Czy warto rozbijać bank dla Szewczenki?

Paweł Paczul

24 stycznia 2022, 12:14 • 3 min czytania

Czy warto rozbijać bank dla Szewczenki?

Trudno przesądzać, czy Andrij Szewczenko zostanie nowym selekcjonerem reprezentacji Polski, bo serial z wyborem sternika naszej kadry miał już jeden zwrot akcji – Adam Nawałka był przez niektórych już ogłaszany jako pewniak, a teraz zdaje się tracić dystans w tym wyścigu. Co natomiast już ciekawi w sprawie ukraińskiego szkoleniowca, to jego pensja, która w naszych warunkach – choć nie tylko – może okazać się gigantyczna.

Reklama

Andrij Szewczenko – zarobki

Mówi się bowiem aż o 2,5 miliona euro rocznie. Nawet jeśli założymy, że ta kwota jednak jest przesadzona i Szewczenko będzie zarabiał nieco mniej (ale czy można się spodziewać jakiejś gwałtownej obniżki, bo i na jakiej podstawie?), to wciąż byłby rekordzistą. Paulo Sousa zarabiał około 800 tysięcy euro, toteż przebitka byłaby znaczna.

Co więcej – to nie byłyby już tylko duże pieniądze jedynie w naszych realiach, ale po prostu duża kasa w realiach reprezentacyjnych. Jeśli spojrzymy na Euro 2020 to:

Reklama
  • Joachim Loew zarabiał 4,75 miliona euro rocznie
  • Didier Deschamps 4,39 bańki
  • Garry Southgate – 3
  • Stanisław Czerczesow – 2,5

Spojrzenie jeszcze szersze, bo mundialowe? Tite, który prowadził kadrę Brazylii na mistrzostwach świata w Rosji, dostawał 3,6 miliona. Znów – na te kwoty trzeba patrzeć może nie przez palce, ale rozumieć margines błędu. Natomiast i tak widać, że Szewczenko z tak wysokim kontraktem nie wskoczyłby do ścisłej elity, ale byłby bardzo dobrze wynagradzany i nie musiałby się czuć jak ubogi kuzyn, patrząc na zarobki innych szkoleniowców.

A trzeba przyznać – są to w większości jednak fachowcy dużo bardziej uznani. Choćby Joachim Loew i Didier Deschamps to mistrzowie świata, którzy wiele w tym fachu przeżyli. Szewczenko nie jest żółtodziobem, ale za nim tak naprawdę ledwie sześć lat w tej robocie. To nie jest szczególnie dużo.

Chyba większość z nas zawsze sobie wyobrażała, że jeżeli rozbijemy bank, to na trenera z naprawdę dużym nazwiskiem, ale przede wszystkim: doświadczeniem. Że ściągniemy tutaj szkoleniowca nie z pierwszej półki, to niemożliwe, oni wolą pracę klubową, ale już z drugiej? To było bardziej realistyczne. Dziś trudno Szewczenkę tak klasyfikować i nawet nie dlatego, bo go nie cenimy, ale po prostu jeszcze jest problem z jego oceną. Za nim dwie prace – jedna całkiem udana, druga kompletnie rozczarowująca. To mały materiał poglądowy, a stawka może być naprawdę wysoka.

Wydaje się, że te hipotetyczne dwie bańki zapłacilibyśmy bardziej za nazwisko, ale nie to trenerskie, tylko piłkarskie. Szewczenko wielkim zawodnikiem był i tyle, natomiast czy patrząc na jego CV, a zapominając o dokonaniach na murawie, kwota – która krąży w mediach – miałaby takie samo czy jednak mniejsze uzasadnienie?

Andrij Szewczenko – czy warto rozbijać bank?

Oczywiście znajdą się też głosy, które takiego wydatku będą bronić. Po pierwsze kontrakt ma nie być opłacony w całości przez PZPN, ale także przez sponsorów – na podobnej zasadzie działało to w przypadku Leo Beenhakkera. Po drugie federacja wysłałaby w świat sygnał, że w przyszłości jest cennym partnerem do rozmów. Da się tutaj bardzo dobrze zarobić i ponadto powalczyć o sensowny wynik sportowy, określony potencjał przecież mamy. Po trzecie wiadomo – im wyższy kontrakt, tym trudniej go zerwać. Płacąc dużą kasę Szewczence mielibyśmy większe przekonanie, że nie ucieknie jak Sousa, który oczywiście gadał o wartościach, rodzinie i tak dalej, ale poszedł do Brazylii za kasą.

No, ale trzeci argument ma też drugą stronę – jeśli Szewczenko nie wypali, to PZPN będzie miał problem. A może nie wypalić, bo znów: aż tak dobrze świat futbolu jako trenera/selekcjonera go nie poznał.

Logika podpowiada, że Kulesza może w ten sposób zaryzykować. Zagrać grubo, ale i ostro firmować swój projekt, odejść od koncepcji Bońka. Cóż, mamy nadzieję, że trafi.

CZYTAJ WIĘCEJ O WYBORZE NOWEGO SELEKCJONERA:

Fot. Newspix

Na Weszło pisze głównie o polskiej piłce, na WeszłoTV opowiada też głównie o polskiej piłce, co może być odebrane jako skrajny masochizm, ale cóż poradzić, że bardziej interesują go występy Dadoka niż Haalanda. Zresztą wydaje się to uczciwsze niż recenzowanie jednocześnie – na przykład - pięciu lig świata, bo jeśli ktoś przekonuje, że jest w stanie kontrolować i rzetelnie się wypowiedzieć na tyle tematów, to okłamuje i odbiorców, i siebie. Ponadto unika nadmiaru statystyk, bo niespecjalnie ciekawi go xG, półprzestrzenie czy rajdy progresywne. Nad tymi ostatnimi będzie się w stanie pochylić, gdy ktoś opowie mu o rajdach degresywnych.

Rozwiń

Najnowsze

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
11
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
Reklama

Weszło

Reklama
Reklama