Reklama

Lata mijają, a Tomasz Kupisz wciąż mknie przez Italię. Dwunasty włoski klub Polaka

Michał Kołkowski

Autor:Michał Kołkowski

01 lutego 2022, 09:00 • 12 min czytania 14 komentarzy

Chievo, Cittadella, Brescia, Novara, Cesena, Ascoli, Livorno, Bari, Trapani, Salernitana, Pordenone… Czy to pozycje z menu osiedlowej pizzerii? Czy to plan wycieczki śladami najsłynniejszych włoskich malarzy epoki renesansu? Nie, to lista klubów, w których występował jak dotąd Tomasz Kupisz. Mało tego, 32-latek wiosną będzie grał w drugoligowej Regginie, a zatem dopisze sobie do CV już dwunastą drużynę w Italii. Trzeba przyznać – nietuzinkowa jest to kariera.

Lata mijają, a Tomasz Kupisz wciąż mknie przez Italię. Dwunasty włoski klub Polaka

Tomasz Kupisz we Włoszech

Boczny tor w Weronie

Zaczęło się od Chievo Werona, gdzie Kupisz trafił z Jagiellonii Białystok w 2013 roku. Był wówczas 23-letnim i w sumie całkiem obiecującym zawodnikiem, miał za sobą kilka epizodów w reprezentacji kraju. Chociaż też trudno powiedzieć, żeby w polskiej Ekstraklasie wymiatał na tyle, by ktokolwiek uznawał go za pewniaka do zrobienia wielkiej kariery w mocnej, zagranicznej lidze. W sezonie 2012/13 ekipa Chievo zajęła dwunaste miejsce w Serie A, była więc typowym ligowym średniakiem. Mimo to istniały spore wątpliwości, czy polski skrzydłowy będzie pierwszym wyborem w układance trenera Giuseppe Sannino. Tym bardziej że dołączył do klubu już po starcie kolejnych rozgrywek. Wcześniej łączono go między innymi z Sassuolo oraz… Zagłębiem Lubin. „Miedziowi” ponoć mocno zabiegali o Kupisza, lecz finalnie nie byli w stanie sprostać finansowym oczekiwaniom Jagiellonii.

Chievo zapłaciło za Polaka około 300 tysięcy euro. Transfer chwalił słynny włoski dziennikarz Gianluca Di Marzio. – Wszyscy wiemy, jak funkcjonuje Chievo. Ten klub potrafi łowić na rynku piłkarzy, których cena może okazać się wyjątkowo atrakcyjna w świetle ich późniejszych występów. Mam tu na myśli Kupisza, którego pozyskanie jest niespodzianką. Gwarancją takich transferów jest osoba Giovanniego Sartoriego. Dyrektor sportowy Chievo wie, jak poruszać się po transferowym labiryncie bez zwracania na siebie zbędnej uwagi

W nowym klubie Kupisz, zgodnie z przewidywaniami pesymistów, rzeczywiście nie zaistniał. Bardzo szybko z gry wyeliminowała go kontuzja i summa summarum cały sezon przesiedział na trybunach lub na ławce rezerwowych. We włoskiej ekstraklasie zadebiutował dopiero w ostatniej kolejce. Dostał od trenera 28. minut.

Reklama

To był dobitny sygnał – nie potrzebujemy cię tutaj.

Tomasz Kupisz w barwach Chievo Werona

Przychodząc do Włoch z Jagiellonii miałem problemy z mięśniem czworogłowym, który dokuczał mi już w Polsce – opowiadał Kupisz. – Ostatnie mecze w „Jadze” rozegrałem na środkach przeciwbólowych, co było moją głupotą. W Chievo wiedzieli o tych problemach, mimo to po testach medycznych zdecydowali się na transfer. Już na starcie musiałem jednak pauzować przez miesiąc. Drużyna źle zaczęła sezon, głównie przegrywała. Nie było chęci, żeby dawać szansę niezweryfikowanemu zawodnikowi. W pewnym momencie czułem, że jestem już w formie, paliłem się do gry. W jednym meczu rozgrzewałem się nawet przez 45 minut, a i tak nie wszedłem. Później zmieniono trenera, po paru miesiącach przerwy powrócił Eugenio Corini i moja sytuacja jeszcze się pogorszyła.

Dlaczego? – Zmieniono system z 4-4-2 na 3-5-2, do którego miałem nie pasować. Rozmawiałem z Corinim kilka razy, ale nic z tego nie wynikało. W tamtym okresie zniechęciłem się do rozmów z trenerami, rzadko kiedy przynoszą jakieś efekty. Nie chcę się tu na siłę tłumaczyć. Po prostu nie widziano mnie w składzie. Zaciskałem zęby, robiłem swoje, ale niczego to nie dało. Coriniego obroniły wyniki, wywalczył utrzymanie.

Widmo powrotu

Formalnie Kupisz pozostał zawodnikiem Chievo aż do 2017 roku, czyli wypełnił cały kontrakt zawarty latem roku 2013. Jednak licznik jego występów summa summarum zatrzymał się właśnie na tych dwudziestu ośmiu minutach przeciwko Interowi Mediolan.

Reklama

Nie miałem prawa mieć nadziei na przebicie, skoro ani razu nie jechałem z Chievo na obóz przygotowawczy. To był dość jednoznaczny sygnał. Gdyby wiązano ze mną jakieś nadzieje, to przynajmniej dostałbym szansę, żeby pokazać się na którymś zgrupowaniu – przyznał otwarcie Kupisz. – Były chwile, w których miałem przekonanie, że zasługuję na szansę. Chociażby tym, że zawsze ciężko trenowałem, nigdy się nie odzywałem i nie próbowałem mącić. Z drugiej strony, nie miałem podstaw, żeby podważać decyzje Coriniego. Utrzymał Chievo również sezon wcześniej, więc stawiał na piłkarzy, którzy wtedy go nie zawiedli. Nie był przecież sabotażystą. Żadnego „trener mnie nie lubił”, „uwziął się na Polaka”. Gdybym był ewidentnie lepszy niż rywale, to ja bym grał.

Rundę jesienną sezonu 2014/15 polski zawodnik spędził jeszcze w drużynie „Latających Osłów”, bezskutecznie pracując na uznanie trenera. Skapitulował zimą 2015 roku. Trafił wówczas na wypożyczenie do drugoligowej Cittadelli, gdzie z jednej strony mógł wreszcie złapać rytm meczowy, bo na poziomie Serie B rozegrał aż 19 meczów, prawie wszystkie od deski do deski. Zdobył cztery gole i zanotował cztery asysty. Jednak Cittadella spadła do trzeciej ligi.

Kupisz stał przed poważnym dylematem. Mocno zabiegała o niego Lechia Gdańsk, biało-zieloni zaproponowali mu naprawdę przyzwoity kontrakt jak na ekstraklasowe realia. Podkulić ogon i wrócić, czy próbować dalej? Były piłkarz Jagiellonii uznał, że jeszcze nie czas na powrót. – Chciałem grać na Zachodzie, to był mój cel. Wiedziałem, że gdybym wtedy wrócił, będę miał już niewielkie szanse, żeby znów wyjechać do dobrej ligi. Wybrałem najbardziej wyboistą drogę, ale opłaciło się – wspominał. – Jeszcze raz pozostaje mi tylko podziękować Cittadelli, że zdecydowała się na taki krok. Rozpaczliwie walczono o utrzymanie, a mimo to zaufano gościowi, który przez prawie półtora roku nie grał. Drużyna ostatecznie spadła, ale pokazałem się z niezłej strony. Odżyłem.

Tomasz Kupisz w barwach Brescii

Przyzwoita postawa Kupisza w Cittadelli nie umknęła uwadze działaczy pozostałych ekip z Serie B. Sezon 2015/16 Polak spędził bowiem w Brescii. I wreszcie mógł się w Italii poczuć naprawdę komfortowo. 40 meczów w drugiej lidze. Sześć goli, osiem asyst. Spokojne utrzymanie. Choć ambicje były większe.

Trener Roberto Boscaglia w pełni mi zaufał, miałem pewne miejsce w składzie – opowiadał Kupisz. – Jedyne dwa mecze ligowe ominąłem przez kartki. Dobrze wspominam ten okres, choć nie mogę być w pełni zadowolony. Zawaliliśmy finisz, w ostatnich jedenastu meczach wygraliśmy raz, a na koniec doznaliśmy pięciu z rzędu porażek. Ja też grałem słabiej, widać to było po liczbach. W ciągu dwóch miesięcy zaprzepaściliśmy cały wcześniejszy dorobek i nawet nie weszliśmy do baraży o Serie A. Na półmetku mieliśmy świetną pozycję wyjściową, ale wiosną 2016 w dwudziestu meczach zdobyliśmy tylko 19 punktów.

Tułaczka

Wydawać się mogło, że – mimo faktycznie nie najlepszej wiosny – udany czas w Brescii zapewni Kupiszowi przepustkę do silniejszego klubu. Może nie od razu z włoskiej ekstraklasy, nie przesadzajmy, ale przynajmniej do drużyny mającej naprawdę duże szanse na awans do Serie A. I rzeczywiście, wypożyczyć Polaka spróbowało Benevento, które ostatecznie wywalczyło w sezonie 2016/17 promocję do najwyższej klasy rozgrywkowej. Kupisz wybrał jednak Novarę, mimo że ta oferowała mu mniejsze pieniądze. Podążył tam za trenerem Roberto Boscaglią, z którym tak dobrze współpracowało mu się wcześniej w Brescii.

Nie był to dobry wybór.

Najpierw Kupisz stracił okres przygotowawczy z powodu problemów z przepukliną pachwinową. Po powrocie musiał się na kilka tygodni pogodzić z rolą zmiennika. Potem przebił się do wyjściowego składu, lecz Boscaglia widział go tym razem raczej w roli wahadłowego niż skrzydłowego. Nowe wytyczne nie do końca Polakowi pasowały, prezentował się przeciętnie. I wiosną ponownie wylądował na ławce rezerwowych. A moment na kryzys formy był o tyle niefortunny, że akurat dobiegał końca jego kontrakt z Chievo. – Boscaglia przestał stosować system 4-2-3-1 i wprowadzał inne kombinacje, co dodatkowo zmniejszało moje szanse. Jesienią 2016 tylko dwa razy wystąpiłem od początku i zimą chciałem odejść. Pojawiło się konkretne zainteresowanie ze strony Carpi. Powiedziałem o tym trenerowi i dyrektorowi sportowemu. Namówili mnie jednak do zmiany decyzji, zapewniali, że będę grał więcej – przyznał Tomek.

Piątym przystankiem w jego włoskiej przygodzie okazała się Cesena – kolejny średniak z Serie B, na dodatek pogrążony w kłopotach finansowych. Piłkarze już przed sezonem zdawali sobie sprawę, że spadek do trzeciej ligi będzie równoznaczny z bankructwem klubu. Degradacji udało się jednak uniknąć. Kupisz znów grał nieźle, choć też bez przesady. Notował w sumie przeciętne liczby i obejrzał dwie bezpośrednie czerwone kartki.

Tomasz Kupisz w barwach Ceseny

Wiem, że nieraz można było mówić, że moje liczby na papierze są przyzwoite, ale nigdy nie były bardzo dobre. A gole i asysty na mojej pozycji są najlepszym wykładnikiem jakości, główne na to się patrzy – zauważył. – Cały czas staram się pracować nad tym mentalnie. Muszę być bardziej konkretny w ofensywie.

Trzeba podkreślić, że Cesena mocno w Kupisza wierzyła. Zapłaciła za niego 700 tysięcy euro, dała mu trzyletni kontrakt na świetnych warunkach finansowych. Okazało się jednak, że utrzymanie w Serie B nie wystarczyło do uratowania klubu przed finansową katastrofą. Latem 2018 roku „Bianconeri” nie otrzymali licencji uprawniającej do występów na zapleczu ekstraklasy i upadli. Polak tym samym ponownie stanął przed koniecznością znalezienia sobie klubu. Rundę jesienną sezonu 2018/19 spędził w Ascoli, ale nie zdołał na stałe wywalczyć sobie miejsca w wyjściowej jedenastce. Wiosną wylądował w Livorno i historia się powtórzyła. Początkowo grał sporo – a to na lewym, a to na prawym wahadle. Ale po bolesnej porażce 0:3 ze Spezią trener Roberto Breda posadził go na ławce.

Zdaniem Kupisza, zadecydowały kwestie zdrowotne. – Gdy przychodziłem do Ascoli, mieliśmy grać w ustawieniu 5-3-2. I tak było na początku. Potem jednak trener Vincenzo Vivarini zmienił koncepcję, w której nie widział mnie w żadnej roli i po prostu nie grałem. Uważał, że do tego ustawienia inni zawodnicy pasują bardziej. Cała historia. W Livorno sytuacja była trochę inna. Tam normalnie stosowaliśmy 3-4-1-2, szybko wskoczyłem do składu, ale po paru tygodniach doznałem kontuzji. Jeździłem na mecze, znajdowałem się w kadrze i siedziałem na ławce, ale w praktyce nie nadawałem się do występu. No i wypadłem z obiegu, wyniki generalnie były niezłe, więc później zaliczyłem jeszcze tylko parę spotkań. Był to dla mnie najgorszy okres we Włoszech.

Trzecioligowa trampolina

W 2019 roku Kupisz wylądował w Bari. Czyli w trzecioligowcu. Co pozornie można było potraktować jako całkowity zjazd, będący następstwem nieudanych miesięcy w Ascoli i Livorno. Ale sprawa nie jest taka prosta i oczywista, ponieważ Bari uchodziło za klub o sporych ambicjach.

Przedstawiono mi naprawdę świeży i ciekawy projekt – tłumaczył nam Tomek. – Klub przejął syn Aurelio De Laurentiisa, więc plany były ambitne i wszystko robiono na poważnie. Od razu, gdy Bari zgłosiło się z trzyletnim kontraktem, nie zastanawiałem się zbyt długo. Wiedziałem, ilu jest tam kibiców, jakie są możliwości klubu, jakich zawodników zaczął ściągać i co znaczy nazwisko De Laurentiis. Każdy aspekt wyglądał pozytywnie. Przychodziłem z nastawieniem, że wreszcie jestem w zespole, w którym zagoszczę na dłuższy czas. W praktyce wyszło zupełnie inaczej. Po kilku meczach zwolniony został trener, który mnie chciał i przyszedł trener Vivarini, z powodu którego odchodziłem z Ascoli. Znowu trzymał się swojego 4-3-1-2 i znów czekała mnie ławka.

No cóż. Wszystko by się udało, gdyby nie ten przeklęty Vincenzo Vivarini.

Wiosną 2020 roku Kupisz znowu był już w Serie B, tym razem na wypożyczeniu w barwach broniącego się przed spadkiem Trapani. Misja nie zakończyła się sukcesem, a więc Polak dopisał sobie kolejną degradację do kolekcji, ale indywidualnie trochę odżył. Zresztą Trapani wiosną punktowało przyzwoicie – od 25. do 38. kolejki przegrało zaledwie jedno ligowe spotkanie. – Od chwili mojego przyjścia, wywalczyliśmy 30 punktów. W tabeli za wiosnę zajmowaliśmy czwarte miejsce. Wynikowo na pewno wykonaliśmy dobrą robotę i gdyby nie odjęli nam dwóch punktów, to byśmy się utrzymali. Klub stracił je, bo spóźnił się kilka dni z wypłatami. Regulamin jest tam bezlitosny. Tych dwóch „oczek” zabrakło na finiszu, żeby zostać w Serie B. Trapani spadło i upadło.

Tomasz Kupisz dopingujący reprezentację Polski na Euro 2016

Pomimo spadku, wielkie pochwały za pracę wykonaną w Trapani zebrał trener Fabrizio Castori. Ten sam, który w 2017 roku ściągał Kupisza do Ceseny. Latem roku 2020 doświadczony szkoleniowiec objął stery w Salernitanie i pociągnął polskiego pupilka za sobą. Ze znakomitym efektem. Kupisz w nowym zespole grał bowiem sporo, a Salernitana nieoczekiwanie wywalczyła awans do Serie A. – Na pewno ten sukces zawdzięczamy przede wszystkim solidności taktycznej i defensywnej oraz dużej fizyczności. Nie graliśmy spektakularnego futbolu, był on raczej ciężki w odbiorze. Najważniejsze jednak, że dawał efekty. Na koniec tylko to się liczy – tłumaczył piłkarz. – Walka o awans była dla mnie czymś nowym. Wcześniej przeważnie walczyłem o inne cele, bo grałem w zespołach broniących się przed spadkiem lub będących w środku tabeli. Ten sukces jest więc dla mnie czymś bardzo ważnym.

To byłoby coś historycznego dla Salernitany, gdyby również w następnym sezonie występowała w Serie A. Znając trenera Castoriego, nie będzie chciał wielu zmian kadrowych i wolałby jedynie kilka korekt. Ma doświadczenie na najwyższym szczeblu i wie, czego potrzeba. Z Carpi nie udało mu się utrzymać i zapewne wyciągnął wtedy wiele wniosków – dodał Kupisz. – Są mecze, które będą miały wyjątkowy smak. Może niekoniecznie serce szybciej mi zabije, ale będą to spotkania, w których bardzo będę chciał wziąć udział po tych wszystkich latach przeprowadzek. Musiałem przebyć długą drogę, żeby się tu znaleźć.

Niestety, na marzeniach o Serie A się skończyło. Salernitana nie wykupiła Polaka.

Przed startem sezonu 2021/22 Kupisz wylądował w drugoligowym Pordenone, które – cóż za zaskoczenie! – bije się o utrzymanie w Serie B. Co gorsza, nie mógł tam liczyć na regularne występy. Stąd nie może dziwić kolejna przeprowadzka. Wiosną były gracz Jagiellonii spróbuje swoich sił w Regginie.

Piłkarz-podróżnik

Niespełna dekada występów na włoskiej ziemi i dwanaście różnych klubów. Czy to rekord? Nie zdziwilibyśmy się, zwłaszcza wśród obcokrajowców. Choć sam Kupisz przyznał na naszych łamach, że włoska kultura stała się mu już po tylu latach bardzo bliska. – Włochy podobały mi się od początku. Piłkarsko i jako miejsce do życia. Opanowałem język, swobodnie rozmawiam po włosku. Mogę stanąć przed kamerami i nie zgłupieję. Gdybym zaczynał się tu męczyć, nie związałbym się z tutejszymi klubami na tak długo. Wiadomo, że w piłce niczego nie można być pewnym, ale jestem zadowolony z tego, gdzie się znajduję.

Pokuśmy się zatem o podsumowanie włoskich przygód Tomasza Kupisza.

Jeśli chodzi o poszczególne poziomy rozgrywkowe, wygląda to następująco:

  • Serie A – 1 mecz (28 minut)
  • Serie B – 193 mecze (13273 minuty). 19 goli, 23 asysty
  • Serie C – 11 meczów (485 minut)

A teraz rzućmy okiem na dotychczasowe kluby:

  • Brescia Calcio (2015/16) – 42 mecze; 6 goli, 8 asyst
  • US Salernitana (2020/21) – 33 mecze; 3 gole, 2 asysty
  • Cesena FC (2017/18) – 33 mecze; 4 gole, 4 asysty
  • Novara Calcio (2016/17) – 28 meczów; 1 gol, 1 asysta
  • AS Cittadella (2015) – 19 meczów; 4 gole, 4 asysty
  • Trapani Calcio (2020) – 18 meczów; 1 gol, 2 asysty
  • SSC Bari (2019) – 13 meczów; 1 gol
  • Pordenone Calcio (2021) – 10 meczów; 2 asysty
  • Ascoli Calcio (2018) – 10 meczów
  • US Livorno (2019) – 9 meczów
  • Chievo Werona (2013-2017) – 1 mecz

W ujęciu geograficznym kariera Kupisza w Italii prezentuje się natomiast następująco:

W sumie – pozazdrościć. Mimo upływu czasu 32-letni obecnie Kupisz pozostaje naprawdę cenionym w Italii zadaniowcem i pewnie się to prędko nie zmieni. Zebrał mnóstwo doświadczeń, dorobił się wielu kontaktów. To cenny kapitał. Nietypowa, lecz na pewno bardzo interesująca kariera. Polak może żałować chyba wyłącznie tego, że nie udało mu się zaistnieć na najwyższym poziomie rozgrywek, ale cóż… Może po prostu zabrakło umiejętności? Tak czy owak, chcieliśmy spuentować tę opowieść życzeniem, by Kupisz wreszcie zapuścił w jakimś klubie korzenie, ale w sumie – niech będzie odwrotnie!

Tyle jeszcze klubów zostało mu przecież do obskoczenia.

CZYTAJ WIĘCEJ O POLAKACH WE WŁOSZECH:

fot. NewsPix.pl / FotoPyk

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń

Najnowsze

Piłka nożna

Komentarze

14 komentarzy

Loading...