Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Kruk. O krok od utrzymania

Jakub Białek

Autor:Jakub Białek

30 kwietnia 2023, 18:05 • 3 min czytania 23 komentarzy

Chyba nie wzbudzimy żadnych kontrowersji pisząc, że „Kruk” to jedna z najlepszych polskich produkcji serialowych ostatnich lat. Canal+ zdaje sobie sprawę z siły, jaką ma ta mroczna, dziejąca się na Podlasiu opowieść i promuje ją nawet przy Ekstraklasie. Zdarzyło się nawet, że na stadionie Jagiellonii zagrał zespół „Południce”, którego muzyka tworzy niepowtarzalne tło losów komisarza Kruka. Autorzy zapowiadali, że zakończą tę opowieść na trzech częściach, co fani produkcji przyjęli z niedosytem. Dziś dostaliśmy jednak zapowiedź tego, że losy innego Kruka również mogą być całkiem ciekawą opowieścią. Już nie komisarza, a piłkarza. 

Kruk. O krok od utrzymania

Mowa oczywiście o Kamilu Kruku, obrońcy Stali Mielec, wypożyczonego z Zagłębia Lubin. Defensor miał bardzo ciekawe wejście do ligi, w pewnym momencie rozwiązał odwieczny problem „Miedziowych” z obsadą tyłów, ale później nagle poszedł w odstawkę w nie do końca jasnych okolicznościach. Chancellor. Pantić. Soler. Simić. Stał na straconej pozycji w rywalizacji z takimi ananasami.

Można się było… mocno zdenerwować. Nie przesądzamy oczywiście, że sam Kruk był w tym wszystkim bez winy, niemniej ten sezon spędza na wypożyczeniu w Mielcu. Jego ogólna ocena wygląda porządnie, solidnie, poprawnie. Nie zawalił żadnego meczu – i za to należą się brawa, przecież na Podkarpaciu okazji ku temu nie brakowało. Ale też nie zagrał niczego, o czym mogłoby się mówić w mieleckiej komunikacji miejskiej.

Aż do dziś. Dwa gole strzelone przez obrońcę to zawsze jest wydarzenie. Oczywiście oba padły po stałych fragmentach. Najpierw Kruk wykorzystał wrzutkę Domańskiego po rzucie wolnym, przy drugim trafieniu doszło do serii kuriozalnych przebitek. Interwencja Zapytowskiego wylądowała na głowie Maka, główka Maka na głowie Matrasa, główka Matrasa na głowie Kruka, no i główka Kruka w siatce. Raczej nie był to skrupulatnie przetrenowany wariant, ale nie można tłumaczyć wszystkiego fartem, bo przecież każdy z kolejnych zawodników doskonale wiedział, w którym miejscu będą czychać na piłkę jego koledzy.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Zaczęliśmy serialowo, a więc pozostańmy w tej konwencji. Dziś zaczęło się jak u Hitchcocka, od trzęsienia ziemi, bo tak należy mówić o trafieniu Kyryło Petrowa z własnej połowy. Trafieniu…

Bajkowym.

Zjawiskowym.

Epickim. 

Chirurgicznie precyzyjnym.

Moglibyśmy pisać te emfatyczne epitety bez końca, bo w tej smutnej jak niektóre teksty z polskich filmów lidze nie można nie doceniać TAKICH BRAMEK.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Wow. Po prostu wow. Ostatni raz tak ładną bramkę podkarpaccy kibice widzieli w ósmej kolejce, gdy do Mielca przyjechał Javier Ajenjo Hyjek:)

Po trzęsieniu ziemi napięcie u Hitchcocka ma stale rosnąć, ale tu – choć zwrot akcji był ewidentny, Stal przecież odwróciła wynik – aż takich rarytasów raczej uświadczyliśmy. Choć do kilku istotnych zdarzeń bez wątpienia doszło. Po pierwsze – stadion w Mielcu wypełnił się do ostatniego krzesełka. Po drugie – Stal praktycznie utrzymała się w lidze (siedem punktów przewagi nad Śląskiem). Po trzecie – mielczanie przerwali fatalną serię meczów u siebie. Ostatnie zwycięstwo na własnym stadionie zanotowali… jeszcze w listopadzie.

Szmat czasu. Drży za to Korona, która po kapitalnej serii meczów u siebie mogła się już poczuć jak zespół, który spokojnie utrzyma się w lidze. Tymczasem podopieczni Kuzery mogą dziękować Radomiakowi, który wygrał we Wrocławiu. Dzięki temu wciąż cztery punkty przewagi nad Śląskiem (podobnie jak Zagłębie), a to rezultat, który jeszcze nie gwarantuje bezpieczeństwa. Zwłaszcza, że za tydzień do Kielc przyjeżdża Raków, który będzie chciał przyklepać mistrzostwo Polski…

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. newspix.pl

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

23 komentarzy

Loading...