Reklama

Kolejny selekcjoner, kolejne kłopoty. Era Lewandowskiego zostanie zmarnowana?

Michał Kołkowski

Autor:Michał Kołkowski

29 czerwca 2022, 17:49 • 8 min czytania 201 komentarzy

Schyłkowy Beenhakker na wojnie z PZPN i nestorami polskiej myśli szkoleniowej. Robiący z siebie durnia Smuda. Zagubiony Fornalik. Obwarowany w oblężonej twierdzy Brzęczek i jego kuriozalna książka. Dezerter Sousa zwany „siwym bajerantem”. A teraz jeszcze Michniewicz i jego nieszczęsne telefoniczne kontakty z Ryszardem Forbrichem, szefem piłkarskiej mafii. W tym towarzystwie zdziwaczały Adam Nawałka jawi się niemalże jako selekcjoner doskonały, choć ideałem przecież bynajmniej nie był. Biorąc to wszystko pod uwagę, trudno nie odnieść wrażenia, że Robert Lewandowski, jako gwiazda światowej piłki, zasłużył w reprezentacji Polski po prostu na coś więcej.

Kolejny selekcjoner, kolejne kłopoty. Era Lewandowskiego zostanie zmarnowana?

Oczywiście era „Lewego” w kadrze może uchodzić za udaną pod względem sportowym. W ostatnich latach biało-czerwoni regularnie kwalifikują się przecież do imprez rangi mistrzowskiej. Z drugiej strony, jest też okres niezwykle chaotyczny i upstrzony licznymi aferami.

Zarządzanie w stylu bałkańskim

Czesław Michniewicz jest już ósmym selekcjonerem kadry, który ma okazję pracować z Robertem Lewandowskim. Sama ta liczba świadczy o tym, że rozpoczęta jesienią 2008 roku era „Lewego” w drużynie narodowej jest naznaczona brakiem stabilizacji na ławce trenerskiej. Widać to jeszcze wyraźniej, jeśli zestawić kapitana reprezentacji Polski z innymi świetnymi europejskimi piłkarzami z ostatnich lat. Będącymi w podobnym wieku, czy nawet starszymi.

Piętnaście przykładów:

  • Manuel Neuer (Niemcy; 2009- ) – dwóch selekcjonerów*
  • Cristiano Ronaldo (Portugalia; 2003- ) – trzech selekcjonerów
  • Karim Benzema** (Francja; 2007- ) – trzech selekcjonerów
  • Xherdan Shaqiri (Szwajcaria; 2010- ) – trzech selekcjonerów
  • Simon Kjaer (Dania; 2009- ) – trzech selekcjonerów
  • Zlatan Ibrahimović (Szwecja; 2001- ) – czterech selekcjonerów
  • Jordan Henderson (Anglia; 2010- ) – czterech selekcjonerów
  • Gareth Bale (Walia; 2006- ) – pięciu selekcjonerów
  • Sergio Ramos (Hiszpania; 2005- ) – pięciu selekcjonerów
  • Eden Hazard (Belgia; 2008- ) – pięciu selekcjonerów
  • Marek Hamsik (Słowacja; 2007-2021) – sześciu selekcjonerów
  • Luka Modrić (Chorwacja; 2006- ) – sześciu selekcjonerów
  • Robert Lewandowski (Polska; 2008- ) – siedmiu selekcjonerów
  • Edin Dżeko (Bośnia i Hercegowina; 2007- ) – siedmiu selekcjonerów
  • Dusan Tadić (Serbia; 2008- ) – dziewięciu selekcjonerów

* – bierzemy pod uwagę trenerów, którzy nie mieli statusu szkoleniowca tymczasowego
** – bierzemy pod uwagę okres od debiutu do dnia dzisiejszego lub do zakończenia kariery w kadrze, pod uwzględniania przerw w powołaniach

Reklama

Najłatwiej o stabilizację – co naturalne – w reprezentacjach topowych, osiągających najlepsze rezultaty i mogących sobie pozwolić na zatrudnianie fachowców z najwyższej półki. Ale mamy też przykłady takich ekip, jak choćby Szwajcaria czy Dania, gdzie zespół nie składa się przecież z samych gwiazd europejskiego futbolu, a mimo to federacje zachowują spokój i profesjonalizm przy doborze selekcjonera. Polską kulturę zarządzania drużyną narodową można natomiast zestawić z krajami byłej Jugosławii. Zmiany, zmiany, zmiany. Ciągłe perturbacje.

Dość powiedzieć, że jednemu tylko Adamowi Nawałce było w ostatnich latach dane przygotować biało-czerwonych do dwóch turniejów z rzędu. Dla nas to sytuacja rzadka, wyjątkowa, podczas gdy w wielu innych krajach – absolutnie normalna, uchodząca za standard.

Najlepszy piłkarz w historii pośród chaosu

Sprawy wyglądają jednak jeszcze gorzej, gdy wziąć je pod lupę.

Zastanówmy się bowiem, ile razy Robert Lewandowski – dziś już niejako przez aklamację uznawany za najwybitniejszego polskiego piłkarza w dziejach – miał okazję występować pod okiem selekcjonera, któremu nie towarzyszyły żadne większe kontrowersje?

Napastnik Bayernu Monachium zaczął grę w seniorskiej kadrze jesienią 2008 roku, po nieudanych mistrzostwach Europy w Austrii i Szwajcarii. Debiutował więc o Leo Beenhakkera. Szkoleniowca o uznanym dorobku, któremu nasza reprezentacja sporo zawdzięcza. Trzeba jednak pamiętać, że był to już Beenhakker schyłkowy. Holender ewidentnie źle znosił krytykę, jaka spadła na niego po porażce w fazie grupowej Euro. Wszelkie uwagi traktował niczym personalny atak, zachowywał się arogancko. Inna sprawa, że wyraźnie spalał się on, uczestnicząc mimo woli w niekończącej się wojence z przedstawicielami PZPN, na czele z Antonim Piechniczkiem. Koniec końców, można było odnieść wrażenie, że Beenhakker marzy o jak najszybszym opuszczeniu reprezentacji Polski.

Eliminacje do mistrzostw świata w Republice Południowej Afryki zakończyły się straszliwą klęską biało-czerwonych. Grzegorz Lato zwolnił selekcjonera przed telewizyjnymi kamerami, ośmieszając tym polską federację. W takim klimacie zaczynał „Lewy”.

Reklama

Leo Beenhakker i Robert Lewandowski

Co było dalej? Spuśćmy kurtynę milczenia nad Stefanem „Doktorem” Majewskim i przejdźmy do Franciszka Smudy, który przygotowywał kadrę do Euro 2012. Smuda, czyli człowiek-wpadka, w przestrzeni medialnej poruszający się z gracją słonia w składzie porcelany. Jasne, gdyby doświadczony szkoleniowiec powiódł reprezentację Polski do sukcesu na najważniejszym turnieju w historii naszego piłkarstwa, wszelkie jego kuriozalne zachowania i odzywki można by było puścić mimo uszu. Ale na boisku zgadzało się jeszcze mniej. Smuda wikłał się w konflikty z zawodnikami, taktycznie miotał się od ściany do ściany, no i ostatecznie na całej linii położył Euro 2012.

– Nie zaliczaliśmy się do faworytów, byliśmy najsłabszą drużyną rankingu FIFA. Skoro jednak wiedzieliśmy, że może nam zabraknąć umiejętności, to przynajmniej powinniśmy być idealnie przygotowani fizycznie. Tak, żeby zabiegać i zamęczyć rywali. Ale przygotowanie nie wyglądało tak, jak powinno. Nie chciałem narzekać podczas majowego zgrupowania w Austrii, ale czułem, że trzeba przystopować z intensywnością. Obciążenia, które mieliśmy, były większe niż w trakcie przygotowań do sezonu. Akumulatory trzeba było podładować, my przesadziliśmy z zajęciami na siłowni. Na Euro nie funkcjonowaliśmy, jak należy. Naprawdę chciałbym powiedzieć, że byliśmy dobrze przygotowani. Ale nie byliśmy. Sam po sobie to czułem – wściekał się Lewandowski w lipcu 2012 roku na łamach „Dziennika”.

– Po paru dniach daliśmy sygnały, że śruba została przykręcona za mocno. Zbyt dużo było statycznych ćwiczeń na siłowni, za mało zajęć z piłkami. To my wyszliśmy z inicjatywą rozmowy. Interweniowaliśmy dopiero, kiedy granica była przekraczana. Ale i tak tych rozmów było sporo – dodał. – Z Grecją do przerwy było 1:0, rywale w osłabieniu. A w szatni cisza. Powiedziałem, że musimy strzelić drugiego gola, by być pewnym wygranej. Trener tonował bojowe nastroje. Mówił, żeby grać spokojnie i czekać. W drugiej połowie nie dokonywał zmian, choć brakowało sił i zmiennicy by się przydali. Trener bał się chyba zaufać rezerwowym. A oni byli później przygaszeni, bali się ryzykować. […] Po trenerze było widać zdenerwowanie i presję. Wydaje mi się, że na takiej imprezie powinniśmy mieć opracowane warianty na różne okoliczności. Nie mieliśmy. W przerwach nie było merytorycznej rozmowy. Sami ustalaliśmy, jak gramy i jak mamy zachowywać się na boisku. Trener nie milczał, niby coś mówił, ale może nie bardzo wiedział, co powiedzieć?

Na Euro nie wiedzieliśmy, co robić po odbiorze. Wszystko opierało się na indywidualnych akcjach. Gdy rywal zamykał skrzydła, nie mieliśmy pomysłu na rozegranie akcji środkiem. Bo tego nie ćwiczyliśmy

Robert Lewandowski o Euro 2012

Skompromitowanego Smudę na stanowisku zastąpił Waldemar Fornalik. Świetny trener ligowy, warsztatowiec, ale kiepski materiał na selekcjonera. W drużynie narodowej Fornalik nie mógł zaprezentować swoich największych atutów, wszak pozytywne efekty jego pobytu w klubach najczęściej wynikają z rzetelnej, codziennej pracy na treningach, co akurat w kadrze nie ma większego znaczenia. Podobną reputacją cieszył się zresztą jego następca, Adam Nawałka, lecz były szkoleniowiec Górnika Zabrze szybko odmienił swój wizerunek. To właśnie on, przynajmniej jak do tej pory, najlepiej odnalazł się na stanowisku selekcjonera w erze Lewandowskiego. Można się oczywiście czepiać różnych absurdalnych zwyczajów i przesądów Nawałki, ale damy już temu spokój. Lata 2014-18, a zwłaszcza 2014-16, były po prostu dobre.

Adam Nawałka i Robert Lewandowski

Po przerżniętym mundialu w Rosji za stery chwycił Jerzy Brzęczek, który oczarował prezesa Zbigniewa Bońka wywalczeniem piątego miejsca w Ekstraklasie z Wisłą Płock. Wprawdzie wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że jest to nominacja chybiona, a już na pewno przedwczesna, no ale ówczesny szef polskiej federacji postanowił zaufać swojemu instynktowi, który tym razem go zawiódł. Okej, wynikowo Brzęczek trzymał fason, zespół pod jego wodzą dość gładko zakwalifikował się do mistrzostw Europy, ale pod względem komunikacyjnym selekcjoner poległ na całej linii. Szczytem wszystkiego była rzecz jasna książka napisana przezeń z Małgorzatą Domagalik.

Lewandowski nie uderzył w Brzęczka równie bezpośrednio, jak niegdyś w Smudę, widać było jednak narastające między nimi napięcie. Słynne osiem sekund milczenia w wykonaniu kapitana reprezentacji Polski miało zresztą podobną siłę rażenia, jak ostry wywiad.

Jeśli chodzi zaś o relacje „Lewego” z Paulo Sousą, sprawiały wrażenie naprawdę świetnych. Właśnie za kadencji Portugalczyka napastnik rozegrał swój najlepszy indywidualnie wielki turniej, bo w fazie grupowej Euro 2020 zdobył aż trzy bramki. Tylko cóż z tego, skoro nie zapewniło to awansu do fazy pucharowej? Sousa został zatrudniony zbyt późno, by zbudować porządną drużynę przed turniejem, a potem wymknął się z kadry tylnymi drzwiami, nie dokończywszy projektu pod tytułem „mundial 2022”. Pozostał więc po nim tylko niesmak.

No i Czesław Michniewicz.

Selekcjoner, który zaczął kapitalnie, bo od wywalczenia awansu na mistrzostwa świata. Powszechna jest opinia, że ujął kadrowiczów zarówno swoją wiedzą, przygotowaniem, jak i poczuciem humoru. Jednocześnie nie sposób nie zauważyć, że z każdym dniem coraz mniej mówi się o jego decyzjach taktycznych, natomiast na tapet z hukiem powróciła kwestia jego telefonicznych kontaktów z szefem piłkarskiej mafii. I trudno zakładać, by przy okazji mundialu temat ten zupełnie zniknął z futbolowej debaty w naszym kraju. A nawet jeśli sprawa przyschnie u nas, to na pewno ochoczo wywleką ją ponownie na światło dzienne Meksykanie, Argentyńczycy i Saudowie. Wielce prawdopodobne, że sam Lewandowski – jako największa gwiazda polskiego futbolu – zetknie się z pytaniami o Ryszarda Forbricha.

Nie jest rzecz jasna powiedziane, że mistrzostwa świata będą z tego powodu nieudane. Michniewicz wciąż może otworzyć „Lewemu” drogę do największego sukcesu w narodowych barwach, jakim byłoby wyjście z grupy na mundialu. Ale to odległa perspektywa. Na razie – jest smród.

Zmarnowany potencjał?

Robert Lewandowski zbliża się do 34. urodzin. Wprawdzie on sam pół żartem, pół serio stwierdził, że mundial w Katarze wcale nie musi być jego ostatnim, ale nawet jeśli reprezentacja Polski z „Lewym” w składzie zakwalifikuje się też na kolejne mistrzostwa świata czy Europy, napastnik raczej nie będzie już wówczas taką maszyną do strzelania goli, jak obecnie. Nawet on nie zdoła oszukać upływającego czasu. Tymczasem po szesnastu latach występów Lewandowskiego w drużynie narodowej możemy bez cienia przesady stwierdzić, że najmniej kontrowersyjnym selekcjonerem w jego erze był facet, który nie pozwalał kierowcom autokaru wrzucać wstecznego biegu.

Polski Związek Piłki Nożnej mógł lepiej minione lata wykorzystać.

Coraz więcej wskazuje na to, że Lewandowskiego będziemy kiedyś wspominać jako niekwestionowanego giganta światowego futbolu, lecz podsumowaniom jego przygody w reprezentacji towarzyszyć będzie odwieczna polska zagwozdka: „co by było, gdyby…”.

CZYTAJ WIĘCEJ O REPREZENTACJI POLSKI:

fot. NewsPix.pl

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń

Najnowsze

EURO 2024

Trela: Dopiero teraz La Furia Roja. Drużyna, która pożeniła dwie wizje hiszpańskiego futbolu

Michał Trela
8
Trela: Dopiero teraz La Furia Roja. Drużyna, która pożeniła dwie wizje hiszpańskiego futbolu

Komentarze

201 komentarzy

Loading...