Reklama

Dom bez odkurzacza. Ile Legia traci na odejściu Slisza?

Jan Mazurek

Autor:Jan Mazurek

17 stycznia 2024, 20:07 • 7 min czytania 75 komentarzy

Cztery lata temu Legia zapłaciła za niego ponad 1,8 miliona euro. Początkowo przy Łazienkowskiej grał głównie dzięki przepisowi o młodzieżowcu. Później Czesław Michniewicz nazywał go „odkurzaczem”, co zamykało cały jego piłkarski profil w szufladzie dla ligowych mróweczek, pracusiów, facetów od czarnej roboty, ale też nikogo więcej. Z nieco nudnej solidności wyciągnął go za to Kosta Runjaić, u którego Bartosz Slisz przeszedł wielopoziomową metamorfozę. Sześciokrotny reprezentant Polski oficjalnie odchodzi do Atlanty United za około 3,5 mln dolarów. I już wiadomo, że czysto sportowo Legia na tym straci. 

Dom bez odkurzacza. Ile Legia traci na odejściu Slisza?

Slisz chciał tego transferu. Po wygranym 2:0 spotkaniu z AZ Alkmaar w Lidze Konferencji rzucił przed telewizyjnymi kamerami, że „w zimowym oknie może się troszkę zadziać”. Wypowiedziami o jego kończącym się wcale niedługo kontrakcie powagę sytuacji potwierdzał dyrektor sportowy Jacek Zieliński. Mówiło się o Serie A. Stanęło na MLS. Czy wybrał dobrze? Polakom w Stanach Zjednoczonych zazwyczaj powodzi się nie najgorzej, zobaczymy. Ważniejsze pytanie, jak ze stratą jednego z boiskowych liderów poradzi sobie Legia?

Siła „nosiwody”

Defensywny pomocnik to już żaden „nosiwoda”. Dynamika rozwoju współczesnego futbolu wyniosła „szóstki” na piedestał. Wystarczy spojrzeć na szaleństwo rynku transferowego, gdzie bohaterami trzech najwyższych transferów 2023 roku byli Enzo Fernandez, Moises Caicedo i Declan Rice. Każdy klub świata zapragnął mieć własną wersję Rodriego, bez którego – Pep Guardiola podkreśla to na każdym kroku – nie byłoby sukcesu Manchesteru City. W niemal wszystkich najczęściej aktualnie stosowanych konstrukcjach taktycznych rola „szóstki” jest kluczowa. Wciąż bywa niewidoczna, drugoplanowa, ale na pewno szalenie istotna i już od dawna daleka od topornie defensywnej.

Reklama

Szóstka w totka. Dlaczego tak trudno o kompletnych defensywnych pomocników

Slisz był czołową „szóstką” Ekstraklasy, a na jego przykładzie doskonale uwidoczniała się ewolucja tej pozycji. W Zagłębiu Lubin był „odkurzaczem” w skromnej i nieco jeszcze przestraszonej wersji. W Legii ten sam „odkurzacz” zwiększył moc, ale nawet w dobrych źródłach słyszeliśmy, że po wiośnie 2021 roku nawet chwalący go publicznie Czesław Michniewicz był zwolennikiem sprzedania go z – choćby symboliczną – przebitką wobec tego bazowego 1,8 mln euro. Przyszły selekcjoner – podobnie jak prawie wszyscy wokół – widział ograniczenia swojego podopiecznego. I wątpił, że Slisz po utracie statusu młodzieżowca będzie mógł wnosić do Legii coś więcej niż przeciętność czy przyzwoitość.

Nie była to szczególnie trafna diagnoza, bo w kolejnych latach Slisz znacznie się rozwinął. Za Kosty Runjaicia już nie tylko przechwytywał odbite piłki, dusił w zarodku akcje rywali czy asekurował zdolniejszych technicznie kolegów, ale też wyraźnie przesunął się do przodu. Znakomicie wypadał pod względem celności podań, których statystycznie bardzo dużo posyłał w tercję ofensywną.

Czołowy polski defensywny pomocnik

Heat mapy z jego meczów w Ekstraklasie nie pozostawiają wątpliwości – jesienią minionego roku na połowie rywala przebywał częściej niż kiedykolwiek wcześniej, nie zaniedbując przy tym szczególnie pracy w destrukcji. Biega dużo, bardzo dużo, czasami nawet dwanaście czy trzynaście kilometrów na dziewięćdziesiąt minut, ale już i tak mniej niż w poprzednich latach. Sam twierdzi, że wynika to z nabytego doświadczenia. Czasami lepiej mądrze stać niż głupio biegać, tak to leciało, prawda? Oto pogląd na najróżniejszej maści defensywne działania Slisza w sezonach 2022/23 i 2023/24. Sporo tego.

Reklama

Wydaje się, że najlepiej skalę poczynionego przez niego progresu pokazują trzy stojące na przynajmniej niezłym europejskim poziomie mecze w Lidze Konferencji:

  • Aston Villa, 21 września, nota: 7

„Zagrał na poziomie, do jakiego zdążył nas już ostatnio przyzwyczaić. Tytaniczna praca w destrukcji połączona z aktywną grą w wyprowadzeniu piłki z własnej połowy, inicjowaniu kontrataków, szukaniu przestrzeni do górnych podań. Mocny punkt Legii”.

  • Aston Villa, 30 listopada, nota: 6

„W pierwszej połowie Slisz prezentował się naprawdę znakomicie i w dużej mierze dzięki jego postawie Legia potrafiła momentami kontrolować sytuację w środku pola, co wydatnie ograniczało ofensywne możliwości gospodarzy. Po przerwie wyglądało to już nieco mniej imponująco, reprezentant Polski został zresztą porządnie poturbowany przez rywali, co też pewnie wpłynęło na jego aktywność. Generalnie jednak – więcej niż solidny występ”.

  • Alkmaar, 14 grudnia, nota: 7

„Lider środka pola. W obronie, asekuracji i przechwycie grał wręcz perfekcyjnie. Wygrał dziewięć pojedynków i zanotował trzy odbiory. Do tego bardzo dobrze rozpoczynał ataki, nie tylko podaniami, ale również świetnymi rajdami, którymi łamał linię defensywy rywali. Oddał również celny strzał po dośrodkowaniu Josue, ale obronił go Rome-Jayden Owusu-Oduro. Po raz kolejny pokazał, że daje radę na najwyższym europejskim poziomie i być może już od stycznia będzie mógł rywalizować na nim co tydzień”.

W pozostałych spotkaniach fazy grupowej Ligi Konferencji nie schodził poniżej solidności, wcześniej zaś w eliminacjach z Austrią Wiedeń zaliczył asystę, a z Midtjylland strzelił ważnego gola. Generalnie system gry Runjaicia w niemałym stopniu zależał do tej pory właśnie od pracowitości i rozwoju Bartosza Slisza. Na jego odpowiedzialności korzystała cała grupa grajków – Josue, który nie musiał jeździć na dupie; Juergen Elitim, który więcej wnosi w ofensywie niż w defensywie; Ernest Muci i Marc Gual, którzy wygodnie czują się w roli wolnych elektronów; Paweł Wszołek, którego w szalonych rajdach trzeba na wahadle jakoś asekurować; do tego wysoko ustawiona i często zagubiona trójka stoperów Legii, dla której Polak wielokrotnie był zderzakiem.

Przydarza mu się przy tym zaskakująco dużo strat, zazwyczaj kilkanaście na mecz, co wykracza poza normę innych wyróżniających się „szóstek” Ekstraklasy, choć – tu trzeba mu oddać – w innych ważnych parametrach na tle ligi wypada zdecydowanie na plus.

W reprezentacji Polski daaaaleko mu wciąż do wejścia w buty Grzegorza Krychowiaka z czasów Sevilli, choć Michał Probierz odważnie na niego postawił. Nie jest też tak, że inne polskie kluby patrzyły w stronę stolicy z jakąś wielką zazdrością – Raków ma Giannisa Papanikolaou czy Władysława Koczergina, Lech ma Jespera Karlstroema i Radosława Murawskiego, Pogoń ma Fredrika Ulvestada, Jagiellonia ma Tarasa Romanczuka czy Nene, Śląsk również sobie radzi. Znalezienie defensywnego pomocnika na miarę nowej ery to nie czarna magia. Prawda jest jednak prosta i jedna: Legia bez Slisza będzie gorszym zespołem.

Jak zmieniał się Bartosz Slisz. „To wielopoziomowa metamorfoza, prywatnie też jest inny”

Problem Legii

Wicemistrz Polski traci ogranego i doświadczonego w ramach systemu piłkarza, który do tego z każdą kolejną rundą stawał się choćby o odrobinę lepszy. Czy można znaleźć godnego następcę na rynku transferowym? Jeszcze raz, „szóstki” to gorący towar, trzeba mieć oko, szczęście albo środki, a najlepiej: wszystko w jednym. Czy Legia kogoś sprowadzi? Nie wiadomo, może tak, może nie. Informowaliśmy już, że pierwsze sygnały wskazują, że klub może dokończyć sezon bez transferu nowego zawodnika na tę pozycję. W Legii uspokajają ponoć, że w drugiej linii mają mocną rywalizację. Na pewno trochę dziwne czy nawet niepokojące, że nie zostało od razu zakomunikowane – szukamy kogoś w miejsce Slisza.

No bo kto z aktualnego zespołu Runjaicia mógłby zająć jego miejsce? Jurgen Celhaka nie przekonuje nikogo, na razie zawodzi, boleśnie niewiele ma atutów, na domiar złego – na zgrupowaniu w Turcji nabawił się urazu. Ihor Charatin został przesunięty do rezerw, więc koniec tej rozczarowującej współpracy jest bliski. Niby wiosną będzie można złożyć środek pola z Elitima, Josue i Bartosza Kapustki, co otwiera olbrzymią liczbę opcji kreatywnego prowadzenia ataku, ale w takim układzie już na pewno taktyka wymagałaby gruntownego przemeblowania, bo cała trójka to dotychczasowi beneficjenci pracowitości Slisza.

Może więc Rafał Augustyniak? To ciekawa opcja. Sam wspomina czasami, że lepiej niż na środku obrony czuje się właśnie w środku pola. W tej roli wyjeżdżał z Polski i bardzo porządnie radził sobie w Rosji. Runjaić widzi go jednak w trójce stoperów, gdzie Legia ma swoje problemy. Artur Jędrzejczyk młodszy nie będzie, już nie należy do ligowej czołówki, nawet na swojej pozycji. Yuri Ribeiro dopiero w poprzednim sezonie został przekwalifikowany o pięterko niżej z lewej obrony/wahadła. Radovan Pankow jest niezły, ale miewa obcinki i pewnie zawsze będzie je miewał. Steve Kapuadi to po prostu solidny ligowiec. Marco Burch to inwestycja, która potrzebuje czasu, może nawet dużo czasu…

Brakuje ludzi.

Po prostu.

Wydaje się, że po odejściu tak ważnego piłkarza Legia nie może łatać powstałej dziury tylko w oparciu o zawodników, którzy już są w kadrze. Molde w fazie pucharowej Ligi Konferencji jest spokojnie do przejścia. Lech na wiosnę rok temu pokazał, że można liczyć się w Europie. Żyleta śpiewa: „tylko mistrzostwo”. I ma ku temu argumenty, bo ostatni triumf stołecznego zespołu w Ekstraklasie to jeszcze czasy ligi szesnastoklubowej. Do tego jednak trzeba się wzmacniać, a nie osłabiać.

Czytaj więcej o Legii Warszawa:

Fot. 400mm.pl

Urodzony w 2000 roku. Jeśli dożyje 101 lat, będzie żył w trzech wiekach. Od 2019 roku na Weszło. Sensem życia jest rozmawianie z ludźmi i zadawanie pytań. Jego ulubionymi formami dziennikarskimi są wywiad i reportaż, którym lubi nadawać eksperymentalną formę. Czyta około stu książek rocznie. Za niedoścignione wzory uznaje mistrzów i klasyków gatunku - Ryszarda Kapuscińskiego, Krzysztofa Kąkolewskiego, Toma Wolfe czy Huntera S. Thompsona. Piłka nożna bezgranicznie go fascynuje, ale jeszcze ciekawsza jest jej otoczka, przede wszystkim możliwość opowiadania o problemach świata za jej pośrednictwem.

Rozwiń

Najnowsze

Polecane

Niestety, to koniec. Polscy hokeiści przegrali z Kazachstanem i spadli z Elity

Sebastian Warzecha
2
Niestety, to koniec. Polscy hokeiści przegrali z Kazachstanem i spadli z Elity

Ekstraklasa

Komentarze

75 komentarzy

Loading...