Reklama

Potężna Białorusinka wyrzuciła Linette z wielkoszlemowego turnieju

Kamil Gapiński

Autor:Kamil Gapiński

26 stycznia 2023, 16:22 • 4 min czytania 14 komentarzy

Wzrost: 182 cm. Waga: 80 kg. Cechy szczególne: posiada niesamowite pierdolnięcie. Nie jest to opis boksera wagi półciężkiej tylko Aryny Sabalenki, z którą Magda Linette walczyła o swój pierwszy w karierze awans do finału wielkoszlemowego turnieju. Niestety, Polka na dłuższą metę nie zdołała się przeciwstawić brutalnej sile fizycznej rywalki, z którą w parze długimi momentami szła precyzja. Przegrała 6:7 (1), 2:6, ale i tak możemy być dumni z jej występu na Australian Open. I liczyć, że to, co zobaczyliśmy w Melbourne, to dopiero początek pięknej passy poznanianki w dużych turniejach na całym świecie.

Potężna Białorusinka wyrzuciła Linette z wielkoszlemowego turnieju

Gdy Magda przełamała potężną Białorusinkę już w pierwszym gemie, obecni na trybunach Rod Laver Areny Polacy wpadli w euforię. Przypomnieli sobie niedawno wygrane z Caroliną Garcią i Karoliną Plíškovą, czyli zawodniczkami, które także górowały nad Linette warunkami fizycznymi, a jednak ostatecznie musiały w starciu z nią „odklepać”. Czeszka i Francuzka nie są jednak aż tak silne jak Białorusinka, plus nie były w ostatnim czasie w tak znakomitej formie, co Sabalenka. 

Przypomnijmy: w 2023 roku Aryna wygrała dziewięć spotkań bez straty seta! Ten wynik budził szacunek, ale kiedy Magda utrzymała swoje podanie i wyszła na prowadzenie 2:0, można było pomyśleć, że każda znakomita passa kiedyś się kończy. Niestety, nie stało się to w piątkowy wieczór. Białorusinka przebudziła się dość szybko, kiedy przegrywała 1:2 i… 0:40. Gdyby wtedy Linette wygrała gema, kto wie, co stałoby się później? Nie dała jednak rady tego zrobić, bo w Sabalenkę wstąpił demon. Zaczęła returnować, a potem serwować nie tylko piekielnie mocno, ale i bardzo precyzyjnie. 

Za każdym razem, gdy trafiała w piłkę, wydawała z siebie dźwięk, który na żywo robi kilka razy większe wrażenie, niż gdy ogląda się jej mecze w telewizji. Niekoniecznie pozytywne, raczej budzące irytację i niepokój. Aryna podczas wykonywania tych uderzeń wygląda na osobę, która wraz z ruchem rakiety chce wyrzucić z siebie złość jaka nagromadziła się w jej ciele przez całe życie. Zagrane z tą furią piłki pędzą do celu z olbrzymią jak na kobietę szybkością, którą w pełni można docenić dopiero z trybun. Komentator tenisa Dawid Olejniczak napisał po tym spotkaniu na Twitterze, że Sabalenka mogłaby sobie poradzić z kilkoma zawodnikami z ostatnich miejsc listy ATP. Nie dziwię się, że odniósł takie wrażenie, podczas spotkania też przemknęła mi przez głowę podobna myśl. Patrząc na zmagania Magdy z ponad 20 kg cięższą rywalką, odczuwałem też współczucie dla Polki. Gdy spytałem ją o te różnice w budowie, odpowiedziała w swoim stylu, nie skarżąc się na rzeczywistość:

Reklama

– Ja też mam dużo walorów, których nie posiada Aryna. Mogę na przykład lepiej poruszać się od niej po korcie, nie zamieniałbym się z Białorusinką na niektóre rzeczy. Jesteśmy różnorodne, każda z nas gra trochę inaczej. Agnieszka Radwańska była jeszcze drobniejsza i szczuplejsza ode mnie, a jednak często radziła sobie z większymi rywalkami.

Nadzieja na sukces Magdy opuściła mnie w tie-breaku. Sabalenka szybko wyszła na prowadzenie… 6:0, więc stało się jasne, że jest po ptakach. Po tej demolce ciężko było uwierzyć, że Polka się odbuduje.

– W pierwszym secie Linette grała super tenis. Wszystkie piłki do mnie wracały, czułam w związku z tym presję, ale się jej spodziewałam. W drugiej partii zaczęłam się ruszać lepiej, żwawiej, dzięki czemu złapałam odpowiedni rytm zagrań – opowiadała na konferencji rozpromieniona Białorusinka. Dla niej to spotkanie też było niezwykłe – w przeszłości trzykrotnie grała w wielkoszlemowych półfinałach i za każdym razem odpadała na tym etapie. Magda wystąpiła w najlepszej czwórce takiej imprezy po raz pierwszy, ale mamy nadzieję, że nie ostatni. Nie napiszę w związku z tym, że to jej najlepszy turniej w karierze, bo mam nadzieję, że taki jest dopiero przed Linette.

– To był mecz na wysokim poziomie. Jestem dumna, że przez tak długi czas mogłam go utrzymać i grałam swój tenis. 

Reklama

My też jesteśmy dumni, że mamy taką zawodniczkę. Magda zafundowała nam wspaniałą wycieczkę po Melbourne, mocno liczymy, że w kolejnych miesiącach „pokaże” kibicom uroki Paryża, Londynu i Nowego Jorku…

KAMIL GAPIŃSKI Z MELBOURNE

Fot. Newspix.pl

Kibic Realu Madryt od 1996 roku. Najbardziej lubił drużynę z Raulem i Mijatoviciem w składzie. Niedoszły piłkarz Petrochemii, pamiętający Szymona Marciniaka z czasów, gdy jeszcze miał włosy i grał w płockim klubie dwa roczniki wyżej. Piłkę nożną kocha na równi z ręczną, choć sam preferuje sporty indywidualne, dlatego siedem razy ukończył maraton. Kiedy nie pracuje i nie trenuje, sporo czyta. Preferuje literaturę współczesną, choć jego ulubioną książką jest Hrabia Monte Christo. Jest dumny, że w całym tym opisie ani razu nie padło słowo triathlon.

Rozwiń

Najnowsze

Inne sporty

Polecane

Krejcikova vs Paolini, czyli finał nieoczekiwany. Nawet przez… jego uczestniczki

Sebastian Warzecha
10
Krejcikova vs Paolini, czyli finał nieoczekiwany. Nawet przez… jego uczestniczki

Komentarze

14 komentarzy

Loading...