Reklama

Odejście po sukcesie. W polskich warunkach – anomalia

Paweł Paczul

Autor:Paweł Paczul

07 czerwca 2022, 13:54 • 8 min czytania 5 komentarzy

W polskich warunkach trenerzy opuszczają swoje kluby najczęściej dlatego, ponieważ są po prostu zwalniani (czasem z rozsądnych powodów, czasem z kompletnie idiotycznych). Bardzo rzadko zdarza się, by szkoleniowiec odchodził po sukcesie, rynek w Polsce nie jest aż tak konkurencyjny, żeby wyciągać od siebie nawzajem trenerów na fali wznoszącej (podobnie jest zawodnikami). No, ale jednak bywają i takie przypadki. Pytanie, jak w przeszłości reagowały na to całe kluby i drużyny?

Odejście po sukcesie. W polskich warunkach – anomalia

Oczywiście należy podkreślić, że historie, które omówimy, są inne niż Macieja Skorży – tutaj chodzi o sprawy osobiste. Niemniej efekt pozostaje ten sam, klub nie ma trenera, mimo że wcześniej ten trener notował bardzo dobry wynik.

*

ODEJŚCIE PO MISTRZOSTWIE

W ostatnich latach tylko raz zdarzyło się, by trener opuścił klub zaraz po mistrzostwie – chodzi o przypadek Stanisława Czerczesowa i Legii Warszawa. Szkoleniowiec trafił na Łazienkowską w 1/3 sezonu 15/16, konkretnie przed 12. kolejką, kiedy Wojskowi mieli 10 oczek straty do Piasta Gliwice. Cel był jasny i oczywisty: dogonić gliwiczan, zdobyć mistrzostwo.

To się Czerczesowowi udało – na finiszu rozgrywek miał trzy punkty zapasu nad srebrnym medalistą, a że Legia dorzuciła do tego jeszcze zwycięstwo w Pucharze Polski, pełen luksus.

Reklama

Niemniej od początku było wiadomo, że utrzymać Czerczesowa w polskiej lidze może być trudno. Po pierwsze – on przywykł do bardzo dużych pieniędzy na wschodzie, a Legia – choć wtedy rozwijała się finansowo – nie mogła w tym względzie konkurować. Po drugie nie jest to trener łatwy w obyciu i chyba nie do końca wpisywał się w wizję Legii, która na dłuższą metę chciała na przykład korzystać ze swojej młodzieży, a w jej jakość Czerczesow wątpił.

Leśnodorski tłumaczył: – O odejściu z klubu Stanisława Czerczesowa nie decydowały finanse. Mogę zapewnić, że jeżeli następcą zostanie człowiek, z którym rozmawiamy, to na pewno nie będzie tańszy. Pracował w dużym klubie, z bardzo dobrymi zawodnikami i też odpowiednio się ceni. Rosjanin miał do wykonania zadanie – zdobycie mistrzostwa Polski – i wywiązał się z niego znakomicie. Ale na dłuższą metę, by kontynuować projekt rozwoju klubu i gonić Europę, potrzebujemy kogoś innego.

Z kolei Michał Żewłakow mówił po rozstaniu: – Nie udało nam się osiągnąć porozumienia w kwestiach, które były kluczowe dla rozwoju Legii w nadchodzących latach. Gdy w październiku 2015 roku trener Czerczesow przychodził do nas, postawiliśmy przed nim konkretne zadania, z których najważniejszym było wywalczenie mistrzostwa Polski. Już wówczas zawarliśmy jednak dżentelmeńskie porozumienie, że po sezonie niezależnie od wyniku sportowego usiądziemy i porozmawiamy o wszystkim, co udało się osiągnąć oraz o tym, co i w jaki sposób możemy osiągnąć w przyszłości.

Jeśli masz więc płacić trenerowi krocie, chcesz, by od A do Z był twoim idealnym wyborem. Czerczesow w dłuższej perspektywie takim się nie okazał – Leśnodorski i spółka chcieli, by trener poszerzył sztab, on nie miał zamiaru, władze zastanawiały się, czy Legia będzie potrafiła coś więcej niż granie pressingiem, trener nie rozwiewał wątpliwości.

No, ale właśnie – zmiennikiem Czerczesowa został Besnik Hasi, który – delikatnie mówiąc – tłumów nie porwał. Awans do Ligi Mistrzów zrobił, owszem, ale bardziej za sprawą przyjemnej drabinki niż dzięki swoim niewyobrażalnym umiejętnościom trenerskim. Na osiemnaście meczów wygrał ledwie pięć i szybko zmienił go Jacek Magiera, z którym Legia długo szła w dobrą stronę.

Niemniej ta historia pokazuje, że pieniądze nie zawsze grają kluczową rolę. Możesz mieć dobry budżet i zmieniać trenera ze względu na własne obawy co do jakości w najbliższym czasie i nie trafić. Legia nie trafiła.

Reklama

POWOŁANIE DO REPREZENTACJI

To najczęstszy motyw zmian, kiedy trener opuszcza swój klub po sukcesie – ponieważ przychodzi być może jedyna szansa w życiu, żeby poprowadzić reprezentację Polski. A to najważniejsza drużyna w kraju. Po drugie – od czasów odejścia ekipy Laty polski związek zrobił wyraźny krok do przodu, jeśli chodzi o profesjonalizm i trenerom pracującym dla PZPN-u niczego nie brakuje. To dlatego coraz ciekawsze nazwiska zgadzają się prowadzić również reprezentacje młodzieżowe.

Współpracuje się wtedy z poważnymi ludźmi i ma wręcz pewność, że nie zostanie się zwolnionym z dnia na dzień, bo komuś u góry nie spodobał się jeden remis czy porażka. Komfort pracy nieporównywalny.

No, a żeby dostać kadrę, trzeba coś osiągnąć w lidze (choć jak czas pokazał – wcale nie tak dużo). Natomiast Waldemar Fornalik obejmował kadrę po wspaniałym dla Ruchu Chorzów sezonie 11/12 – Niebiescy walczyli wówczas do końca o mistrzostwo ze Śląskiem. Przegrali je zaledwie jednym punktem, a przecież dojść tak daleko z Niebieskimi w XXI wieku – to naprawdę nie jest prosta sprawa.

Pokazały to zresztą rozgrywki 12/13, kiedy Ruch w normalnych okolicznościach spadłby z ligi. Zajął bowiem przedostatnie miejsce. Miał jednak masę szczęścia, w związku z tym, że z rozgrywek wycofała się Polonia Warszawa i to ona poleciała z elity. Odejście Fornalika było dla Ruchu wręcz jak trzęsienie ziemi, nawet mimo tego, że trener zostawił tam na chwilę swojego brata, Tomasza. Ten jednak tematu nie ogarnął i przegrał wszystkie ligowe spotkania, dodatkowo dostając w Europie od Victorii Pilzno 0:7 w dwumeczu.

Zmieniający go Jacek Zieliński uratował ligę tylko teoretycznie, a w kolejnym sezonie dostał kopa już po siódmej kolejce. Dopiero podejście Jana Kociana było – początkowo – naprawdę dobre, bo sezon 13/14 przyniósł Ruchowi brązowy medal. Następnie to się już posypało, ale kibice nie zapomnieli sukcesu Słowakowi, żegnając go w kapitalny sposób:

A idąc dalej – śmiejemy się, że Jerzy Brzęczek dostał kadrę po piątym miejscu z Wisłą Płock, niemniej od tego czasu Wisła Płock nigdy już piąta na koniec sezonu nie była. I nie mogła znaleźć swojego trenera, bo krócej od Brzęczka do czasu przyjścia Sobolewskiego pracowali kolejno Dźwigała, Vicuna i Ojrzyński. A sezon 18/19, pierwszy bez selekcjonera, kończył się rozpaczliwą walką o utrzymanie – zdecydował jeden punkt.

Pamiętamy obrazki, kiedy po ostatnim gwizdku prezes Kruszewski w euforii wpada w ramiona sąsiadów na stadionie. No a przecież rok wcześniej między innymi błąd sędziego zdecydował, że Wisła nie grała w pucharach…

Adam Nawałka odchodził z kolei w trakcie sezonu 13/14, w poprzednim – tak jak Brzęczek – był piąty. Już w sezonie 15/16 Górnik spadł z ligi. Czy spadłby również z Nawałką? Nigdy się tego nie dowiemy, niemniej zabrzanie w tamtym czasie nie potrafili znaleźć takiej ciągłości pracy, jak z selekcjonerem.

Spójrzmy:

  • Nawałka – 125 meczów
  • Wieczorek – 10
  • Warzycha – 19
  • Ojrzyński – 21
  • Żurek – 12

Dopiero przyjście Marcina Brosza wskazało zabrzanom bezpieczną przystań. Właściwie każdy z tych przypadków, Ruchu, Górnika i Wisły Płock pokazuje, że wyrwanie szkoleniowca przez reprezentację, nie jest w perspektywie łatwym tematem do ogarnięcia dla zespołów klubowych.

ODEJŚCIE PO BUDOWIE

Michał Probierz nie cieszy się najlepszą prasą, natomiast nie można mu odbierać, że w Jagiellonii wykonał bardzo dobrą pracę. Potrafił zarobić dla klubu konkretne pieniądze, promując i sprzedając zawodników (odejście Tuszyńskiego za milion euro to majstersztyk), ponadto wielokrotnie zgadzał się też wynik sportowy.

W sezonie 16/17 Jaga była o jedną bramkę od mistrzostwa – ostatecznie nie udało się jej wcisnąć Lechowi, mistrzem została Legia, natomiast tamten sezon dla zespołu z Podlasia trzeba uznać za niezmiernie udany. Szkoleniowiec chciał jednak nowych wyzwań i nie zdecydował się przedłużyć umowy.

Jak mówił: – Chciałem podziękować szefom Jagiellonii za współpracę i wyrozumiałość. Już w styczniu ogłosiłem im, że w czerwcu odchodzę z klubu. Działacze wiedzieli o tym doskonale i respektowali to do samego końca. Nikt nie wywierał presji ani nie czekał na moment, by mnie zwolnić. Chwała za to tym ludziom. Dlatego właśnie wierzę, że jeszcze się spotkamy. Z Jagiellonią byłem już czwarty, trzeci, teraz drugi. Po tym wicemistrzowie brakuje jeszcze wisienki na torcie, czyli zostanie mistrzem Polski. Niech nowy trener nie przejmuje się moim nazwiskiem, bo zawsze gdzieś tam będzie krążyć. Jaga po raz czwarty zagra w pucharach, więc życzę, by kolejny sezon był jak najlepszy. I jeszcze raz dziękuję wszystkim za wszystko.

Zmienił go Mamrot i… trudno było odczuć różnicę. Pierwszy sezon to wicemistrzostwo. Drugi zaczął się od ogrania Rio Ave w pucharach, a skończył na piątym miejscu w lidze, czyli w zasadzie w normie. Dopiero trzeci okazał się nieudanym dla Mamrota, który jeszcze zimą pożegnał się w klubem.

Jeśli chodzi więc o wynik sportowy, trudno powiedzieć, a właściwie jest to niemożliwe, że bezpośrednio po odejściu Probierza zespół z Białegostoku się zawalił. Zmieniło się natomiast co innego, mianowicie transfery. Jagiellonia nie była już tak błyskotliwa na rynku transferowym, nie potrafiła znaleźć nieoczywistych piłkarzy, których potem sprzedawałaby za spore sumy.

Spójrzmy na rekordowe odejścia:

1. Patryk Klimala, trener w debiucie: Probierz.

2. Bartłomiej Drągowski, trener w debiucie: Probierz.

3. Karol Świderski, trener w debiucie: Probierz.

Na piątym miejscu jest Frankowski, którego Probierz ściągał do Jagiellonii, dalej Góralski (ta sama historia) i Tuszyński (wspomniany majstersztyk).

W krótkiej perspektywie odejście Probierza nie bolało więc Jagiellonii, w dłuższej mogło, bo duet Probierz-Kulesza bardzo dobrze radził sobie na rynku transferowym. Gdy mieli działać osobno – ciężary, co było widać po Białymstoku, ale i Krakowie, gdzie szkoleniowiec zaproponował festiwal zagranicznego przeciętniactwa.

*

Wydaje się, że trudność w zastępowaniu trenera z sukcesami polega u nas głównie na tym, że brakuje skautingu szkoleniowców i działanie pozostaje tymczasowe. Włodarze – gdy idzie dobrze – najczęściej nie dopuszczają do głowy takiej myśli, że danego szkoleniowca może zaraz nie być, bo to nie piłkarz, by wyciągnął go zagraniczny klub. A jak widać różne sa przypadki i nawet jeśli jest w jednej chwili kapitalnie, warto mieć sensowny plan B.

I tego życzymy Lechowi.

WIĘCEJ O ODEJŚCIU MACIEJA SKORŻY:

Fot. Newspix

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Hiszpania

Od Pucharu Syrenki do… Złotej Piłki? Jak rozwijał się Jude Bellingham

Patryk Fabisiak
0
Od Pucharu Syrenki do… Złotej Piłki? Jak rozwijał się Jude Bellingham

Komentarze

5 komentarzy

Loading...