Reklama

Niedopowiedziana historia. Jak dobry byłby Reus, gdyby nie urazy?

Damian Smyk

Autor:Damian Smyk

05 października 2022, 11:51 • 8 min czytania 13 komentarzy

Podczas oglądania młodych talentów pojawia nam się w głowie myśl o tym, jak dobrymi piłkarzami mogą stać się w przyszłości. Gdy patrzymy na zawodników u schyłku swoich karier, wówczas patrzymy wstecz i podziwiamy ich dorobek. A Marco Reus… Reus jest przypadkiem specyficznym. Bo to piłkarz o niedopowiedzianej historii, przy którym wciąż pojawia się pytanie „jak dobry by był, gdyby nie urazy?”.

Niedopowiedziana historia. Jak dobry byłby Reus, gdyby nie urazy?

142 – tyle meczów przez kontuzje opuścił Reus w trakcie swojego pobytu w Borussii Dortmund. Urazy sprawiły, że nie zagrał na mundialu w Brazylii w 2014 roku, nie pojechał również na Euro 2016, a i po konsultacjach z selekcjonerem odpuścił ze względów zdrowotnych Euro 2020. Sto czterdzieści dwa mecze. To więcej niż cztery pełne sezony Bundesligi. Dla zawodnika grającego jeszcze regularnie w Bundeslidze to mniej więcej trzy pełne sezony. I to też nieco mniej niż połowa spotkań, które Reus rozegrał na poziomie niemieckiej Bundesligi.

Trudno odmówić 33-latkowi pięknej kariery. Gdy za kilka sezonów odwiesi buty na kołku, usiądzie przy kominku ze szklanką czegoś mocniejszego i spojrzy na swoje CV, to z pewnością przyzna, że osiągnął więcej niż zdecydowana większość rodaków grających w piłkę. Skończy karierę jako jedna z legend BVB, jednego z największych klubów Europy i klubu z jedną najwierniejszych publik na świecie.

Drzwi zamknięte tuż przed mundialem

Dwukrotnie wybierano go piłkarzem roku w Niemczech, trzykrotnie zostawał MBP całej ligi, był królem strzelców i królem asyst, sięgnął po dwa Puchary Niemiec. Nie ma jednak mistrzostwa kraju (pięciokrotnie był wicemistrzem), nie zdobył medalu mistrzostw świata czy mistrzostw Europy. Symboliczne jest zresztą zdjęcie Mario Goetze po finale mundialu z 2014 roku. Strzelec gola dającego Niemcom mistrzostwo pozuje przed fotografami z koszulką z numerem 21 i nazwiskiem Reusa. – Gratulacje dla zespołu i dziękuję ci bracie za ten gest – napisał mu kolega z BVB.

Reklama

Reus na mundialu nie zagrał, nawet nie pojechał do Brazylii. Przed mistrzostwami reprezentacja Niemiec grała sparing z Armenią. Pod koniec pierwszej połowy pomocnik Borussii włożył nogę przed rywala w walce o piłkę, ten stuknął go kolanem i sprawił, że końcówka stopy Reusa zaczepiła o murawę. Kostka wygięła się w nienaturalny sposób, chwilę później pomocnik „Die Mannschaft” schodził z boiska oparty o lekarzy kadry. Nie było nawet cienia szansy, że wykuruje się na mistrzostwa.

Częścią powrotu do zdrowia jest oglądanie kolegów na boisku. Widzisz ich podczas treningów i gry. Są szczęśliwi. A ty wiesz, że byłeś tego częścią i skupianie się na tym może cię przygnębić. Dlatego ważny jest w tym wszystkim proces myślowy. Nie możesz wracać na siłę, byle szybko, bo to może być niebezpieczne dla twojego zdrowia. Ale jednocześnie chcesz wrócić szybciej, bo przecież chcesz być z kumplami, grać z nimi, cieszyć się chwilą. Zrozumienie tego jest trudne, trochę mi to zajęło i poczułem, że dojrzałem – mówił Reus po jednej z wielu kontuzji.

Za wątły na BVB

Ciało od początku było jego problemem. Już jako czterolatek zaczął trenować w klubie, relatywnie wcześnie nawet jak na standardy ówczesnych akademii. W Borussii grał do poziomu juniorów młodszych, ale w zespole U17 zarówno on, jak i klub uznali, że to czas na rozstanie. Dorastał zapatrzony w żółtą koszulkę Tomasa Rosickiego i boleśnie przeżył odejście z BVB. On nie czuł się gotowy na rywalizację na tym poziomie, a w klubie panowało przekonanie, że zbyt wątła sylwetka nie pozwoli mu na dostosowanie się do wymagań seniorskiego futbolu.

To był okres przygotowawczy, miałem na siebie plan, dobrze się czułem. I w pierwszym meczu sezonu byłem rezerwowym, trener wpuścił mnie dopiero z ławki, zagrałem z braku laku na prawej obronie. Byłem rozczarowany, tata poszukał mi innego klubu – opowiadał po latach.

Tym samym trafił do Rot-Weiss Ahlen, z której przeniósł się do Borussii Moenchengladbach. Trzy lata później przeniósł się ponownie do domu. Przychodził do mistrzowskiego BVB. W klubie jest już ponad dekadę. Zmieniają się koledzy w zespole, on zostaje. Odszedł Lewandowski, Hummels, Kagawa, Michitarjan, Gundogan, Dembele, Pulisic, Immobile, Dembele, Sancho, Aubameyang, Goetze czy Haaland, a on nadal jest. Zainteresowania nie brakowało, wielokrotnie pisało się o możliwym odejściu do Premier League, Barcelony, Realu czy Bayernu, ale albo on rezygnował, albo – a jakże – stopowały go urazy.

Reklama

PARTNEREM PUBLIKACJI O LIDZE MISTRZÓW JEST KFC. SPRAWDŹ OFERTĘ TUTAJ

Oczywiście myślisz o odejściu, gdy dostajesz oferty z różnych klubów i w grę wchodzą najlepsze drużyny na świecie, ale to część tego sportu i na koniec to ty podejmujesz decyzję. Ale mi zawsze serce podpowiadało, że tutaj czuję się najlepiej. Nie chciałbym nigdy przegapić okazji na to, by grać przed swoją publiką złożoną z 80 tysięcy ludzi. Więc tak, myślałem o odejściu, ale zawsze przeważały argumenty za tym, by zostać w Dortmundzie – przyznawał.

I Reus sukcesywnie pracuje na miano jednej z największych legend klubu. Jest obecnie na jedenastym miejscu pod względem liczby występów w koszulce BVB. Ma na koncie 366 spotkań, jedno więcej ma Marcel Schmelzer. Jeszcze w tym sezonie powinien wskoczyć do TOP7 i wyprzedzić Łukasza Piszczka. Jeśli przedłuży wygasający w tym sezonie kontrakt, to pewnie wejdzie do TOP5 – wyprzedzi Dede czy Larsa Rickena. Złapać Romana Widenfellera czy Michaela Zorca już raczej nie zdąży. Może zostać za to najlepszym strzelcem w historii klubu – ma 156 bramek dla BVB, przed nim jest Burgsmuller (158), wspomniany Zorc (159) i Preissler (174). W czymś jest już pierwszy, bo żaden inny zawodnik w historii dortmundzkiej ekipy nie zanotował stu asyst w tym zespole. – To piłkarz wybitny, a na dodatek stawiający drużynę na pierwszym miejscu – komentował Marco Rose.

W tym wszystkim wciąż można zastanawiać się „co by było gdyby?”. Czy Reus grałby nadal w BVB? Czy może zdobywał tytuły w Hiszpanii lub Anglii? A jeśli zostałby w Borussii, to czy zdobyłby to upragnione mistrzostwo? Goniłby teraz Zorca w liczbie występów? Zdobyłby złoty medal mundialu?

Reus, czyli natychmiastowa teraźniejszość

Zito Madu w „ESPN” świetnie pisze o tym „gdybaniu”: – Ramon Calderon, były prezes Realu Madryt, nazywał kiedyś Gutiego „wieczną obietnicą”. To paradoksalnie stało się jego przekleństwem, bo przez swoje wady i okoliczności zewnętrzne nigdy nie stał się tym, kim miał być. Nie przestał być młody nawet wtedy, gdy zbliżał się do końca swojej kariery. Podczas rozmowy z Reusem można o nim pomyśleć jako o „natychmiastowej teraźniejszości”. Reus nie myśli już o czasie, który stracił. Nie martwi się tym, co ma nadejść. To, co zajmuje jego głowę, to cieszenie się każdą chwilą swojej kariery. Próbuje zrobić wszystko, co tylko w jego mocy, by wykrzesać z obecnych moment jak najwięcej.

W gruncie rzeczy z jego bagażem doświadczeń mógłby po karierze spokojnie pracować jako psycholog sportowy. Albo jako konsultant ds. radzenia sobie z urazami. Zresztą to Reus pomagał Julianowi Weiglowi w zachowaniu spokoju ducha, gdy ten na dłużej wypadł z gry. Początkowo służył mu radą i doświadczeniem, a wkrótce dołączył do kolegi z zespołu – sam doznał kolejnego urazu i spędzał z Weiglem jeszcze więcej czasu. Jadon Sancho o Reusie mówił wprost: – To mój idol. Staram się go podpatrywać nie tylko na boisku, ale też poza nim.

Sam Reus mówi, że ma już przerobiony w głowie scenariusz na to, co będzie robił po zakończeniu kariery. Miał na to sporo czasu, by przemyśleć sobie plan na przyszłość. – Kontuzje ukształtowały moją osobowość w bardzo dużym stopniu. Gdy jesteś kontuzjowany przez długi czas, to zastanawiasz się nad tym, co życie ma do zaoferowania. Wiem, że życie to nie tylko futbol. Są ważniejsze sprawy. Grasz w piłkę do 35. roku życia i później wchodzisz w nowy etap. I ważne jest to, byś pomyślał o tym „co dalej” nie chwilę przed końcem kariery, a właśnie w jej trakcie – uważa: – Czas mija niewiarygodnie szybko. Teraz są nastolatkowie, którzy robią ogromne wrażenie. Dziś jestem na ogół jednym z najstarszych zawodników w zespole. To tylko dowodzi, że trzeba cieszyć się tym okresem, bo czasu już nie odzyskasz i go nie cofniesz.

Choć początkowo kolejne kontuzje go frustrowały, to nauczył się z nimi żyć. Traktuje je jako normalny element zawodu piłkarza, nie klęczy z wzrokiem wbitym w niebiosa z frustracją wypisaną na twarzy. Mówi, że nauczył się lepiej kontrolować swoje ciało, lepiej się regenerować, uważniej dbać o wszelakie symptomy przemęczenia organizmu. A tych urazów mechanicznych raczej nie uniknie, bo są splotem pecha i wydarzeń boiskowych.

Dziś w Sevilli Reusa znów zabraknie w składzie dortmundczyków. Oczywiście z powodu urazu – tym razem ucierpiała kostka. Dość wymowny jest fakt, że gdy media obiegła informacja o długości pauzy Niemca, to obok „kilka tygodni bez gry” pojawiały się adnotacje „uraz na szczęście nie jest bardzo groźny”. A sam Reus się nie załamuje. On znów podchodzi do tego na zasadzie „trudno, taki jest element futbolu, wrócę i znów będę grał”.

Zawsze chciałem móc pracować w futbolu. Chciałem być piłkarzem. Długo nie wierzyłem, że będę mógł profesjonalnie grać w piłkę. Wiec jestem wdzięczny za to, że w ogóle mam taką możliwość – przyznaje.

Opowieść Marco Reusa zawsze będzie niedopowiedzeniem – w analizach dziennikarzy, w dyskusjach kibiców, kiedyś też w referatach futbolowych historyków. Ale chyba najważniejsze jest to, że w jego głowie to będzie opowieść o spełnianiu marzeń.

WIĘCEJ O LIDZE MISTRZÓW:

fot. NewsPix

źródła: ESPN, Bundesliga.com, TheAthletic, BVBbuzz, bvb.de

Pochodzi z Poznania, choć nie z samego. Prowadzący audycję "Stacja Poznań". Lubujący się w tekstach analitycznych, problemowych. Sercem najbliżej mu rodzimej Ekstraklasie. Dwupunktowiec.

Rozwiń

Najnowsze

Liga Mistrzów

Ekstraklasa

LIVE: Korona prowadzi z Ruchem w meczu o wszystko

redakcja
12
LIVE: Korona prowadzi z Ruchem w meczu o wszystko

Komentarze

13 komentarzy

Loading...