Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Złote dziecko z zimną gębą. Youssoufa Moukoko wkracza na wielką scenę

Michał Trela

Autor:Michał Trela

13 listopada 2022, 15:23 • 8 min czytania 8 komentarzy

Jeśli zagra w Katarze, wskoczy do dziesiątki najmłodszych uczestników mundiali w historii. Jeśli zdobędzie bramkę, zostanie najmłodszym strzelcem od czasów Pelego. Już jest najmłodszym piłkarzem, jaki kiedykolwiek pojedzie z reprezentacją Niemiec na mistrzostwa świata. Napastnik Borussii Dortmund jest przyzwyczajony. Rekordy bije od zawsze, tyle że na coraz wyższych poziomach.

Złote dziecko z zimną gębą. Youssoufa Moukoko wkracza na wielką scenę

Jedno wiadomo na pewno: Youssoufa Moukoko już osiągnął więcej niż Freddy Adu. Przynajmniej od czasu, gdy świat poznał historię Amerykanina, który miał być gwiazdą futbolu, a potem Radosław Mroczkowski nie chciał go w Sandecji Nowy Sącz, każdy strzelający mnóstwo goli nastolatek otrzymujący urodzinowe prezenty od Leo Messiego musi być traktowany z rezerwą. Choć właściwie od początku było wiadomo, że to nie może być drugi Adu. Mogło się zdarzyć, że Amerykanie, zwłaszcza wiele lat temu, nie będą wiedzieli, co robić, gdy wpadnie im w ręce rzekomy talent stulecia, ale skoro Moukoko budził zachwyt w środowisku, które, jak Borussia Dortmund, opanowało do perfekcji pracę z młodymi utalentowanymi ludźmi, to znaczy, że mowa o naprawdę wyjątkowym przypadku. W akademii BVB koordynowanej przez Larsa Rickena, w której jego trenerem był Michael Skibbe, a indywidualne zajęcia odbywał z nim Otto Addo, też musieli w końcu bezradnie rozłożyć ręce i przyznać, że nie mają już żadnych narzędzi, by w młodzieżowym środowisku stworzyć temu 15-latkowi jakieś wyzwania. Jeśli miał się rozwijać, musiał iść do dorosłych. Pod wpływem BVB, w Niemczech zmieniono przepisy, które zakazywały, poza indywidualnie rozpatrywanymi wyjątkami, wystawiania w Bundeslidze graczy, którzy nie skończyli jeszcze siedemnastu lat. Lex Moukoko pozwoliło wystawiać w lidze szesnastolatków. Napastnik zadebiutował w najwyższej lidze w Niemczech dzień po szesnastych urodzinach. Bez kolejnej zmiany przepisów, trudno będzie komukolwiek pobić ten rekord.

MŁODZIEŻOWE REKORDY

Nie ma sensu przywoływanie teraz wszystkich jego rekordów. Przypominanie, że w reprezentacji do lat 16 debiutował jako 12-latek. Że w Bundeslidze U-17 grał jako 13-latek i w pierwszym sezonie strzelił 40 goli, a w drugim 50. Albo, że jego rocznik będzie podstawowym w juniorskiej Bundeslidze dopiero w przyszłym sezonie. To wszystko było wiadomo od dawna. Jak to bywa we współczesnym futbolu i w rzeczywistości medialnej, Mouokoko był szeroko znany jeszcze zanim zdążył zadebiutować w seniorskim futbolu, a Nike zawczasu podpisało z nim wieloletni kontrakt. Liczy się tylko to, co robi w seniorskiej piłce. 141 bramek w 88 meczach w juniorskich drużynach Dortmundu byłoby tylko statystyczną ciekawostką, gdyby okazało się, że nastolatek nie potrafi tego przenieść na scenę z dorosłymi.

BEZ DRUGIEGO DNA

Jak zwykle w takich przypadkach sceptykom przychodziły do głowy tradycyjne wytłumaczenia tego rodzaju dominacji nad rówieśnikami. Moukoko jednak nie przeważał nad nimi fizycznie. Jego niespełna 180 centymetrów wzrostu to w dzisiejszym futbolu wręcz trochę za mało, by być klasycznym napastnikiem. Choć zawsze grał ze znacznie starszymi, jako urodzony w listopadzie był jeszcze młodszy od wielu rywali. Jak zwykle w przypadku gracza urodzonego w Afryce, pojawiały się też wątpliwości dotyczące jego wieku. Tego typu dyskusje ukrócił jednak fakt, że ojciec piłkarza zgłosił jego narodziny w niemieckim konsulacie w Yaounde, stolicy Kamerunu, co jednak zmniejsza prawdopodobieństwo zaistnienia bałaganu w papierach. Wydaje się, że w jego szokującej dominacji w futbolu młodzieżowym nie ma drugiego dna. Po prostu był ekstremalnie dobry.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

PROBLEM DRUGIEGO SEZONU

W pierwszej drużynie Borussii, dopóki był traktowany jako chłopiec do bicia rekordów, też mu się wiodło. Ledwie miesiąc po debiucie został najmłodszym strzelcem gola w historii Bundesligi. W debiutanckich rozgrywkach dostawał od Luciena Favre’a i później Edina Terzicia ochłapy po Erlingu Haalandzie, ale i tak zdołał uzbierać trzy trafienia. W kolejnym sezonie nastąpiło prawdziwe zderzenie z seniorskim futbolem. Dwa gole i dwie asysty w trakcie 210 minut spędzonych na boisku wydają się rewelacyjnym wynikiem, ale problem w tym, że minut było ekstremalnie mało. Nastolatek walczył z kontuzjami mięśniowymi, a gdy był zdrowy, trener Marco Rose rzadko z niego korzystał, nawet gdy Haaland tygodniami leczył urazy. To sprawiło, że z otoczenia zawodnika zaczęły dochodzić głosy o możliwej zmianie klubu. Pokłosiem tamtych frustracji jest zresztą fakt, że jego kontrakt z Borussią obowiązuje jeszcze tylko przez siedem miesięcy. To bardzo długo nie były łatwe negocjacje. Dziś Hans-Joachim Watzke, prezes BVB, jest przekonany, że uda się je szczęśliwie domknąć, ale jeszcze kilka miesięcy temu niewiele na to wskazywało. Dwa lata po debiucie w seniorach nastąpił jednak przełom.

NIEPRZEKONANI DZIAŁACZE

Działacze Dortmundu minionego lata dwa razy udowodnili, że nie widzą jeszcze w nastolatku gwiazdy ataku. Choć w tym klubie nie mają problemu, by powierzać bardzo młodym piłkarzom odpowiedzialne role – Jude Bellingham, Jadon Sancho, Christian Pulisic, Giovanni Reyna, Ousmane Dembele czy Erling Haaland świadkami — akurat nikomu nie przyszło do głowy, że następcą Haalanda mógłby zostać piłkarz urodzony w Kamerunie, którego w wieku dziesięciu lat ojciec sprowadził do Hamburga i którego Borussia ściągnęła dwa lata później z akademii FC St. Pauli. Napastnikiem numer jeden miał być Sebastien Haller z Ajaksu Amsterdam, czyli gotowy produkt, wspierany przez Karima Adeyemiego ściągniętego za duże pieniądze z Salzburga. Moukoko miał walczyć z nimi o minuty. Gdy okazało się, że Iworyjczyk zachorował na raka, Borussia w trybie natychmiastowym kupiła z Kolonii doświadczonego Anthony’ego Modeste’a, który w minionym sezonie strzelił w Bundeslidze 20 goli. W pierwszych tygodniach sezonu, jeśli BVB w ogóle wystawiała typowego napastnika, zazwyczaj był nim rutynowany Francuz.

DERBOWY BOHATER

Przełom nastąpił w najbardziej prestiżowym momencie, czyli w derbach Zagłębia Ruhry z Schalke, gdy Moukoko dostał 26 minut i strzelił ładnego gola głową, zapewniając Borussii zwycięstwo 1:0, a sobie tytuł lokalnego bohatera. Krótko potem zagrał w wyjściowym składzie przeciwko Bayernowi Monachium, strzelając gola dającego jego zespołowi nadzieję na odrobienie strat. Od tego momentu był już napastnikiem numer jeden, do końca rundy zawsze wychodząc w podstawowym składzie. Jesień zakończył z sześcioma bramkami i sześcioma asystami we wszystkich rozgrywkach i jako najlepszy strzelec Borussii w Bundeslidze. Jest w czołowej dziesiątce ligi w klasyfikacji kanadyjskiej i w czołówce pod względem bramek zdobywanych w przeliczeniu na minuty. Osiemnaście lat skończy, mając na koncie już 59 występów w pierwszej drużynie Dortmundu. W minionych miesiącach Moukoko przekształcił się ze spektakularnego juniora w piłkarza, który robi różnicę wśród seniorów. Czyli doczekał się przełomu, który u tak wielu juniorskich talentów nie przychodzi od razu albo nawet nigdy. Niewątpliwie skorzystał na odejściu Haalanda, problemach zdrowotnych Hallera, trudnościach Modeste’a ze wpasowaniem się w taktykę BVB, czy zadziwiająco słabej formie Adeyemiego. Ale to nie jego problemy. Wykorzystał moment i może być jednym z nielicznych zawodników Borussii zadowolonych po jesieni. A także jednym z nielicznych, który naprawdę skorzystał na współpracy z trenerem Terziciem.

ZIMNA GĘBA

Oczywiście, że na eksplozję jego talentu czekano w Niemczech z utęsknieniem, bo od czasów Miroslava Klosego trwa tam bezskuteczne poszukiwanie prawdziwego snajpera. Najczęściej w tej roli grał w ostatnich latach Timo Werner, któremu jednak brakuje instynktu w szesnastce. Potrafi znakomicie dochodzić do sytuacji bramkowych i bywa bardzo pożytecznym piłkarzem, ale nie cechuje go zimna krew albo, jak powiedzieliby Niemcy, “zimna gęba”. Moukoko, choć parametrami fizycznymi również nie przypomina typowej dziewiątki, taką się jednak okazuje. Można go ustawiać na różnych pozycjach w ofensywie, wykorzystując jego szybkość i zmysł do gry kombinacyjnej, ale jednak za każdym razem widać, że to napastnik. Egzekutor. Piłkarz, który w każdej sytuacji szuka najkrótszej drogi do bramki. Znów, nie wiadomo, czy Hansi Flick znalazłby dla niego miejsce w kadrze, gdyby nie kontuzje wykluczające z udziału w turnieju Wernera oraz Lukasa Nmechę z Wolfsburga. Ale Moukoko skorzystał z sytuacji. Był w formie we właściwym momencie. Osiemnaste urodziny, które przypadają na mecz otwarcia mundialu, spędzi w Katarze w gronie reprezentantów Niemiec.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

NIESPODZIEWANI REPREZENTANCI

Niemiecki selekcjoner przy powołaniach, oprócz zbudowanego przez siebie szkieletu, kilka miejsc zostawił dla graczy, którzy w ostatnim czasie nie odgrywali w kadrze żadnej roli, ale zwyczajnie są w formie. Nie mając obozu przygotowawczego, trenerzy muszą bazować na tym, co zawodnicy przywiozą z klubów. Warto więc mieć przynajmniej kilka osób, które tu i teraz są w formie. Stąd obecność w kadrze niepowoływanego od kilku lat Mario Goetzego, który rozegrał bardzo dobrą jesień w Eintrachcie Frankfurt, Niklasa Fuellkruga, 30-letniego napastnika Werderu Brema, który więcej meczów rozegrał w 2. Bundeslidze niż w pierwszej, czy Armela Belli-Kotchapa, który wkroczył na większą scenę po letnim transferze z Bochum do Southampton. Moukoko jest w tej samej kategorii. Trudno się go spodziewać w podstawowym składzie, ale warto mieć kogoś w takiej dyspozycji choćby jako opcję do wpuszczenia z ławki na ostatnie minuty. Piłkarz Dortmundu już w tym sezonie udowodnił, że nie potrzebuje wielu minut, by coś zdziałać.

HAALAND POD WRAŻENIEM

Już jest najmłodszym niemieckim piłkarzem, który kiedykolwiek znalazł się w kadrze na mundial. Jeśli zagra w Katarze, wskoczy do dziesiątki najmłodszych uczestników mistrzostw świata wszech czasów. Jeśli zrobi to w fazie grupowej, na dziewiąte miejsce za Rigoberta Songa z Kamerunu a przed Carvalho Leite, Brazylijczyka z lat 30. Jeśli uda mu się strzelić gola, zostanie drugim najmłodszym zdobywcą bramki na mundialu po Pelem. Freddy Adu stał obok niego w reklamach, Youssoufa Moukoko może być obok niego w klasyfikacjach rekordów mundiali. Jeszcze nie wiadomo, jak potoczy się ta kariera, ale wydaje się, że Borussia Dortmund znowu ma u siebie jedną z największych pereł światowego futbolu. Tym cenniejszą, że, w przeciwieństwie do kilku ostatnich piłkarzy, którzy przynieśli jej setki milionów, szkoloną we własnej akademii. Erling Haaland, jeszcze będąc w Borussii, stwierdził, że w życiu nie widział tak dobrego 15-latka. Trzy lata później będzie mógł go już oglądać na mundialu. A sam, choć przecież też eksplodował młodo, w jego wieku grał jeszcze w lidze norweskiej. To chyba jasno pokazuje, o jakiej skali talentu mowa.

CZYTAJ WIĘCEJ O NIEMIECKIM FUTBOLU:

fot. NewsPix.pl

Patrzy podejrzliwie na ludzi, którzy mówią, że futbol to prosta gra, bo sam najbardziej lubi jej złożoność. Perspektywę emocjonalną, społeczną, strategiczną, biznesową, czy ludzką. Zajmując się dyscypliną, która ma tyle warstw i daje tak wiele narzędzi opowiadania o świecie, cierpi raczej na nadmiar tematów, a nie ich brak. Próbuje patrzeć na futbol z analitycznego dystansu. Unika emocjonalnych sądów, stara się zawsze widzieć szerszą perspektywę. Sam się sobie dziwi, bo tych cech nabywa tylko, gdy siada do pisania. Od zawsze słyszał, że ludzie nie chcą już czytać dłuższych i pogłębionych tekstów. Mimo to starał się je pisać. A później zwykle okazywało się, że ktoś jednak je czytał. Rzadko pisze teksty krótsze niż 10 tysięcy znaków, choć wyznaje zasadę, że backspace to najlepszy środek stylistyczny. Na co dzień komentuje Ekstraklasę w CANAL+SPORT.

Rozwiń

Najnowsze

Polecane

Kraft na drodze do kolejnych sukcesów. Czy zostanie najlepszym skoczkiem w historii?

Sebastian Warzecha
1
Kraft na drodze do kolejnych sukcesów. Czy zostanie najlepszym skoczkiem w historii?

Niemcy

Komentarze

8 komentarzy

Loading...