Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Barcelona, Xavi i Lewy na plecach Joao Cancelo

Jan Mazurek

Autor:Jan Mazurek

28 listopada 2023, 23:40 • 3 min czytania 8 komentarzy

Gdyby nie Joao Cancelo, Xavi mógłby rozglądać się za biletem powrotnym do ukochanego przecież przez siebie Kataru, a Barcelona kolejny rok z rzędu stałaby się pośmiewiskiem Ligi Mistrzów. Portugalczyk wykrzyczał jednak swoje „vamos!” i całe zawodzące ostatnimi miesiącami towarzystwo liderów Barcy na razie może jeszcze wozić się na jego plecach. 

Barcelona, Xavi i Lewy na plecach Joao Cancelo

Czy Xavi naprawdę straciłby pracę, gdyby Duma Katalonii przerżnęła z Porto? Chyba nie, najpewniej dostałby szansę poprowadzenia zespołu w kluczowych dla losów sezonu meczach z Atletico, Gironą i Royal Antwerp. Sytuacja byłaby jednak beznadziejna, bo czarne chmury stałyby się burzą, a tej blisko byłoby to zmiatającego wszystko na swojej drodze huraganu, bo w dwa tygodnie Barcelona mogłaby wypisać się z walki o cokolwiek w La Lidze i Lidze Mistrzów. Po tym 2:1 z Porto przynajmniej zapewniła sobie udział w fazie pucharowej Champions League.

Szerokie plecy Cancelo

Joao Cancelo autentycznie zagrał fenomenalnie. Wygrał ten mecz niemal w pojedynkę. Wiadomo, że to skrót myślowy, na boisku biegało ponad trzydziestu chłopów, ale „pan piłkarz” zaprezentował się jeden. Najpierw dał sygnał do walki na chwilę po golu Pepe (tego młodego) na 1:0 dla Porto – przyjął sobie futbolówkę na skrzydle, minął pachołek w polu karnym Joao Mario i przepięknym technicznym strzałem pokonał Diogo Costę. Następnie zaś doskonałym płaskim dośrodkowaniem obsłużył Joao Felixa przy bramce na 2:1.

Portugalczyk jest nieco dziwnym piłkarzem. Łatwo zauroczyć się w jego umiejętnościach, luzie z piłką przy nodze, kontroli nad nią, zwodami i balansami najróżniejszej maści. Oczywiście, strasznie przy tym bumeluje w obronie. Rzecz jasna, bywa też w ofensywie tak niedyscyplinowany i nieprzewidywalny, że aż irytujący dla wszystkich dookoła. Do takiego Manchesteru City i pietystycznego systemu Pepa Guardioli po prostu nie pasował. Do tej Barcelony – wprost przeciwnie, jak znalazł. No i futbol takich grajków potrzebuje. Żeby to wybrzmiało: ludzi, którzy potrafią w ten futbol grać.

Płytki oddech Barcelony

Bez Cancelo byłoby z Barceloną krucho. Oj, krucho. To wołające o pomstę do nieba marnotrawstwo, że tak bezbarwnie w tym starciu z Porto wypadł tercet Pedri-Gundogan-De Jong. Prawie w każdym klubie na świecie gra kręciłaby się wokół któregokolwiek z tej trójki środkowych pomocników, a tu? Brak jakiejkolwiek współpracy, chemii, synergii, niczego. Araujo ewidentnie traci na grze z boku bloku obronnego. Tym bardziej że na stoperze biega sabotażysta Kounde. W konsekwencji gdyby Taremi, Pepe czy nawet Varela okazali się skuteczniejsi pod bramką Barcy, zadźwięczałoby na La Rambli hasełko „Goodbye Champions League”…

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Dobrym przykładem niezborności systemu Barcelony był też miotający się w nim Lewandowski. Polak podawał na żenującej celności sześćdziesięciu procent. Zaliczył piętnaście strat. Piętnaście! Nie był już tak fatalny jak świeżo po kontuzji w El Clasico czy chwilę później przeciwko Realowi Sociedad, ale przypominał ciało obce. Próbował przyspieszyć akcję? Koledzy nie rozumieli jego intencji. Próbował wyjść na pozycję? Koledzy zdawali się go nie dostrzegać. Próbował wykreować coś na własną rękę? A to już nie wychodzi mu od dłuższego czasu.

Ech.

Barca złapała oddech. Jest to jednak oddech bardziej rozpaczliwie płytki niż zbawiennie życiodajny.

FC Barcelona 2:1 FC Porto

Cancelo 32′, Felix 57′ – Pepe 30′

Czytaj więcej o europejskich pucharach:

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Fot. Newspix

Urodzony w 2000 roku. Jeśli dożyje 101 lat, będzie żył w trzech wiekach. Od 2019 roku na Weszło. Sensem życia jest rozmawianie z ludźmi i zadawanie pytań. Jego ulubionymi formami dziennikarskimi są wywiad i reportaż, którym lubi nadawać eksperymentalną formę. Czyta około stu książek rocznie. Za niedoścignione wzory uznaje mistrzów i klasyków gatunku - Ryszarda Kapuscińskiego, Krzysztofa Kąkolewskiego, Toma Wolfe czy Huntera S. Thompsona. Piłka nożna bezgranicznie go fascynuje, ale jeszcze ciekawsza jest jej otoczka, przede wszystkim możliwość opowiadania o problemach świata za jej pośrednictwem.

Rozwiń

Najnowsze

Piłka nożna

Wisła w półfinale Pucharu Polski, chyba że sędzia Kos w przyszłym tygodniu zmieni zdanie

Paweł Paczul
28
Wisła w półfinale Pucharu Polski, chyba że sędzia Kos w przyszłym tygodniu zmieni zdanie
Anglia

Znamy ćwierćfinalistów Pucharu Anglii. Emocje do samego końca w 1/8 finału

Paweł Wojciechowski
0
Znamy ćwierćfinalistów Pucharu Anglii. Emocje do samego końca w 1/8 finału

Liga Mistrzów

Piłka nożna

Wisła w półfinale Pucharu Polski, chyba że sędzia Kos w przyszłym tygodniu zmieni zdanie

Paweł Paczul
28
Wisła w półfinale Pucharu Polski, chyba że sędzia Kos w przyszłym tygodniu zmieni zdanie
Anglia

Znamy ćwierćfinalistów Pucharu Anglii. Emocje do samego końca w 1/8 finału

Paweł Wojciechowski
0
Znamy ćwierćfinalistów Pucharu Anglii. Emocje do samego końca w 1/8 finału

Komentarze

8 komentarzy

Loading...