Reklama

Szachiści, łyżwiarze, bokserzy. Putin kocha sport, sportowcy kochają Putina

Michał Kołkowski

Autor:Michał Kołkowski

06 marca 2022, 11:37 • 16 min czytania 43 komentarzy

Jedną z podstaw wizerunkowego sukcesu Władimira Putina w Rosji jest jego przywiązanie do sportu i związanych z nim wartości. Putin nie tylko kreuje siebie na niezwykle sprawnego człowieka, ale chętnie otacza się również utytułowanymi reprezentantami rozmaitych dyscyplin sportowych. Poczynając na szachach, przez łyżwiarstwo figurowe, po boks i mieszane sztuki walki. Przygotowaliśmy listę dziesięciu słynnych zawodników, którzy w ten czy inny sposób wspierali Putina. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę część z nich milczy, odcina odbiorcom dostęp do swoich mediów społecznościowych. Ale niektórzy otwarcie fetują działania swojego prezydenta.

Szachiści, łyżwiarze, bokserzy. Putin kocha sport, sportowcy kochają Putina

SIERGIEJ KARIAKIN

Być może najbardziej odrażająca postać w tym towarzystwie.

Siergiej Kariakin to jeden z najwybitniejszych szachistów XXI wieku, od 2002 roku legitymujący się rangą arcymistrza. Urodził się zaś w 1990 roku w Symferopolu, mieście położonym na Półwyspie Krymskim. Wówczas było to jeszcze terytorium Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Potem weszło w skład niepodległej Ukrainy, a niespełna dekadę temu trafiło w szpony Federacji Rosyjskiej wskutek nielegalnej aneksji Krymu. Kariakin do grudnia 2009 roku występował w szachowych zawodach pod flagą Ukrainy, później jednak zdecydował się na reprezentowanie barw Rosji. I właśnie jako Rosjanin w 2016 roku przystąpił do meczu o mistrzostwo świata w szachach klasycznych z broniącym tytułu Magnusem Carlsenem.

Starcie zaczęło się od siedmiu remisowych partii. Z ósmej konfrontacji górą wyszedł Kariakin i wydawało się, że znalazł się na autostradzie do końcowego triumfu. Norweg zdołał się jednak odkuć, doprowadził do dogrywki i ostatecznie pokonał reprezentanta Rosji.

Reklama

Kiedy Kariakin, Rosjanin z pochodzenia, zmienił federację z ukraińskiej na rosyjską, uzasadniał to kwestiami praktycznymi. Twierdził, że w Rosji łatwiej o sponsorów i trenerów z najwyższej półki, że to bardziej przyjazny grunt dla szachistów. Politycznie uaktywnił się po aneksji Krymu w 2014 roku. Wyrósł na najzagorzalszego miłośnika Władimira Putina w środowisku szachowym. Pozował do zdjęć w koszulkach z podobizną prezydenta Rosji, publikował w mediach społecznościowych peany na jego cześć. – Popieram go we wszystkim – powiedział. – Jestem przeszczęśliwy, że przyłączył Krym do Rosji. Zawsze uważałem siebie za Rosjanina. Mówię po rosyjsku, myślę po rosyjsku, jestem rosyjski do szpiku kości, dlatego wspieram Rosję w jej działaniach.

Obecnie szachista wznosi się na wyżyny łajdactwa. Na swoim twitterowym koncie w najlepsze powiela putinowską propagandę o ukraińskich nazistach, których Rosja mężnie zwalcza, wyzwalając bratni naród z opresji. Pozwala sobie nawet na kpiny z Ukrainy.

Reklama

NIKOŁAJ WAŁUJEW

Mówiono o nim „łagodny olbrzym”, bo jest ponoć niezwykle sympatycznym facetem, ale warunkami fizycznymi budził przerażenie nawet jak na realia wagi ciężkiej w boksie. 213 centymetrów wzrostu, zwalista sylwetka, cholernie ciężkie łapy, gęsto owłosione plecy. No i twarz najgorszego zbira. Nie chcecie spotkać takiego gościa w ciemnej uliczce. Akromegalia, czyli  – uwaga, definicja – nadmierne wydzielanie hormonu wzrostu przez hormonalnie czynnego gruczolaka komórek kwasochłonnych przedniego płata przysadki mózgowej. To właśnie na skutek tej choroby Nikołaj Wałujew wyrósł na tak potężnego i niebezpiecznego mężczyznę. – Uwierzę w istnienie Wałujewa dopiero, gdy zobaczę go na żywo. W telewizji się nie liczy, Yeti też tam pokazują – mówił o Rosjaninie promotor Don King.

Na zawodowych ringach Wałujew stoczył 53 walki, z czego aż w 50 zatriumfował. Nie był ani wybitnym technikiem, ani królem nokautu, ale samą swoją olbrzymią postacią potrafił zdominować sytuację w ringu i odebrać argumenty oponentowi, nawet lepiej wyszkolonemu technicznie. W 2005 roku pokonał Johna Ruiza i odebrał mu pas mistrza świata federacji WBA. Uporał się też między innymi z Owenem Beckiem, Monte Barrettem czy podstarzałym Evenderem Holyfieldem.

Wygrali z nim natomiast Rusłan Czagajew i David Haye. Ten drugi prawie znokautował olbrzyma w finałowej rundzie, choć do dziś wielu ekspertów ma wątpliwości, czy Anglik rzeczywiście zasłużył w tym pojedynku na zwycięstwo na punkty.

Po zakończeniu kariery Wałujew miał grać w filmach, pisać wiersze, czytać Tołstoja i wędkować, ale jakoś tak wyszło, że poszedł w politykę. Z ramienia partii Jedna Rosja, stanowiącej polityczne zaplecze Władimira Putina, zasiadał w Dumie Państwowej. Po aneksji Krymu w 2014 roku oznajmił z entuzjazmem: – Wchodzimy w nową erę, zaczyna się dla Rosji wspaniała epoka. To, co się wydarzyło, odmieni bieg wydarzeń na świecie. Przyznał, że nie boi się zachodnich sankcji, bo zjednoczona Rosja zawsze będzie odporna na ekonomiczną presję. Wystawił na sprzedaż swoje posiadłości w Niemczech i w Hiszpanii.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Nikolay Valuev (@nickvaluev)

Teraz zaś udostępnił na swoim Instagramie taką grafikę.

MARAT SAFIN

Na przełomie wieków Marat Safin był naprawdę kapitalnym tenisistą. Już w drugiej połowie lat 90. zaczął odważnie pukać do ścisłej światowej czołówki, ale jego największe sukcesy nadeszły nieco później. W 2000 roku zdobył swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł, pokonując legendarnego Pete’a Samprasa w finale US Open. Pięć lat później dołożył też do kolekcji triumf w Australian Open. W finałowym starciu okazał się lepszy od faworyta lokalnej publiczności, Lleytona Hewitta.

Mimo tak wielkich osiągnięć, na nazwisko Safina często można się natknąć w zestawieniach największych zmarnowanych talentów w dziejach tenisa. Rosjanin nie stronił bowiem od imprez, nie był tytanem pracy, no i często łapał kontuzje. Do tego dodać trzeba jego trudny charakter, skłonność do mentalnych kryzysów.

Ale co w 2005 roku sprał Rogera Federera w Australii, to jego.

Aż dziw bierze, że taki lekkoduch znalazł dla siebie miejsce w polityce. Ale Safin w 2011 roku został deputowanym do Dumy Państwowej z list putinowskiej Jednej Rosji. Jako gorliwy muzułmanin, w parlamencie zajmował się nie tylko zagadnieniami sportowymi, ale i problemami grup wyznaniowych. W 2014 roku pojawił się też na Krymie, by celebrować aneksję półwyspu wespół z Władimirem Władimirowiczem i całą rzeszą rosyjskich polityków.

Trzy lata późnij złożył mandat, politykowanie mu się znudziło. Ale wciąż pozostaje aktywny jako myśliciel, na przykład ma sporo do powiedzenia na temat szczepionek. – Oni przygotowują cały świat na “chipizację”. Już w 2015 roku Bill Gates ostrzegał, że dojdzie do pandemii i mówił, że następnym wrogiem cywilizacji będzie wirus, a nie nuklearna wojna. Zrobili symulację na forum ekonomicznym w Davos i wiedzieli, co będzie dalej. Bill Gates niczego nie przewidział – po prostu wiedział. Sytuacja z koronawirusem nie jest taka, jak przedstawiają to media, ale ludzie wolą wierzyć w horrory, które widzą w telewizji – tłumaczył Safin. – Niektórzy wierzą, że nasza cywilizacja wkrótce dobiegnie końca. Nie jestem jedną z tych osób – uważam, że wkrótce będziemy wszyscy biegać z chipami. (…) Światem tak naprawdę rządzą ważniejsi ludzie niż ci których postrzegamy jako liderów i w każdej chwili z łatwością mogą to wszystko odwrócić. Nazwijcie to gabinetem cieni albo jak chcecie, ale sądzę, że po prostu nie zdajemy sobie sprawy z ich istnienia.

ALEKSANDR POWIETKIN

Aleksandr „Sasza” Powietkin to niewątpliwie jeden z najwybitniejszych bokserów w dziejach wagi ciężkiej, który nigdy nie został pełnoprawnym mistrzem świata. Rosjanin jest złotym medalistą olimpijskim, na zawodowych ringach również odniósł mnóstwo efektownych i prestiżowych triumfów, ale po najcenniejszy tytuł sięgnąć mu się nie udało. W 2013 roku poległ w starciu z Władimirem Kliczką, pięć lat później poskromił go Anthony Joshua. Ale na rozkładzie Powietkina znajdują się takie sławy jak Rusłan Czagajew, Marco Huck, Dillian Whyte czy Hasim Rahman. Zabrakło tylko kropki nad i.

Jego pojedynek z Kliczką przyciągnął przed telewizory około 50 milionów widzów w Rosji i na Ukrainie.

Dzisiaj Kliczko i Powietkin ponownie stoją w przeciwnych narożnikach. Władimir u boku brata walczy o niepodległość Ukrainy, broni Kijowa, natomiast „Sasza” popiera rosyjską inwazję na sąsiedni kraj. Przyznał to wprost, na samym początku wojny. – Słowianie byli eksterminowani w Donbasie – stwierdził. – Siła jest w prawdzie. Słynne słowa Siergieja Bodrowa dziś wyrażają to, co dzieje się w Ukrainie. Walczyliśmy za prawdę te wszystkie lata. Dlatego popieram decyzje prezydenta, by walczyć w obronie zwykłych ludzi, zwalczyć nazizm. Każda wojna ma swój koniec. Oby koniec tej nadszedł w najbliższych dniach.

Powietkin jest głęboko zanurzony w mitologii ludów słowiańskich. Na szyi nosi wisior z podobizną „Peruna”, a na bicepsie ma tatuaż z gwiazdą Swaroga. Bokserską karierę już zakończył, ale kiedy wychodził do ringu, niezmiennie towarzyszył mu utwór „Ruś” autorstwa Nikołaja Jemielina.

ALEKSANDR KARELIN

Aleksandra Karelina żadnemu sympatykowi sportu przedstawiać chyba nie trzeba. Absolutny gigant zapasów w stylu klasycznym, najpewniej najwybitniejszy zawodnik w dziejach tej dyscypliny. Złoty medalista olimpijski z Seulu, Barcelony i Atlanty; srebrny z Sydney. Dziewięciokrotny mistrz świata. Był tak dobry, że w pewnym momencie zaczęto mu zarzucać, iż jest wytworem jakiegoś skomplikowanego eksperymentu biologicznego, a nie człowiekiem z krwi i kości.

Pomniejszych sukcesów nie ma sensu wyliczać. – Ma posturę niedźwiedzia. Długie, sięgające kolan ręce, dłonie jak bochny i pierś gladiatora. Jego przeciwnicy mówią, że gdy znajdą się w żelaznym uścisku Karelina, czują się jak w rękach opatrzności. Gdy podaje na przywitanie ogromną dłoń, robi to delikatnie, jakby nie chciał zrobić krzywdy. Na szerokiej twarzy siłacza z Nowosybirska pojawia się łagodny uśmiech zachęcający do rozmowy. Karelin i w tym jest mistrzem. Ukryty za maską żartu, półsłówek i niedomówień, tak jak na macie, szanując przeciwnika, mówi, co chce – opisał Rosjanina niezawodny Janusz Pindera.

Karelin do polityki wszedł jeszcze w latach 90., trafił pod szyld Jednej Rosji. Stał się jednym z zaufanych ludzi Władimira Putina, po drodze zdobywając wyższe wykształcenie i obycie na salonach. Dzisiaj należy do najbardziej prominentnych działaczy partii, aktywnie uczestniczył w akcjach propagandowych, mających na celu uzasadnienie przed społeczeństwem zbrojnej interwencji w samozwańczych republikach Ługańska i Doniecka oraz napaść na Ukrainę. – Uznanie niepodległości republik było nieuniknione, podobnie jak operacja specjalna na ich terenie – mówił przed sześcioma dniami – Trzeba zrozumieć, że tym ludziom osiem lat temu odmówiono posługiwania się językiem rosyjskim. Odmówiono im zwierzchności Patriarchy Moskiewskiego. Burzono pomniki. Ci ludzie mają prawo tego wszystkiego bronić. Widziałem w Donbasie kopce, wielkie masowe groby. To nasza wspólna sprawa. Chronimy tam naszych ludzi.

W lutym tego roku spotkaniem z Karelinem chwalił się też na oficjalnych stronach rządowych Aleksandr Łukaszenka.

Naszym głównym celem jest utrzymanie pokoju. Ochrona ludności uznanych obecnie republik, Doniecka i Ługańska, przed ostrzałem osiedli mieszkaniowych, ciągłymi nalotami na ich terytorium przez siły zbrojny Ukrainy. Ale też przez różne inne formacje wojskowe, bataliony nacjonalistyczne. To wszystko dzieje się tam od ośmiu lat – to z kolei wypowiedź Karelina sprzed dziesięciu dni. Sam Putin by się jej nie powstydził.

ROMAN KOSTOMAROW

Łyżwiarstwem figurowym w Polsce pasjonuje się stosunkowo niewiele osób, nie jest to niewątpliwie nasz sport narodowy. W Rosji wszakże wygląda to nieco inaczej, mają tam naprawdę wielkie tradycje olimpijskie w tej właśnie dyscyplinie. Wspaniałym dorobkiem może się pochwalić między innymi Roman Kostomarow, który w parze tanecznej z Tatjaną Nawką (aktualnie żoną Dmitrija Pieskowa, rzecznika prasowego Władimira Putina) sięgnął po złoto na Igrzyskach Olimpijskich w Turynie, a także dwa złote medale na mistrzostwach świata i trzy na mistrzostwach Europy.

Kostomarow to enfant terrible środowiska. Awanturnik, imprezowicz, kobieciarz. Jedna z jego eks-partnerek wspominała, że podczas zawodów w Petersburgu niesforny łyżwiarz pojawił się na lodowisku pijany i nie tylko nie był w stanie wykonać zaplanowanego programu, ale w ogóle alkoholowe otumanienie odebrało mu umiejętność jazdy na łyżwach, więc musiał doczołgać do band okalających taflę. Wszystko na oczach publiczności, również telewizyjnej. – Byłem młody, przeceniłem swoje możliwości. Dzień wcześniej trochę wypiłem, nie doceniając, jak wielkie spustoszenie może uczynić kac – usprawiedliwił się Rosjanin.

Jeśli zaś chodzi o poglądy polityczne, trudno o bardziej wiernego wyznawcę Władimira Władimirowicza.

W trakcie inwazji na Ukrainę Kostomarow regularnie publikuje w swoich mediach społecznościowych słowa wsparcia dla polityki prezydenta. Jego zdaniem Rosja nigdy nikogo nie zaatakowała, a teraz jej wojska po prostu stoją na straży pokoju na Ukrainie i ratują z opresji cierpiących obywateli.

JELENA ISINBAJEWA

„Caryca tyczki”. Pseudonim, który mówi wiele. Jelena Isinbajewa na początku XXI wieku była absolutnie nieuchwytna dla rywalek, walczyła w innej lidze niż reszta skoczkiń o tyczce. W 2004 i 2008 zdobywała złoto na Igrzyskach Olimpijskich. Jest też wielokrotną mistrzynią świata i Europy. Jako pierwsza kobieta pokonała poprzeczkę zawieszoną na poziomie pięciu metrów. Ostatecznie ustanowiła niepobity do dziś rekord świata – 5 metrów i 6 centymetrów.

W sierpniu 2013 roku Rosjanka w rozmowie ze szwedzkimi mediami poparła politykę rządu Władimira Putina, zakazującą promocji homoseksualizmu wśród nieletnich. – Uważam, że zgodnie z tradycją mężczyźni żyją z kobietami, to wynika z historii. Ruch olimpijski i takie sprawy jak nietradycyjne związki to są dwie różne rzeczy i nie powinny być ze sobą łączone – orzekła. Potem stwierdziła, że miała coś innego na myśli, ale kiepsko zna angielski i źle się wyraziła. Isinbajewa z wściekłością reagowała również na kary nałożone na Rosję za stosowanie systemowego dopingu wśród sportowców. Ona sama straciła zresztą szansę na występ na igrzyskach w Rio de Janeiro. – To pogwałcenie praw człowieka – stwierdziła. – Każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie. Na każdego sportowca trzeba spojrzeć inaczej. Kto przyjmował doping, kto był zdyskwalifikowany, powinien odpowiedzieć za swoje przewinienia. Proszę rozliczać trenerów, lekarzy czy zawodników, którzy stosowali doping, a nie wszystkich traktować jednakowo. Dlaczego mamy za nich cierpieć?

W 2020 roku Duma Państwowa zaakceptowała zmiany w konstytucji, umacniające władzę prezydencką w kraju i pozwalające Władimirowi Putinowi na zachowanie rządów na dłużej. Isinbajewa należała do tak zwanej „grupy roboczej”, która pracowała nad zmianami prawa. Trudno jednak podejrzewać, by spostrzeżenia Rosjanki były szczególnie istotne dla kształtu rosyjskiej ustawy zasadniczej. Isinbajewa zdobyła się nawet na wyznanie, że po raz pierwszy przeczytała konstytucję w momencie, gdy zaczęła prace nad jej reformą.

Teraz rozumiem, jak ważny to dokument – oznajmiła.

CHABIB NURMAGOMIEDOW

29 walk w formule MMA, 29 zwycięstw. Już ten bilans mówi wiele.

W pokonanym polu Conor McGregor, Dustin Poirier, Justin Gaethje czy Edson Barboza. Chabib Nurmagomiedow pożegnał się z oktagonem jako najwybitniejszy zawodnik w dziejach dyscypliny. Po jego ostatniej walce pisaliśmy: „Gdy Gaethje był cucony, Chabib leżał na macie z twarzą skrytą w dłoniach. Płakał. Po raz pierwszy walczył w oktagonie bez wsparcia ojca. Abdulmanap zaprowadził go na pierwszy trening, pracował z nim w zapasach, w sambo, jeździł na wszystkie możliwe zawody. Przyprowadził nawet niedźwiadka, z którym mały Chabib toczył sparingi. Zaszedł z nim do UFC. Ale w tym roku zmarł po zarażeniu koronawirusem. Niesamowicie zżyty z ojcem Chabib przeżył to bardzo mocno, ale chyba nikt nie spodziewał się, że popchnie to mistrza do takiej decyzji.

To była moja ostatnia walka. Rozmawiałem z mamą. Została mi tylko ona. Obiecałem jej, że to koniec – powiedział i zrzucił rękawice na matę. – Nie ma możliwości, bym wrócił do oktagonu bez taty. Dałem słowo, a to wiele dla mnie znaczy”.

Nie ma wątpliwości, że jednym z najwierniejszych fanów talentu Chabiba był sam Władimir Putin. Prezydent Rosji wielokrotnie spotykał się z mistrzem UFC, komplementował jego umiejętności i gratulował mu sukcesów. Podekscytował go zwłaszcza niezapomniany triumf nad krnąbrnym McGregorem. – Wypełniłeś swoją misję sportową. Pokazałeś, jak należy zwyciężać – honorowo i przekonująco – oznajmił Putin podczas spotkania z zawodnikiem.

Mamy zresztą do czynienia z odwzajemnioną sympatią, bo Chabib przez całe lata chętnie pokazywał się w towarzystwie Putina i podkreślał, że ma świetne relacje z prezydentem. Przed starciem z McGregorem pozwolił sobie nawet na stwierdzenie: – UFC myśli, że Conor ma władzę? Irlandczyków jest tylko jakieś sześć milionów. Ja jestem z Rosji. 150 milionów ludzi. Jeśli UFC nie da mi walki o tytuł po tym pojedynku, pokażę im, że ja mam władzę w Rosji. Jeśli nie będę walczył o tytuł na kolejnej gali, UFC nigdy nie przyjedzie do Rosji. Chciałem pozostać skromny, ale muszę mówić, bo wasz gość gada za dużo.

Chabib jest również pupilkiem Ramzana Kadyrowa. „Dla Kadyrowa MMA to sposób na wzmocnienie w Czeczenii pojęcia męskości. Płaci sowicie, młodzi adepci MMA mogą liczyć na stypendia. Przez pewien czas blisko współpracował z Chabibem Nurmagomiedowem. Chabib odwiedzał ośrodki treningowe w Czeczenii, został honorowym obywatelem kraju, otrzymywał kosztowne podarki (m.in. luksusowe auta). Teraz ulubionym zawodnikiem Kadyrowa jest Chamzat Czimajew”.

Inwazja na Ukrainę? Na razie Chabib udaje, że tematu nie ma.

JEWGIENIJ MAŁKIN

Jewgienij Małkin to gwiazda światowego hokeja. Kilkanaście lat temu trafił do amerykańskiej ligi NHL, wybrany w drafcie przez ekipę Pittsburgh Penguins, i od tamtego czasu aż siedmiokrotnie nominowano go do Meczu Gwiazd. Był też wybierany do najlepszej drużyny rozgrywek NHL. Małkin niejednokrotnie błyszczał zresztą umiejętnościami również w drużynie narodowej, z którą dwukrotnie sięgnął po mistrzostwo świata (w 2012 i 2014 roku). Uchodzi za gracza skupionego na ofensywie. – On po prostu cały czas chce mieć krążek – przyznał James Neal, eks-gracz „Pingwinów”.

Rosjanin trzykrotnie wywalczył Puchar Stanleya.

Polityczne zapatrywania Małkina znane są od lat. – Znam Putina, spotkałem go parokrotnie. Graliśmy razem w hokeja, to niesamowite. Widać, że często grywa, pewnie kilka razy w tygodniu. Nie rozumiem, dlaczego Amerykanie go nie lubią. Nie mam zamiaru czytać wszystkiego na jego temat, po prostu go popieram.

ALEKSANDR OWIECZKIN

A skoro przy hokeju jesteśmy, to nie sposób nie wspomnieć o tym jegomościu.

Aleksandr Owieczkin to jeden z najwybitniejszych strzelców w dziejach NHL. Gracz zwany „The Great Eight” wprawdzie tylko raz zwyciężył w Pucharze Stanleya – w 2018 roku jego Washington Capitals pokonali Vegas Golden Knights – ale lista indywidualnych wyróżnień Owieczkina jest znacznie, ale to znacznie dłuższa. Tak naprawdę brakuje mu w dorobku tylko olimpijskiego złota. Mistrzem świata został trzykrotnie – w 2008, 2012 i 2014 roku.

Pisaliśmy o Rosjaninie: „To człowiek, który jest wręcz modelowym poplecznikiem Putina. Wystarczy rzut oka na jego Instagrama – na zdjęciu profilowym widzimy uśmiechniętego Owieczkina stojącego… obok prezydenta Rosji. Dla osób, które śledzą hokeistę od dłuższego czasu, nie jest to jednak żadnym zaskoczeniem. W 2017 roku rozpoczął on nawet społeczny ruch „Putin Team”. – Po prostu wspieram mój kraj, wiesz? Jestem stamtąd, tak samo jak moi rodzice oraz przyjaciele. Tak jak ludzie z innych nacji – oni wspierają swojego prezydenta – mówił wówczas. Co najlepsze – Owieczkin tłumaczył, że nie jego działania nie mają nic wspólnego z polityką. Używał słów jak „punkt widzenia”, „uczucia”, wspominał, jak blisko sportu od zawsze znajdował się Putin. I że nieważne, jaką dyscyplinę reprezentuje Rosjanin, zawsze może liczyć na wsparcie prezydenta. Generalnie – wszystko podchodziło wręcz pod propagandę, budowanie wizerunku „nieskazitelnego wodza”.

Rosyjskiego hokeistę z Putinem łączą zresztą bliższe relacje. Otrzymał od niego prezent ślubny (ozdobny zestaw do parzenia herbaty), a na samej ceremonii odczytywał list, który prezydent mu wysłał. Przy innych okazjach wspominał też, jak ważne jest dla niego reprezentowanie swojego kraju. Przed tym, jak NHL ogłosiło, że nie wyśle swoich zawodników na igrzyska w Pjongczangu, Owieczkin zaznaczał, że pojawi się na olimpijskiej imprezie „niezależnie od okoliczności”. Ale ostatecznie oczywiście na igrzyska nie poleciał – bo musiałoby wiązać się to z zerwaniem wielomilionowego kontraktu z Capitals”.

Co miał zatem miłośnik Władimira Władimirowicza do powiedzenia po inwazji na Ukrainę?

– To trudna sytuacja. Mam rodzinę w Rosji, to są przerażające czasy. Ale nic nie możemy zrobić. Musimy wierzyć, że to się wkrótce skończy i wszystko będzie dobrze. Proszę, nigdy więcej wojny. Bez różnicy, kto bierze w niej udział – Rosja, Ukraina, inne państwa. Musimy żyć w pokoju. […] Putin? Cóż, on jest moim prezydentem. Ale tak jak mówiłem, nie siedzę w polityce. Jestem sportowcem, i wiecie, mam nadzieję, że wszystko wkrótce się zakończy.

***

W mniejszym bądź większym stopniu wsparcie dla Putina lub zaangażowanie w rządowe przedsięwzięcia deklarowali również: Irina Rodnina (wybitna łyżwiarka figurowa, członkini partii Jedna Rosja); Anatolij Karpow (12. mistrz świata w szachach, sympatyk Putina, ostatnio odmówił podpisania wspólnego apelu rosyjskich szachistów o zaprzestanie inwazji na Ukrainę); Jewgienij Pluszczenko (złoty medalista olimpijski w łyżwiarstwie figurowym, ledwie kilka tygodni temu chwalił się na Instagramie, że otrzymał od Putina życzenia noworoczne), Sofja Wielika (szablistka wielokrotna mistrzyni olimpijska, pięć dni temu celebrowała na instagramowym koncie Dzień Obrony Ojczyzny i dziękowała żołnierzom na ich siłę i odwagę); Dienis Lebiediew (bokser, były mistrz świata federacji IBF i WBA w kategorii junior ciężkiej, w mediach społecznościowych zagrzewa do boju rosyjskie wojska). I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Listę można ciągnąć, uzupełniając ją zwłaszcza o sportowców pamiętających jeszcze czasy Związku Radzieckiego.

No i nie sposób nie wspomnieć o Alinie Kabajewej – gimnastyczce artystycznej, od lat przedstawianej w mediach jako partnerka Władimira Putina i nieoficjalna pierwsza dama Federacji Rosyjskiej. Przez lata Kabajewa zasiadała w Dumie Państwowej, potem trafiła do władz Narodowej Grupy Medialnej.

CZYTAJ WIĘCEJ O ROSJI I INWAZJI NA UKRAINĘ:

fot. FotoPyk / NewsPix.pl

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

Kontrowersje w Premier League. Klub oskarża sędziego o stronniczość

Damian Popilowski
0
Kontrowersje w Premier League. Klub oskarża sędziego o stronniczość
Ekstraklasa

Nudna Legia, słabiutki Śląsk. Jeżeli ktoś usnął, w pełni go rozumiemy

Jakub Radomski
11
Nudna Legia, słabiutki Śląsk. Jeżeli ktoś usnął, w pełni go rozumiemy

Weszło

Inne kraje

Życie i śmierć w RPA. Dlaczego czarni są rozczarowani wolnością i partią Mandeli?

Szymon Janczyk
64
Życie i śmierć w RPA. Dlaczego czarni są rozczarowani wolnością i partią Mandeli?
Polecane

Aleksander Śliwka: Po igrzyskach czułem się, jakbym był chory. Nie mogłem funkcjonować [WYWIAD]

Jakub Radomski
4
Aleksander Śliwka: Po igrzyskach czułem się, jakbym był chory. Nie mogłem funkcjonować [WYWIAD]
Ekstraklasa

Droga Kapralika wiedzie przez Górnika. „Może być wart więcej niż 10 milionów euro”

Jakub Radomski
10
Droga Kapralika wiedzie przez Górnika. „Może być wart więcej niż 10 milionów euro”

Komentarze

43 komentarzy

Loading...