Reklama

Fabian Piasecki > Cristiano Ronaldo, czyli wraca ekstraklasa! 

Kamil Gapiński

Autor:Kamil Gapiński

15 lipca 2022, 11:16 • 8 min czytania 13 komentarzy

Stoję przy pomniku Cristiano Ronaldo w Funchal. Nie zamierzam jednak wzorem tysięcy turystów łapać go za krocze, co ponoć przynosi szczęście temu, kto zdecyduje się na tę dziwaczną pieszczotę. Będąc tam nie daję się też porwać sentymentom, a przecież byłoby o to nietrudno. W końcu znajduję się w rodzinnym mieście byłego piłkarza mojego ukochanego Realu Madryt. Zamiast myśleć o Portugalczyku i jego licznych triumfach w barwach Królewskich, łapię się na tym, że moją głowę zajmuje kto inny, mianowicie… Fabian Piasecki. Chwilę wcześniej czytałem o nim niezły tekst w drodze busem do stolicy Madery. W związku z tym zastanawiam się nad tym, czy błyśnie w Rakowie, jak to zrobił w Stali Mielec, czy raczej pójdzie śladami Oskara Zawady? Jeśli w życie wejdzie opcja nr 2, trener Marek Papszun za jakiś czas puści Fabiana bez żalu do klubu typu Jeju United, którego nazwa w sumie dobrze oddawała umiejętności Oskara. Skoro w czasie urlopu zajmuję się takimi rozważaniami, oznacza to tylko jedno – wraca ekstraklasa! 

Fabian Piasecki > Cristiano Ronaldo, czyli wraca ekstraklasa! 

Gdy adoptujesz kota lub psa, nie drażnią cię jego niedoskonałości. Może nie mieć ogona, oka albo permanentnie utykać po jakieś podwórkowej bójce, a i tak będziesz go kochał, pomimo licznych ubytków. A może właśnie dzięki nim? Z naszą ligą jest tak samo. Niezależnie od tego, jak bardzo bywa ułomna, nie sposób nie darzyć jej uczuciem. Tym większym, że zawsze potrafi nas zaskoczyć czymś wyjątkowym. A to Łukasz Trałka… no właśnie, trałkuje, a to Saša Balić wyrzuci piłkę z autu w aut, a to Adrian Basta strzeli samobója karkiem, a to Michał Probierz złoży rezygnację z pracy po dwóch dniach, a to Artur Boruc, niczym współczesny Andrzej Kmicic, powymachuje na stadionie szablą.   

Kiedy naiwnie myślisz, że w tej relacji widziałeś już wszystko, dzieje się coś takiego, co sprawia, że masz ochotę przeżegnać się nogą. I jednocześnie dalej w niej trwać, mimo że często nosi znamiona masochizmu. Dlatego też takich świrów jak ja jest więcej. O wiele więcej. Nie zdziwię się, jeśli przebywający obecnie na przykład na Wyspach Kanaryjskich kibic Cracovii sączy drinka zastanawiając się nie nad tym, gdzie wieczorem zjeść pyszną, świeżą rybę, tylko nad Patrykiem Makuchem. Czy faktycznie jest tak dobry, jak wydawało się w pierwszej lidze? Czy pod względem liczby bramek przebije Pellego van Amersfoorta? A może w sezonie 2022/23 da się zapamiętać tylko ze strzału sprzed pola karnego w aut? Nigdy nie wiesz co się wydarzy, w końcu to ekstraklasa, bloody hell! 

Fani poszczególnych klubów mają o tyle dobrze, że myślą przeważnie głównie o o nich, ewentualnie o rywalach do walki o dane miejsce. Dziennikarz zajmujący się ekstraklasą nie może pozwolić sobie na taki luksus. Jeszcze w sezonie 2020/21 ogarniał szesnaście klubów naraz, od zeszłego zmaga się z osiemnastoma. Piszę te słowa patrząc na obrotnego kelnera w Funchal, pędzącego z gracją baletnicy od stolika do stolika i wydaje mi się, że na co dzień my, żurnaliści, mamy gorzej od niego. Nie musimy co prawda lawirować między podchmielonymi piwkiem głośnymi Brytolami i sączącymi non-stop winko zamyślonymi Portugalczykami, ale to nie znaczy, że brakuje nam atrakcji.  

Jedną z największych jest niewątpliwie Legia.

Reklama

Pomyślcie o takim scenariuszu: Kosta Runjaić w końcu sięga po upragnione mistrzostwo Polski. Wyśmiewany przez wielu transfer Roberta Picha okazuje się ruchem kadrowym roku. Stary Słowak nabiera w stolicy nowych chęci do gry i jako superrezerwowy kończy sezon z 10 golami i 7 asystami. Kacper Tobiasz zalicza tak znakomitą kampanię, że latem pyta o niego Arsenal, co sprawia, że dojrzalszym warszawskim kibicom przypomina się piękna historia Łukasza Fabiańskiego.

Że to wszystko jest mało realne? W normalnym świecie tak, ale ekstraklasa zwyczajna nie jest, przypominam, że rozmawiamy o lidze, w której Dariusz Banasik wyleciał z Radomiaka, bo nie zapewnił mu występów w europejskich pucharach! Jego następca Mariusz Lewandowski już w pierwszym meczu zapisał się w historii klubu. Choć raczej nie tak, jakby chciał – przerżnął 1:6 z Zagłębiem Lubin. Pamiętam, że po tym spotkaniu któryś z redakcyjnych kolegów zażartował sobie, iż Cycuś chciałby być Cyceronem, ale do tego jeszcze daleka droga. Cóż, może szkoleniowiec z Radomiaka przebędzie ją w najbliższych miesiącach? 

A może na miano rewelacji ligi zapracuje inny klub, chociażby Widzew? Jeśli ktoś urodził się w Polsce na początku lat 80. (tak jak ja), zawsze będzie kojarzył ten zespół z Ligą Mistrzów, czyli głównie z fantazyjnym Markiem Citką i wąsatym Tomaszem Łapińskim. To se ne vrati, natomiast potrafię sobie wyobrazić, że pod batutą ambitnego trenera Janusza Niedźwiedzia i z potężnym wsparciem kibiców na każdym meczu w Łodzi, ta drużyna odpali. 

O taki optymizm ciężko w przypadku Górnika. Żeby w Zabrzu było dobrze, Bartosch Gaul musiałby się okazać talentem trenerskim niemalże na miarę Jürgena Kloppa i Thomasa Tuchela. OK, on też szkoleniowo „wychował się” w Mainz, ale czy to oznacza, że wejdzie na topowy poziom? Życzę mu tego, ponieważ od małego czuję do Górnika sentyment, pewnie dzięki dziadkowi, który godzinami opowiadał mi o wyczynach Włodzimierza Lubańskiego. Jednakowoż nawet komuś z tak bujną wyobraźnią, jak moja, ciężko uwierzyć w to, że napisana przez Gaula historia będzie spektakularna. 

Po głowie chodzi mi kolejne pytanie: czy Adam Majewski znów utrzyma Stal Mielec na powierzchni? W poprzednim sezonie przypominał kapitana nieszczelnej łajby, który pozbywał się z niej wody w tempie szybszym niż Polak z wykupioną opcją all-inclusive osusza barek na zagranicznych wakacjach. Jakimś cudem dopłynął więc do końca tego szalonego rejsu, chociaż nie brakowało takich, którzy uważali, że pójdzie na dno jeszcze przed opuszczeniem portu. 

Czy Wojciech Łobodziński i jego legnicka załoga okażą się równie dobrymi marynarzami, czy też niekoniecznie? A skoro jesteśmy na Dolnym Śląsku, to jaki los czeka mocno odmpimpowane tego lata Śląsk i Zagłębie? Czy wraz z nowymi nazwiskami w składach pojawią się nowe chęci i pomysły na grę, czy też te kluby nadal będą bardziej trwać niż iść do przodu? 

Reklama

Cieszę się, że u wrocławian nie powinien już zagrać Krzysztof Mączyński. Ilekroć komentowałem w Weszło FM w zeszłym sezonie mecze Śląska z jego udziałem, przypominał mi się ten fragment Poranku Kojota, w którym młody Stuhr mówi o „Prezesie” Stefanie tak: „(…) on i tak tylko pokrzykuje, nikogo nie lubi i wydaje mu się, że jest najmądrzejszy.” Wypisz wymaluj zachowanie Mączyńskiego w wielu ligowych meczach. Wydaje mi się, że bez Krzyśka nasza ekstraklasa będzie po prostu przyjemniejszym miejscem do pracy dla wszystkich pozostałych piłkarzy, a także – w szczególności – sędziów. Chłop miał w sobie tyle złości, że zarażał nią nawet ludzi przed telewizorami, takim oddziaływaniem na widzów to nie mógł się pochwalić nawet słynny przed laty hipnotyzer Kaszpirowski. 

Nieobecność Mączyńskiego nie oznacza, że w ekstraklasie zabraknie agresji, przecież wraca do niej Korona Kielce. Nie wiem, czy Leszkowi Ojrzyńskiemu uda się stworzyć bandę świrów 2.0, natomiast bardzo bym chciał, żeby tak się stało – taka drużyna dodałaby tej lidze kolorytu. A skoro o nim mowa, mojej Wiśle Płock wypada życzyć, by Dominik Furman wreszcie sobie przypomniał, że umie grać w piłkę, a Rafała Wolskiego omijały kontuzję. Wysoka forma tego duetu to gwarancja niezłego miejsca dla bliskich memu sercu Nafciarzy. Wysoka, czyli… nie za wysoka. Taka w sam raz, żeby klub zajął miejsce w górnej połówce tabeli, ale też nie musiał sprzedawać swoich liderów drugiej linii do jakiegoś wątpliwej jakości (i wypłacalności) tureckiego potentata.

Ciekawi mnie też Jagiellonia. Do 2018 roku najmilszym przeżyciem, jakie kojarzyło mi się z Białymstokiem, było zrobienie w tym mieście dużego wywiadu z Marią Andrejczyk, inteligentną lekkoatletką, późniejszą medalistką olimpijską z Tokio. Potem nastał czas drużyny Ireneusza Mamrota, która przejechała się przy Łazienkowskiej po Legii w taki sposób, że – przy całej sympatii dla Marysi – zaimponowała mi nawet bardziej od niej. Niestety, z biegiem lat ten projekt stał się miałki, aż dziw bierze, że żaden z kibiców Jagi nie poprosił Andrejczyk, aby za pomocą swojego oszczepu pogoniła z klubu kilku (nastu) zagranicznych pseudokopaczy. Jeśli ktoś ma przywrócić temu zespołowi charakter, to chyba właśnie pracujący w nim od pewnego czasu prezes Wojtek Pertkiewicz, barwna postać kojarząca się dotychczas z Arką. Czy podlaskie powietrze będzie mu służyć równie dobrze, co trójmiejskie? 

Najważniejsze pytanie nadchodzącego sezonu brzmi dla mnie tak: ̶k̶t̶o̶ ̶w̶ ̶p̶r̶z̶y̶s̶z̶ł̶y̶m̶ ̶r̶o̶k̶u̶ ̶z̶a̶l̶i̶c̶z̶y̶ ̶w̶p̶i̶e̶r̶d̶o̶l̶ ̶w̶ ̶e̶l̶i̶m̶i̶n̶a̶c̶j̶a̶c̶h̶ ̶d̶o̶ ̶L̶i̶g̶i̶ ̶M̶i̶s̶t̶r̶z̶ó̶w̶ ̶w̶ ̶p̶o̶ł̶o̶w̶i̶e̶ ̶l̶i̶p̶c̶a̶  Czy Raków lub Pogoń w końcu wygrają ligę?

Będę im kibicował. Te kluby sporo łączy: są mądrze zarządzane, nigdy nie zdobyły mistrzostwa Polski, prowadzą fajną politykę transferową. Zasłużyły więc na sukces, ale zanim się przekonamy, czy go osiągną, czekają nas miesiące ligowej młócki. Początek dziś o 18, naprawdę nie mogę się go doczekać. Choć jednocześnie zdaje sobie sprawę, że już w poniedziałek koło 21, po ostatnim spotkaniu premierowej kolejki, mogę zastanawiać się nad pójściem na terapię, przerwaniem abstynencji i sensem życia. 

PS. Wybaczcie, że w tym tekście nie ma nic o Lechu, ale po rewanżu z Karabachem chcę na razie zapomnieć o jego istnieniu. Foch minie mi chyba dopiero wtedy, gdy Kolejorz zagra w lidze tak wyjątkowy mecz, jak pamiętne spotkanie z Rakowem z listopada 2020 roku, zakończone remisem 3:3. 

KAMIL GAPIŃSKI

Fot. FotoPyk

Kibic Realu Madryt od 1996 roku. Najbardziej lubił drużynę z Raulem i Mijatoviciem w składzie. Niedoszły piłkarz Petrochemii, pamiętający Szymona Marciniaka z czasów, gdy jeszcze miał włosy i grał w płockim klubie dwa roczniki wyżej. Piłkę nożną kocha na równi z ręczną, choć sam preferuje sporty indywidualne, dlatego siedem razy ukończył maraton. Kiedy nie pracuje i nie trenuje, sporo czyta. Preferuje literaturę współczesną, choć jego ulubioną książką jest Hrabia Monte Christo. Jest dumny, że w całym tym opisie ani razu nie padło słowo triathlon.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

13 komentarzy

Loading...