Reklama

Bramkarz KKS-u Kalisz: – To niesamowite, że jesteśmy w ósemce najlepszych drużyn w Polsce

Patryk Fabisiak

Autor:Patryk Fabisiak

09 listopada 2022, 18:39 • 7 min czytania 5 komentarzy

Ta edycja Pucharu Polski z pewnością przejdzie do historii, a jednym z jej największych zaskoczeń będzie KKS Kalisz. Wicelider drugiej ligi odprawił już Widzew Łódź, a we wtorek powtórzył to z Górnikiem Zabrze. Podobnie jak w meczu z łodzianami, o losach awansu do ćwierćfinału musiały zadecydować rzuty karne, których bohaterem został 22-letni bramkarz Mateusz Górski. To właśnie on obronił decydujące uderzenie Amadeja Marosy. Rozmawiamy z nim o pojedynkach z Podolskim, planach na przyszłość i nawiązaniach do Błękitnych Stargard.

Bramkarz KKS-u Kalisz: – To niesamowite, że jesteśmy w ósemce najlepszych drużyn w Polsce

Długo wczoraj świętowaliście? 

Nie, raczej na spokojnie. W sumie to oglądaliśmy mecz Lechii Gdańsk z Legią pod kątem tego, na kogo możemy trafić w kolejnej rundzie. Czasu na świętowanie nie było, bo dzisiaj rano mieliśmy już normalnie trening. Odpowiedni moment na to będzie może po meczu z Garbarnią, bo on jest teraz najważniejszy. Chcemy zrobić wszystko, żeby dobrze zakończyć tę rundę i może wtedy pójdziemy pewnie z całą drużyną i sztabem gdzieś usiąść i podsumować to wszystko.

Czyli rozumiem, że skupiacie się przede wszystkim na lidze?

Tak, to jest nasz główny cel. Jesteśmy w dobrej sytuacji, bo Kotwica się ostatnio potknęła. Teraz jeżeli nie wygrają ze Śląskiem, to możemy wskoczyć na pozycję lidera. Mamy więc okazję, żeby dobrze zakończyć rok. Mowa oczywiście o tym ligowym, bo w trakcie mundialu normalnie pracujemy dalej. Później będzie na pewno trochę wolnego w tym okresie świątecznym i wracamy do rozpiski.

Reklama

Przejdźmy do meczu z Górnikiem. Jaki mieliście plan na to spotkanie? Różnił się on jakoś od tego na Widzew? Obu rywali momentami wręcz dominowaliście na boisku.

Przede wszystkim mieliśmy wyjść i grać swoje. Znów mieliśmy atut własnego boiska, bo z naszymi kibicami gra się nam zdecydowanie łatwiej. W końcu to był już 11 mecz bez porażki w Kaliszu, więc to coś znaczy. Ostatni raz przegraliśmy tu z Chojniczanką w zeszłym sezonie. Ale na Górnik byliśmy dokładnie tak samo nastawieni jak na Widzew i znów daliśmy radę. Po prostu przenieśliśmy to co gramy w lidze na puchar i graliśmy w ten sam sposób. Jak widać działa to i tu i tu, ale w tych meczach z drużynami z Ekstraklasy jest zupełnie inny poziom koncentracji, co tylko nas jeszcze motywuje. Każdy daje z siebie jeszcze więcej, żeby się pokazać na tle takiego rywala. Zdajemy sobie sprawę, że akurat w tych rozgrywkach jest tylko jeden mecz i żeby awansować, to trzeba go wygrać.

Co po raz kolejny poszło nie tak, że roztrwoniliście wysokie prowadzenie? Z Górnikiem było już 2:0, a z Widzewem nawet 3:0. A i tak rywal potrafił odrobić straty.

Śmialiśmy się z kolegami, że włączyła nam się retrospekcja z Widzewa. Znów 3:3 i rzuty karne. Ale tak to jest. Jak się gra z ekstraklasowiczem, to trzeba wiedzieć, że wykorzysta każdy twój najmniejszy błąd. Nie doskoczysz, to da dobrą piłkę. Zostawisz więcej miejsca przy dośrodkowaniu, to będzie idealne na głowę. Ta różnica jest zdecydowanie odczuwalna. Może nie było tego jakoś wyraźnie widać, ale my to czujemy. Każdy strzał czy dośrodkowanie stwarza znacznie więcej zagrożenia. Na szczęście udało nam się zablokować całą ofensywę z Podolskim, ale niestety nie zawsze dawaliśmy radę przy tych dośrodkowaniach.

Właśnie a propos Podolskiego. Jak to jest zagrać przeciwko mistrzowi świata?

Reklama

Jak mam być szczery to będąc na boisku, nie patrzę na to, kto gra w drużynie przeciwnej. Nie działają na mnie nazwiska. Wiadomo, że to wielka postać – mistrz świata, zawodnik Arsenalu czy Interu. Pan piłkarz. Ale na boisku to wszystko schodzi na drugi plan. Analizujemy go, jak każdego innego zawodnika drużyny przeciwnej. Przyglądamy się jak gra na co dzień i próbujemy zneutralizować te jego największe atuty. Tak jak on ma na przykład tę lewą nogę, to każdy wiedział, że trzeba mu tę nogę odcinać. Kiedy mu się nie uda przełożyć, to będzie miał problemy. GKS Katowice tego nie zrobił i załadował im dwie bramki. Pogoń tego nie zrobiła, to im władował z połowy. Do nikogo nie można podchodzić z przesadnym respektem, ale też nie z bojaźnią. Jak gramy ze sobą w Pucharze Polski, to jesteśmy jak równy z równym.

Zostałeś wczoraj bohaterem spotkania, bo obroniłeś ten decydujący strzał Marosy. Analizowaliście wcześniej, jak przeciwnicy wykonują karne?

Tak, analizowaliśmy. Nawet jak spojrzysz na niektóre zdjęcia, to widać, że miałem kartkę przyklejoną do bidonu ze wszystkimi zawodnikami, którzy gdzieś już wykonywali te karne. I było to naprawdę nieźle rozpisane.

Mateusz Górski broni strzał Marosy

A Marosa też był na tej liście? 

Właśnie jego chyba nie było… Choć szczerze powiedziawszy, to nie jestem pewien, bo akurat tylko przed tym karnym nie spojrzałem na kartkę. Może to był jakiś znak.

Przykładacie teraz większą uwagę do tych karnych na treningach?

Większą to nie, ale właśnie dzień przed Górnikiem mieliśmy taki trening i po nim modliliśmy się, żeby nie było karnych, bo… nikt nie mógł nam strzelić. Śmialiśmy się po meczu, że to też może była jakaś przepowiednia, bo tym razem wszyscy wykorzystali swoje jedenastki. Ale ogólnie nie skupiamy się na tym. Zawsze przed meczem chłopaki na koniec treningu trochę nam postrzelają, założymy się o jakąś kawkę. Nic wyjątkowego.

Wyrastacie powoli na „gigant killerów”, bo w zeszłym sezonie Pogoń, jeszcze wcześniej była Korona, a teraz Widzew i Górnik. Zamierzacie się kiedyś zatrzymać? Już pojawiają się porównania do Błękitnych i ich przygody z 2015 roku, kiedy doszli do półfinału. Dzieli was już od tego tylko jeden mecz. 

Wczoraj właśnie usiadłem i sobie uświadomiłem, że cokolwiek nie mówić, to jesteśmy w ósemce najlepszych drużyn w Polsce. To jest coś niesamowitego, że taki klub doszedł tak daleko. W końcu to największy sukces w historii klubu. My jesteśmy nastawieni na to, żeby zajść jak najdalej.

Czyli nie zamierzacie odpuszczać pucharu, żeby skupić się na awansie do pierwszej ligi?

Nie, absolutnie. W końcu jest to szansa na napisanie niezłej historii. Awans też będzie wielkim sukcesem, ale nie odbije się takim echem jak ten w pucharze.

Mówiłeś wcześniej, że oglądaliście wczoraj mecz Lechii z Legią. Macie kogoś takiego z kim chcielibyście wyjątkowo zagrać w kolejnej rundzie?

Ja chciałem bardzo zagrać z Wisłą Kraków, ale niestety odpadła. Mieszkałem kiedyś w Krakowie, grałem w Niepołomicach, więc mam paru znajomych w Wiśle. Sam też chodziłem na ich mecze. Zawsze chce się rywala, z którym jesteś w stanie powalczyć o zwycięstwo i ten awans, a teraz jesteśmy już naprawdę blisko sukcesu. Trudno wybrać jednego rywala, bo jak widać na naszym przykładzie, nie ma to większego znaczenia. Możemy wylosować kogoś mocnego i wygramy, a wylosujemy kogoś z II ligi i przegramy. Czasami bywa tak, że ci z tego samego poziomu bardziej się postawią, a w dodatku znacznie lepiej nas znają. Klub z Ekstraklasy ogląda nasze mecze na gorąco przed pucharem i na tej podstawie próbuje wymyślić na nas plan. A taki Motor Lublin zagrałby z nami kolejny mecz w sezonie, więc ma nas dobrze rozpracowanych. Chcemy awansować i nieważne kogo będziemy musieli pokonać.

Piłkarze KKS-u świętują awans

Wróćmy jeszcze do ciebie. Jak w ogóle trafiłeś do Kalisza?

Sprowadził mnie trener Bogdan Zając, który teraz jest asystentem w Wiśle. Kojarzył mnie właśnie z Puszczy. Kiedyś przyjeżdżał często na treningi, bo miał tam też syna. Był taki okres, że przez pół roku nie miałem klubu po odejściu z Niepołomic i wtedy zadzwonił trener Zając, czy nie chciałbym przejść do KKS-u i pomóc w awansie. Długo się nie zastanawiałem, bo infrastruktura w Kaliszu naprawdę robi wrażenie. Jest gdzie trenować.

Wspomniałeś trenera Zająca, którego już nie ma w klubie. Został zwolniony jeszcze w zeszłym sezonie, bo zamiast bić się o awans, to byliście bliżej spadku. Co się stało, że nagle nastąpiła u was taka zmiana? To trener Tarachulski aż tyle zmienił?

Wydaje mi się, że to my się bardzo dobrze zgraliśmy jako drużyna. Zarówno na boisku jak i poza nim. Przecież latem nie doszedł do nas w zasadzie nikt, więc żadnych zmian personalnych nie było. Jesteśmy taką jedną wielką grupą, która się cały czas trzyma razem. Wiemy, kto ma jakie słabe i mocne strony. Wierzymy, że to nam pomaga na boisku. To jest najważniejsze. Mamy ten „team spirit”. Ja tutaj jestem krótko, ale ten kręgosłup drużyny zna się doskonale, bo chłopacy grają ze sobą po 2-3 lata. Teraz właśnie to procentuje, a trener Tarachulski potrafił to dobrze wykorzystać.

ROZMAWIAŁ PATRYK FABISIAK

Czytaj więcej o niższych ligach:

Fot. Newspix

Urodzony w 1998 roku. Warszawiak z wyboru i zamiłowania, kaliszanin z urodzenia. Wierny kibic potężnego KKS-u Kalisz, który w niedalekiej przyszłości zagra w Ekstraklasie. Brytyjska dusza i fanatyk wyspiarskiego futbolu na każdym poziomie. Nieśmiało spogląda w kierunku polskiej piłki, ale to jednak nie to samo, co chłodny, deszczowy wieczór w Stoke. Nie ogranicza się jednak tylko do futbolu. Charakteryzuje go nieograniczona miłość do boksu i żużla. Sporo podróżuje, a przynajmniej bardzo by chciał. Poza sportem interesuje się w zasadzie wszystkim. Polityka go irytuje, ale i tak wciąż się jej przygląda. Fascynuje go… Polska. Kocha polskie kino, polską literaturę i polską muzykę. Kiedyś napisze powieść – długą, ale nie nudną. I oczywiście z fabułą osadzoną w polskich realiach.

Rozwiń

Najnowsze

Niemcy

Kompany w Bayernie? Hoeness: Po co, skoro mam De Ligta i Diera?

Antoni Figlewicz
5
Kompany w Bayernie? Hoeness: Po co, skoro mam De Ligta i Diera?

Niższe ligi

1 liga

R. Gikiewicz: Przepis o młodzieżowcu to wirus polskiej piłki

Patryk Fabisiak
8
R. Gikiewicz: Przepis o młodzieżowcu to wirus polskiej piłki

Komentarze

5 komentarzy

Loading...