Wpadka mistrzów Niemie… a nie, jednak nie

Antoni Figlewicz

Opracowanie:Antoni Figlewicz

25 kwietnia 2026, 18:02 • 2 min czytania 5

Reklama
Wpadka mistrzów Niemie… a nie, jednak nie

Czy Vincent Kompany dał trochę odpocząć swoim najlepszym piłkarzom przed półfinałem Ligi Mistrzów? Tak, dał. Czy to jednak usprawiedliwia fakt, że Bayern Monachium już do przerwy przegrywał w Moguncji 0:3? Nie, nie usprawiedliwia. Cóż jednak z tego, skoro Bawarczycy w kraju nie mają sobie równych i postanowili dać tego dnia wielki popis

Reklama

Rzadko ktokolwiek wraca do meczu, w którym dostawał już w trąbę trzema bramkami. A jeśli już wraca, to wiedz, że zdarzyło się coś niesamowitego. W tym wypadku ową niesamowitością było wprowadzenie w przerwie dwóch piłkarzy, którzy dostali od trenera zadanie ratowania wyniku. I poradzili sobie koncertowo.

Wielki powrót Bayernu w Moguncji. Mógł być blamaż, jest efektowne zwycięstwo

Do przerwy wyglądało to bardzo źle, z perspektywy mistrzów Niemiec nawet kompromitująco. 0:3, gra wyjątkowo niemrawa, okazji bramkowych jak na lekarstwo, a rywale nad wyraz spokojni. Vincent Kompany nie miał jednak zamiaru odpuścić tego meczu całkowicie, więc w przerwie posłał do boju dwóch najlepszych piłkarzy, siedzących wcześniej na ławce rezerwowych. Harry Kane i Michael Olise zrobili robotę – zdobyli po golu, kolejnego dorzucił wchodzący na murawę nieco później Jamal Musiala, a czwartym do brydża okazał się grający od początku Nicolas Jackson. Z 0:3 do 4:3, niezły wyczyn.

Reklama

Tym samym Bawarczycy zamiast zawstydzającej porażki wygrali po raz kolejny i udowodnili, że w Bundeslidze mogą wszystko. Mainz raczej nie musi się już martwić o utrzymanie, ale i tak gospodarze powinni pluć sobie w brodę – w tym sezonie ligowym Bayern przegrał tylko jedno spotkanie, z Augsburgiem pod koniec stycznia. Teraz mogło dojść do drugiej sensacji, lecz po raz kolejny znaleźliśmy tylko potwierdzenie tezy o absolutnej dominacji Die Roten tuż za naszą zachodnią granicą.

Cóż, oni naprawdę nie mają sobie równych.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix.pl

Reklama
5 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Barca odczarowała Coliseum, a Lewandowski w końcu z konkretem

Jan Broda
0
Barca odczarowała Coliseum, a Lewandowski w końcu z konkretem

Bundesliga

Reklama
Bundesliga

Karbownik czeka na koniec sezonu. Kownacki znalazł się w kropce

Braian Wilma
7
Karbownik czeka na koniec sezonu. Kownacki znalazł się w kropce