Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Legia powinna mieć karnego po ręce Murawskiego | „Niewydrukowana Tabela”

Maciej Wąsowski

Autor:Maciej Wąsowski

14 listopada 2023, 17:43 • 7 min czytania 37 komentarzy

W ostatniej kolejce nie było zbyt wielu oczywistych błędów sędziowskich. Niestety arbitrzy całkowicie nie ustrzegli się złych decyzji. Jedna z nich doprowadziła do wypaczenia wyniku. Chodzi o hit, który okazał się kitem, czyli mecz Legia Warszawa – Lech Poznań (0:0). Spotkanie stało na bardzo niskim poziomie, a dogodnych sytuacji z obu stron w zasadzie nie było. Niemniej gospodarze powinni wykonać rzut karny. Piotr Lasyk i jego zespół sędziowski podjęli jednak inną decyzję.

Legia powinna mieć karnego po ręce Murawskiego | „Niewydrukowana Tabela”

Kontrowersyjna sytuacja miała miejsce w 17. minucie. Piłkarze Legii wykonywali rzut rożny. Po dośrodkowaniu w polu karnym Lecha zrobiło się potężne zamieszanie. Zawodnicy walczyli o pozycje, ale wszyscy robili to w ramach obowiązujących przepisów. Nikt nie faulował też bramkarza Kolejorza Bartosza Mrozka. Piłka długo leciała w powietrzu, kilku piłkarzy obu stron (w tym golkiper poznaniaków) wyskoczyli do niej, ale nikt jej nie dotknął. Ta dość nieoczekiwanie spadła na… rękę Radosława Murawskiego.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Pomocnik gości był zaskoczony faktem, że nikt przed nim nie przeciął lotu futbolówki. Piłka jednak długo leciała w powietrzu, lechita miał nienaturalnie rozłożone ramiona (prostopadle do tułowia) i powiększył w ten sposób obrys ciała. Dodatkowo zagraniem ręką Murawski pozbawił możliwości dojścia do dogodnej sytuacji zawodnika Legii – Rafała Augustyniaka. To po prostu powinien być rzut karny.

Po odbiciu piłki od ręki Murawskiego do futbolówki dopadł Patryk Kun, którego uderzenie sparował na kolejny korner Mrozek. Tutaj sędziowie powinni poczekać przed wznowieniem gry i wnikliwie sprawdzić całą akcję. Wygląda na to, że VAR nie podjął interwencji, bo gra została dość szybko wznowiona od kolejnego rożnego. Siedzący w wozie Tomasz Musiał i Marcin Borkowski powinni przeanalizować wszystko klatka po klatce. Zabrakło też zaproszenia sędziego Lasyka przed monitor. To był błąd i to bardzo kosztowny dla gospodarzy, bo pozbawiono ich rzutu karnego. Zgodnie z zasadami z zasadami „Niewydrukowanej Tabeli” musimy zweryfikować wynik na zwycięstwo Legii.

„Niewydrukowana Tabela”. Inna ręka w Łodzi

Jak już jesteśmy przy zagraniach ręką, to trzeba wyjaśniać kontrowersję z innego meczu. Chodzi o starcie ŁKS Łódź – Piast Gliwice i sytuację z doliczonego czasu. Adrien Louveau potężnie strzela, uderzenie blokuje Tomas Huk, a po chwili piłka leci w kierunku Grzegorza Tomasiewicza. Ten był blisko całego zdarzenia, futbolówka trafiła go z dużą dynamiką, pomocnik Piasta miał naturalnie ułożone ramiona i dodatkowo starał się schować rękę. W momencie, kiedy piłka dotknęła go (w okolicach łokcia) ten miał ramiona przy ciele. Sędzia Paweł Raczkowski od razu sugestywnym gestem pokazał „gramy dalej”. Słuszna decyzja. Piłka była też z gatunku tych niespodziewanych, co jest kolejną okolicznością łagodzącą. Mamy nadzieję, że widzicie różnice między zagraniem ręką Murawskiego w porównaniu do „ręki” z udziałem Tomasiewicza. U tego drugiego było zdecydowanie więcej przypadkowości.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Był faul, ale czerwona kartka słuszna

Kolejna sytuacja dotyczy meczu Cracovia – Śląsk Wrocław (0:1). Nahuel Leiva najpierw jest faulowany przez Jakuba Jugasa. Niestety przewinienie umknęło sędziemu Marcinowi Szczerbowiczowi. W efekcie dochodzi najpierw do jakiejś wymiany zdań między oboma zawodnikami, która kończy się tym, że pomocnik lidera Ekstraklasy uderza głową obrońcę Pasów. Czerwona kartka w pełni zasłużona i bardzo możliwe, że zawodnika Śląska już w tym roku na boisku nie zobaczymy. Zdecyduje o tym oczywiście Komisja Ligi, ale za podobne zachowania w przeszłości dostawali ponad trzy mecze dyskwalifikacji.

Wszystko zaczęło się od błędu arbitra głównego, niemniej zachowanie Leivy było karygodne. Jugas po prostu sfaulował, zastawiając ramieniem linię biegu Argentyńczyka z hiszpańskim paszportem, żeby później wpaść w niego ciałem.

Błąd arbitra kosztował Śląska grę w osłabieniu, ale finalnie wrocławianie i tak wygrali. Czerwona kartka słuszna (powyżej macie moment uderzenia, swoją drogą Nahuel mógł sobie solidnie uszkodzić nos), ale brak decyzji o faulu Jugasa to przeoczenie sędziego Szczerbowicza. W „Niewydrukowanej” dajemy Śląskowi punkt w „sędzia zaszkodził”, a Pasom oczko w „sędzia pomógł”. Inna sprawa, że zespół trenera Jacka Zielińskiego z tej „pomocy” nie skorzystał.

Dioudis jak „za króla Ćwieczka”

Kolejne dwie kontrowersje dotyczą sytuacji, w których sędzia Daniel Stefański ostatecznie podjął dobre decyzje w spotkaniu Zagłębie Lubin – Widzew Łódź (1:1). Pierwsza sprawa to karny po faulu Mateusza Żyro na Dawidzie Kurminowskim. Piłkarze mocno walczyli o pozycję ciałem. Z tej walki górą wyszedł Kurminowski, który wszedł nieznacznie przed rywala. Poskutkowało to tym, że defensor RTS-u swoim kolanem puknął pod udo napastnika Miedziowych. Kontakt subtelny, ale duża dynamika całej akcji. Stefański razem z asystentami VAR: Damianem Kosem i Bartoszem Heinigiem długo analizowali sytuację, ale finalnie podjęli dobrą decyzję. Gospodarze na raty wykorzystali karnego.

Druga kontrowersja wynika ze starych boiskowych przeświadczeń. Otóż bardzo wiele osób żyje w błędnym przekonaniu, że bramkarz w polu bramkowym jest nietykalny. Może tak było „za króla Ćwieczka”, ale czasy się zmieniły. Piłkarze z pola mają prawo walczyć o pozycję z golkiperem w każdym miejscu pola karnego i w żadnym z nich nie jest on specjalnie traktowany. Najważniejsze jest jednak jedno – zawodnik atakujący nie może faulować. W sytuacji, w której Widzew strzelił wyrównującą bramkę, tak właśnie było. Sokratis Dioudis może mieć pretensje tylko do siebie, że za krótko odbił piłkę. Jordi Sanchez nawet nie walczył o pozycję. Hiszpański napastnik łodzian stanął obok greckiego golkipera. Ten sam zainicjował kontakt, opierając się przy interwencji o plecy gracza Widzewa. Dioudisowi trudno było złapać piłkę razem z głową Sancheza i dlatego popełnił błąd, który po chwili wykorzystał Imad Rondić. Bramkarz Zagłębia powinien być zły, ale głównie na siebie. Za protesty zobaczył żółtą kartkę. Sędzia Stefański nawet pobiegł do monitora, ale utrzymał swoją decyzję. Nie był to jednak koniec całego zamieszania.

Kilka minut później, już po ostatnim gwizdku, Dioudis sam chciał wymierzyć sprawiedliwość. Grek złapał Sancheza za głowę i powalił go na ziemię. Stefański sprawdził całą sytuację na VAR i pokazał golkiperowi czerwoną kartkę za naruszenie nietykalności cielesnej rywala.

To też nie był koniec starć na linii Dioudis – Sanchez. Do dogrywki doszło w tunelu. Nikt więcej nie dostał kartki, ale sprawą ma się zająć Komisja Ligi. Możliwe, że do jej dyspozycji będą nagrania z monitoringu, który ma znajdować się przy szatniach. Być może ktoś będzie jeszcze tutaj ukarany, ale decyzje podejmie już Komisja Ligi po zapoznaniu się z materiałami wideo.

Ciekawy przypadek z Pogoń – Raków

Następna kontrowersja dotyczy zdarzenia, które pewnie wielu osobom umknęło. Chodzi o intencjonalne kopnięcie piłki do bramkarza przez kolegę z drużyny i złapanie futbolówki przez golkipera. Działo się to w meczu Pogoń Szczecin – Raków Częstochowa (1:1) w doliczonym czasie gry. Otóż Rafał Kurzawa zagrał piłkę do Valentina Cojocaru, a ten ją złapał. Żaden z zawodników Rakowa nie protestował. Żadnej interwencji nie podjął sędzia Szymon Marciniak, nie było rzutu wolnego pośredniego z pola karnego gospodarzy i gra była normalnie kontynuowana. Dlaczego? Pomocnik Portowców podał piłkę do swojego bramkarza… kolanem (widać to na pierwszym screenie, mimo że przejrzystość obrazu zasłania nieco zawodnik Rakowa – Władysław Koczerhin).

Celowego kopnięcia piłki w kierunku bramkarza można dokonać tylko stopą, kostką lub stawem skokowym – mówi o tym definicja „kopnięcia” z przepisów gry w piłkę nożną. Piłkarz legalnie może podać do swojego golkipera, a ten może złapać futbolówkę po zagraniu: głową, klatkę piersiową i właśnie kolanem. Oczywiście jeżeli sam zawodnik z pola nie zacznie żonglować w celu zagrania piłki głową, klatką piersiową lub kolanem. W przepisach takie żonglowanie są nazywane „rozmyślnymi sztuczkami”.

W Lidze+ Extra ekspert Canal+ – Adam Lyczmański zasugerował, że w tej sytuacji został popełniony błąd. Ten faktycznie miałby miejsce i Rakowowi należałby się rzut wolny pośredni z pola karnego Pogoni, gdyby Kurzawa kopnął piłkę do Cojocaru przy użyciu stopy, kostki lub stawu skokowego. Sędzia Szymon Marciniak podjął więc słuszną decyzję o kontynuowaniu gry, bo pomocnik Pogoni podał do golkipera kolanem. Niecodzienna sytuacja, ale warta wyjaśnienia.

To w zasadzie tyle. Jest jeszcze drobna kontrowersja z anulowaniem karnego dla Stali Mielec w starciu z Górnikiem Zabrze (2:1). Dla wszystkich po powtórkach było jednak klarowne, że to Ilja Szkurin faulował Kryspina Szcześniaka, łapiąc go za koszulkę. Widać to na screenach poniżej.

Przypominamy, że początkowo sędzia Jarosław Przybył podyktował rzut karny, ale po podbiegnięciu do monitora na prośbę asystentów VAR: Wojciecha Mycia i Arkadiusza Kamila Wójcika, ostatecznie zmienił swoją błędną decyzję.

Podsumowując, mieliśmy w ostatniej kolejce dwa błędy: brak karnego dla Legii w meczu z Lechem i brak faulu Jugasa na Leivie, przez co finalnie zawodnik Śląska dostał czerwoną kartkę. Pomyłka z Warszawy wpływa na obecny układ tabeli w Ekstraklasie, bo wicemistrzowie Polski mogliby mieć dwa punkty więcej, gdyby jeszcze wykorzystali „jedenastkę”. Zasady „Niewydrukowanej” powodują, że warszawski klub zyskuje u nas dwa punkty, a Kolejorz traci jedno „oczko”.

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. Newspix, screeny Canal+ Sport, Canal+ Online, grafiki „Przepisy Gry”

 

Rocznik 1987. Urodził się tego samego dnia, co Alessandro Del Piero tylko 13 lat później. Zaczynał w tygodniku „Linia Otwocka”, gdzie wnikliwie opisywał m.in. drugoligowe losy OKS Start Otwock pod rządami Dariusza Dźwigały. Od lutego 2011 roku do grudnia 2021 pracował w „Przeglądzie Sportowym”, gdzie zajmował się głównie polską piłką ligową. Lubi pogrzebać przy kontrowersjach sędziowskich, jak również przy sprawach proceduralnych i związkowych. Fan spotkań niższych klas rozgrywkowych, gdzie kibicuje warszawskiemu PKS Radość (obecnie liga okręgowa). Absolwent XXV LO im. Józefa Wybickiego w Warszawie i Wyższej Szkoły Dziennikarskiej im. Melchiora Wańkowicza.

Rozwiń

Najnowsze

Hiszpania

Henry do Xaviego: Mógłbym cię porównać tylko do Guardioli

wstellmach
0
Henry do Xaviego: Mógłbym cię porównać tylko do Guardioli

Ekstraklasa

Komentarze

37 komentarzy

Loading...