Reklama

Janasik: Nie zgrywam kozaka. Mam po prostu duże ambicje

Kamil Warzocha

Autor:Kamil Warzocha

05 października 2021, 10:40 • 12 min czytania 5 komentarzy

Kiedy Patryk Janasik przychodził do Śląska Wrocław w poprzednim sezonie, wypowiedział słowa, za które oberwało mu się od wrocławskich kibiców. „To tylko przystanek w mojej karierze” – wybrzmiał przekaz 24-latka. Okazało się, że trochę wyrwany z kontekstu. W tej rozmowie z prawym obrońcą WKS-u właśnie o tym, acz w nawiązaniu do jego ambicji, które sięgają wysoko. Mowa bowiem nawet o reprezentacji Polski. Podjęliśmy również kwestię nietypowej drogi Patryka od okręgówki do Ekstraklasy, szczerości i fałszywych ludziach, rywalizacji, zbieraniu truskawek w dzieciństwie, reagowaniu na błędy, płaczu, kontuzjach i marzeniach. Zapraszamy.

Janasik: Nie zgrywam kozaka. Mam po prostu duże ambicje

500 PLN ZWROTU BEZ OBROTU – ODBIERZ BONUS NA START W FUKSIARZ.PL!

Słyszałem, że nie przepadasz za wywiadami.

Tak, zgadza się. Nie jestem fanem wywiadów.

Dlaczego?

Prywatnie lubię dużo rozmawiać z bliskimi mi ludźmi, natomiast jeśli dasz mi kamerę przed twarz, pojawia się lekki stresik i nie zawsze mogę powiedzieć to, co tak naprawdę chce przekazać.

Przeszło mi przez myśl, że jesteś introwertykiem.

Nie, zdecydowanie nie. Bardzo lubię otaczać się ludźmi, a najbardziej takimi, z którymi mam wspólne tematy i coś dla mnie znaczą.

Reklama
Niewychylanie się pomaga w zawodzie piłkarza?

Podejrzewam, że łatwiej jest wypromować się tym, co więcej mówią i więcej pokazują się w mediach, oczywiście prezentując przy tym odpowiedni poziom piłkarski. Wychodzę jednak z założenia, że obronię się występami na boisku. Jakkolwiek to zabrzmi – chcę sprzedać się jako piłkarz, nie celebryta. Oczywiście nie mam problemu z tym, że ktoś bardzo lubi wypowiadać się w mediach. Każdy człowiek jest inny i ma do tego prawo. Ja raczej skupiam się wyłącznie na piłce.

Mówisz jak Michał Szromnik.

Rzeczywiście, może tak być. Na wyjazdach zawsze mamy wspólny pokój. Myślę, że bardzo dobrze się dogadujemy i w większości spraw się zgadzamy. Michał jest spokojnym i pracowitym facetem, który ciężką pracą dotarł na poziom Ekstraklasy. Mamy podobne podejście w tym temacie, natomiast osobowościowo jestem troszkę bardziej szalony. Jakiś czas temu graliśmy razem w Odrze Opole, potem on odszedł do Chrobrego Głogów. Kiedy przyjechali do nas na mecz, „Szromo” powiedział do mnie „Mordo, widzimy się w Ekstraklasie w następnym sezonie”. Ja na tamten moment nie miałem żadnych pewnych tematów, ale wierzyłem, że tam trafię. No i niedługo potem okazuje się, że razem jesteśmy w Śląsku Wrocław. Jak dla mnie piękna sprawa.

Szromnik: Nie szukam poklasku. Przemawiam tym, co robię na boisku (WYWIAD)

Co szalonego zrobiłeś?

Coś, co mogłoby wyjść na świat? Pomidor!

No dobra. A pamiętasz swoje słowa z wywiadu dla Śląsknetu? Powiedziałeś, że Śląsk jest dla ciebie tylko przystankiem.

To jest właśnie rzecz, o której przed chwilą rozmawialiśmy. Za te słowa troszeczkę mi się dostało.

Kibice nie lubią takich słów, ale osobiście muszę ci przyznać, że cenię takie deklaracje ze strony piłkarzy. Skoro masz duże ambicje, to będziesz skupiał się na rozwoju. To z kolei powinno przełożyć się na dobrą formę tu i teraz z korzyścią dla klubu.

Dokładnie. Każdy inaczej to interpretuje, ale przecież nie jest powiedziane, że moja postawa musi przypasować wszystkim. Nie da się wszystkich ludzi zadowolić. Uważam, że ta deklaracja nie była zła. Tylko że potem łapią cię za słówko i mówią „gość przyszedł z 1. ligi i już kozaczy”, a przecież nie o to tutaj chodzi. Mam swoje ambicje i wiem, na co mnie stać. Jeśli przez cała swoją przygodę z piłką stawiałem sobie cele, które zresztą zawsze osiągałem, dlaczego nie miałbym sobie stawiać celu tu i teraz? Staram się walczyć o swoje marzenia.

Reklama
Czyli tak to wygląda. Jak już się wychylasz, to nie owijasz w bawełnę, jesteś szczery.

Po prosto mówię to, co myślę, a ludzie różnie to odbierają. Ja skupiam się na sobie, na drużynie i dążę do celów, jakie sobie obrałem. Oczywiście są rzeczy, których nie powiem, bo nie powinny ujrzeć światła dziennego, albo dlatego, że by mi się oberwało. Czasami dziennikarze zadają trudne pytanie, z którego nie jest łatwo wybrnąć, a przecież odpowiedzieć jakoś należy. Wtedy pod wpływem chwili można palnąć jakaś głupotę i ludzie oceniają, czasami nawet na podstawie jednego zdania wyrwanego z kontekstu.

Masz czasami tak, że chciałbyś głośno wyrazić zdanie na jakiś temat, lecz po chwili myślisz sobie „może lepiej nie, jestem piłkarzem”?

Tak. Miałem taką sytuację nie raz, że komuś chciałem powiedzieć, co myślę, ale z drugiej strony wiedziałem, że to może mi zaszkodzić.

Nie każdy jest Rafałem Gikiewiczem.

Nie znam Rafała osobiście, ale on raczej nie gryzie się w język i mówi zawsze prosto z mostu. Czy to jest dobre? Nie wiem, ale szacunek za to, że mówi wprost. Nie patrzy na to, jak zostanie odebrany przez ludzi lub jakie będą konsekwencje.

Grabara: Gdyby Gikiewicz tak o mnie mówił, mógłby dostać w tubę

Gdybyście usiedli przed kamerami i mieli razem robić jakiś program, zobaczylibyśmy ciekawy kontrast.

Na pewno by to nie wyszło. Podejrzewam, że Rafał przed kamerami czuje się jak ryba w wodzie, ja niekoniecznie.

Co cię denerwuje w ludziach?

To, że potrafią poklepać cię po plecach, a tak naprawdę czekają na twoje niepowodzenia. Nie lubię dwulicowości. Fałszywi ludzie są najgorsi i takich staram się omijać szerokim łukiem.

Jesteś już pewnie na takim poziomie świadomości, że tych złych ludzi do siebie nie dopuszczasz.

Staram się żyć w środowisku, które ma na mnie dobry wpływ. Pasuje mi to, że jak jest źle, to dana osoba potrafi mi to powiedzieć prosto w oczy, a jak trzeba pomóc, to pomoże. Co do ludzi, których nie trawię – nie mówię im, że są tacy i owacy i że mają się do mnie nie odzywać. Jeśli chodzi o szatnię piłkarską, to też nie każdy musi się ze sobą dogadywać, wtedy po prostu ograniczony jest kontakt z taką osobą, ale kiedy wychodzi się na boisko, jest wspólny cel, wtedy trzeba się odciąć. Wiesz, schować urazę do kieszeni.

Nie obrażasz się, kiedy ktoś wytyka ci błąd?

Nie mam z tym problemu. Potrafię przyznać się do błędów, chyba że ktoś naprawdę się czepia i szuka dziury w całym.

Ktoś tak robił?

Były takie momenty. Kiedyś pomyślałem, żeby dać pada jednemu trenerowi, żeby mógł sobie mną sterować jak zawodnikiem w Fifie.

Choroba piłki młodzieżowej. Zabijanie kreatywności.

Właśnie. Podaj, strzelaj, nie drybluj. To jest najgorsze, zwłaszcza w młodym wieku, jeśli trener czy rodzice z boku krzyczą takie słowa. Wtedy trudno jest się skupić i nie myślisz o tym, co ty chcesz zrobić, tylko o tym, czego oni chcą. Moim zdaniem tego typu krzyki bardziej przeszkadzają niż pomagają.

Zawsze chciałeś być piłkarzem?

Tak, to było zaklepane za dzieciaka, choć miałem moment zawahania. Były osoby, które próbowały mnie przekonać, żebym grał w futsal. U mnie w mieście mamy klub w ekstraklasie, Red Dragons Pniewy. Często grałem w hali, ale stwierdziłem, że to zielona murawa jest moim powołaniem.

Doświadczenie z futsalu ci pomaga?

Był moment, że bardzo lubiłem grać na hali i jakieś nawyki zdążyłem załapać. Kiedy na treningach mamy małe gry, Dino Stiglec zawsze się ze mnie śmieje i mówi „Janas, futsal, futsal”, bo często holuję i przyjmuję piłkę podeszwą. To generalnie dobra rzecz, żeby zaliczyć inne sporty niż piłka nożna. Kiedyś angażowałem się w różne dyscypliny: grałem w koszykówkę czy siatkówkę, jeździłem na zawody lekkoatletyczne. W ten sposób można rozwinąć inne aspekty fizyczne, np. wyskok do piłki czy refleks. Wydaje mi się, że dzięki temu mogę być tu, gdzie jestem. Od dziecka byłem wysportowany, szybki i wytrzymały.

Przyznaj się: po prostu chciałeś rywalizować wszędzie, gdzie się da. Mówiłeś kiedyś, że lubisz mieć konkurencję.

Zgadza się, lubię miejsca, w których jest konkurencja. Rywalizacja napędza. Uważam, że jeśli z góry masz tzw. ,,czyste papcie”, bo na twojej pozycji nikt ci nie zagraża, to z czasem przychodzi myśl, że i tak będziesz grał w meczu niezależnie od dyspozycji w tygodniu. Wtedy istnieje możliwość, że nie będziesz się rozwijać. Kiedy jest odwrotnie i widzisz, że kolega na twojej pozycji dobrze sobie radzi, to chcesz robić to samo, ale lepiej. Jeden chce być lepszy od drugiego, dopiero coś takiego rozwija.

U trenera Magiery droga do składu poprzez rywalizację jest krótsza niż u trenera Lavicki?

Wiadomo: każdy trener ma swoją etykę pracy. Za trenera Lavicki również była rywalizacja, ale nie było tak dużych zmian jak za trenera Magiery. Akurat on daje dużo szans młodym zawodnikom, co można zauważyć, choć wpływ na to w pewnym sensie miały kwalifikacje do europejskich pucharów. Czasami wystarczy jeden mecz w rezerwach Śląska, żeby zmienić swoją sytuację. To pokazuje przykład Konrada Poprawy. Nigdy nie wiesz, kiedy nadejdzie twój czas, dlatego ciągle trzeba dawać z siebie wszystko. Szansa na występ przyjdzie, tylko trzeba ją sobie przybliżyć poprzez pozytywne nastawienie i dobrą grę.

Vitezslav Lavicka. Biała szata, ale nie bez skazy (SYLWETKA)

Swoją drogą, to był dla ciebie fajny epizod, bo jeszcze nieco ponad rok temu nie miałeś prawa sobie wyobrazić, że wyjedziesz do Izraela w innym celu niż wycieczka krajoznawcza.

Szkoda tylko, że zagrałem 24 minuty przez kontuzję. Niestety los tak chciał. Wiesz, kiedy byłem jeszcze w 1. lidze, to zawsze powtarzałem, że moim celem jest gra w Ekstraklasie. To się udało, doszły puchary – coś pięknego. Mimo że odpadliśmy w trzeciej rundzie, zebraliśmy cenne doświadczenie. To była naprawdę dobra lekcja.

Jeszcze dwa lata temu byłeś piłkarzem klubu z okręgówki. Co prawda wysyłano cię na wypożyczenia, ale nie przypominam sobie podobnej sytuacji wśród polskich piłkarzy. O co chodzi z tym, że twój transfer definitywny z Błękitnych Wronki nastąpił tak późno?

Sprawa jest prosta. Jak przyszedłem do Błękitnych Wronki, złapałem dobry kontakt z prezesem, Markiem Pogorzelczykiem. On starał się kierować moją karierą. Podpowiadał mi, żebym póki co nigdzie nie przechodził na stałe, bo nie wiadomo było, jakie będę miał szanse na dalszy rozwój. Byłem więc wypożyczany do rezerw Lecha Poznań, potem do GKS-u Bełchatów i w końcu Odry Opole, gdzie w kontrakcie miałem już zapisaną opcje pierwokupu. To wszystko było spowodowane tym, że ktoś mógłby mnie wykupić, a potem nie chcieć puścić dalej. Wiele jest takich sytuacji w polskiej piłce, kiedy ktoś nie idzie na kompromis. Wtedy robią się schody. Chodziło o to, żebym czuł się bezpiecznie i w odpowiednim momencie zaufał właściwym ludziom. Tak się stało z Odrą Opole, to był strzał w dziesiątkę. Zagrałem tam kolejny sezon, a potem przeszedłem do Śląska.

Zaliczyłeś dość szybkie skoki po kolejnych poziomach rozrywkowych.

Taki nagłówek możesz dać: „z okręgówki do ekstraklasy”! Nie zaliczyłem tylko czwartej ligi, a tak od klasy okręgowej wzwyż każdy szczebelek mam. To dało mi wiele doświadczeń. Najwidoczniej tak to musiało w moim przypadku wyglądać, jednak nie każdy musi iść modelową drogą przez akademię do pierwszego zespołu, prawda? Ja w Lechu się nie przebiłem, chociaż kto wie, co by było, gdybym został tam na dłużej. Ale nie myślę o tym. Uważam, że wykonałem wówczas bardzo dobry ruch.

Taka droga musiała nauczyć cię pokory.

Na pewno tak. Wiem, że na wszystko trzeba sobie zapracować i nic nie przychodzi łatwo.

Ostatnio masz problemy z mniejszymi kontuzjami. Wcześniej też tak było?

Jakieś urazy mięśniowe zdarzały się w GKS-ie Bełchatów, potem w Odrze też się pojawiały. Nie było jeszcze tak, żebym zagrał cały sezon nawet bez delikatnego urazu. Analizowałem to i trudno mi stwierdzić, z czego to wynika.

Słyszałem, że w związku z urazami coraz bardziej wkręcasz się w dbanie o siebie pod każdym względem.

Kiedy łapią cię urazy, człowiekowi różne myśli przychodzą do głowy. Zastanawiałem się, czy źle się odżywiam, czy mam za mało suplementacji, czy może za mało snu… W pewnym momencie szukasz powodu wszędzie, żeby w czymś się poprawić i zminimalizować ryzyko kolejnych urazów. Teraz mocno się pilnuję, robimy badania krwi w klubie, mam ustaloną dietę. Wiem, czego mi brakuje, a gdzie mam jakiś nadmiar. Inwestuję w siebie, pracuję nad tym. Nie lubię tego widoku, kiedy chłopcy trenują na boisku i przygotowują się do meczu, a ja muszę pracować z boku nad tym, żeby na to boisko wrócić. Nie jest to proste, dlatego staram się szukać odpowiedniej ścieżki, żeby tych urazów po prostu nie było. Albo było jak najmniej.

To cię przygnębia czy potrafisz wyzbywać się negatywnych myśli?

Są takie etapy, kiedy wyzbywam się smutku. Ale są też takie momenty, kiedy pierwsze skrzypce gra bezsilność, irytacja. Staram się jednak mieć chłodną głowę, bo bez niej w piłce trudno sobie poradzić.

Miałeś kiedyś tak, że kontuzja była dla ciebie jak koniec świata?

W Odrze Opole naderwałem mięsień dwugłowy. Miałem ten uraz już wcześniej, rehabilitowałem się i pojechałem z klubem na obóz do Turcji za kadencji trenera Rumaka. Spodziewałem się, że po kilku dniach będzie okej, tylko że niestety mięsień znów strzelił w tym samym miejscu. Było naprawdę słabo. Musiałem wracać do Polski, żeby przebyć te samą rehabilitację. Nie wiedzieliśmy z lekarzem, z czego to wynika i szukaliśmy przyczyny ponownego urazu. Nie ukrywam: trochę się załamałem, ale miałem w głowie, że wracam tak szybko, jak tylko się da.

Jak zaczniesz wyznawać kult pracy Piotrka Celebana, to cięższe kontuzje będą się ciebie obawiać.

Piotrek to jest terminator. Ja nie dałbym rady spędzać na siłowni tyle czasu co on!

Piłka potrafiła doprowadzić cię do łez?

Tak, zdarzało się, że płakałem i to nie raz. Nawet po tej sytuacji z Hapoelem, kiedy musiałem zejść z boiska. Emocje wzięły górę. Bałem się, że kontuzja będzie poważniejsza. To też pokazuje, jak poświęcam się piłce i ile jej zawdzięczam. Kocham to, co robię i zarabiam dzięki temu pieniądze, ale nie jestem przecież robotem, tylko zwykłym człowiekiem.

BARYLSKI: W ŚLĄSKU WIELE RZECZY BRAŁEM NA KLATĘ. SŁYSZAŁEM, ŻE JESTEM WINNY [WYWIAD]

Co w takim razie byś robił, gdyby z piłką nie poszło po twojej myśli? Wyobraź sobie uniwersum, w którym Patryk Janasik zna futbol tylko z telewizji.

Zawsze śmiałem się, że gdybym nie grał w piłkę, to jeździłbym na truskawki za granicę. Tak jak kiedyś za młodu, tylko że wtedy zbierałem wiśnie i czereśnie. Oczywiście to żart! Gdyby tak się stało, pewnie byłbym blisko piłki w innej roli. Może grałbym w futsal albo siatkówkę plażową, którą swoją drogą uwielbiam. Generalnie nie wyobrażam sobie świata bez sportu.

Może jeszcze uda ci się kiedyś pojechać na truskawki, wiesz, tak dla sportu.

Tak jak wspomniałem wcześniej – za dzieciaka trochę w polu zbierałem. Tak więc mam świadomość, co to znaczy cięższa praca fizyczna. Kiedyś to było fajne. Zbierało się owoce w polu czy na drzewach, odkładało kieszonkowe. W końcu przyszedł taki dzień, kiedy mogłem kupić upragnione buty sportowe.

W ten sposób wytwarza się szacunek do rzeczy materialnych.

Dokładnie. Zawsze staram się doceniać wszystko, co mam. Rodzice tak mnie również wychowywali i za to im dziękuję.

Jakie masz marzenia?

Najpierw chcę być w pełni zdrowy. Potem z regularnością grać dobrze i zdobyć trofeum ze Śląskiem Wrocław. W dalszej przyszłości wyjechać za granicę do poukładanego klubu, w którym dalej mógłbym się rozwijać. Nie będę też ukrywał, że jednym z moich marzeń jest gra dla reprezentacji Polski, choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie będzie to proste. Teraz muszę sprawdzić się na polskich stadionach, tu zacząć się wyróżniać. Robić krok po kroczku. To tyle, jeśli chodzi o marzenia sportowe. Najważniejsza jednak jest rodzina, chciałbym mieć zdrową i kochającą rodzinę. A co będzie – przyszłość pokaże. Na pewno jednak będę walczyć o swoje marzenia i wierzę, że każde z nich uda się odhaczyć tak, jak do tej pory.

rozmawiał KAMIL WARZOCHA

Fot. Newspix

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gra na gitarze, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” i "Weszlopolscy".

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Komentarze

5 komentarzy

Loading...