Ćwierćfinał na wyciągnięcie ręki. Lechu Poznań, nie zawiedź nas!

redakcja

Autor:redakcja

16 marca 2023, 10:50 • 4 min czytania

Reklama
Ćwierćfinał na wyciągnięcie ręki. Lechu Poznań, nie zawiedź nas!

Ćwierćfinał – to brzmi dumnie. Tak daleko w europejskich pucharach w XXI wieku nie zawędrował jak dotąd żaden polski zespół. Właściwie to rzadko kiedy bywało choćby blisko takiego rezultatu. Tymczasem Lechowi Poznań do ćwierćfinału Ligi Konferencji naprawdę pozostał tylko jeden i to w dodatku niewielki krok. Podopieczni Johna van den Broma mają w tej chwili wszystkie argumenty w swoich rękach. Dwubramkowe zwycięstwo odniesione przez poznaniaków przed tygodniem stawia ekipę Djurgardens IF pod ścianą.

Reklama

Jeśli Szwedzi chcą powalczyć o odwrócenie losów dwumeczu, będą zmuszeni do podjęcia ryzyka, a to dla „Kolejorza” wymarzony scenariusz. Tak, trwa w najlepsze wiosna w europejskich pucharach, polski zespół pojechał na – nie może zabraknąć tego określenia! – trudny teren, a my… jesteśmy przepełnieni optymizmem.

Powiemy nawet wzorem Wojtka Kowalczyka: kuźwa, to się musi udać.

Djurgardens IF – Lech Poznań. Szwedzka pewność siebie

Jasne, europejski futbol pamięta znacznie bardziej spektakularne remontady. Wynik 2:0 o niczym w sposób definitywny nie przesądza i nie może uśpić czujności. Bądźmy jednak szczerzy – zawodnicy Djurgarden w Poznaniu nie pokazali nic, co teraz kazałoby teraz trząść przed nimi kolanami. Albo może inaczej: Lech dowiódł, że umie wytrącić Szwedom z ręki niemal wszystkie ofensywne argumenty. Niesamowita jest generalnie ta pucharowa podróż drużyny ze stolicy Wielkopolski. Z dzisiejszej perspektywy aż trudno uwierzyć, że zaczęło się od zawstydzającej klęski z Karabachem w eliminacjach do Ligi Mistrzów i dogrywki z Islandczykami w trzeciej rundzie kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Lech wpełzł do fazy grupowej w nędznym stylu, ale rósł z każdym kolejnym miesiącem. Każdym kolejnym meczem.

Efekty obserwujemy obecnie.

Reklama

Zwycięski dwumecz z Bodo/Glimt, pewny triumf przed własną publicznością nad Djurgarden… Przygoda „Kolejorza” zdaje się dopiero nabierać rumieńców. Choć Thomas Lagerlof, szkoleniowiec szwedzkiego zespołu, nawet po porażce 0:2 nie traci pewności siebie.

– Teraz wiemy więcej o grze Lecha. Czym innym jest analizowanie spotkań rywala na wideo, a czym innym bezpośrednia konfrontacja na boisku. Po meczu w Poznaniu byliśmy zadowoleni z długich fragmentów naszego występu, ale kompletnie niezadowoleni z rezultatu. Jutro spodziewamy się zupełnie innego widowiska. I wyniku też. Nie zagramy na naturalnej murawie i będziemy mogli czerpać energię z dopingu naszych kibiców, tak jak to miało miejsce podczas wcześniejszych magicznych wieczorów w Europie. Na pewno musimy dokonać czegoś niezwykłego, by odwrócić losy dwumeczu, ale stać nas na to – mówił.

W podobne tony uderzają kibice Djurgardens IF. Oto fragment komunikatu fanowskiego stowarzyszenia: – To najważniejszy mecz w historii Djurgardens IF więc zbierzmy wszystkie możliwe siły i postarajmy się jak najmocniej wesprzeć naszych zawodników.

Reklama

Djurgardens IF – Lech Poznań. Spokój to podstawa

Czy taka mobilizacja powinna lechitów w jakikolwiek sposób niepokoić? Przeciwnie, powinna ich dodatkowo nakręcić. Właśnie takie batalie w europejskich pucharach zapisują się w pamięci kibiców na długie lata. – Nie jestem trenerem, który przy wyniku 2:0, będzie grać defensywnie. Musimy pokazać swoją grę i jakość. Na pewno nie zagramy tak, jak z Bodo/Glimt w pierwszym meczu Nie ma co porównywać tych meczów, bo mamy do czynienia z dwoma różnymi sytuacjami. Gramy teraz rewanż, a poza tym – to są dwie różne drużyny – zapowiedział John van den Brom. Czy blefował – przekonamy się wieczorem.

Teoretycznie: powodów, by odczuwać dreszczyk zaniepokojenia, trochę jest.

Sztuczna murawa, zamknięty dach… Brzmi to jak materiał na idealną wymówkę dla frajerskiego odpadnięcia z pucharów. Już oczyma wyobraźni widzimy wspominkowy wywiad z, dajmy na to, Radosławem Murawskim, przeprowadzony w 2053 roku. – Panie redaktorze, u siebie byliśmy lepsi o klasę, ale w rewanżu Szwedzi zaczęli kombinować, dach zasunęli. Nie umieliśmy grać w takich warunkach. Zabrakło troszeczkę doświadczenia, może też troszkę szczęścia.

Ale żarty na bok, ponieważ Lech Poznań w ostatnich miesiącach zapracował na olbrzymi kredyt zaufania. Udowodnił, że nie jest typowym przedstawicielem Ekstraklasy w europejskich pucharach. Choć tym razem piłkarze „Kolejorza” muszą wziąć na swoje barki presję, jakiej jak dotąd w Europie nie zaznali, nie licząc może eliminacji. 2:0 w pierwszym spotkaniu to nie tylko ogromny krok w kierunku awansu, ale i swego rodzaju zobowiązanie. Przed startem dwumeczu szanse obu zespołów ocenialiśmy mniej więcej fifty-fifty, lecz teraz każdy wynik inny niż awans Lecha będzie gigantycznym rozczarowaniem.

Reklama

Lechu, nie rozczaruj nas zatem. Chcemy kolejnych pięknych pucharowych wieczorów.

I punktów do rankingu rzecz jasna.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Reklama

fot. FotoPyk

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Radomiak nadrabia braki. „W składzie nie było 11 gotowych zawodników”

Szymon Janczyk
0
Radomiak nadrabia braki. „W składzie nie było 11 gotowych zawodników”

Liga Konferencji

Reklama
Ekstraklasa

Vuković ma rację. Nie powinno się przekładać meczów za pięć dwunasta

Jakub Białek
45
Vuković ma rację. Nie powinno się przekładać meczów za pięć dwunasta