Albański kocioł. Sylvinho chwali Polskę, ale czy ma za co?

Jan Mazurek

Autor:Jan Mazurek

09 września 2023, 20:52 • 7 min czytania

Reklama
Albański kocioł. Sylvinho chwali Polskę, ale czy ma za co?

„Jak ocenia pan reprezentację Polski? Ostatnio ma swoje problemy”, pytam Sylvinho na konferencji prasowej reprezentacji Albanii przed meczem z Biało-Czerwonymi. „To znakomita drużyna. Znakomita, tyle powiem”, odpowiada Brazylijczyk. Z Fernando Santosem łączy go wręcz alergiczna niechęć do publicznego przedstawiania swojego pomysłu na futbol w sposób ciekawszy niż banalny. W konsekwencji Albania nie wie, czego spodziewać się po swoim selekcjonerze. Zupełnie jak Polska, prawda?

Reklama

Rozmawiam z Sebino Plaku, który jest aktualnie asystentem trenera Orgesa Shehiego w KF Tirana, jednym z najbardziej utytułowanych klubów w Albanii i wicemistrzu tamtejszej Superligi: – Wciąż niewiele wiemy o Sylvinho. Przegrał z Polską, zremisował z Czechami, wygrywał z Mołdawią i Wyspami Owczymi. Cztery mecze to za mała próbka, żeby oceniać selekcjonera. Na pewno za jego kadencji w grupie naprawdę zdolnych piłkarzy zapanował entuzjazm. Myślę, że to wynika z jego światowości. Ta kadra potrzebuje zagranicznego trenera. Albańscy szkoleniowcy nie są najgorsi, ale to mały kraj, tu każdy zna każdego, zbyt dużo jest tu koterii, wybór dużego zagranicznego nazwiska był więcej niż słuszny.

Bój się Albańczyka

Mówią, że to kadra patriotów. I mają swoje powody. Zwykle tak traktuje się tu bowiem piłkarzy, którzy mają obywatelstwa innych krajów albo wychowali się w emigracyjnych rodzinach, ale koniec końców wiernie wybrali reprezentowanie barw Albanii. No i po prawdzie: zespół „Orłów” w przeważającej większości składa się z tak pojmowanych miłośników własnych korzeni.

Etrit Berisha i Ardian Ismajli urodzili się w Jugosławii. Pierwszy z nich wychowywał się w Szwecji. Ojciec Elseida Hysaja wyemigrował do Włoch, gdy ten miał dwa miesiące, chłopiec dołączył do niego jako nastolatek. Berat Djimsiti i Nedim Bajrami przyszli na świat w Zurychu. Mario Mitaj jest z Aten. Jasir Asani i Taulant Seferi z Macedonii Północnej. Rodzina tego drugiego zahaczyła jeszcze o Szwajcarię. Kristjan Asllani kształtował się w Toskanii. Ylber Ramadani pierwsze kroki stawiał w Niemczech, a dorastał w Kosowie. 

Reklama

Z pierwszej jedenastki z meczu z Czechami tylko Sokol Cikalleshi poznawał świat tylko na albańskiej ziemi. Ławka? Powtórka z rozrywki. Klaus Gjasula większość życia spędził w Niemczech, Ivan Balliu w Hiszpanii, Arlind Ajeti w Szwajcarii. Myrto Uzuni uczył się na Zakynthos, Enea Mihaj w Salonikach i na Rodos, Thomas Strakosha w Atenach, Frederic Veseli dojrzewał w Szwajcarii, Arbnor Muja i Mirlind Daku w Kosowie.

Gianni De Biasi, jeden z poprzedników Sylvinho, współautor historycznego dla tego kraju awansu na Euro 2016, mówił, że masowa emigracja z lat dziewięćdziesiątych sprawiła, iż potencjalnych reprezentantów szukać należy przede wszystkim na zachodzie Europy, gdzie żyje około dwumilionowa diaspora Albańczyków. Aktualnie to piłkarze Premier League, Serie A, La Ligi, Bundesligi, tureckiej Super Ligi, belgijskiej Jupiler Ligi, mocnych klubów z Rosji czy Czech. I Polski, chciałoby się dodać, ale akurat Ernest Muci to Albańczyk bez żadnego „ale”.

Sebino Plaku: – Rodzice wielu dzisiejszych reprezentantów Albanii emigrowali do Grecji, Włoch, Hiszpanii, Niemiec czy Anglii w poszukiwaniu lepszego życia niż na Bałkanach. Ich dzieci dorastały w poszanowaniu dla albańskich tradycji i bałkańskiego ducha, ale nabyły też europejskiej ogłady. Myślę, że to połączenie wszystkim służy. Sam wiesz, jacy są ludzie ze wschodu kontynentu: impulsywni, porywczy, narowiści, żywią się naparzanką. Zachodnia dyscyplina służy okiełzywaniu tego żywiołu. Ta naparzanka przeradza się w miłość do sportowej rywalizacji. Balans między tymi dwoma wpływami tworzy obraz współczesnego świata Albanii.

Reklama

I dodaje: – Najbardziej w piłkarzach z Albanii podoba mi się ich poświęcenie dla piłki nożnej. Widziałem, jak to wygląda w Norwegii. Tam dla futbolu nikt się zabijać nie będzie. Tu wprost przeciwnie. Trzeba ten kocioł czuć. W konsekwencji nasza reprezentacja nie potrzebuje lidera. Nie wszystko sprowadza się do obecności lub absencji Armando Broji. To świetny piłkarz, ale nie lider. Wszyscy chcą tego awansu na Euro. Ale jeśli spojrzy się na tę kadrę Albanii, to tam jest pełno młodych piłkarzy. Nie uda się teraz, uda się w eliminacjach na mundial. W ciągu dwóch, trzech czy czterech lat przyjdą wyniki, bądźcie spokojni. 

Sylvinho wyróżnia się w Brazylii

Oficjalna sesja treningowa reprezentacji Albanii, Sylvinho wybiega na boisko. Stopami sprawdza stan murawy. Nie rozstaje się z piłką ani na chwilę, jakby wciąż był piłkarzem. Staje z dala od zespołu klepiącego w „dziadka”, nie ma w tym nic dziwnego, standardowa praktyka. Nie każdy selekcjoner za to z taką pasją operuje sobie futbolówką. Podkręca ją sobie pod podeszwą, żongluje, gasi, przyciąga, wypuszcza, znów podkręca, żongluje, gasi, przyciąga, wypuszcza, aż po rady przyszli do niego asystenci. Wtedy musi na chwilę przerwać. Wydaje kilka poleceń. Z piłką przy nodze, bo jakże inaczej.

Już dawno rozsławił swoją ksywkę. Dwa triumfy w Lidze Mistrzów, trzy mistrzostwa Hiszpanii, FC Barcelona u Franka Rijkaarda i Pepa Guardioli, Arsenal u Arsene’a Wengera, Manchester City u Roberto Manciniego. Kiedyś w „Guardianie” fascynująco opowiadał o ich filozofiach. – W piłce nożnej najważniejsza jest dusza – diagnozował. Fachu trenera uczył się jako asystent w Interze i reprezentacji Brazylii. W samodzielnej pracy wrzucono go na wysokiego konia. W Lyonie poległ po zaledwie jedenastu meczach. W Corinthiansie po niecałym roku. Na Ligue 1 zdawał się być za krótki, w ojczyźnie przerosły go oczekiwania.

Reklama

I to aż zabawne, że ten sam Sylvinho jest prawdopodobnie najlepszym brazylijskim szkoleniowcem, który pracuje za granicą Kraju Kawy. To żadna tajemnica, że fachowcy z tamtych stron nie są specjalni cenieni w Europie. Paulo Turra dopiero podjął robotę w Vitorii Guimaraes, a Claudio Cacapa w belgijskim RWD Molenbeek. Garstka innych tuła się po mniejszej lub większej egzotyce. Dziwne, że naród, który wspaniałych piłkarzy produkuje w sposób taśmowy, co następnie przekłada się na nadreprezentację kadrowiczów Canarinhos w ligach top 5, nie kreuje równie potężnej liczby szkoleniowców i selekcjonerów z uznanymi globalnie nazwiskami.

Kiedyś było inaczej. Prawie dwadzieścia lat temu o Real Madryt zahaczył Vanderlei Luxemburgo. Na Santiago Bernabeu przepracował tylko rok, bo miał czelność zdjąć z boiska Ronaldo Nazario, co wyjątkowo nie przypadło do gustu Florentino Perezowi. Zico zbudował sobie pomnik w Japonii i prowadził Michała Żewłakowa w Olympiakosie Pireus. Przygody w europejskim futbolu zaliczali też Abel Braga, Robert Carlos, Leonardo czy Paulo Autuori. Ostatnim „wielkim” był Luiz Felipe Scolari w Portugalii i Chelsea. A teraz najlepszy jest Sylvinho, który właściwie jeszcze niczego nie osiągnął.

Santos nie mówi nic ciekawego

Zupełnie inną renomą niż Brazylijczycy szczycą się Portugalczycy. Może i ostatnio znaleźli się w delikatnym odwrocie, nie rządzą już tak masowo w najlepszych ligach Starego Kontynentu, ale wciąż są zatrudniani na ciekawych posadkach: Jose Mourinho w AS Romie, Paulo Fonesca w Lille, Paulo Sousa w Salernitanie, Marco Silva w Fulham, Jose Paseiro w reprezentacji Nigerii, Rui Vitoria w kadrze Egiptu, Jorge Jesus w Al-Hilal, Luis Castro w Al-Nassr, Nuno Espirito Santo w Al-Ittihad, do tego aż pięciu w Campeonato Brasileiro Serie A. No i oczywiście Fernando Santos w Polsce.

Reklama

Mecz w Albanii będzie dla niego wielkim testem. Powoli już wszyscy zaczynają sobie uświadamiać, że 68-letni nestor portugalskiej myśli szkoleniowej nie zrewolucjonizuje gry Biało-Czerwonych. Nie unowocześni tego zespołu. Nie wprowadzi nowatorskich rozwiązań taktycznych. To człowiek, który w pierwszej kolejności chce wygrywać. Nawet byle jak, brzydko i przepychając mecze kolanem. Tak było w Grecji. Tak bywało w Portugalii. Dlaczego inaczej miałoby być w Polsce?

Pewnie dlatego że Santos początkowo rewolucję obiecywał i zapowiadał. Potwierdzały to jego pierwsze powołania. I drugie też. Gdy jednak przed kluczowym dla losów awansu do Euro 2024 meczem z Albanią, na konferencji prasowej zasiada obok niego Grzegorz Krychowiak, który najpewniej szykuje się do setnego występu w narodowych barwach, wszystko zaczyna składać się w logiczną całość. Byle jak, brzydko, przepychając mecze kolanem, tak to szło? Nic innego nie da się wysnuć z tych jego opowieści, w których już dawno porzucił treść na rzecz banału.

Krzyk kapitalizmu

W Tiranie wszystko dzieje się szybko. Stolica Albanii przypomina trochę bardziej turystyczne, a mniej historyczne miasteczka we Włoszech. Jak leciał ten durny żart? „Albańczyk to Włoch, tylko nieubrany u Gucciego”. Tak, bardzo śmieszne. Już jednak u Gucciego ubrać się może, choćby na Air Albania Stadium.

Reklama

To krzyk kapitalizmu. Powstał na miejscu przestarzałego Stadiumit Qemal Stafa, wznoszonego w czasie II wojny światowej. W róg obiektu wbudowana jest 112-metrowa wieża, najwyższa w Albanii, mieści się tam hotel Marriot. Dookoła ciągły ruch, godny centrum miasta, bo fasada składa się ze sklepów, butików, kawiarń i knajp mniej lub bardziej ekskluzywnych marek: Hugo Boss, llyrian Bloodline, Enrico Marinelli, Elisabeta Franchi, Nanan, Marella, Aquamarine, Macron czy Pinko. Wszystko, wszędzie, na raz.

Gra muzyka. Albańskie rytmy. Trudno się skupić. Lokalni dziennikarze mówią, że tak samo będzie po meczu. Człowiek nie będzie wiedział, czy to wyszedł z meczu, czy właśnie wszedł w roześmiany i gwarny tłum ludzi na jakiejś ruchliwej ulicy. Oby wśród tych dzikich dźwięków potwierdziły się słowa Sylvinho. Że Polska to znakomita drużyna.

Czytaj więcej o reprezentacji Polski:

Fot. 400mm.pl

Reklama
Jan Mazurek

Urodzony w 2000 roku. Jeśli dożyje 101 lat, będzie żył w trzech wiekach. Od 2019 roku na Weszło. Sensem życia jest rozmawianie z ludźmi i zadawanie pytań. Jego ulubionymi formami dziennikarskimi są wywiad i reportaż, którym lubi nadawać eksperymentalną formę. Czyta około stu książek rocznie. Za niedoścignione wzory uznaje mistrzów i klasyków gatunku - Ryszarda Kapuscińskiego, Krzysztofa Kąkolewskiego, Toma Wolfe czy Huntera S. Thompsona. Piłka nożna bezgranicznie go fascynuje, ale jeszcze ciekawsza jest jej otoczka, przede wszystkim możliwość opowiadania o problemach świata za jej pośrednictwem.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama