układ jest prosty – jeśli kibice nie chcą oglądać kadry narodowej z trybun, dzieje się z nią naprawdę źle. Na pierwszy mecz Ralfa Rangnicka rozgrywany w czerwcu 2022 roku na mogącym pomieścić ponad pięćdziesiąt tysięcy osób Ernst-Happel-Stadion przyszło osiemnaście tysięcy widzów. To i tak progres. Na marcowym sparingu ze Szkocją, rozgrywanym na tym samym monumentalnym obiekcie, zjawiło się mniej niż siedem tysięcy kibiców. 

Trudno się dziwić. Reprezentacja Austrii była zbiorem naprawdę solidnych graczy, którzy notorycznie rozczarowywali. Przecież jej skład od lat oparty jest o gości grających często pierwsze skrzypce w najlepszych lub po prostu solidnych klubach Bundesligi. W piłce klubowej dawali radę, ale po przyjeździe na reprezentację nagle stawali się kompletnie rozregulowanym mechanizmem. Za dużymi nazwiskami nie poszły więc równie duże wyniki. Skalę rozczarowań dobitnie pokazuje fakt, że mowa o zespole, który jeszcze ani razu w XXI wieku nie pojechał na mistrzostwa świata. 

Nieco lepiej jest z mistrzostwami Europy, choć na tych Austriacy wystąpili po raz pierwszy dopiero w momencie, gdy sami je w 2008 roku zorganizowali. Pojechali na turniej także w latach 2016 i 2021. We Francji zawiedli na całej linii, nie wychodząc z grupy z Węgrami, Islandią i Portugalią (czwarte miejsce). Sztuka ta udała im się na rozproszonej po wielu krajach imprezie – zmagania na ostatnim Euro zakończyli na 1/8 finału, gdzie nie sprostali Włochom. 

Niby doszło wtedy do jakiegoś przełomu, ale ten szybko przerodził się w spory kryzys. Eliminacje do katarskiego mundialu Austriacy zakończyli na czwartym miejscu – za Danią, Szkocją i Izraelem. O ile dostanie w mazak od Duńczyków to żaden wstyd, o tyle dwóch pozostałych rywali „Das Team” powinien zmieść z planszy z palcem w nosie. Tej zupełnie niewykorzystującej swojego potencjału drużynie nie wyszły wówczas także baraże wywalczone dzięki Lidze Narodów – odpadli z nich już na poziomie półfinału, gdzie lepsza okazała się Walia.

Reklama

Same rozczarowania. 

To dlatego Austriacy przestali przychodzić na wielki stadion w Wiedniu. 

Niecodzienna ścieżka

Swego rodzaju rozczarowaniem okazał się także powrót Ralfa Rangnicka na ławkę trenerską. Cała kariera tego piłkarskiego wizjonera jest nietypowa i niekonwencjonalna. Po kilku latach w solidnych niemieckich klubach takich jak Stuttgart, Hoffenheim, Hannover 96 czy dwukrotnie Schalke 04 nagle w 2011 roku ogłosił, że musi odpocząć od kierowania sztabami i zespołami. Powód? Wypalenie zawodowe. 

W ostatnich latach bardzo podniosła się świadomość dotycząca dbania o zdrowie psychiczne, ale wtedy nie wszyscy rozumieli, o co szkoleniowcowi tak naprawdę chodzi. On sam tłumaczył, że przestał odczuwać przyjemność i satysfakcję z pracy, więc musi po prostu udać się w cień. 

Po półrocznym odpoczynku wrócił do piłki, ale nie na ławkę trenerską, a do gabinetów, do wschodzącej wtedy potęgi niemieckiego futbolu – RB Lipsk. Został dyrektorem sportowym, koordynował współpracę z „siostrą” z Salzburga, tworzył filozofię całego klubu, wymyślał system gry, a kiedy dwukrotnie wchodził na ławkę trenerską niemieckiej filii Red Bulla, to nigdy nie było to rozwiązaniem docelowym. W 2019 roku Dieter Mateschitz jeszcze bardziej rozszerzył jego kompetencje, czyniąc go szefem sportu i rozwoju wszystkich klubów zarządzanych przez koncern sprzedający energetyki. Rangnick układał więc po swojemu klocki w klubach z Lipska, Salzburga, Nowego Jorku i Sao Paulo, myśląc przy tym, gdzie jeszcze rozszerzyć ekspansje firmy. Czy to nie brzmi jak praca marzeń? 

Widocznie nie, bo zrezygnował z niej po dwóch latach na rzecz… fuchy w Lokomotiwie Moskwa. Stamtąd z kolei po kilku miesiącach wyciągnął go Manchester United. I to nie jako dyrektora sportowego, który jak mało kto potrafi układać kluby w spójny i przemyślany sposób, ale właśnie trenera. Niby miał trenować tylko do końca sezonu, a później stać się kimś w rodzaju doradcy, ale i tak łatwiej znaleźć jakiś ciąg logiczny w czółku w quizach Weszło niż w kolejnych ruchach na ścieżce zawodowej Rangnicka. 

Reklama

Choć twórca potęgi RB Lipsk palił się do pełnoprawnego powrotu na ławkę, Anglia okazała się kompletnym fiaskiem. Niemiecki trener poległ zwłaszcza przy budowaniu relacji z największą gwiazdą zespołu, samym Cristiano Ronaldo, którego próbował zmusić do pressowania. Rangnick uważał, że bierny w grze defensywnej Portugalczyk niweczy starania pozostałych dziesięciu zawodników na boisku. CR7 chciał być jednak traktowany na specjalnych warunkach i podobno jeszcze w trakcie sezonu stwierdził, że obecny selekcjoner Austrii nie odbuduje potęgi „Czerwonych Diabłów”. Proroctwo okazało się słuszne, United skończyli ligę na szóstym miejscu, wtedy najniższym w historii, z Ligi Mistrzów odpali w 1/8 finału, z Pucharu Anglii w czwartej rundzie. 

Uśmiech

Pamiętacie, jakie głosy dominowały dyskusję o reprezentacji, kiedy selekcjonerami byli Jerzy Brzęczek czy Czesław Michniewicz? Zastanawialiśmy się – dlaczego tak defensywnie i zachowawczo? Czy musimy marnować tak dobre pokolenie na ostrożną i reaktywną piłkę? Naprawdę nie można inaczej? 

Podobne pytania stawiali sobie austriaccy kibice, gdy zespół narodowy prowadził Franco Foda, czyli trenerskie uosobienie konserwatyzmu. Kiedy już przywiązał się do jakiegoś nazwiska, to uparcie na nie stawiał. Młody zawodnik z ligi austriackiej musiał stanąć na rzęsach, żeby go przekonać do siebie. Styl? Tak ostrożny, jak tylko się da. Piłkarze z czołowych niemieckich klubów regularnie odczuwali dysonans poznawczy – na co dzień atakowali i dominowali, a w kadrze musieli trzymać za hamulec ręczny. Foda wściekał się, gdy jego gracze woleli inwencję zamiast dyscypliny taktycznej. Chciał czekać na kontrataki, grać reaktywnie. Zamęczył swoim podejściem i piłkarzy, i kibiców. 

Rangnick bardzo szybko pokazał, że Austria nie jest wcale skazana na smutną i toporną piłkę. Zaczął od zwycięstwa z Chorwacją. Dostał wiele pochwał za remis 1:1 z Francją w Lidze Narodów po niezwykle otwartym meczu. To po nim lider zespołu, David Alaba, wypalił, że drużyna miała dość takiego grania, jak w poprzednich latach. Bo Rangnick robił wszystko na odwrót. Postawił na intensywną piłkę, z której zresztą jest znany, to on należy bowiem do twórców gegenpressingu. Chce grać wysoko, atakować, dynamicznie przechodzić z obrony do ofensywy. Ma przy tym niestandardowe pomysły. Przykładowo, żeby zadbać o dobrą atmosferę na mistrzostwach Europy, na dwa dni przed meczem z Francją zabierze swoją drużynę na koncert Roda Stewarta, który akurat będzie grał w Berlinie, gdzie swoją bazę ma „Das Team”.

Choć Austria spadła z Ligi Narodów do dywizji B po czterech porażkach, remisie i wygranej, to właśnie w tych rozgrywkach piłkarze zostali zaszczepieni zupełnie nową mentalnością. W eliminacjach przejechali się po wszystkich rywalach poza Belgią, z którą ugrali tylko jeden punkt. Na całej reszcie, czyli Szwecji, Estonii i Azerbejdżanowi, wzbogacili się o komplet możliwych do zdobycia oczek. Idą jak burza także w sparingach. Na przestrzeni ostatnich miesięcy wygrali z Niemcami (2:0), Słowacją (2:0), Turcją (aż 6:1!) i Serbią (2:1). Jak wspomnieliśmy na początku, mają tylko jedną porażkę w szesnastu meczach. Okazało się, że nie zawsze to murowanie się pomaga osiągać lepsze wyniki. 

Otrzeźwienie 

Do pewnego momentu wszystko w tej historii układa się sielankowo. W ostatnich miesiącach doszło jednak do kilku wydarzeń, które nieco ostudzają zapędy austriackich kibiców, co paradoksalnie może wyjść tej drużynie na dobre, bo niekiedy warto jest przyjąć zawczasu zimny prysznic. Pierwszy cios nadszedł w momencie, gdy groźnego urazu (zerwanie więzadeł) nabawił się David Alaba, czyli kapitan, sto pięciokrotny reprezentant, piłkarz Realu, największa gwiazda. Choć nie ma najmniejszych szans, by 31-latek pomógł na boisku, to Rangnick nie chciał z niego zrezygnować. Niemiecki trener wymyślił, że zabierze Alabę na turniej jako – uwaga, uwaga – niegrającego kapitana. 

Cios numer dwa? Sytuacja, którą opisaliśmy w rubryce „najgłupsza historia wokół kadry”. Trzech piłkarzy wyleciało z reprezentacji za szerzenie homofobii (dwóch do niej wróciło na Euro). Cios numer trzy i cztery? Mniej znaczące urazy dwóch panów o nazwisku Schlager, czyli Xavera (pomocnik z RB Lipsk) i Alexandra (podstawowy bramkarz kadry grający na co dzień w Salzburgu).

Cios numer pięć? Mógł nadejść przed samym turniejem, ale sam Rangnick uchronił od niego austriackich kibiców. Mowa o ofercie dla tego szkoleniowca z samego Bayernu Monachium, który latem długo szukał następcy Thomasa Tuchela. Wydawało się, że Rangnick nie oprze się tej propozycji. Bayernowi w Niemczech się nie odmawia, zwłaszcza, gdy jesteś trenerem, który wciąż odbudowuje swoją reputację i nawet mimo sukcesów z austriacką kadrą nie jesteś oczywistym nazwiskiem do prowadzenia gigantów. Selekcjoner grzecznie odmówił, lojalnie tłumacząc, że ma jeszcze robotę do wykonania. A w Monachium może niedługo się pojawić, jeśli jego zespół wyjdzie z grupy z trzeciego miejsca i trafi w drabince na zwycięzcę grupy E. 

***

Najgłupsza historia wokół kadry 

Kiedy piłkarze idą świętować sukces wraz z kibicami, nie zawsze kończy się to dobrze. Doskonale wiedzą o tym Guido Burgstaller, Marco Grüll i Niklas Hedl, którzy w marcu zostali wyrzuceni z reprezentacji Austrii. Powód? Homofobiczne przyśpiewki. 

Cała trójka gra na co dzień w Rapidzie Wiedeń, który pod koniec lutego rozgromił swojego derbowego rywala, Austrię. Starcie dwóch lokalnych przeciwników skończyło się wynikiem 3:0. Skoro 3:0, to i euforia. Skoro euforia, to poluzowane lejce. 

Kilku piłkarzy zwycięskiego zespołu intonowało wraz z kibicami niezbyt elegancką przyśpiewkę: „Nie jesteśmy gejowymi Fiołkami”. Owe „Fiołki” to oczywiście Austria Wiedeń. 

Kibice austriackiej piłki momentalnie się oburzyli. Wobec piłkarzy Rapidu i całego klubu posypały się kary – minus trzy punkty w tabeli (czyli ze zwycięskich derbów wyszli na zero), zawieszenia wobec piłkarzy, trenerów i działaczy, a także konieczność udziału w warsztatach dotyczących przeciwdziałania dyskryminacji. Na reprezentacyjną trójkę – Burgstallera, Grülla i Hedla – spadł także gniew selekcjonera, który pominął piłkarzy przy powołaniach na marcowe zgrupowanie. 

Rangnick tłumaczył: – W zespole, którego jestem trenerem, czegoś takiego nie będę tolerował. Nieważne, czy mówimy o klubie, czy o drużynie narodowej. Wszystko, co tu reprezentujemy, jest na przeciwnym biegunie i powiedziałem o tym chłopakom przez telefon. Oczekuję od chłopaków, że podejdą do tej sprawy poważnie i zrozumieją, jak czują się ludzie, którzy są publicznie obrażani i dyskryminowani w taki sposób.

Szkoleniowiec nie wykluczył powołania autorów homofobicznych przyśpiewek na Euro, jeśli ci zmądrzeją i przemyślą swoje zachowanie. Widocznie to się stało, bo dwóch z nich, Grüll i Hedl, znalazło się w kadrze na niemiecki turniej. Burgstaller widnieje jedynie na liście rezerwowej, zadecydowały o tym jednak względy sportowe – mowa w końcu o gościu, który ma już na karku 35 lat.  

Potencjał na ulubieńca kibiców 

Heinz Linder 

W maju 2023 roku usłyszał, że ma raka jąder. Także w maju, ale rok później, dowiedział się o powołaniu na Euro. Historia Heinza Lindnera, czyli rezerwowego bramkarza reprezentacji Austrii, to opowieść o kozaku, który pokonał nowotwór. Tacy ludzie zawsze budzą podziw i stanowią inspirację dla każdego, kto zmaga się z jakąkolwiek chorobą. 

I jednocześnie stanowią przestrogę – zawodowy piłkarz prowadzi przecież zdrowy i higieniczny tryb życia, a mimo to dopada go takie paskudztwo, co pokazuje, że naprawdę każdy może zostać zaatakowany przez nowotwór, więc warto się regularnie badać. Kiedy Linder dowiedział się o swojej chorobie, oczywiście od razu przeszedł operację i poinformował o niej kibiców, prosząc jednocześnie o niekomentowanie jego sytuacji zdrowotnej. 

Po operacji kilka miesięcy odpoczywał. Wrócił do gry w listopadzie. Zaczął od dwóch meczów dla Sionu, a później został wypożyczony na wiosnę do Union Saint-Gilloise. W Belgii rozegrał jednak tylko trzy mecze, a więc trudno zakładać, że Rangnick powołując go kierował się wyłącznie jego formą. To ważna postać zespołu, wieloletni rezerwowy, grający w kadrze od dwunastu lat, trochę jak u nas Łukasz Skorupski. 

– Pewne rzeczy, które kiedyś frustrowały, drażniły lub wprawiały w zły nastrój, teraz znaczą tak niewiele, że nawet nie widzę sensu się z ich powodów złościć – mówił austriackim dziennikarzom o tym, jak zmieniła go choroba. 

Kryć na plaster 

Marcel Sabitzer 

Sporządzanie niezbędników kibica reprezentacji Austrii było w ostatnich latach o tyle monotonne, że w rubryce opisującej największą gwiazdę zawsze wskazywało się na Davida Alabę. Obrońca Realu to piłkarz-instytucja i bezdyskusyjnie największa postać w austriackiej piłce ostatnich lat. Teraz jednak zabraknie go na dużym turnieju. W grudniu Alaba zerwał więzadła i jeszcze nie wrócił do zdrowia. 

Kogo musimy się zatem obawiać? Przede wszystkim Marcela Sabitzera, czyli gościa, który poprowadził Borussię Dortmund do finału Ligi Mistrzów. I swoją drogą tak ten finał Ligi Mistrzów przeżywał, że aż… nie zagrał z tego powodu w pierwszym przedturniejowym sparingu swojej kadry. – Nie można ukryć ani stłumić emocji. Każdy widział po meczu jak się czułem. Byłem zdeterminowany, by wygrać to spotkanie i zgarnąć tytuł, dlatego było to bardzo, bardzo trudne dla mnie. Noc po finale była dla mnie bardzo krótka. Dużo myślałem, wracały do mnie różne obrazki. Staram się z tym pogodzić, jestem w trakcie tego, ale jeśli chodzi o mistrzostwa Europy to nie macie się czym martwić – tłumaczył kibicom swoją nieobecność. 

Jest produktem fabryki Red Bulla, gdzie szlifował go sam Ralf Rangnick, który uważał go wręcz za zbyt ambitnego gościa. Podobno tak chętnie pracował, że trzeba było go hamować. W Lipsku wykręcał znakomite liczby. Był więc typowym transferem Bayernu Monachium, który uwielbia zgarniać najlepszych zawodników z krajowego rynku. Bawarczycy zrobili to w dodatku za okazyjną cenę, bo za Austriaka, któremu niebawem miał wygasnąć kontrakt z RB, zapłacił „jedynie” 15 milionów euro. 

W Bayernie jednak Sabitzer nie brylował. Po ledwie półtora sezonu udał się na półroczne wypożyczenie do Manchesteru United, gdzie, jak twierdził, chciał zostać na dłużej. Za 19 milionów euro wykupiła go jednak Borussia, a tam piłkarz skutecznie odbudowuje swoją wielkość. 

Leśny dziadek 

Martin Hinteregger 

Jeśli określenie „leśny dziadek” oznacza człowieka z innej epoki, to nie możemy wpisać tu innego gościa niż Martina Hintereggera. Zresztą – były już austriacki piłkarz sam przyznawał, że najlepiej odnalazłby się w latach osiemdziesiątych. 

Tacy jak on już się nie rodzą. Mimo że zarabiał miliony, nie posiadał smartfona. Uważa, że media społecznościowe to niepotrzebne rozpraszacze. Jako piłkarz komunikował się z kolegami i trenerami za pomocą starej Nokii, co było o tyle problematyczne, że życie każdej szatni odbywa się dziś głównie na WhatsAppie. Żartował, że grę w Snake’a na jego wiekowym telefonie opanował do poziomu Ligi Mistrzów. Gdyby tylko chciał, pewnie znalazłby się w austriackiej kadrze na Euro 2024, ale dwa lata temu, w wieku 29 lat, skończył karierę i teraz kopie sobie tylko rekreacyjnie w klubie swojego dzieciństwa. Twierdził, że przytłaczała go presja. 

Zazdrościmy im…

Rekordu, jaki w marcu tego roku pobił Christoph Baumgartner

Austriacki pomocnik strzelił gola w szóstej sekundzie i trzeciej milisekundzie meczu ze Słowacją. Piłkarz RB Lipsk dynamicznie ruszył na bramkę Dubravki od razu po rozpoczęciu gry ze środka boiska. Nigdy wcześniej w meczu reprezentacyjnym nie zanotowano tak szybkiego trafienia. Ralf Rangnick twierdzi, że jego zespół musi zawsze przyspieszać grę. Jak widać… piłkarze stosują się do zaleceń. Naprawdę zawsze.

Więcej niż tysiąc słów 

Trzecie spotkanie Rangnicka, Austria remisuje 1:1 z Francją po otwartej i odważnej grze. David Alaba wypala po zejściu z boiska do dziennikarzy: 

– Ten mecz pokazuje, że może mamy dość takiego grania, jakie prezentowaliśmy w poprzednich latach. 

Jego „mamy dość” zostaje jednoznacznie zinterpretowane jako: mamy dość piłki, jaką chciał prezentować Franco Foda. Sam Alaba później prostował swoje słowa, tłumacząc, że zostały one źle zrozumiane. – Nie kierowałem ich do konkretnej osoby, żadnego trenera czy zawodnika. Mówiłem tylko o nastawieniu drużyny – przekonywał na kanałach austriackiej federacji. Nawet, jeśli w tej wypowiedzi faktycznie nie było ataku na trenera Fodę, to jasno pokazuje ona nastroje austriackiej szatni, która zmęczyła się prezentowanym przez poprzednika topornym futbolem.

Co trzeba wiedzieć? 

5 najważniejszych faktów z ostatnich dwóch lat

  1. Reprezentacja Austrii została kompletnie odmieniona przez Ralfa Rangnicka, który objął ją w czerwcu 2022 roku. Niemiecki wizjoner stawia na odważną, szybką i intensywną piłkę.
  2. Ostatnim sparingiem ze Szwajcarią Austriacy przerwali passę sześciu zwycięstw z rzędu. Nasi grupowi rywale odprawiali podczas tej serii z kwitkiem takie ekipy jak Niemcy, Turcję, Serbię czy Słowację. Są w gazie.
  3. Co łączy polską i austriacką reprezentację? Problemy w meczu z Mołdawią. Nasi grupowi rywale także nie potrafili pokonać tego małego państewka z końcówki rankingu FIFA. Sparing obu ekip z września 2023 skończył się remisem 1:1.
  4. Na turnieju nie zagra największa gwiazda reprezentacji Austrii, czyli David Alaba. Powód? Zerwane więzadła. Obrońca Realu Madryt pojawi się w Niemczech jako niegrający kapitan (formalnie jako członek sztabu).
  5. Istniało ryzyko, że na Euro 2024 Austriacy pojadą także bez swojego selekcjonera. Niedługo przed turniejem Rangnicka kusił poszukujący trenera Bayern Monachium. 65-letni fachowiec odmówił jednak niemieckiemu gigantowi.

Wyjściowa jedenastka 

SKARB EURO 2024:

fot. NewsPix.pl

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń

Najnowsze

EURO 2024

Komentarze

14 komentarzy

Loading...