Wióry leciały. Korona urwała punkty Legii

Przemysław Michalak

16 lipca 2022, 22:57 • 3 min czytania

Reklama
Wióry leciały. Korona urwała punkty Legii

Walka, bieganie, podostrzenie, doskok, oranie trawy. Co chwila przerwy w grze i ktoś leżący na boisku – z obu stron. Korona Kielce nie pozostawiła złudzeń, jak będzie grała w Ekstraklasie. Na „dzień dobry” przekonała się o tym Legia, która wróci do domu z remisem i jakoś specjalnie narzekać na ten wynik nie może. Gospodarze zresztą też nie.

Reklama

Komplet publiczności w Kielcach, atmosfera święta. Sporo sobie obiecywaliśmy po tym meczu. Jeśli chodzi o zaangażowanie i ambicję, było tak, jak się spodziewaliśmy. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego zagrali jak… typowa Korona, którą znamy z najwyższej ligi. Przykładowo: Szymusik często celebrował wyrzut z autu w ofensywie, najpierw wycierając piłkę ręcznikiem i odsuwając bandy reklamowe. Gorzej, że trochę mało było dziś piłki w piłce, nie licząc efektownych momentów Jacka Kiełba, kręcącego obrońcami na swojej stronie. Do tego jednak, jeśli chodzi o spotkania kieleckiego beniaminka, chyba trzeba będzie się przyzwyczaić.

Korona Kielce – Legia Warszawa 1:1. Wióry leciały

Legia na nowo rozbudziła nadzieje swoich kibiców, bo po letnich roszadach wydaje się, że może ona sporo ugrać nie będąc obciążona europejskimi pucharami. Debiut Kosty Runjaica w roli trenera „Wojskowych” zapewne nieco ostudził zapędy co poniektórych. Jego piłkarze dali się wciągnąć w tę boiskową wojnę i nie robili różnicy umiejętnościami.

W efekcie oglądaliśmy mecz o dużym ładunku emocjonalnym, z dobrym tempem jeśli już gra była wznawiana (a przerw po różnych starciach mieliśmy mnóstwo), ale konkretów obejrzeliśmy jak na lekarstwo. Do przerwy można wspomnieć o ładnym strzale „fałszem” Josue sprzed pola karnego i sytuacji Szykawki, który zmarnował dobre dośrodkowanie Dei z rzutu wolnego.

Po zmianie stron nic nie zapowiadało przełomu, aż wreszcie za drugą żółtą kartkę wyleciał Wieteska. I wtedy się zaczęło. Legia w dziesiątkę paradoksalnie prezentowała się lepiej. Na dodatek czyszczący praktycznie wszystko na swojej stronie Sasza Balić coraz trudniej znosił trudy meczu. Kilka razy dawał do zrozumienia, że odczuwa jakiś ból i w końcu musiał spasować. Akurat wtedy, gdy zszedł już z murawy, a jeszcze nie zameldował się na niej Roberto Corral, goście przeprowadzili akcję w tej strefie i dotychczas mało widoczny Muci strzałem głową wykończył dośrodkowanie Wszołka.

Reklama

Efektowny gol Łukowskiego ratuje remis

Z perspektywy Korony zaczęło się robić nieciekawie, ale znów dała o sobie znać chwila, gdy kontuzjowany zawodnik opuścił plac gry bez wprowadzenia następcy. Tak się stało w przypadku oszołomionego po zderzeniu ze Śpiączką Nawrockiego. Legia kilkadziesiąt sekund grała w dziewiątkę i kielczanie z tego skorzystali. Zarandia płasko podał z prawego skrzydła, a niepilnowany Jakub Łukowski znakomitym strzałem pod poprzeczkę w dalszy róg nie dał szans Tobiaszowi. Dopiero po tej bramce na boisko mógł wejść Charatin.

Łukowski był bliski drugiego gola, ale tym razem piłka przeleciała nieznacznie obok słupka. 26-letni skrzydłowy ma sporo do udowodnienia w Ekstraklasie i zaczął świetnie, idąc za ciosem po udanym sezonie w I lidze. Balić po takim debiucie już zaskarbił sobie sympatię kibiców, a Kiełb potwierdził, że jakość z piłką przy nodze ciągle ma. W Legii tak naprawdę trudno kogoś mocniej wyróżnić.

Co do sędziego, wydaje się, że Tomasz Musiał powinien pokazać więcej żółtych kartek. Taki Bartosz Śpiączka za „uszkodzenie” Nawrockiego kartki nie otrzymał i zarobił ją dopiero później po staranowaniu Ribeiro.

Reklama

Jedno jest pewne: z tak grającą Koroną nikt nie będzie miał łatwo. Legia może się cieszyć, że w tej rundzie już ma tego przeciwnika odhaczonego.

WIĘCEJ O SOBOCIE W EKSTRAKLASIE:

Fot. FotoPyK

Reklama
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Mistrz świata odejdzie z Barcelony? Klub nie będzie robił przeszkód

Braian Wilma
0
Mistrz świata odejdzie z Barcelony? Klub nie będzie robił przeszkód

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej

Mikołaj Duda
1
Łubik zły na siebie. Przy trzech bramkach mógł zachować się lepiej
Ekstraklasa

Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna

Paweł Paczul
59
Legia za Astiza nie wygrałaby tego meczu. Ale to już Legia za Papszuna