Reklama

Raków wysłał sygnał: skuteczności brakuje, ale spokojnie, panujemy nad sytuacją

Przemysław Michalak

Autor:Przemysław Michalak

18 lutego 2023, 20:37 • 3 min czytania 90 komentarzy

Raków Częstochowa uspokoił swoich kibiców: wszystko jest dobrze, mamy sytuację pod kontrolą, a powinno być jeszcze lepiej. Podopieczni Marka Papszuna bardzo pewnie, choć ze swojej perspektywy i tak za nisko, pokonali Górnika Zabrze. Górnika, który był dla „Medalików” jednym z trudniejszych rywali po powrocie do Ekstraklasy. Dość powiedzieć, że Raków ostatniej domowej porażki w lidze doznał właśnie z z zabrzańską ekipą, co miało miejsce… 15 grudnia 2021 roku.

Raków wysłał sygnał: skuteczności brakuje, ale spokojnie, panujemy nad sytuacją

Wtedy piłkarze Papszuna do przerwy prowadzili i zdawali się panować nad boiskowymi wydarzeniami, ale potem dwa razy dali się zaskoczyć i doszło do dużej niespodzianki. Dziś nie zanosiło się na taki scenariusz, chociaż w pewnym momencie gospodarze mogli się przejechać na własnej nieskuteczności.

Raków Częstochowa – Górnik Zabrze 2:0. Cholewiak mógł (?) odwrócić losy meczu

Piłkarze lidera dominowali od początku do końca, rozgrywając cały mecz na własnych warunkach. Górnik pewnie i miał jakiś plan, też chciał grać „swoje”, ale tym razem musiał się dostosować do scenariusza rozpisanego przez przeciwnika.

Była jednak akcja, po której zabrzanie mogli doprowadzić do wyrównania, choć powinni już wysoko przegrywać i o żadnym wyrównaniu nie byłoby mowy. Wyprowadzili kontrę, po której absurdalne pudło zaliczył Mateusz Cholewiak. Sędziowie od razu odgwizdali spalonego podającego Szymona Włodarczyka (ku uldze kiksującego), ale powtórki każą się zastanawiać, czy w razie zdobycia bramki nie doszłoby do korekty decyzji. Niewykluczone, że Włodarczyk w chwili podania wychodził jeszcze z własnej połowy. Oj, ma czego żałować Cholewiak.

Reklama

Raków zafundował sobie niepotrzebne emocje. Szybko objął prowadzenie, brawa dla Koczerhina za bardzo przytomną asystę. Lubimy takie inteligentne zagrania, których nie da się wcześniej zaplanować. Później jednak „Medaliki” radośnie pudłowały i marnowały kolejne szanse. Nie chodzi tylko o siedem strzałów obronionych przez Daniela Bielicę, ale także o akcje, które nawet nie zakończyły się uderzeniami.

Raków grał tak, jak lubi najbardziej, czyli z pełną dominacją i błyskawicznym odbiorem po ewentualnej stracie. Nie było ani jednego fragmentu, w którym to Górnik trochę dłużej powymieniałby podania na połowie częstochowian i zamknął ich przed swoim polem karnym. Jeśli cokolwiek się działo, to incydentalnie i błyskawicznie się kończyło.

Raków nadal ma duże rezerwy

Ciągle brakowało kropki nad „i”, która pozwoliłaby na przedwczesną fiestę na trybunach. Postawił ją dopiero w ostatniej akcji meczu Jean Carlos Silva. Gustav Berggren prawdopodobnie zaliczył najbardziej przypadkową asystę w życiu, bo piłka odbiła się od niego po ni to strzale, ni to próbie dośrodkowania Roberta Dadoka. Resztę po samotnym rajdzie zrobił Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem.

Dlaczego we wstępie napisaliśmy, że powinno być jeszcze lepiej w przypadku Rakowa? Bo wygrał dziś w dobrym stylu i wykreował mnóstwo szans, mimo że kilku zawodników ewidentnie wciąż nie znajduje się w najwyższej formie. Ta uwaga dotyczy zwłaszcza Iviego Lopeza. Jasne, miewał znakomite zagrania, zwłaszcza w drugiej połowie, ale zaskakująco często nie wychodziły mu próby, które normalnie zamieniałby na bramki lub asysty. A taki Bartosz Nowak nawet nie podniósł się z ławki, obecnie są lepsi od niego.

Drużyna spod Jasnej Góry w najgorszym razie zachowa siedmiopunktową przewagę nad Legią. Dla Górnika nadchodzą chwile prawdy. Od efektownego 4:1 w Szczecinie w sześciu następnych meczach swój dorobek powiększył o zaledwie dwa punkty i taką ma też przewagę nad strefą spadkową. Fajnie słucha się założeń trenera Bartoscha Gaula, w kilku spotkaniach z faworytami gra jego zespołu naprawdę mogła się podobać, ale całościowo tabela przestaje się zgadzać. Jeśli za chwilę nie nastąpi przełom, nowy prezes i nowy dyrektor sportowy zapewne zbyt długo nie pozostaną bierni.

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. FotoPyK

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń

Najnowsze

Francja

Wschodząca gwiazda francuskiej piłki wkrótce zasili szeregi BVB

Piotr Rzepecki
0
Wschodząca gwiazda francuskiej piłki wkrótce zasili szeregi BVB

Ekstraklasa

Francja

Wschodząca gwiazda francuskiej piłki wkrótce zasili szeregi BVB

Piotr Rzepecki
0
Wschodząca gwiazda francuskiej piłki wkrótce zasili szeregi BVB
EURO 2024

W poszukiwaniu straconego czasu. Czy Niemców stać na wygranie Euro?

Michał Trela
1
W poszukiwaniu straconego czasu. Czy Niemców stać na wygranie Euro?

Komentarze

90 komentarzy

Loading...