Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Już nie płacze, więc kąsa. Królewski niestety wraca do formy

Paweł Paczul

Autor:Paweł Paczul

17 maja 2022, 11:08 • 4 min czytania 108 komentarzy

Jeszcze w niedzielę Jarosław Królewski prawie płakał w twitterowym pokoju (zaraz po tym jak w trakcie nierównej batalii z technologią był gotowy obudzić pół osiedla, byle ktoś mu powiedział, którędy uruchamia się ten wichajster). Kajał się, przepraszał, nawet co bardziej empatyczni ludzie mogli mu współczuć. Bo z jednej strony wiadomo, że Królewski pragnie atencji, z drugiej – też trzeba mieć jaja, by w takim momencie wyjść do ludzi, a nie kryć się po kątach. No, ale w każdym razie niedziela już minęła, poniedziałek jakoś też szybko przeleciał i we wtorek Królewski wrócił w lepszym humorku, a nawet bez problemów technologicznych. Niestety.

Już nie płacze, więc kąsa. Królewski niestety wraca do formy

Napisał: – Przeczytałem i przesłuchałem „z grubsza” wszystko co zostało dziś wyprodukowane na temat Wisły Kraków. Widzę, że liczba habilitacji na temat anatomii upadku wciąż rośnie. Mniej więcej do końca maja zajmie nam poukładanie i dokończenie planu na nowy sezon. Obejmuje on rozmowy z każdym zawodnikiem i otoczeniem biznesowym. Zaraz potem go przedstawimy. Do tego czasu polecam omijać szerokim łukiem powstające doktoraty na temat problemów Wisły Kraków. Amicus in penuriibus, amicus de facto.

Zawsze to bawi, gdy ktoś mniej lub bardziej oburza się na fakt, że ludzie dyskutują o futbolu. Generalnie: po to jest piłka nożna, żeby sobie o niej pogadać. Jak kogoś interesują ptaki, to rozmawia o ptakach, gdy kogoś innego ciekawią koparki, to niech pisze nawet całe rozprawki o koparkach i na zdrowie.

Tak się składa, że masę ludzi w Polsce i na świecie interesuje piłka nożna, więc zdań na jej temat jest też mnóstwo. A, zaskoczenie, bardziej intryguje fakt, że udało się spuścić do pierwszej ligi Wisłę Kraków po ponad 20 latach niż to, że Górnik Zabrze jest na dziewiątym miejscu, a Wisła Płock na ósmym.

Co więcej – jeśli już dokonano tak rzadkiej sztuki jak zlecenie z Białą Gwiazdą piętro niżej, nie należy być zdziwionym, że pojawiające się głosy będą krytyczne. Królewski pisze łaciną (bo jakby inaczej, prawda?), że przyjaciel w biedzie to prawdziwy przyjaciel, niemniej – mamy nadzieję – chyba nie jest aż tak odklejony, by sądzić, iż po spadku będziemy jego i kolegów klepać po plecach?

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Choć tak po prawdzie ten wiślacki obóz stać na takie fikołki, że medal w gimnastyce na kolejnych Igrzyskach jest więcej niż prawdopodobny.

W tym wpisie Królewski jeszcze trochę nieśmiało, ale już nie może się powstrzymać od dołożenia kolejnych umocowań w swojej oblężonej twierdzy. „Do tego czasu polecam omijać szerokim łukiem powstające doktoraty na temat problemów Wisły Kraków”, napisał.

Czyli w skrócie – co wy tam będziecie czytać jakieś bzdury od dziennikarzy i ekspertów, my w Wiśle Kraków wiemy lepiej. Jak się z Kubą, jego bratem, jego wujkiem, no i Tomkiem (ewentualnie) naradzimy, to wtedy wróćcie, bo wtedy będzie co czytać. Teraz? Teraz nie, teraz nie ma sensu. Pieprzą od rzeczy. My wiemy najlepiej. My. Wisła Kraków.

Szczerze mówiąc, już można zacząć się obawiać o ten raport na koniec maja, skoro jedna z osób zarządzających nie jest w stanie wyciągnąć tak prostych wniosków jak ten, że być może kierownictwo spadkowicza z tej paździerzowej ligi nie pozjadało wszystkich rozumów. Królewski wciąż brnie w tę samą retorykę. Najmądrzejszy, najlepszy i – jak mawiał Irek Jeleń – pewnie jeszcze „najszybciejszy”.

To samo było wcześniej. Obidziński? Nie zna się. Pasieczny? Amator. Gula? Phi, by nie powiedzieć: tfu! Krakowscy czempioni nie potrzebują głosów z zewnątrz.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Zresztą ile w tych wpisach jest pogardy. Niby Królewski chce ją sprawnie przemycać, ale to poczucie wyższości widać z kosmosu, gdy pisze o „habilitacjach” i „doktoratach”. Kibice wyrażają opinie, dziennikarze piszą teksty. Więc nie, to nie są habilitacje i doktoraty, bo – krótko mówiąc – nie trzeba mieć tytułów naukowych, nie trzeba rozmawiać z Muskiem na Twitterze, nie jest konieczna naukowa nagroda Nobla, by wiedzieć, że waszą robotę konkretnie spierdoliliście.

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit.

Więcej o Wiśle Kraków:

Fot. Newspix

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Trela: Po pierwsze nie szkodzić. Niedźwiedzia przysługa Baldy wobec Magiery

Michał Trela
0
Trela: Po pierwsze nie szkodzić. Niedźwiedzia przysługa Baldy wobec Magiery

Komentarze

108 komentarzy

Loading...