Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Barcelona i Real uratowały tę kolejkę. Podsumowanie 28. kolejki La Liga

Paweł Ożóg

Autor:Paweł Ożóg

15 marca 2022, 16:13 • 10 min czytania 2 komentarze

Nie będziemy owijać w bawełnę i udawać, że koń z domalowanymi paskami staje się zebrą. Za nami jedna z najgorszych kolejek w tym sezonie, a już z pewnością najgorsza w tym roku, którą uratowały tylko Barcelona i Real. Przez moment liczyliśmy, że może liga hiszpańska chce stopniować emocje i 28. kolejka będzie się powoli rozkręcać. No tak średnio. Poza wyjątkami w postaci występów dwóch najpopularniejszych ekip ciężko było czuć satysfakcję z oglądania meczów w tej serii spotkań.

Barcelona i Real uratowały tę kolejkę. Podsumowanie 28. kolejki La Liga

Na ogół brakowało jakościowych zagrań, za to było mnóstwo jakichś stykowych sytuacji, wątpliwych decyzji sędziowskich, a to wszystko dlatego, że mało było piłki w piłce. Przejdźmy do konkretów.

Podsumowanie 28. kolejki ligi hiszpańskiej.

Sevilli nie da się oglądać

Jak już jedziemy równo z trawą, to zacznijmy od drużyny z Andaluzji, która w tym sezonie prezentuje męczący styl, ale w meczu z Rayo już ostro przesadzili. Są pewne granice. Urazy i zmęczenie nie mogą wszystkiego tłumaczyć. Nie mogą być wymówką dla występu na zasadzie Tecatito i 10 koszulek. Jedna z tych koszulek, Delaney, strzeliła gola, ale 80% bramki wypracował jego meksykański kolega.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Po raz kolejny przeciętnie zagrał Martial. Nie popisali się Mir, Ocampos i Munir. Zmiennicy również cieniowali. Latem trzeba będzie przewietrzyć szatnie na Estadio Sanchez Pizjuan, bo nie zmierza to w dobrym kierunku. Sevilla może zapomnieć o mistrzostwie.

W meczu z Rayo było kilka kontrowersji, na których skupił się Lopetegui, ale nie zauważa, że gra jego zespołu jest na poziomie beniaminka. Takie użalanie się można porównać do maturzysty, który przez jeden dzień pochorował i jego zdaniem przez to nie uzyskał potężnych trzydziestu procent z egzaminu dojrzałości. Panowie, schrzaniliście z Rayo, które nie wygrało w lidze w 2022. Taki przekaz powinien pójść w świat.

Sevilla oddała dwa strzały celne z Rayo. Dwa! Mecz zakończył się wynikiem 1:1, co przy tak niskim poziomie zaangażowania i tak nie jest złym wynikiem, ale jak to brzmi. Marzyli o tytule, ale sami go wysyłają do Madrytu. Dodajcie jeszcze kokardkę i błyskotliwy wierszyk. Dziwna strategia, ale przynajmniej jasno się określili.

Poradnik: Jak wkurzyć Fekira?

Dość łatwo. Świadectwem tego są czerwone kartki (5), które zdążył zobaczyć jako zawodnik Los Verdiblancos. Ma chłopak wielkie umiejętności, ale też temperament, nad którym nie zawsze panuje. Czy z tego kpimy? A w życiu. Sprawą powinni zając się sędziowie, bo jego frustracja nie bierze się znikąd. Tyle się mówi, żeby chronić kreatywnych piłkarzy przed kopaczami, a to jakoś jest pomijane.

Nie jest tajemnicą, że Francuz jest najczęściej faulowanym graczem w lidze. Trafne spojrzenie na sytuację swojego piłkarza ma Manuel Pellegrini, który mówi wprost, że Nabil Fekir jest faulowany mniej więcej 20 razy w meczu, z czego tylko połowa fauli jest odgwizdywana.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Zawodnik z ósemką na plecach od samego początku meczu z Athletikiem był poniewierany, kopany i prowokowany. Zapowiadało się na to, że może nie wytrzymać i w końcu puszczą mu nerwy. Gdy po jednym z fauli leżał na murawie, podszedł do niego Iker Muniain i go chamsko wytargał. Francuz się odpalił i kopnął zawodnika Athletiku. Dostał czerwoną, w pełni zasłużoną, ale Muniain za prowokację nie otrzymał nawet upomnienia. Coś jest w takim razie nie tak. Wygląda to trochę jak przyzwolenie na prowokacje.

Ostatecznie Real Betis wygrał to spotkanie jedną bramką. Jeszcze w pierwszej połowie na listę strzelców wpisał się Borja Iglesias.

Dobrze naoliwiona Barcelona

W poprzednim tygodniu Barcelona pokazała ludzkie, omylne oblicze i okazało się, że nie da się ciągle piąć. Wygrali z Elche, ale zagrali takie 6 na 10. Z Osasuną zobaczyliśmy już zupełnie inne oblicze Dumy Katalonii. Intensywne, bezbłędne i bardzo konkretne. Szybko napoczęli rywali i szli po swoje, bez zatrzymywania się. Wygrali 4:0. Zasłużenie.

Chyba już na dobre odblokował się Ferran Torres, najpierw wykorzystał na dużym spokoju rzut karny, potem strzelił z akcji. Strach wreszcie nie zajrzał mu oczy, gdy zobaczył naprzeciw siebie bramkarza. W jego głowie przestawiły się pewne klocki i można mówić, że postęp jest zauważalny, a El Clasico tuż-tuż.

Znów swoje zrobił Aubameyang, Dembele błysnął inteligentnymi zagraniami – jak to brzmi?! Dobrze układa się jego współpraca z Danim Alvesem. A no i właśnie. W kwestii błysków musimy wspomnieć o Riquim Puigu. Wszedł, powalczył, strzelił gola i opóźnił swój transfer do Miedzi Legnica o minimum dwa lata. Brawo!

Pomijając paździerze, można się było poczuć jak w czasach świetności ligi hiszpańskiej, gdy Barcelona i Real rozjeżdżały rywali z drugiej części stawki i zasadne było pytanie, czy na trzech się skończy.

Zamachowiec Maffeo

Real dał koncert jakościowych zagrań, ale nie da się przejść obok zachowania Pablo Maffeo. Facet pokusił się o misję zrobienia krzywdy Viniciusowi. Na szczęście tylko go poobijał. I to nie jest tak, że ten Maffeo to słaby piłkarz. Z przodu potrafi dać wiele swojej drużynie, ale nie trzyma ciśnienia i w momentach kryzysowych zachowuje się jak neandertalczyk. Kiedyś polował na nogi Messiego, teraz na Viniciusa.

Dobra, ale powiedzmy coś o Realu. Wygrali 3:0. Benzema zdobył dwie bramki i chyba po raz pierwszy w karierze zgarnie koronę króla strzelców ligi hiszpańskiej. Aż dziw bierze, że to będzie dopiero pierwszy raz, ale nie zawsze był tak skuteczny i konkurencja była zdecydowanie większa. W tym sezonie walczy głównie z samym sobą, a kiedyś musiał z Messim, Suarezem, Ronaldo… To nie były Enesy Unale.

Zobaczymy, co z jego zdrowiem, bo utykał pod koniec spotkania i nie mógł zostać zmieniony, bo Carletto wcześniej wykorzystał komplet zmian. Z boiska znoszono Rodrygo, z grymasem bólu na twarzy schodził też Mendy. To może niepokoić kibiców Realu Madryt.

Atletico wygrywa, ale te fikołki sędziego…

Atletico wygrało piąte ligowe spotkanie z rzędu. Za samą grę ciężko ich jednak pochwalić, bo po strzeleniu gola cofnęli się i nie docisnęli słabego rywala. Wynik tego meczu nieco pudruje rzeczywistość. Prawda jest taka, że oddali mniej strzałów od Kadyksu, który kręci piruety na granicy strefy spadkowej.

Piłkarze Diego Simeone mecz z dużo słabszym rywalem przepchnęli kolanem. Wyszli na prowadzenie po błędzie Jeremiasa Ledesmy. Bramkarz Kadyksu obciął się konkretnie. O ile zwykle ratuje swój zespół, jest jednym z najlepszych bramkarzy drugiej część stawki, tak tym razem ustawił minę i sam w nią wdepnął. Przy próbie wyprowadzenia piłki podał Joao Felixowi i cyk 1:0. Później wyrównał Alvaro Negredo, bo Atletico w tym sezonie nie wie, jak kryć przy dośrodkowaniach.

Mecz zakończył się wynikiem 2:1, bo gola na wagę trzech punktów dla Los Rojiblancos zdobył de Paul, ale wielu kibiców czuło zażenowanie widząc decyzje arbitrów. Gdy widzi się fikołki sędziowskie, nawet nie chce się komentować aspektów piłkarskich. Gonzales Fuertes skradł show i tyle.

Najpierw pokazał zasłużoną czerwoną kartkę Reinildo, by po obejrzeniu sytuacji na monitorze podmienić czerwony kartonik na żółty. Sytuacja była jasna i klarowna. Piłkarz z Mozambiku chyba zakochał się w saneczkarstwie i skeletonie równocześnie, bo zafundował rywalowi hybrydę tych sportów. Niby sanie, ale jednak z rozbiegu.

W drugiej połowie Gonzales Fuertes miał prawo wyrzucić z boiska Carlosa Akapo, ale sytuacja została przez niego zbagatelizowana. Nawet nie pokazał żółtej kartki. Pod koniec udowodnił, że jednak można wyrzucić piłkarza za zbyt ostre zagrania. Javi Serrano z pełnym impetem wbił się w rywala i został wyrzucony z boiska. Odważna decyzja, ale czemu tej odwagi zabrakło w pierwszej połowie?

Swoją drogą Serrano ma ciekawy bilans w Primera Division. Cztery mecze, dwadzieścia minut i już czerwona kartka.

Antyreklama ligi hiszpańskiej

Mecz Getafe z Valencią był wątpliwej jakości spektaklem i strachem na wróble hiszpańskiej piłki. Dużo fauli, mało klarownych sytuacji. Jose Bordalas ocenił: Sędzia zbyt często używał gwizdka, dlatego nie było rytmu. Odważna teza. A może po prostu obie strony zagrały piach?

Blisko 40 fauli, 12 żółtych kartek i sytuacji jak na lekarstwo. Co prawda raz piłka wpadła do sieci. Mamardashvili nastrzelił w rękę Borję Mayorala, ale gola słusznie anulowano. Tyle mamy do powiedzenia odnośnie do przebiegu spotkania, które dobrze, że już za nami. 0:0. Adios.

Był to trudny mecz dla Hugo Duro. Jest tylko wypożyczony z Getafe do Valencii, a nasłuchał się dużo inwektyw. Otrzymał porcje gwizdów, pojawiały się okrzyki, że jest zdrajcą, a prawda jest taka, że jeszcze nie zna swojej przyszłości i jest szansa, że za dwa miesiące znów będzie grał dla Los Azulones.

Jedenastka 28. kolejki

Bramkarzem kolejki wybieramy Mamardashviliego, który ostatnimi czasy spisuje się wyśmienicie i Jasper Cillessen po powrocie będzie miał problemy, by wrócić do składu. Gruzin sprawił, że jego nieobecność nie była zauważalna.

Alfonso Pedraza lewą stroną ciągnął grę Villarrealu. Eric Garcia grał niezwykle pewnie w tyłach, ale imponował przede wszystkim wyprowadzeniem piłki. Możliwe, że był to jego najlepszy mecz na hiszpańskich boiskach. Obok ustawiamy Gabriela, który większość meczu grał z lekkim urazem, a mimo to był w stanie dowodzić niepewnie grającymi kolegami i naprawiać ich błędy. Dani Alves nie przestaje zaskakiwać i gra jakby miał minimum dziesięć lat mniej. Dani, kopsnij nam swój eliksir młodości.

Środek pola daliśmy dość okrojony, by nagrodzić zawodników pięterko wyżej. Dani Parejo zdobył gola dającego zwycięstwo Villarrealowi w meczu, który długo się rozkręcał. Wielu może zdziwić, że obok ustawiliśmy Luisa Millę, bo przecież jego Granada przegrała, ale występ Hiszpana był bardzo dobry. Wszędobylski, błyskotliwy, ciągle pod grą. Zasługuje na grę w lepszym klubie. Tym razem to pokazał.

Atak jest nieco improwizowany. Barcelońskie skrzydła i madryckii front. Każdy z tych zawodników zagrał dobry mecz. Konfiguracja Ferran Torres, Vinicius Jr, Karim Benzema i Ousmane Dembele raczej nie zostałaby przez żadnego trenera uwzględniona, ale nam wolno. Dali popis, więc jest nagroda.

Wątki poboczne

Piłkarze Villarrealu wyszli na murawę w koszulkach z napisem – Fuerza Albert – wspierając Alberto Moreno, którego poważna kontuzja kolana wykluczy z gry na dłuższy czas. W pierwszej połowie meczu z Celtą nie działo się wiele. Piłkarze Unaia Emery’go grali bardzo wolno, przewidywalnie. Jeszcze gorzej goście, więc widowisko było ciężkostrawne. W drugiej obie strony prezentowały się lepiej. Bramkę na wagę zwycięstwa dla piłkarzy w żółtych strojach zdobył Dani Parejo.

Granadzie nie pomogło zwolnienie Roberta Moreno. Znów przegrali. Tym razem z Elche. Kontynuują serię meczów bez zwycięstwa. Licznik wskazuje już dziesięć. W sobotę grają z bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie, Deportivo Alaves. Jeśli znów dostaną oklep, to ponownie wylądują w strefie spadkowej. Auć.

Real Sociedad spróbował wygrać mecz Mikela Oyarzabala w pierwszej jedenastce. Eksperyment się nie sprawdził, bo i tak musiał wejść na murawę przy stanie 0:0. Ostatecznie jego zespół wygrał z Deportivo Alaves 1:0 po bramce Martina Zubimendiego (środkowy pomocnik). Zdążyliśmy przywyknąć do tego, że napastnicy Imanola Alguacila nie strzelają, ale dyspozycja Isaka i Sorlotha jest już więcej niż niepokojąca. Przekraczają granicę dobrego smaku.

Na koniec krótko o Levante i Espanyolu. Grunt bardziej pali się tym pierwszym, bo zajmują ostatnie miejsce w lidze i w wielu spotkaniach tracili punkty na własne życzenie. W pierwszej części meczu obie ekipy prezentowały się, jakby to była ostatnia kolejka i mieli pewne utrzymanie. W drugiej przeważali zawodnicy Levante, ale wywalczyli tylko jeden punkt (1:1). Na domiar złego coś stało się Jorge de Frutosowi i nie był w stanie dokończyć meczu. Przyciągają nieszczęścia. Dziesięć kolejek do końca. Segunda Division coraz bliżej.

WIĘCEJ O LIDZE HISZPAŃSKIEJ:

Fot. Newspix

Redakcyjny defensywny pomocnik z ofensywnym zacięciem. Dziennikarski rzemieślnik, hobbysta bez parcia na szkło. Pochodzi z Gdańska, ale od dziecka kibicuje Sevilli. Dzięki temu nie boi się łączyć Ekstraklasy z ligą hiszpańską. Chłonie mecze jak gąbka i futbolowi zawdzięcza znajomość geografii. Kiedyś kolekcjonował autografy sportowców i słuchał do poduchy hymnu Ligi Mistrzów. Teraz już tylko magazynuje sportowe ciekawostki. Jego orężem jest wyszukiwanie niebanalnych historii i przekładanie ich na teksty sylwetkowe. Nie zamyka się na futbol. W wolnym czasie śledzi Formułę 1 i wyścigi długodystansowe. Wierny fan Roberta Kubicy, zwolennik silników V8 i sympatyk wyścigu 24h Le Mans. Marzy o tym, żeby w przyszłości zobaczyć z bliska Grand Prix Monako.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

2 komentarze

Loading...