Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Trela: Dojrzała młodzież Cracovii. Jak wypełniać przepis jedynie przy okazji?

Michał Trela

Autor:Michał Trela

06 maja 2023, 09:28 • 7 min czytania 5 komentarzy

Choć o Pasach rzadko mówi się jako o szkoleniowej potędze, przepis o młodzieżowcu wypełnia się tam zwykle, w ogóle o nim nie myśląc. A główne postaci swoich roczników nie mają problemu, by zostać w lidze także po okresie ochronnym. Realizacja wymogu, o którym tak wiele się dyskutuje, akurat w Krakowie odbywa się od czterech lat właściwie mimochodem.

Trela: Dojrzała młodzież Cracovii. Jak wypełniać przepis jedynie przy okazji?

Pod wieloma względami kończący się sezon trzeba z perspektywy Cracovii traktować jako rok zaprzepaszczonej szansy. W pierwszych w historii klubu rozgrywkach, w których był on jedynym przedstawicielem Krakowa w Ekstraklasie, nie udało się z przytupem zaznaczyć swojej obecności i “Pasy” znów będą finiszować w środku tabeli. Nie sposób jednak nie zauważyć, że przy wszystkich dywagacjach na temat zasadności funkcjonowania przepisu o młodzieżowcu akurat Cracovia konsekwentnie robi swoje. I pokazuje, jak modelowo powinno działać wprowadzanie piłkarzy z własnych drużyn juniorskich do seniorskich.

Na razie nie wiadomo nic o tym, by przepis o młodzieżowcu, funkcjonujący w najwyższej lidze od czterech lat, zmusił kluby do lepszego szkolenia. Na razie zmusił je co najwyżej do większej dbałości o wyszukiwanie młodych zawodników, co też jest pozytywne, ale jednak wymaga od klubu mniej. Są tacy, którzy niezbędny wymóg wypełniają, wypożyczając kogoś z lepiej szkolącego ekstraklasowego klubu. Ewentualnie wstawiając między słupki młodego importowanego bramkarza i mając problem z głowy. Naprawdę bardzo nieliczni na przestrzeni ostatnich czterech sezonów wykorzystali przepis jako okazję do ułatwienia wejścia do ligi piłkarzom ze swoich grup młodzieżowych. Cracovia należy do tego wąskiego grona.

Młodzi liderzy Cracovii

“Pasy” już dawno wypełniły limit trzech tysięcy minut. Lecz właściwie na nikim nie zrobiło to żadnego wrażenia. Bo młodzieżowcy są w ekipie Jacka Zielińskiego na tyle ważnymi postaciami, że trudno sobie bez nich wyobrazić zespół. Michał Rakoczy jest najskuteczniejszym zawodnikiem całej drużyny. Karol Knap wykonuje wiosną większość stałych fragmentów gry. Jesienią o obliczu ofensywy razem z Rakoczym decydował Myszor. Limit nabijał się sam. Ale żaden z tych piłkarzy nie grał ani nie gra za PESEL.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Statystyka dryblingów w przeliczeniu na czas gry. Dwa z trzech pierwszych miejsc w zespole zajmują młodzieżowcy. Źródło: StatsBomb

Co zwraca uwagę, zarówno Rakoczy, jak i Myszor, zaczynali pobyt w Cracovii nie od transferu do drużyny seniorskiej, lecz od zbierania szlifów w juniorach. Żaden z nich nie jest wychowankiem w takim rozumieniu jak Mateusz Wdowiak (dziś Raków Częstochowa), który po prostu przyszedł do klubu jako dziecko i został aż do zdobycia Pucharu Polski jako dorosły mężczyzna. Ale każdy jest wychowankiem w rozumieniu UEFA, czyli przez minimum trzy sezony między 15. a 21. rokiem życia był szkolony w danym klubie.

Wczesne poszukiwania

Cracovia już od lat mocno stawiała na skauting młodzieżowy. Jako nastolatków przechwytywała z Tarnovii Mateusza Klicha czy Bartosza Kapustkę. Tą działką klubu długo zajmował się Władysław Łach, później kontynuował opiekę nad nią Robert Kasperczyk, a następnie Mirosław Hajdo. Mimo zmieniających się personaliów udaje się zachować ciągłość pracy. W ten sposób “Pasom” udało się namierzyć choćby Rakoczego (UKS Jasło, przeprowadzka do Krakowa w wieku 13 lat), czy Myszora (ściągnięty do juniorów Cracovii jako 17-latek ze Stadionu Śląskiego Chorzów). Podobną drogę przebyli także inni gracze znani z Ekstraklasy, jak Daniel Pik z Radomiaka, ściągnięty pod Wawel z juniorów Polonii Warszawa przed osiemnastymi urodzinami, czy Filip Majchrowicz, były bramkarz Radomiaka, który przybył razem z Pikiem. Pasy regularnie wyszukują ciekawych, ale jeszcze anonimowych piłkarzy, którzy dopiero w jej barwach zaczynają zdobywać rozgłos.

Szansa dla Pestki

Gdy na początku 2019 roku przepis o młodzieżowcu wchodził do Ekstraklasy, w klubach zapanowały gorączkowe poszukiwania. Kacper Kostorz, który wtedy regularnie grał w I lidze, natychmiast podpisał kontrakt z Legią Warszawa. Przemysława Płachetę z Podbeskidzia Bielsko-Biała chciało wyciągnąć pół wyższej ligi. Cracovia też należała zresztą do tego grona. Ale gdy się nie udało, Michał Probierz, ówczesny trener Pasów, przekonywał, że nic się nie stało, bo w klubie szkoli się wystarczająco wielu ciekawych, młodych piłkarzy i nie trzeba pozyskiwać nikogo z zewnątrz. Kamil Pestka, rodowity krakowianin, który do Pasów trafił jako 16-latek, miewał różne momenty, ale ostatecznie nie zaniżył poziomu zespołu, a z czasem wypromował się nawet do seniorskiej kadry. Gdyby nie kontuzje, pewnie już nie grałby w Polsce. Ale i tak z perspektywy czasu na pewno nie okazał się młodzieżowcem, który grał tylko, by wypełnić limit.

Transfer powrotny wychowanka

Rok później, gdy Pestka przestał mieć specjalny status, Pasy zdecydowały się zadziałać na rynku transferowym, nie mając pełni przekonania do Sylwestra Lusiusza. Tuż przed sezonem zdecydowały się na pozyskanie z Puszczy Niepołomice Karola Niemczyckiego, który jest… ich wychowankiem. Zaczynał wprawdzie w Garbarni, ale jako 12-latek trafił do Cracovii, gdzie spędził trzy sezony. Po latach okrężną drogą dotarł jednak do pierwszej drużyny. Dziś nie jest już młodzieżowcem, a wciąż stoi między słupkami i należy do najrówniejszych bramkarzy w lidze. Jeśli nie zdecyduje się na przedłużenie wygasającego kontraktu z Cracovią, będzie bardzo łakomym kąskiem na rynku. Kolejny sezon Pasy obskoczyły z młodzieżowcem od lat znającym klub. I stanowiącym wartość dodaną dla drużyny.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Objawienie Knapa

Problemu nie było także w ostatnim sezonie Probierza, a pierwszym po powrocie Zielińskiego, bo już jesienią bardzo pozytywne sygnały zaczęli wysyłać wchodzący z juniorów Myszor oraz wracający z wypożyczenia Rakoczy. Minimalnie więcej grał wówczas ten pierwszy, ale i tak można było mieć poczucie, że Pasy są dobrze zabezpieczone przed nowym sezonem. Gdy zagadywało się o to trenera, ten przypominał za każdym razem, że jest jeszcze Karol Knap. To jedyny z regularnie grających młodzieżowców Cracovii ostatnich lat, który w żaden sposób nie przewinął się przez grupy juniorskie tego klubu. Przez Krosno trafił do Niepołomic, gdzie wypatrzyli go krakowianie. Czas przyznał Zielińskiemu rację. O ile jesienią głównymi młodzieżowcami byli Rakoczy i Myszor, o tyle wiosną Knap wywalczył sobie miejsce w środku pola i pokazał drzemiące w nim możliwości.

Podania ze stałych fragmentów gry, które prowadzą do oddania strzału. Karol Knap jako najgroźniejszy podający ze stojącej piłki w zespole. Źródło: StatsBomb

Lata przygotowań

Nadal nie wiadomo, czy i w jakim kształcie przepis o młodzieżowcu będzie istniał w kolejnym sezonie. Ale Cracovii znów może to być w pewnym sensie obojętne. Okres ochronny po tych rozgrywkach kończy jedynie Knap. Rakoczy i Myszor będą mieli ten status jeszcze przez rok. Nawet jeśli najlepszego strzelca nie uda się zatrzymać, bo po dobrym sezonie na pewno będzie budził zainteresowanie na rynku transferowym, zdrowy Myszor też nie będzie piłkarzem, który gra jedynie za wiek. Swoją drogą, przypadek Rakoczego pokazuje, jak długo w Krakowie przygotowywano go do roli, którą obecnie odgrywa. Na obozie z pierwszą drużyną był już zimą 2018 roku, jeszcze przed szesnastymi urodzinami. Dwa miesiące po nich zadebiutował w lidze. Po kolejnym sezonie trudnej rywalizacji o miejsce poszedł na sąsiedzkie wypożyczenie do Niepołomic, gdzie nauczył się twardego, seniorskiego grania. Wrócił, będąc jako 19-latek w pełni przystosowany do gry w Ekstraklasie. Dziś, mając 21 lat, ma na koncie 66 meczów w pierwszej drużynie i ponad sto w dorosłej piłce. To po nim widać.

Importowane gwiazdy

Patrząc na całą Ekstraklasę na przestrzeni czterech ostatnich sezonów, trudno znaleźć kluby, które do tego stopnia regularnie wypełniałyby wymogi przepisu własnymi zasobami. Najbardziej chwaleni w tym sezonie młodzieżowcy to często piłkarze ściągnięci z innych klubów. Nawet Zagłębie Lubin, niekwestionowany lider w kwestii stawiania na młodzież, w największym stopniu minutowy dorobek zawdzięcza Łukaszowi Łakomemu, który po latach szkolenia w Legii, trafił do klubu w wieku 20 lat i od razu zadebiutował w pierwszym zespole.

Nieliczni grają swoimi

Cracovię można porównać jedynie z tradycyjnymi szkoleniowymi potęgami — Lechem, Pogonią i Legią, które w każdych rozgrywkach wypełniały limit graczami ze swojej akademii, często będącymi wyróżniającymi się postaciami ligi. Tak, jak w tym sezonie Kacper Tobiasz, Mateusz Łęgowski, czy Filip Szymczak, albo wcześniej Jakub Kamiński, Kacper Kozłowski czy Radosław Majecki. Własną młodzieżą rokrocznie gra też Jagiellonia Białystok oraz Lechia Gdańsk, ale w ich przypadku ilość nie zawsze idzie w parze z jakością. Karol Struski, Paweł Olszewski, Bartosz Bida czy Mateusz Żukowski, gdy kończył się ich okres ochronny, zaczynali odgrywać znacznie mniejszą rolę niż Pestka czy Niemczycki w Cracovii. Pasy akurat to robią dobrze, mimo że rzadko się je za młodzież chwali. Ale to akurat nic dziwnego. Młodzieżowcy Cracovii grają tak dojrzale i są na tyle gotowi na Ekstraklasę, że ocenia się ich przez pryzmat poczynań, a nie wieku.

MICHAŁ TRELA, Canal+ Sport

WIĘCEJ O CRACOVII:

Fot. FotoPyK

Patrzy podejrzliwie na ludzi, którzy mówią, że futbol to prosta gra, bo sam najbardziej lubi jej złożoność. Perspektywę emocjonalną, społeczną, strategiczną, biznesową, czy ludzką. Zajmując się dyscypliną, która ma tyle warstw i daje tak wiele narzędzi opowiadania o świecie, cierpi raczej na nadmiar tematów, a nie ich brak. Próbuje patrzeć na futbol z analitycznego dystansu. Unika emocjonalnych sądów, stara się zawsze widzieć szerszą perspektywę. Sam się sobie dziwi, bo tych cech nabywa tylko, gdy siada do pisania. Od zawsze słyszał, że ludzie nie chcą już czytać dłuższych i pogłębionych tekstów. Mimo to starał się je pisać. A później zwykle okazywało się, że ktoś jednak je czytał. Rzadko pisze teksty krótsze niż 10 tysięcy znaków, choć wyznaje zasadę, że backspace to najlepszy środek stylistyczny. Na co dzień komentuje Ekstraklasę w CANAL+SPORT.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

5 komentarzy

Loading...