Reklama

Jeden agent, jeden sezon i osiem transferów do Stali Mielec. Mogło wyglądać źle, ale wypaliło

Przemysław Michalak

Autor:Przemysław Michalak

16 maja 2024, 16:23 • 13 min czytania 19 komentarzy

Przed startem sezonu wydawało się, że Stal Mielec ponownie jest jednym z głównych kandydatów do spadku, obok trójki beniaminków. Zimą wydawało się, że potencjalnie to właśnie Stal może mieć największe problemy poza ligowymi nowicjuszami, bo wiosny zazwyczaj miała słabsze, a po rundzie jesiennej nie wypracowała tak pokaźnej zaliczki jak we wcześniejszych latach. Tymczasem podopieczni Kamila Kieresia utrzymali się na pełnym luzie, bez najmniejszego stresu i od kilku tygodni podstawowy cel mogli uznawać za zrealizowany. Przy okazji klub obronił się też wizerunkowo. Latem w tej kwestii podjął pewne ryzyko.

Jeden agent, jeden sezon i osiem transferów do Stali Mielec. Mogło wyglądać źle, ale wypaliło

Raczej mało się o tym mówi i pisze, ale nie jest tajemnicą, że wiele klubów z jednymi agencjami częściej robi interesy niż z innymi i nie chodzi wcale o takie przypadki jak KFM i Kołakowscy w Arce Gdynia.

Przykłady?

Fabryka Futbolu „od zawsze” miała niezwykle mocną pozycję w Lechu Poznań. Obecnie może aż tak wyraźnie tego nie widać, bo poza Bartoszem Mrozkiem, Filipem Szymczakiem i Filipem Bednarkiem FF w „Kolejorzu” ma samych juniorów, ale w przeszłości to ta agencja sprzedawała z Bułgarskiej za granicę Jana Bednarka, Karola Linettego, Michała Skórasia, Roberta Gumnego, Tomasza Kędziorę, Kamila Jóźwiaka czy Tymoteusza Puchacza. Nikt nie mógł wątpić, kto rozdaje karty.

W Pogoni Szczecin przez lata wiele znaczył Przemysław Pańtak i jego agencja F-MG. Obecnie jest to chyba lekko wygaszane, bo w kadrze pierwszego zespołu są tylko Kacper Smoliński i Marcel Wędrychowski. Wcześniej Pańtak odpowiadał jednak za wysyłanie do innych lig m.in. Adama Buksy, Jakuba Piotrowskiego, Mateusza Łęgowskiego, Wojciecha Golli, Marcina Listkowskiego i Łukasza Zwolińskiego.

Reklama

Kamil Burzec i reprezentowany przez niego Profus Management bez wątpienia pewnie czuje się w Piaście Gliwice (Damian Kądzior, Ariel Mosór, Arkadiusz Pyrka, Serhij Krykun) i GKS-ie Tychy (Patryk Mikita, Norbert Wojtuszek, Daniel Rumin, Jakub Budnicki, Mateusz Radecki, Wiktor Niewiarowski). Zresztą, Burzec wespół z polsko-szwedzkim agentem Filipem Leśniewskim naprowadził ludzi z Pacific Media Group na wejście do tyskiego klubu, co jego pozycję mogło jeszcze tylko umocnić. Jeżeli ktoś z hiszpańskim paszportem w ostatnich sezonach zjawiał się w Śląsku Wrocław, przeważnie był ze stajni Promoesport (Erik Exposito, Nahuel Leiva, Caye Quintana, Javier Hyjek), który ma tam także zawodników z rynku krajowego (Łukasz Bejger, Jehor Macenko). I tak dalej.

Osiem transferów Romana Skorupy do Stali Mielec

Stal dotychczas raczej z nikim nie była mocniej kojarzona, ale ostatnio się to zmieniło. Sumując okienko letnie i zimowe, wykonała w trwającym sezonie dziewiętnaście ruchów przychodzących. Osiem z nich było dziełem Romana Skorupy z RSport Agency. Jego działania sprawiły, że przy Solskiego zameldowali się Ilja Szkurin, Bert Esselink, Marco Ehmann, Matthew Guillaumier, Alvis Jaunzems, Kai Meriluoto i Łukasz Wolsztyński (lato) oraz Ion Gheorghe (zima). Jedynym obcokrajowcem w tym okresie, który nie przeszedł przez jego ręce, był portugalski pomocnik Rafa Santos.

Ruchów tych nie wykonywano pod osłoną nocy, więc co uważniejszy obserwator szybko mógł skojarzyć tę zależność. Na pierwszy rzut oka mogło to źle wyglądać, a gdyby sportowo nie wyszło, na klub spadłaby fala krytyki również za to, że tak często korzystał z usług jednego pośrednika.

Zdawałem sobie sprawę, że gdyby Stal w tym sezonie zawiodła, na mnie spadłaby pośrednia odpowiedzialność, którą bym odczuwał. Wcześniej jednak nie rozważałem, co tam ktoś sobie pomyśli. Przez ostatni rok przeprowadziłem 15-20 transferów na polskim rynku, Stal to maksymalnie połowa z tej liczby. Nie jest przecież żadną nowością, że dany klub z jakąś agencją ma bliższe relacje niż z pozostałymi. Pewnym novum może być fakt, iż chodzi głównie o obcokrajowców. Wyszło jednak dobrze i odwracając sytuację, teraz człowiek ma satysfakcję, że większość tych chłopaków spełniła oczekiwania, a ponownie typowana do spadku drużyna z dużym wyprzedzeniem się utrzymała i może być jeszcze nawet na ósmym miejscu – mówi nam Roman Skorupa, którego kibice ostatnio nawet oznaczali na Twitterze, gratulując klubowi utrzymania.

Reklama

Wytykać takie rzeczy mogą tylko ci, którzy mi płacą i dokonują oceny moich działań. Reszta może sobie opowiadać i spekulować, co niezbyt mnie rusza. Lawina hejtu i tak często się pojawia, bez względu na to, co aktualnie dzieje się w Stali. Gdybym musiał tego słuchać i ze wszystkiego się tłumaczyć, nie miałbym czasu na pracę – dodaje zdecydowanie prezes Jacek Klimek.

Jacek Klimek, Stal Mielec

Zaczęło się od Hamulicia

Agent ze Śląska chętnie eksploruje trochę zapomniane i lekceważone przez polskie kluby rynki wschodnie, odważnie patrzy też w stronę Finlandii i Malty. W tamtym sezonie poza Hamuliciem połączył z Ekstraklasą chociażby Andrejsa Ciganiksa (Widzew) i Benjamina Kallmana (Cracovia), a w tym sprowadził do Puszczy Niepołomice Artura Craciuna. Nie ukrywa, że przełomem w jego relacjach ze Stalą było przyprowadzenie w zasadzie znikąd Saida Hamulicia. Bośniak został objawieniem jesieni 2022 i po jednej rundzie za grubo ponad 2 mln euro sprzedano go Tuluzie. Jego dalsze losy pokazują, że raczej nie pasuje do wyżej notowanych lig, ale to temat na osobną opowieść.

Do Stali już wcześniej transferowałem piłkarzy. Wiosną 2021 sprowadziłem do niej Petteriego Forsella. Furory nie zrobił, ale tymi pamiętnymi wyrzutami z autu w Poznaniu, gdy Stal strzeliła Lechowi dwa gole w samej końcówce, praktycznie zapewnił utrzymanie. W tym samym okienku co Hamulić przyszedł reprezentant Estonii Bogdan Vastsuk. Nie przebił się, ale klub na tym transferze nie stracił i mógł się bezboleśnie rozstać z piłkarzem. Said natomiast wszedł do ligi z drzwiami i futryną. Wtedy wytworzyła się między nami bardzo mocna więź, prezes jako jednemu z nielicznych agentów na rynku mi zaufał i chciał współpracować. Efektem były intensywne działania z ostatniego letniego okienka, czego owocem jest Ilja Szkurin i kilku innych zawodników, którzy regularnie pojawiają się w składzie i można ich określić jako solidne nabytki. Chciałoby się, żeby każdy transfer był topowy, ale przy budżecie Stali i różnych uwarunkowaniach nawet jeden taki w sezonie trzeba uznać za sukces – tłumaczy Skorupa.

Selekcja agentów

Jacek Klimek bardzo mocno angażuje się w tematy transferowe. Stal nie ma rozbudowanego skautingu i nie zatrudnia dyrektora sportowego, więc obok trenera Kieresia i do niedawna europosła Tomasza Poręby, prezes ma w tych tematach najwięcej do powiedzenia. Przyznaje on wprost, że z pełną świadomością maksymalnie ograniczył sobie piłkarskich dostawców.

Przy transferach na co dzień współpracuję z pięcioma agentami, wśród nich jest Roman Skorupa. Są to zaufani ludzie, których wyselekcjonowałem po rozmowach z dziesiątkami agentów. Jestem zwolennikiem zasady win-win. Chcę, żeby zarobił pośrednik, ale chcę też zarobku dla Stali. Wielu agentów, których przepytałem, patrzyło wyłącznie na interes swój i reprezentowanego zawodnika, klub był na ostatnim miejscu. Jeśli to widzę, nawet teoretycznie fantastyczna oferta nie wzbudza naszego zainteresowana. Nie zdradzę jednak, według jakich kryteriów dokonuję takiej oceny, bo między innymi właśnie za tę umiejętność co miesiąc otrzymuję wynagrodzenie – mówi Klimek.

I dodaje: – Ta piątka wykazała chęć pomocy Stali w negocjacjach i uzyskiwaniu coraz większych środków, co potwierdziła swoimi czynami. Na razie w każdym z tych przypadków jesteśmy zadowoleni, więc nie mamy powodów, żeby zmieniać swój model działania, nawet jeśli część opinii publicznej uzna, że powinien on wyglądać inaczej. Roman na dziś jest liderem w tej grupie, ale czwórka pozostałych ma takie same szanse, żeby się wykazać. Nasi najlepsi piłkarze to aktualnie Szkurin i Kochalski, którego sprowadzał już ktoś inny, więc nie jesteśmy skazani na jedną osobę. 

Większa otwartość na rynki zagraniczne

Skorupa uważa, że taka częstotliwość transferów do Stali nie będzie normą. – Wtedy wymuszała to sytuacja. Bardzo dużo kontraktów wygasało i doszło do kolejnej rewolucji kadrowej. Piętnastu piłkarzy przyszło, szesnastu odeszło. Jednocześnie klub trochę zmienił swoją politykę transferową. Prezes Klimek i pan Tomasz Poręba doszli do wniosku, że nie da się w Ekstraklasie rywalizować niemal samymi Polakami i nieraz lepiej wziąć reprezentanta niżej notowanego kraju, który przyjdzie nawet za nieco mniejsze pieniądze, niż polskiego średniaka ligowego, który będzie droższy, a nie zagwarantuje wyższego poziomu. Podobna jakość za niższą cenę plus potencjalne benefity za powołania na zgrupowania reprezentacji. UEFA za każdy mecz eliminacji do największych imprez lub Ligi Narodów, gdy zawodnik znajduje się w dwudziestce meczowej – nie musi być nawet na ławce rezerwowych – wypłaca prawie 4 tys. euro. Jaunzems czy Guillaumier praktycznie zawsze jeżdżą na kadrę, więc za jeden cykl eliminacyjny wyjdzie ładna sumka – wylicza agent.

Klimek potwierdza jego słowa o zmianie podejścia: – Bardzo chcieliśmy pójść w stronę polską. Szatnia polska to ten sam język, zachowania i przyzwyczajenia, natomiast realia rynkowe wymusiły korektę działań. Krajowy rynek okazał się dużo droższy i bardziej kapryśny, a kluby mniej elastyczne jeśli chodzi o transfery definitywne czy wypożyczenia. Rynki zagraniczne pozwalają na szerszy zakres działań. Jeśli kiedyś rynek polski znormalnieje, to pewnie ponownie przemodelujemy strategię. W piłce koniunktura potrafi się zmieniać niezwykle szybko.

Wreszcie bez budowania od zera

Stal w zasadzie od początku po awansie w 2020 roku była kojarzona z coroczną rewolucją w składzie, ale chyba doszła już do momentu, w którym jest w stanie znacznie stabilniej budować kadrę.

Skorupa: – Jeśli dobrze liczę, osiemnastu zawodników ma ważne umowy. Klub latem większość kontraktów podpisywał na dwa lata lub 2+1 i jest zabezpieczony. Jeśli Stal nie będzie sprzedawała na większą skalę, w najbliższym okienku czekają ją kosmetyczne zmiany kadrowe, więc moja rola siłą rzeczy stanie się ograniczona.

Klimek: – Trzy lata doświadczeń sprawiają, że jesteśmy przygotowani każdy wariant, ale mamy cichą nadzieję, że tym razem czeka nas spokojne lato. Jeśli spełnią się nasze założenia, nie spodziewamy się więcej niż czterech transferów przychodzących. Dla osób pracujących w klubie może być to miła odmiana, bo wreszcie telefon zamilknie im podczas wakacji (śmiech).

A jeden transfer wychodzący wydaje się pewny. Ilja Szkurin nie tak dawno przedłużył kontrakt na kolejny rok, ale w praktyce głównie po to, żeby Stal wkrótce mogła go spieniężyć.

Myślę, że tak na 95 procent Szkurin latem odejdzie – zapowiada Skorupa. – Zawodnik chce iść do lepszego klubu i chce więcej zarabiać, co jest absolutnie normalne, a my w momencie jego pozyskiwania i podania sobie rąk obiecaliśmy, że nie będziemy robić przeszkód. Jesteśmy zainteresowani transferem, Szkurin również, ale do całej układanki potrzeba jeszcze klubu chętnego wyłożyć pieniądze – trochę bardziej enigmatycznie wypowiada się prezes Klimek.

Nadal nie jest rozstrzygnięta przyszłość Meriluoto i Gheorghe, którzy są wypożyczeni z opcją wykupu. Obaj jednak grali mało i trudno jednoznacznie ocenić ich przydatność. – Kończymy proces negocjacyjny z trenerem – chcemy go bardzo szybko zakończyć – i gdy to się stanie, będą to pytania do niego. Na razie zastanawiamy się, jak wygrać dwa ostatnie mecze – ucina temat Jacek Klimek.

Więcej plusów niż minusów

Nawet jednak Meriluoto zdążył w tym sezonie wylądować w oficjalnej jedenastce kolejki Ekstraklasy, gdy dał świetną zmianę w wyjazdowym meczu z Cracovią. Poza oczywistym Szkurinem, co najmniej raz wyróżnieni byli także Esselink, Ehmann i Guillaumier. Jaunzems nie zawsze mógł liczyć na skład, nieraz ustępując miejsca młodzieżowcowi Łukaszowi Gerstensteinowi, ale i on miał swoją chwilę chwały, zachwycając nie tylko polskich kibiców fantastyczną asystą do Szkurina w Szczecinie.

Guillaumier przez pierwsze tygodnie wchodził z ławki, z czasem jednak stał się istotnym elementem kieresiowej układanki i przeważnie gra od początku. Kibice najbardziej będą mu pamiętali dwie bramki z Ruchem Chorzów (3:1). Tamto zwycięstwo z rywalem zdziesiątkowanym tajemniczym wirusem w praktyce dało Stali spokój w temacie utrzymania.

Oczywiście każdy z tych zawodników zaliczał również wpadki. Ehmanna w Szczecinie niemiłosiernie objeżdżał Kamil Grosicki, aż żal było patrzeć. W końcu został zmieniony. Później okazało się, że wystąpił w tym meczu trochę na słowo honoru, bo nie znajdował się w pełni sił. Esselink fatalnie wypadł z Puszczą Niepołomicą w Krakowie, a po występach z Górnikiem Zabrze (czerwona kartka) i Wartą Poznań (porażka 2:5) dostawał od nas notę „1”. Mimo to ogólnie można uznać, że się sprawdził. Niedawno umowa Holendra przedłużyła się o rok po spełnieniu odpowiednich zapisów.

Zastanawiający transfer Wolsztyńskiego

Większość ruchów Skorupy to przewaga plusów nad minusami. Od początku jednak ogromne zdziwienie budziło pozyskanie Łukasza Wolsztyńskiego. Wyglądało to na klasyczny transfer-przysługę, bo nie sposób byłoby stwierdzić, że ktoś, kto miał za sobą rozczarowującą jesień w pierwszoligowej Chojniczance i jeszcze bardziej rozczarowującą wiosnę w drugoligowej Kotwicy Kołobrzeg, zasłużył sobie na powrót do Ekstraklasy.

Był to bardzo nieoczywisty transfer, jasna sprawa. Nie ma się co czarować: gdybyśmy wcześniej sobie nie zaufali, to na pewno przychodząc „z ulicy” czy po epizodycznej współpracy nie byłbym w stanie umieścić Łukasza w Mielcu. Znałem jednak dokładnie całą sytuację i wiedziałem, kogo klub jeszcze szuka przy takim a nie innym budżecie. Stali nie stać na to, żeby mieć trzech równorzędnych napastników, tutaj sprawa była jasna – tłumaczy Skorupa i rozwija wątek.

Stal zaczynała letnie przygotowania. Na testach sportowych przebywał znany z Radomiaka Dominik Sokół. Nie wyglądał za dobrze, dlatego klub szukał innego rozwiązania. W tamtym momencie nie było na kontrakcie ani jednego napastnika. Toczyliśmy już zaawansowane rozmowy w sprawie Szkurina, który z założenia miał być dużym ruchem i numerem jeden w ataku przy ustawieniu z jedną „dziewiątką”. Na dwójkę chciano wypożyczyć z opcją wykupu kogoś młodego z potencjałem i wykiełkował już wtedy temat Meriluoto. Musiał być też ktoś trzeci, najlepiej „budżetowy Polak” z chęcią udowodnienia czegoś. Zapytałem trenera Kieresia, czy Łukasz mógłby przyjechać i pokazać się w testach. Dostałem zielone światło, Łukasz przyjechał i zwyczajnie do siebie przekonał. Przy takich uwarunkowaniach niespełna 30-letni Polak, który rozegrał blisko 100 meczów w Ekstraklasie i przychodziłby jako uzupełnienie nie przedstawiał się jako zła opcja, choć wiem, że patrząc z boku każdy mógł być zdziwiony. Łukasz ostatnio strzelił pierwszego gola, zapewnił remis w Zabrzu. Wcześniej dostawał mało szans, wchodził na końcówki, więc moim zdaniem ostatecznie się wybronił.

Skorupa podkreśla, że zakontraktowanie Wolsztyńskiego było wyjątkiem: – Żaden ze sprowadzonych przeze mnie obcokrajowców nie miał więcej niż 25 lat, co założyliśmy sobie z klubem na wstępie. Nie chodziło nam o zawodników, którzy są już nasyceni albo znajdują się na mocnym zakręcie. Każdy z nich chce się pokazać i iść dalej. Stal jest dla nich stacją przesiadkową, a nie stacją końcową. Gdyby Łukasz był obcokrajowcem, nie miałby szans na angaż w Mielcu.

Nadal mamy jeden z najniższych budżetów w Ekstraklasie. Piłkarzowi możemy zaproponować promocję i mocną pozycję w składzie przy potwierdzeniu swojej jakości, dobre warunki do pracy i pełne wywiązywanie się ze wcześniej ustalonych warunków, ale samymi finansami nikogo z dużym nazwiskiem tu nie przyciągniemy – wtóruje mu prezes Klimek.

Rozwój na wszystkich poziomach

I to właśnie on może teraz najbardziej triumfować. Gdy w grudniu 2020 przejmował stery w klubie, na kontraktach znajdowało się 56 zawodników, do spięcia budżetu brakowało siedmiu milionów złotych, a Stal w razie spadku byłaby zagrożona bankructwem i startem od zera. Dziś klub z Solskiego jest stabilnym i wypłacalnym podmiotem. Za ostatni rok jako jeden z trzech klubów Ekstraklasy miał dodatni bilans finansowy. Hasło „organizacyjnie Stal Mielec” nie ma już żadnego odniesienia do rzeczywistości.

Co najważniejsze, zielone tabelki w excelu pokrywają się z rozwojem sportowym. Mimo zawirowań w tym sezonie – transparent „Kiereś won!” po porażce 0:4 z Jagiellonią w 14. kolejce to dziś jedynie zabawne wspomnienie – Stal utrzymała się najłatwiej z czterech sezonów po awansie. Jako beniaminek została w Ekstraklasie głównie dlatego, że w związku z powiększeniem ligi spadał tylko jeden zespół i trafiło na Podbeskidzie. Rok później po udanej jesieni, w drugiej rundzie wygrała zaledwie dwa mecze i gdyby nie sensacyjne 2:1 z Legią pod koniec rozgrywek, mogłoby być niewesoło. W ubiegłym sezonie zaczęła wiosnę od ośmiu spotkań bez zwycięstwa i ponownie niemal do samego końca nie była pewna swego. Teraz natomiast po wspomnianym 3:1 z Ruchem, już na 10 kolejek przed metą kibice w Mielcu mogli spać spokojnie. Stal wreszcie zadała kłam przekonaniu, że wiosną marnuje dorobek z jesieni, zaczynając rok 2024 od zdobycia trzynastu punktów w sześciu meczach.

Uważam, że w tym sezonie jakościowo mieliśmy najlepszą kadrę od początku mojej prezesury, więc mogliśmy się spodziewać w miarę spokojnego utrzymania. Ale tak, bardzo mile się zaskoczyliśmy, że dziś możemy grać nawet o pierwszą ósemkę. Gdyby przed startem rozgrywek ktoś mi powiedział, że na dwie kolejki przed końcem Stal będzie pewna pozostania w Ekstraklasie i zakręci się koło dziesiątego miejsca, brałbym to w ciemno, a w praktyce jest szansa na coś jeszcze lepszego – cieszy się prezes Jacek Klimek.

Przyszłość w Mielcu rysuje się w jasnych barwach.

CZYTAJ WIĘCEJ:

Fot. Newspix

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

19 komentarzy

Loading...