Legia w gazie, zatem wypada nie wjechać w drzewo

Paweł Paczul

04 kwietnia 2023, 11:24 • 3 min czytania

Reklama
Legia w gazie, zatem wypada nie wjechać w drzewo

KKS Kalisz mógł wybrać sobie lepszy moment na spotkanie z Legią – oczywiście trudno oczekiwać, żeby rozgrywać półfinał Pucharu Polski gdzieś jesienią, ale wiecie o co chodzi. Legia jest w gazie. Dopiero co w świetnym stylu pokonała Raków, w bieżącej rundzie nie ma na nią mocnych, no hula ta maszyna Runjaicia bardzo, bardzo dobrze. Nie ma co lekceważyć KKS-u, szczególnie po tym, co pokazywał w tej edycji Pucharu Polski, ale poprzeczka wisi cholernie wysoko.

Reklama

Pokonanie Legii to będzie coś innego niż ogranie Śląska Wrocław, bo jeśli nie jesteś Lechem, pokonać – jak mówimy w Lidze Minus – drużynę tych ciumcioków da się w gruncie rzeczy dość łatwo. Legia to też inna półka niż Górnik, gdzie bałagan jest taki, że jeśli zabrzanie byliby pokojem, to trudno byłoby otworzyć do niego drzwi, a mieszkaniec dawno zapomniał, jakiego koloru był dywan.

No nawet Widzew w kontekście obecnej formy Wojskowych można umniejszyć, ponieważ wówczas – w sierpniu – łodzianie punktowali przyzwoicie, ale apogeum ich formy przypadł dopiero na okolice startu kalendarzowej jesieni. Zresztą czym innym jest podejmować KKS w pierwszych rundach, kiedy nikt nie spodziewał się tego fenomenu, a teraz, gdy każdy wie, iż trzeba uważać.

Nie zrozumcie nas źle: nikt nie ma zamiaru deprecjonować tego, co KKS zrobił w bieżącej edycji rozgrywek. Drugoligowiec w półfinale to widok skrajnie rzadki, wbrew wszelkiej maści populistom, którzy chcą przekonywać, że nie ma przecież żadnej różnicy między poziomami rozgrywek i jakby wystawiać samych młodych, to w Ekstraklasie byłoby lepiej.

KKS osiągnął naprawdę wiele. Jakkolwiek oceniać Śląsk i Górnik, czegokolwiek doszukiwać się w niuansach formy Widzewa – szacunek. 16 z 18 ekstraklasowych drużyn chciałoby być w tym miejscu, ale nie, tutaj jest, absolutnie zasłużenie, zespół z Kalisza.

Reklama

Tylko czy można tę historię pisać dalej? No można, nie takie sceny widział futbol, ale jak wspomnieliśmy – przed nimi ciężary nieporównywalnie większe. Widać pracę Runjaicia, Legia wskoczyła na naprawdę wysokie obroty, wisienką na torcie był mecz z Rakowem. Kolejni piłkarze łapią dobrą formę, coraz trudniej znaleźć tam oczywiste i naturalne słabe punkty. Po latach durnych decyzji to musi być dla Mioduskiego szok poznawczy – jak zatrudniam trenera, to zespół się rozwija, jak zatrudniałem niby-trenera, to był marsz w drugą stronę.

Legia na wiosnę dała się zaskoczyć dwa razy – z Widzewem i Cracovią, kiedy remisowała. Poza tym: wszystko do przodu. Gdyby nie fenomenalny Raków, z tą średnią punktów byłoby mistrzostwo, ale ten sezon to aberracja.

Nie pomaga też historia, bo warszawianie rzadko zaliczają w Pucharze Polski wpadki z niżej notowanymi zespołami. Żeby znaleźć wyjątkowy wstyd, trzeba się cofnąć aż do 2006 roku i meczu ze Stalą Sanok (bo porażki z pierwszoligowym Rakowem jednak nie ma co liczyć, patrząc na dokonania częstochowian, aczkolwiek życzymy podobnej przyszłości KKS-owi). Wówczas w składzie Legii takie tuzy jak Gottwald, Dick, Balde, Luiz Junior. No, ekipa była, kurde, niesamowita.

Reklama

Wojskowi przegrali wtedy 1:2 i odpadli (a chyba ten Sanok ogólnie im nie leżał, bo trzy lata później był tam jeszcze remis).

Wtedy mówiono o kompromitacji, dziś przy podobnym układzie może poszlibyśmy piętro niżej, ale tylko piętro – wciąż byłby to ogromny wstyd dla Ekstraklasowicza, niezależnie od sukcesów KKS-u. Renoma, budżety, płace, poziom rozgrywek, jakość – to wszystko stoi za drużyną ze stolicy, więc wygrać po prostu musi.

Ale jak to w piłce bywa: nie zawsze ci, co muszą, wygrywają. Tyle że o większą liczbę argumentów stojących za KKS-em już trudno.

Reklama

WIĘCEJ O POLSKIEJ PIŁCE:

Fot. Newspix

Paweł Paczul

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Niższe ligi

KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Jan Broda
2
KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą
Ekstraklasa

Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Jan Broda
25
Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Weszło

Reklama