Jak nie oni, to nikt. Atletico odwleka koronację Realu

Jan Mazurek

Autor:Jan Mazurek

04 lutego 2024, 23:38 • 3 min czytania

Jak nie oni, to nikt. Atletico odwleka koronację Realu

Doliczony czas gry, Atletico zamierza już trochę „walić na chaos”, żeby użyć tu zwrotu wprost z myśli taktycznej Piotra „Świra” Świerczewskiego. Stefan Savić zagrywa w pole karne, Memphis Depay (mniej niż 1,80 m wzrostu) przebija głową, Dani Carvajal i Nacho są kompletnie zagubieni, wbija się między nich Marcos Llorente i pokonuje Andrija Łunina. Mamy 1:1. Tak, jak z kimś ma Real nie wygrywać, to tylko z Atletico. 

Reklama

W tym sezonie Real niemal nie przegrywa. Wygrał wszystko w Lidze Mistrzów. Tylko cztery razy schodził z boiska bez trzech punktów w La Lidze, gdzie poległ do tej pory zaledwie raz – jesienią 1:3 z Atletico, z którym 2:4 po szalonej dogrywce skapitulował również w Copa del Rey. W międzyczasie jednak odgryzł się Atleti absolutnie pokręconym 5:3 i późniejszym zdobyciem Superpucharu Hiszpanii. Ale istotnie, piłkarze Diego Simeone w czterech starciach na trzech frontach potrafili wbić Królewskim aż jedenaście goli.

Ten Llorente jest dość bolesny, bo niewiele go zapowiadało. Atletico było po stokroć bardziej niemrawe niż w dwóch poprzednich naparzankach z 2024 roku. Koke nadzwyczaj często przydarzały się nieprzemyślane zagrania i głupie straty, a kiedy już zaplątał się w jakiejś ważnej dla losów meczu akcji, to przypadkowo „asystował” przy golu Brahima Diaza. Mario Hermoso służył zaś temu samemu Diazowi w roli pachołka do ćwiczenia dryblingu.

Reklama

Niby momenty miał Griezmann, niby po niezłych dośrodkowaniach bardzo groźnie główkowali Witsel, Saul i Savić, który nawet trafił do bramki (trafienie anulował VAR), ale zarówno w liczbie kreowanych sytuacji, jak i w intensywności gry znacznie poważniej wypadał Real.

Świetny był wspomniany Diaz. Wskoczył do składu w ostatniej chwili za Viniciusa Juniora, choć wydawało się, że bardziej naturalnym wyborem jest Joselu, który dopiero strzelił dwie bramki z Getafe. 24-letni piłkarz szybko rozwiał wszelkie wątpliwości. Kiwał, bawił się, dogrywał, całym sobą pokazywał „jestem”, jak mawia Dariusz Szpakowski, do tego po dwudziestu minutach odnalazł się w polu karnym i pokonał Jana Oblaka. Gdy schodził z murawy, Santiago Bernabeu żegnało go owacjami na stojąco.

Poza tym dobre okazje na podwyższenie wyniku marnowali Rodrygo i Federico Valverde, do główek pazernie skakał Jude Bellingham, a Toni Kroos próbował swoich sił strzałami z dystansu. Wydawało się, że stary wyjadacz Carlo Ancelotti wszystko ma pod kontrolą. Diaz koncertowo zastąpił Viniciusa, Carvajal i Nacho – pod nieobecność Rudigiera, Alaby i Militao – przy wydatnej pomocy Łunina byli blisko dowiezienia czystego konta, ale wtedy wszystko jednym wyskokiem popsuł im ten Marcos Llorente.

Bywa.

Szczególnie, gdy gra się z Atletico. Po prawdzie: gdyby Real wygrał w tych derbach, powoli można byłoby go koronować. A tak dla Królewskich wciąż to niezły wynik, choć klasyczne będą się pojawiać pretensje w madryckich środowiskach o błędy hiszpańskich sędziów, którzy – jakież zdziwienie! – wpadek ponownie się nie ustrzegli (czy gospodarzom nie należał się przypadkiem przynajmniej jeden rzut karny?). Tak czy inaczej, za tydzień Real mierzy się z Gironą. I to dalej będzie mecz o wybudowanie sobie autostrady do mistrzostwa Hiszpanii.

Real Madryt 1:1 Atletico Madryt

Diaz 20′ – Llorente 90+3

Czytaj więcej o La Lidze:

Fot. Newspix

Urodzony w 2000 roku. Jeśli dożyje 101 lat, będzie żył w trzech wiekach. Od 2019 roku na Weszło. Sensem życia jest rozmawianie z ludźmi i zadawanie pytań. Jego ulubionymi formami dziennikarskimi są wywiad i reportaż, którym lubi nadawać eksperymentalną formę. Czyta około stu książek rocznie. Za niedoścignione wzory uznaje mistrzów i klasyków gatunku - Ryszarda Kapuscińskiego, Krzysztofa Kąkolewskiego, Toma Wolfe czy Huntera S. Thompsona. Piłka nożna bezgranicznie go fascynuje, ale jeszcze ciekawsza jest jej otoczka, przede wszystkim możliwość opowiadania o problemach świata za jej pośrednictwem.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

La Liga

La Liga

Ter Stegen zabrał głos po kontuzji. „To dla mnie wyjątkowo trudne”

Mikołaj Duda
0
Ter Stegen zabrał głos po kontuzji. „To dla mnie wyjątkowo trudne”
La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
59
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
Reklama
Reklama