Reklama

„Kapitan Neapol” wyrusza za ocean. To koniec pięknej ery

Kamil Warzocha

Autor:Kamil Warzocha

11 stycznia 2022, 17:10 • 7 min czytania 33 komentarzy

Marvel ma swojego Kapitana Amerykę, DC Batmana, a Napoli Lorenzo Insigne. Piłkarza-ikonę, swego rodzaju strażnika oddanego miastu. Włoch czuwał na warcie u podnóża Wezuwiusza od kilkunastu lat, pełnił wzorową służbę i niewątpliwie zasłużył na własny pomnik. Dla wielu kibiców „Azzurrich” to postać absolutnie nieodzowna, ale wszystko, co dobre, prędzej czy później się kończy i tak również będzie w tym przypadku. W czerwcu 2022 roku nadchodzi kres historii Insigne na Półwyspie Apenińskim, bo 30-latek wraz z końcem sezonu wyruszy do Toronto na podbój Ameryki.

„Kapitan Neapol” wyrusza za ocean. To koniec pięknej ery

Insigne zostawi za sobą masę wspomnień. Co ważne, nie podrzucił zgniłego jabłka na pożegnanie i sprawę postawił jasno. Kontrakt, który przedłużył w 2017 roku, wygasa w tym roku. Włoch stawia wyższe warunki, których klub nie może spełnić, więc to naturalne w tych okolicznościach, że na koniec kariery chciałby zaznać czegoś innego niż realiów ligi włoskiej. Z klubem rywalizującym w tych samych rozgrywkach by się nie związał, a sowicie opłacona przygoda w MLS jest wizją co najmniej bardzo kuszącą. Ba, w zagranicznych mediach krąży informacja, że gwiazda Napoli będzie zarabiać 15 mln dolarów rocznie przez cztery lata, co byłoby najwyższą gażą w historii ligi amerykańskiej. Do tej pory na najwięcej mógł liczyć Zlatan Ibrahimović w LA Galaxy – ponad 7 milionów w 2019 roku.

500 PLN ZWROTU BEZ OBROTU – ODBIERZ BONUS NA START W FUKSIARZ.PL!

Neapolitańska pizza Insigne jest przepyszna, ale brakuje w niej jednego składnika

Przyszłość przyszłością, ale teraz należy przede wszystkim oddać hołd osiągnięciom Insigne w Neapolu. Kilka się znajdzie, choć niestety zabrakło kropki nad „i” w postaci mistrzostwa Włoch (zostawiamy margines na sezon 2021/2022). Z reprezentacją Lorenzo może czuć się spełniony, został mistrzem Europy, acz mimo wszystko w jego głowie ma prawo pozostać pewien niedosyt. W ostatnich dekadach trofea w ekipie „Azzurrich” nie były przecież czymś na porządku dziennym.

Osobista gablota Insigne w barwach Napoli:

Reklama
  • 2013/2014 – Puchar Włoch
  • 2014/2015 – Superpuchar Włoch
  • 2019/2020 – Puchar Włoch

Po drodze wpadło jeszcze kilka wicemistrzostw (2013, 2016, 2018, 2019) i dwa brązowe medale (2014, 2017). Było zatem blisko, żeby walnie przyczynić się do najwyższego osiągnięcia w kraju, jednak po drodze zawsze czegoś brakowało. Nawet gdy za kadencji Maurizio Sarriego Napoli udało się zdobyć rekordową liczbę punktów w XXI wieku, czyli 91 w sezonie 2017/2018, Juventus i tak okazał się lepszy o cztery oczka. To był absolutny sufit tej ekipy, lecz los tak chciał, że „Stara Dama” wskoczyła wówczas na nieosiągalny poziom. Dla samego Insigne nie był to najlepszy rok, ale swoje zrobił – 8 goli i 10 asyst w Serie A piechotą nie chodzi.

Zdecydowanie bardziej szkoda sezonów, w których Lorenzo Insigne przeżywał życiową formę. Wcielał się w postrach rywali na włoskich boiskach, choć części kibiców niezaznajomionym z ligą włoską gość mierzący 163 cm wzrostu raczej nie kojarzy się z wielkim zagrożeniem. Oczywiście nic bardziej mylnego, w swojej klasie to kozak, o czym doskonale mówią liczby wykręcane przez Włocha na przestrzeni niemal dekady. W tym miejscu regularność bije po oczach.

Statystyki Lorenzo Insigne w Napoli:

  • 2012/2013: 43 mecze – 5 goli, 9 asyst
  • 2013/2014: 51 meczów – 9 goli, 11 asyst
  • 2014/2015 (zerwane więzadła krzyżowego): 28 meczów – 2 gole, 6 asyst
  • 2015/2016: 42 meczów – 13 gole, 11 asyst
  • 2016/2017: 49 meczów – 20 goli, 11 asyst
  • 2017/2018: 48 meczów – 14 goli, 13 asyst
  • 2018/2019: 41 meczów – 14 goli, 6 asyst
  • 2019/2020: 46 meczów – 13 goli, 10 asyst
  • 2020/2021: 48 meczów – 19 goli, 12 asyst
  • 2021/2022 (stan na 11 stycznia 2022): 20 meczów – 5 goli, 6 asyst

Łącznie: 417 występów – 114 goli, 91 asyst, udział przy golu średnio co 138 minut

Insigne przy całej gamie indywidualnych osiągnięć w Napoli miał to szczęście, że właściwie nigdy nie nękały go poważniejsze kontuzje. Tylko raz włoski skrzydłowy wypadł na dłużej, konkretnie środek sezonu, kiedy zerwał więzadło krzyżowe. Poza tym przytrafiały się jedynie mniejsze urazy wynikające bardziej z przeciążeń sezonem czy wymierzanych kopniaków w jego nogi. Co by nie mówić, to na pewno nie jest piłkarz, którego na boiskach obrońcy oszczędzają. Z racji swojej specyfiki, czyli chęci wożenia się z piłką po murawie, zbieranie siniaków były nieuniknione.

Z drugiej strony statystyki pokazują, że Insigne nie należy do ligowego topu pod względem wywalczonych fauli i nawet Piotr Zieliński ląduje w tej klasyfikacji zdecydowanie wyżej. Insigne był i nadal jest bowiem na tyle błyskotliwy i szybki, że potrafi uciekać przed nogami rywali. A jak już to się dzieje i Włoch znajduje się w odpowiednim miejscu, bardzo często mają miejsce rzeczy magiczne.

Reklama

https://www.youtube.com/watch?v=E4vZrtu9m1s&ab_channel=GoalZone

Za firmowym zagraniem Insigne kibice Napoli zatęsknią

Wszyscy wiedzieli, że to zrobi. Absolutnie wszyscy. Jak o tym, że Robben czy Messi zawsze schodzi na lewą nogę. Szkopuł w tym, że nikt nie wiedział, w której milisekundzie to nastąpi. Wolny kawałek boiska, odsłonięta linia strzału, cyk – rogal po długim słupku wewnętrzną częścią stopy. Z 30, 25, 20, 15, 10 metrów – nieistotne. Insigne ma „to coś”, co pozwala mu na pokonywanie bramkarzy w ten sam sposób. Konkretny rodzaj uderzenia opanował na mistrzowskim poziomie i chyba nie ma innego piłkarza w Europie, może poza Messim, który miałby podobny styl w tym aspekcie na perfekcyjnym poziomie i, co najważniejsze, przy wieloletniej regularności.

Słowo klucz: regularność. Lorenzo Insigne miał tylko dwa sezony w barwach Napoli, w których nie wypracował przynajmniej 20 bramek. Ten z kontuzją oraz pierwszy w 2012 roku. Poza tym to zawsze był gwarant jakości, ale… Cóż, istnieje też druga strona medalu. Nie można zapomnieć, że ten gość potrafił irytować. Po czasie łatwo opakować wszystkie jego bramki w highlightsy, ale po drodze zdarzała się także masa niecelnych prób. I to takich, że pod nosem można było wykrzyczeć „Lorenzo, cholera, ile można?”. Mowa o piłkarzu, który oddaje średnio 4-5 strzałów na spotkanie. To bardzo dużo.

Mimo to cesarzowi trzeba oddać, co cesarskie. Niewielu jest bowiem zawodników w Europie, którzy mieliby tak wysoki procent konwersji strzałów z dystansu. Niewielu mamy również takich, którzy w ogóle potrafią wywołać swoją stopą taką parabolę lotu piłki z konkretnego skrawka murawy (może Coutinho). We Włoszech – nikt, a w przeszłości w tamtych stronach na pewno Alessandro Del Piero.

Podział goli Insigne (w polu karnym/z dystansu) w ostatnich sezonach:

  • 2020/2021: 12/7
  • 2019/2020: 11/2
  • 2018/2019: 13/1
  • 2017/2018: 10/4
  • 2016/2017: 15/5
  • 2015/2016: 7/6

Niekiedy irytujący, ale najlepszy w swoim fachu od lat

Insigne to nie tylko gole, ale też oczywiście asysty. Włoch mieści się tuż za plecami śmietanki kreatorów w Serie A, ot, obsługiwaniem swoich kolegów nigdy nie gardził. Choćby w ostatnich dwóch sezonach stworzył łącznie 21 sytuacji bramkowych i zagrał 150 kluczowych podań. Żeby nadać temu odpowiednio tło, Luis Alberto, który gra w centralnej części boiska jako ofensywny pomocnik, dla porównania zebrał w tym czasie kolejno 31 i 186. We wcześniej kampaniach piłkarz Napoli też nie zawodził jako asystent, tylko że napastnicy nie zawsze dojeżdżali na odpowiedni poziom. 16, 12, 23, 6, 9, 12 i 5 – tyle sezon po sezonie tylko w lidze włoskiej, od 2015 roku, Insigne stwarza „setek”.

Gdy natomiast mowa o dryblingach, to zawsze była czołówka Serie A od wielu lat. Dobre liczby, wysoka skuteczność:

  • 2020/2021: średnio dwa udane dryblingi na mecz (62% skuteczności)
  • 2019/2020: półtora (54%)
  • 2018/2019: jeden (54%)
  • 2017/2018: dwa (53%)
  • 2016/2017: półtora (51%)
  • 2015/2016: jeden (54%)

Sumując to wszystko, mamy obraz kompletnego skrzydłowego, którego śmiało można nazwać najlepszym w Serie A w ostatniej dekadzie. To budzi tym większy podziw, im bardziej zdamy sobie sprawę, że Lorenzo Insigne ma takie a nie inne warunki fizyczne, które, rzecz jasna, sprawy nie ułatwiają – Naprawdę trzeba mieć ogromne umiejętności, żeby przy takich warunkach fizycznych robić różnicę i grać tak dobrze w piłkę. To nie jest łatwe. W tych czasach biegniesz z piłką metr od obrońcy, który cię popycha i lecisz na ziemię. On musi być tak szybki, żeby przed tym uciekać. Technika i siła w nogach – Lorenzo to ma – powiedział Arkadiusz Milik o Insigne na kanale Foot Truck.

Swego czasu Insigne sam miał wątpliwości, czy podoła w profesjonalnym futbolu. Martwił się o swój wzrost, wmawiano mu porażkę. Ale, jak się okazało, można. I nie będzie przesadą stwierdzenie, że to legenda Napoli. Człowiek oddany klubowi, który w przeszłości nawet nazwał swojego psa na cześć jednej z gwiazd „Azzurrich”. W pewnym momencie mógł odejść do Barcelony, bo to nie było tak, że nie budził zainteresowania potentatów w Europie. Ale został. Żył w najlepszym dla siebie miejscu, choć Napoli w okresie jego gry nie potrafiło zaznaczyć swojej obecności w Lidze Mistrzów na dłużej. Oprócz niemożności zdobycia mistrzostwa Włoch, ten fakt mógł włoskiemu zawodnikowi doskwierać.

W każdym razie, po 10 latach na poziomie seniorskim w Neapolu, jego kariera właśnie tym miejscu dobiega końca. Czy brak Insigne będzie odczuwalny? Na pewno. Nawet jeśli ktoś nie przepadał za jego typowo włoską ekspresją na boisku czy specyficznym stylem gry, szereg zasług po prostu musi docenić. Przez najbliższe miesiące on jeszcze się powiększy, neapolitański sen wciąż trwa, dlatego warto, żeby kibic Napoli się cieszył, póki może. Takich charakterystycznych, a jednocześnie profesjonalnych postaci w świecie włoskiego futbolu nie ma aż tak wiele. Najniższy kapitan w historii klubu zakorzenił się w świadomości fanów tak mocno, że niejeden za nim zapłacze.

CZYTAJ TAKŻE:

Fot. Newspix

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gra na gitarze, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” i "Weszlopolscy".

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

„Igrzyska to wyjątkowy spektakl”. Przemysław Babiarz o Paryżu, pracy komentatora i polskich nadziejach [WYWIAD]

Sebastian Warzecha
1
„Igrzyska to wyjątkowy spektakl”. Przemysław Babiarz o Paryżu, pracy komentatora i polskich nadziejach [WYWIAD]

Weszło

Piłka nożna

Włoska prasa oceniła debiut Zielińskiego. „Poruszał się swobodnie, ale nie błyszczał”

Damian Popilowski
4
Włoska prasa oceniła debiut Zielińskiego. „Poruszał się swobodnie, ale nie błyszczał”

Komentarze

33 komentarzy

Loading...