Reklama

Saul i Chelsea? Widzieliśmy lepsze związki

Paweł Ożóg

Autor:Paweł Ożóg

03 lutego 2022, 13:17 • 7 min czytania 5 komentarzy

Podejmowanie ostatecznych decyzji na wariata, w godzinach nocnych jest ryzykowną strategią, która może odbić się czkawką. Coś o tym wie Saul Niguez, którego wypożyczenie do Chelsea ogłoszono kilka minut po północy, już po zamknięciu letniego okna transferowego. Sam piłkarz przyznał po czasie, że parafował umowę z The Blues o 23:57. Z perspektywy czasu ta godzina raczej nie kojarzy mu się dobrze.

Saul i Chelsea? Widzieliśmy lepsze związki

Pewnie pomyślał, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Saulowi raczej szampan nie wystarczy, by zapić wszystkie smutki wynikające z grzania ławy na Stamford Bridge. Zapewne jest dość wygodna, dobrze wyprofilowana i otrzymuje za jej podgrzewanie więcej niż większość społeczeństwa, ale chyba nie taki był plan.

Zamienił zespół mistrza Hiszpanii na maszynę Thomasa Tuchela, która zdominowała Ligę Mistrzów. Na papierze mógł uznać taki ruch za awans sportowy, ale na końcu tego zdania należało postawić gwiazdkę. Saul nie wyjeżdżał z Hiszpanii jako wielka gwiazda lub misjonarz, który nauczy angielskie zespoły czegoś nowego i zacznie wszystkich rozstawiać po kątach. Poza tym najpierw musiałby wygrać rywalizację o miejsce w składzie The Blues, a na jego pozycji gra duet, który trzeba mieć na uwadze podczas tworzenia rankingów dziesięciu najlepszych piłkarzy świata.

Zanim Saul trafił do Chelsea Londyn

Uczciwie trzeba przyznać, że Atletico Madryt zaczęło go uwierać i szukał dopływu świeżego powietrza. Nigdy nie osiągnął poziomu, który mu wróżono. Oczywiście miewał przebłyski, miał ich nawet sporo, ale z biegiem lat stał się po prostu solidnym rzemieślnikiem i zadaniowcem. Złośliwi mówili, że zapchajdziurą. Mocne słowa, ale czy tak dalekie od prawdy?

Reklama

Saul przez lata obskoczył większość pozycji. Lewa pomoc, prawa pomoc, defensywny pomocnik, środkowy pomocnik, lewa obrona, prawa obrona i wahadła. Te pozycje nie były mu obce.

Dialog z Diego Simeone mógł wyglądać następująco:

– Są braki takie i takie, zagrasz?

– OK.

To mu się znudziło, zbrzydło i pojawiał się zgrzyt na linii Saul — Diego Simeone. Ambicje zawodnika zaczęły brać górę.  Nie chciał już być jednym z wielu. Chciał stać się kluczową postacią, która może pozwolić sobie na nieco więcej niż nowi zawodnicy albo ci z małym stażem. Nie był już też młokosem. W 2021 obchodził 27. urodziny. Czas zaczął uciekać mu przez palce, ale jego kariera jakoś nie nabierała tempa.

Nie być jak Koke

W ostatnim sezonie znów często grał na boku, ale liczby wykręcał grając w środku pola. Przestał gryźć się w język i coraz częściej narzekał. Uważał, że inne pozycje odbierają mu atuty i przez to nie czuje się komfortowo. Niektórzy prosili go, by miał tyle pokory, ile ma Koke, ale to go jeszcze bardziej irytowało. Koke jest symbolem poświęcenia dla zespołu kosztem własnych ambicji. Saul tak nie chciał. Albo inaczej — znudziła mu się taka wizja.

Reklama

Kilka lat temu o Saula często pytały najsilniejsze europejskie kluby, bo tylko takie były bowiem w stanie spełnić oczekiwania finansowe piłkarza. Atletico nigdy nie żałowało na niego grosza, więc długo jego skłonność do odejścia była na stosunkowo niskim poziomie. Hiszpańskie media przed laty pisały o zainteresowaniu ze strony Juventusu, Bayernu Monachium, czy Paris Saint-Germain, ale nic z tego nie wyszło.

Klauzula odstępnego Saula wynosiła 150 milionów euro, ale nikt przy zdrowych zmysłach, by tyle za niego nie zapłacił. Nie jest złym zawodnikiem, ale nigdy nie był wart takich pieniędzy. Swego czasu Transfermarkt wyceniał go na 90 milionów, co i tak było kosmicznym wynikiem. Od tego momentu minęły trzy lata i dziś wcześniej wspomniany portal wycenia go na 35 milionów, ale cena zapewne spadnie.

Na wariackich papierach

Roczne wypożyczenie do Chelsea nie było wcale łatwe do zrealizowania, bo dogadać musiały się ze sobą aż trzy kluby. Barcelona była w takich tarapatach finansowych, że była zmuszona pozbyć się Antoine’a Griezmanna, który powędrował na wypożyczenie do Los Colchoneros. Ci nie byliby jednak w stanie udźwignąć finansowo tej transakcji, gdyby w klubie wciąż pozostał Saul. W grę wchodziła więc wymiana na Saula za Griezmanna, o czym Hiszpan dowiedział się od dziennikarzy i to go strasznie bolało.

Zdał sobie sprawę, że to nie on rozdaje karty. Dodatkowo fani Chelsea zaczęli do niego wypisywać, zaczęli gratulować transferu, który jeszcze wtedy był w powijakach. Ostatecznie The Blues dogadali się z Los Colchoneros i wszystkie puzzle zaczęły do siebie pasować. Decyzja należała do piłkarza. Mógł przecież się nie zgodzić. Ryzyko było duże. Na ostatnią chwilę i w takich okolicznościach raczej nie sprowadza się zawodników, którzy mają odgrywać rolę, której oczekiwał Hiszpan.

Po transferze Saul zapowiedział, że odszedł w poszukiwaniu szczęścia. Obawiał się tylko o adaptacje najbliższych. Uważał, że na boisku sobie poradzi i pokaże wszystkim nowego, lepszego Saula.

Flop. Smutek. Nieporozumienie

Atletico przestał się czuć komfortowo, ale prawdziwe wyjście ze strefy komfortu zaliczył dopiero w Chelsea. Nagle wszystko było inne. Szybko zatęsknił za rutyną, której doświadczył na Estadio Vicente Calderon, a następnie na Estadio Wanda Metropolitano. Tam znał każdy cal klubowych korytarzy, znał wszystkie dziwactwa trenera i tajemnice klubu. Wiedział, na co sobie może pozwolić i w razie kłopotów mieć argument w postaci wieloletniego stażu. Niby drobiazg, ale znaczący.

Kilka dni temu udzielił wywiadu, w którym usprawiedliwia swoje niepowodzenia. Saul zwraca uwagę na dwa główne aspekty różniące Atletico od Chelsea:

– Najlepszym przykładem pokazującym różnice jest krycie, ponieważ tutaj chodzi o krycie indywidualne. W Atletico kryliśmy strefowo, więc jeśli twój partner szedł do przodu, zamykałem przestrzeń z tyłu. Tutaj nie zamykasz przestrzeni, tylko skupiasz się na konkretnym zawodniku. Więc było to dla mnie zupełnie inne i dość trudne, bo nie mogłem zrobić tego, czego chciał ode mnie trener. Mam szczęście, że Thomas mówi bardzo wyraźnie po angielsku, z akcentem, który jestem w stanie zrozumieć.

Swoją drogą Saul, odchodząc do klubu Premier League nie znał angielskiego. Mało tego, miał traumę związaną z nauką tego języka w szkole,  ponieważ miał na pieńku z nauczycielką tego języka. Kwestie językowe na bok. Pomocnik dostrzega też różnicę w specyfice samych rozgrywek. Ameryki raczej nie odkrył, ale zobaczcie sami, co powiedział:

– W Hiszpanii gra jest bardziej taktyczna. Tutaj bardziej fizyczna i bardziej szalona. W Anglii jest mniej kontroli nad spotkaniem, a więcej gry pod publiczkę. Tutaj możesz robić rzeczy, które nie przeszłyby w LaLidze.

Wymowne statystyki

Szybko zadebiutował w nowym zespole. Nie dostał trudnego spotkania na start, ale utonął. Chelsea podejmowała na Stamford Bridge Aston Villę. Bez dwóch zdań nie był to mecz na szczycie. Raczej pojedynek z dość przeciętnym rywalem, idealnym na przetarcie. Zawiódł i nie wyszedł już na druga połowę. Zagrał tak słabo, że miesiąc czekał na kolejną szansę. Tuchel powiedział wprost, że Hiszpan sobie nie poradził. Niemca raziły błędy, które popełniał nowy zawodnik. Dla niego niewybaczalne, ale nie skreślił go. Powiedział, że po prostu potrzebuje czasu na adaptację.

Po meczu Hiszpana pocieszał Thiago Silva, później też Petr Cech, który powiedział mu, że w pierwszym meczu w Chelsea zawalił bramkę, więc głowa do góry. Saul szybko zdał sobie sprawę, że wpakował się w kłopoty. Wspomniał, że zmiana otoczenia była dla niego szokiem i to przełożyło się na jego grę.

W meczu z Watfordem obserwowaliśmy kalkę spotkania z Aston Villą. Z Wolves dostał szansę po przerwie w wyniku urazu Trevoha Chalobaha, ale też nie zachwycił, choć wypadł zdecydowanie lepiej od młodszego kolegi. Tamten nie zagrał na swojej pozycji, więc poprzeczka była wkopana jakieś pięć metrów pod ziemię.

We wszystkich rozgrywkach Hiszpan rozegrał prawie 900 minut, z czego około dwudziestu procent to minuty w lidze. Jeżeli do wymienionych wcześniej spotkań doliczymy pozostałe ogony, które rozegrał Saul w Premier League kalkulator pokaże 161 minut. Dwieście uzbierał w sierpniowych spotkaniach ligi hiszpańskiej. Nie trzeba chyba nic więcej dodawać, ale można i dodamy.

Powrót do przeszłości

– Myślę, że Saul może grać jako wahadłowy w meczach, w których będziemy dominować, bo jego mocną stroną są wejścia w pole karne. Próbujemy tego na treningach, stąd moje wrażenie, że może sobie poradzić. W którymś z następnych meczów może powinniśmy tego spróbować. – przyznał Tuchel na początku grudnia. Los bywa przewrotny. Trener Chelsea uważa, że Saul może być przydatny na pozycji, której miał dość w Atletico.

Dziś ciężko zakładać by Chelsea zdecydowała się wykupić zawodnika, który nie dał wielu przesłanek ku temu, by stwierdzono, że może się przydać. Musieliby zapłacić 40 milionów euro. W listopadzie brytyjskie media sugerowały, że The Blues zamierzają skrócić wypożyczenie pomocnika. Do tego ostatecznie nie doszło. Tuchel ostatnio pochwalił Hiszpana za jego starania i za mecz z Tottenhamem z początku stycznia, ale to kropla w morzu łez.

Na ten moment wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że po sezonie wróci do Atletico. W przerwie na kadrę poleciał do Madrytu i wpadł na trening Atletico, by spotkać się ze starymi znajomymi. Pewnie wróciły stare wspomnienia.

Kto wie może nauka, którą zbiera w Londynie, sprawi, że stanie się lepszym piłkarzem. Gdy Yannick Carrasco odchodził z Atletico, piał z zachwytu. Do euforii doprowadził go fakt, że wyszedł z koszarów argentyńskiego trenera. Po jakimś czasie wrócił do Madrytu i wrócił już jako inny człowiek, lepszy piłkarz. Może tak samo będzie z Saulem?

WIĘCEJ O CHELSEA:

Fot. Newspix

Redakcyjny defensywny pomocnik z ofensywnym zacięciem. Dziennikarski rzemieślnik, hobbysta bez parcia na szkło. Pochodzi z Gdańska, ale od dziecka kibicuje Sevilli. Dzięki temu nie boi się łączyć Ekstraklasy z ligą hiszpańską. Chłonie mecze jak gąbka i futbolowi zawdzięcza znajomość geografii. Kiedyś kolekcjonował autografy sportowców i słuchał do poduchy hymnu Ligi Mistrzów. Teraz już tylko magazynuje sportowe ciekawostki. Jego orężem jest wyszukiwanie niebanalnych historii i przekładanie ich na teksty sylwetkowe. Nie zamyka się na futbol. W wolnym czasie śledzi Formułę 1 i wyścigi długodystansowe. Wierny fan Roberta Kubicy, zwolennik silników V8 i sympatyk wyścigu 24h Le Mans. Marzy o tym, żeby w przyszłości zobaczyć z bliska Grand Prix Monako.

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

Anglia

Rudzki: Sukcesy traktowane jak porażki, normalność jako nuda. Gareth Southgate – osąd bohatera

Przemysław Rudzki
32
Rudzki: Sukcesy traktowane jak porażki, normalność jako nuda. Gareth Southgate – osąd bohatera

Komentarze

5 komentarzy

Loading...