Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Czy to już “Lewandowskidependencia”?

Kamil Warzocha

Autor:Kamil Warzocha

03 października 2022, 13:48 • 4 min czytania 16 komentarzy

W Barcelonie to nic nowego, że drużyna jest w dużym stopniu uzależniona od jakiegoś piłkarza. Od lat taką zależność obrazował Lionel Messi, co – przyznajmy uczciwie – miało swoje plusy i minusy. Z jednej strony każdy trener chciałby mieć w zespole takiego kozaka, który jest gwarancją określonej liczby wypracowanych goli na sezon. Z drugiej – nie można iść przecież w skrajności. Nie chcemy mówić, że takowa zarysowuje się z udziałem Roberta Lewandowskiego, ale pewne podobieństwa można już zaobserwować.

Czy to już “Lewandowskidependencia”?

Najważniejsza statystyka w tej kwestii podpowiada od razu – tak, kapitan reprezentacji Polski mocno dźwiga Barcelonę na swoich barkach. Nie minęło wiele czasu, to zaledwie 2,5 miesiąca od transferu, a w obiegu medialnym już powoli można podsuwać hasła pokroju “Lewandowskidependencia”.

Robert Lewandowski nawiązuje do Messiego

Dotychczas na 24 gole Barcelony składa się aż 12 polskiego napastnika. Nie będziemy udawać, że specjalnie nas dziwi ten świetny dorobek strzelecki. Jeśli jesteś wybitnym piłkarzem, poradzisz sobie wszędzie, niezależnie od specyfiki rozgrywek. Robert po prostu robi to, do czego przyzwyczaił. Ale gdy taką statystykę mamy już przed swoimi oczami, kiedy to dzieje się tu i teraz, można poczuć dodatkowy dreszczyk emocji. Dzięki Lewandowskiemu bowiem wielu kibiców w stolicy Katalonii może zapomnieć o Messim. Nie jeśli chodzi o czystą boiskową magię i nieosiągalny poziom piłkarski, ale na pewno w kwestii strzelanych goli.

Messi od 2008 do 2021 roku strzelił ponad 30% bramek Barcelony, dodając też 16% asyst. To wynik niezwykły, zapewne nie do pobicia, a zdarzały mu się przecież sezony z wkładem bramkowym w postaci 50%. Ale wcale nie gorszym wynikiem w Bayernie mógł pochwalić się Robert Lewandowski.

Nie licząc pierwszego sezonu w Bayernie i słabszej (“słabszej” z udziałem w bramkach ok. 25%) kampanii 2018/2019, Polak zawsze wykręcał przynajmniej 30% bramek całego zespołu. Sezon 2020/2021 w Bundeslidze był pod tym względem wybitny na skalę historyczną – mowa o 45%, a więc średnio co drugi gol Bawarczyków był podpisany nazwiskiem Roberta.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Dzisiaj podobna sytuacja ma miejsce w Barcelonie, choć oczywiście z biegiem sezonu raczej ulegnie ona zmianie. Trudno sobie wyobrazić, nawet przy jakości Roberta, żeby “Duma Katalonii” tak mocno uzależniła się od jego bramek. Ma zawodników na innych pozycjach, którzy powinni go odciążyć. Cała odpowiedzialność nie będzie spoczywać tylko na Polaku, choć już widzimy, że w trudnych momentach – jak ostatnio w meczu z Mallorką – to właśnie błysk “Lewego” może być czymś wyczekiwanym przez kolegów z boiska.

Maksymalnie wykorzystać, ale w pełni się nie uzależnić

Tutaj kluczowa będzie rola Xaviego, który musi pilnować zdrowych proporcji. Kibice Barcelony dobrze pamiętają, że gdy przebieg jakiegoś spotkania nie układał się po myśli piłkarzy, każdy z nich podświadomie szukał na boisku Messiego, który wymiennie wskakiwał w buty strzelca i kreatora. Takie obrazki nie dość, że irytowały, to jeszcze ograniczały możliwości drużyny.

Lewandowski jest innym typem zawodnika, to napastnik, którego poszukiwanie na boisku a szczególnie w polu karnym jest czymś zupełnie naturalnym. Ale chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, że jeden gość nie dowiezie pięćdziesięciu meczów w sezonie na tym samym, najwyższym poziomie. W Barcelonie powinni wystrzegać się “Lewandowskidependencii”, bo choć to naprawdę fajnie wygląda w liczbach, taki mecz z Bayernem w Lidze Mistrzów pokazał drugą, mniej przyjemną stronę medalu.

Najsilniejszą Barcelonę mogliśmy zobaczyć wtedy, gdy obrońcy rywali musieli wybierać jak w siatkówce przed wyskokiem do bloku: czy postawić na atak Messiego, Neymara a może Suareza. Jeśli “Duma Katalonii” chce znów odnosić wielkie sukcesy na arenie międzynarodowej, powinna mieć na uwadze, że dobrze zachowane proporcje będą działały wyłącznie na jej korzyść.

Brakujący element układanki

Odrzucając jednak na bok wszelkie wątpliwości, to naprawdę miłe, że Lewandowski tak szybko został w Barcelonie postacią absolutnie bezcenną. Gdy nie ma go na boisku, potencjał ofensywny Barcelony dotkliwie spada. Owszem, na mniej wymagających rywali to raczej wystarcza, choć niedawne starcie z Cadiz, w którym “Lewy” wszedł z ławki (wtedy gol i 2 asysty), zachwiało taką tezą.

Morał jest taki, że mając w składzie Lewandowskiego, zwiększasz swoje szanse na zwycięstwo, powiedzmy, o 50%. Tak na razie mówią proporcje w golach zespołu, tak też układają się wyniki spotkań Barcelony. Może to żadne odkrycie, ale stan rzeczy, który o ile Katalończyków mógł zaskoczyć, o tyle przecież żaden z nich obrażać się na niego nie będzie.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Choć to tylko hipotetyczne zabawy niemieckich dziennikarzy, dla przykładu można podać, że według ich wyliczeń usunięcie goli 34-latka z ostatnich kilku lat w lidze niemieckiej zabrałoby Bayernowi średnio 16% punktów na sezon. Z jednym wyjątkiem, sezonem 2020/2021, w którym Lewandowski pobił rekord Gerda Muellera i zapracował na prawie 30% punktów. Po to Robert został ściągnięty do Barcelony. Po to, żeby odegrać rolę brakującego elementu układanki, który tak jak gwarantował ważną różnicę w Bundeslidze, tak teraz może dać przewagę nad Realem Madryt w La Liga.

WIĘCEJ O ROBERCIE LEWANDOWSKIM: 

Fot. Newspix

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gitara, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” na WeszłoTV i Weszłopolscy” w Kanale Sportowym. Często w bluzie… Naruto.

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

David Moyes nie chce przedłużyć kontraktu z West Hamem

wstellmach
0
David Moyes nie chce przedłużyć kontraktu z West Hamem

Hiszpania

Anglia

David Moyes nie chce przedłużyć kontraktu z West Hamem

wstellmach
0
David Moyes nie chce przedłużyć kontraktu z West Hamem

Komentarze

16 komentarzy

Loading...