Jaki jest Marcin Miller? Co trzeba robić, gdy jest się wiceprezesem Błękitu Cyców? Ile pisze się przebój, który ma 86 milionów wyświetleń? Jak ściągnąć do siódmej ligi Sergiusza Prusaka? Czy disco-polo to powód do obciachu? Czego może zazdrościć Veljko Nikitoviciowi? Gdzie odczuwa większy stres – w dzień meczowy, czy podczas koncertu dla 60 tysięcy osób? Karol Zawrotniak, wokalista zespołu DEFIS, piłkarz i wiceprezes Błękitu Cyców porozmawiał z Jankiem Piekutowskim. 

Nocą gra koncerty dla 60 tysięcy osób. Za dnia też gra, ale na chwałę Błękitu Cyców
Co, jako pierwsze, było pasją małego Karola Zawrotniaka? Piłka nożna czy muzyka?

Muzyka. Miałem może trzy lata, gdy na święta dostałem zabawkowy keyboard. Z opowieści rodziców wiem, że dość szybko zacząłem na nim grać. Umiałem Lulajże, Jezuniu bez żadnych nut, z samego słuchu. To stało się impulsem do tego, żeby iść później w kierunku muzyki, żeby coś z tym zrobić.

Ukończyłeś szkołę muzyczną?

Pierwszego stopnia. Gdyby jednak ktoś powiedział mi wtedy, że będę pracował w muzyce, to bym go wyśmiał. Lekcje instrumentu, na które chodziłem, nie pasowały mi do mojego planu dnia. Na naszej działce mieliśmy boisko, schowane gdzieś obok budynku gospodarczego. Na mecze przychodziła cała miejscowość, więc trochę mnie i mojemu bratu nie uśmiechało się siedzieć godzinę, półtorej z panem ze szkoły muzycznej, kiedy mogliśmy w tym momencie ganiać za piłką. Oczywiście nie sprzeciwiałem się wtedy rodzicom, w końcu to oni za to płacili, a z perspektywy czasu jestem im też bardzo wdzięczny. Dopilnowali wszystkiego, dzięki nim człowiek się czegoś nauczył. Być może gdyby nie te lekcje, nie robiłbym teraz tego, co robię, tylko kopał się gdzieś w A-klasie.

Czyli piłka nożna mocno orbitowała wokół ciebie.

Oczywiście, że tak. Pamiętam przecież jak tato oglądał Ligę Mistrzów, pamiętam pierwsze mecze, które widziałem w telewizji. Marzyłem o graniu w piłkę – blisko mojej miejscowości jest Górnik Łęczna, ale nie było też warunków do tego, by codziennie tam dojeżdżać. Gdy miałem 12 lat, tata zmarł w wypadku. Finansowo nie mogliśmy sobie pozwolić na wyjazdy i treningi.

Ale pasji się nie wyzbyłeś. Jacy byli twoi boiskowi idole?

Mama na targowisku kupiła mnie i mojemu bratu dwie koszulki. Jedna – Javier Saviola z Barcelony. Druga – David Beckham z Manchesteru United, jeszcze z reklamą Sharpa z przodu. Z racji tego, że ta Beckhama pasowała na mnie bardziej, wybrałem właśnie ją, a sam piłkarz stał się moim bohaterem. Kochałem te jego rzuty wolne, podania na kilkadziesiąt metrów. Coś pięknego. Wędrowałem z Beckhamem przez kluby, najmocniej kibicując w czasach Realu Madryt, z którym sympatyzuję do dziś. Zresztą mój brat również okazał się stały w uczuciach, bo dalej trzyma kciuki za Barcelonę.

A jeśli chodzi o scenę muzyczną, to masz kogoś, kto cię inspiruje?

Szczerze – nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiałem. Jestem człowiekiem, który naprawdę słucha wszystkiego, chociaż to może głupio zabrzmieć. Mówi się przecież, że jeśli ktoś słucha wszystkiego, to w gruncie rzeczy nie słucha niczego.

Nieprawda.

Też się z tym nie zgadzam. Jeżeli podoba mi się jakiś utwór, to po prostu go włączam. Jednak co do twojego poprzedniego pytania – gdybym miał kogoś wymienić, to muszę postawić na Marcina Millera i Zenona Martyniuka. Wychowałem się na ich muzyce, nie wstydzę się tego, teraz obaj są moimi kolegami z branży. Z Marcinem udało się nawet nagrać duet, teraz dążę, by to samo zrobić z Zenonem. To moje małe marzenie.

Przekonaj się jak działa Cashback bez końca – zarejestruj się TERAZ!
Jak wygląda branża disco-polo od środka? Było nie było, mówisz o znajomości z dwoma gigantami tego gatunku muzyki. Faktycznie panuje ogólna atmosfera wzajemnego wspierania się?

Tak jak w innych branżach, tak tutaj. Jest grupa ludzi, których się lubi. Jest grupa ludzi, z którymi się witasz. No i jest też grupa, której unikasz. Ani ty im nie pasujesz, ani oni tobie. Zdarzają się przypadki osób, które po prostu nie chcą być lubiane, są sami sobie. Nic w tym złego – po prostu z kimś takim nie rozmawiasz. Wszędzie są podziały, tutaj też.

Jak ewoluowała znajomość z Marcinem Millerem?

Poznaliśmy się w Disco Star, w którym brałem udział. Był to jednak zalążek – moja przygoda z programem trwała trzy dni, w dodatku rozrzucone w kalendarzu. Marcin mnie pamiętał, kojarzył, ale dopiero później – gdy już zacząłem koncertować – wszystko nabrało rozpędu. Jeden występ, kolejny, telefon w sprawie duetu, a teraz wygląda to tak, że jeśli jesteśmy w tym samym hotelu, to od razu dzwonimy i pytamy o numer pokoju. W życiu bym sobie nie pomyślał, że będę żył na takiej stopie z tym człowiekiem.

No właśnie – w większości branż jest tak, że te osoby z najwyżej półki patrzą dość niechętnie na początkujących. A bo konkurencja, a bo to już nie ich styl. Odczułeś coś takiego ze strony Martyniuka albo Millera?

Zupełnie nie dało się tego odczuć, chociaż ja sam byłem lekko przerażony. Nie docierało to do mnie, że doszedłem do takiego momentu. Ja tych ludzi znałem tylko z telewizji, z radia, a tu nagle okazało się, że rozmawiamy, pracujemy, to był szok. Z tej perspektywy nie dziwię się ludziom, że postrzegają mnie jako kosmitę. Będąc w sklepie naprawdę czuję na sobie ten wzrok, ale wiem jak to wygląda, w końcu sam tak to odbierałem. Natomiast sam Marcin jest osobą niezwykle życzliwą. Nie tylko nie rzuca kłód pod nogi, ale zawsze służy radą. Jest w końcu uważany za ojca chrzestnego wielu wykonawców młodego pokolenia.

Mieliśmy rozmawiać o piłce, ale powierćmy w tym temacie disco-polo. Miałeś kiedyś poczucie obciachu? W końcu ten gatunek bywa uznawany za przaśny, za muzykę ludzi ze wsi.

Bardzo się cieszę, że działam w tej branży, mimo tego, co mówi się w Polsce. Najlepszą odpowiedzią jest chyba liczba wyświetleń na YouTube.

Ja fanem – ba – sympatykiem nie jestem, ale zajrzałem i ciężko znaleźć cokolwiek od was, co miałoby poniżej miliona odsłon.

No właśnie. Jeżeli coś ma wzięcie, jeżeli jest jakaś potrzeba, to dlaczego tego ludziom nie dostarczać? Mam generalnie wrażenie, że ta nieprzychylna opinia podchodzi od mieszkańców większych miast. W Poznaniu nie ma żadnego klubu z muzyką disco-polo, w Warszawie i Krakowie są bodaj łącznie dwa, chociaż przychodzi tam mnóstwo osób. Krajobraz zmienia się, gdy wyjedziemy poza miasto – tam już jest mnóstwo klubów, tam jest zawsze tyle ludzi, że czasami to przytłacza.

Z czego zatem wynika ta nieprzychylna opinia, łatka?

Znajdzie się w branży kilka osób, które działają na jej niekorzyść. Pod względem tekstu, wizerunku, zachowania psują opinię innych, podchodzących do disco-polo znacznie bardziej profesjonalnie, ambitnie. Wierzę jednak, że odpowiednią postawą uda się z tym stereotypem skutecznie walczyć. Najważniejsze to nie załamywać rąk i iść z podniesioną głową – miarą naszego sukcesu jest zasięg, który generujemy.

Odbierz najwyższy cashback na start bez obrotu w Fuksiarz.pl!
Ja miałem was w pewnym momencie dość, bo od Niespotykanego koloru nie dało się po prostu uciec. Jak powstają takie utwory, które żrą po latach, klikają niemal od razu?

Pisząc pierwszą piosenkę myślałem o tym, żeby dobić do 10000 wyświetleń, tak ogólnie. Nie zakładałem nawet własnego kanału, mimo, że mieliśmy teledysk. Stwierdziłem, że to i tak nie będzie miało aż takiego rozgłosu. Okazało się jednak, że już po pierwszej dobie mamy 40000. Świetne uczucie. Po tym, jak odpadłem z Disco Star, wiedziałem, że chcę zrobić coś samemu, ale nie sądziłem, że urośnie to do takiej skali. Tak bardzo tego chcę, napisałem po weselu – pożyczyłem od kolegi keyboard, usiadłem, powstało. Pisałem od serca i się udało.

Wiele utworów disco-polo powstaje „tak, o’? Mówi się o tym, że wasza muzyka jest pisana na kolanie, w pięć minut.

Napisałem w swoim życiu czternaście utworów. Nie będę krył – dwa z nich powstawały w mniej niż 20 minut, część z nich była dopracowywana przez miesiąc, dwa. Niespotykany kolor pisał się na przykład trzy dni. Ale to nie jest tak, że produkować tego typu piosenki jest szalenie łatwo. Sam miałem półtoraroczną przerwę od tworzenia, zwyczajnie z braku weny. Nie czułem tego za cholerę.

Wchodziłeś do tej branży ze świadomością gigantycznych pieniędzy?

Ja miałem pracować zupełnie gdzie indziej, nawet nie w piłce nożnej. Szkoliłem się do klasy mundurowej, miałem już sprawnościówkę do straży granicznej. Tak się jednak złożyło, że terminy pokrywały się z nagraniami Disco Star i… wybrałem Warszawę. To było bardzo nieodpowiedzialne, nierozsądne, ale na pewno nie mogę powiedzieć, że żałuję. Na studia przyjdzie jeszcze pewnie czas, a gdybym wtedy postąpił inaczej, nie znalazłbym się w tym miejscu, w którym jestem teraz.

Zróbmy pomost między twoimi dwoma światami. Stres podczas meczów A-klasy jest porównywalny do tego, co przeżywasz na koncertach? Z jednej strony jesteś piłkarzem Błękitu Cyców, z drugiej wokalistą DEFIS.

Trudno to mi teraz porównać, bo na koncertach przestałem się już stresować, nawet jeśli gramy dla 60 tysięcy osób. Na boisku odczuwam całkiem inną presję, związaną z presją jaką nakłada wola wygrywania. Na scenie takiej presji nie ma – w końcu nie ma zwycięzców i przegranych. Natomiast w wypadu Błękitu Cyców, od samego rana już boli mnie brzuch, na trzy godziny przed meczem nic nie zjem, ale to wynika też z faktu, że jestem tam wiceprezesem.

Karol Zawrotniak, wokalista disco-polo, pełni też rolę wiceprezesa klubu z siódmej klasy rozgrywkowej w Polsce?

Tak, w końcu ktoś musi odpowiadać za całą organizację. Boguś Jastrzębski, czyli prezes Błękitu, maluje linie, ja w tym czasie koszę trawę. Pojawia się pewna nerwówka, zupełnie inna od tej, którą odczuwam na scenie.

Za odpowiadasz w klubie, abstrahując od jednoczesnego bycia piłkarzem? Piotrek Stolarczyk robił ostatnio reportaż o kitmanach. Okazało się, że to ludzie, którzy robią po prostu wszystko, 1000 rzeczy jednocześnie.

Ja chyba podobnie. Trzeba zorganizować jakieś spotkanie po meczu, ogarnąć pizzę, załatwić poczęstunek. Ale też małe rzeczy – razem z kierownikiem i moim bratem dbamy o to, że były przygotowane izotoniki, woda, włączony bojler, posprzątana szatnia, wyprane stroje. Nie tykam natomiast papierkowej roboty, bo tego po prostu nie ogarniam. Nie zmienia to faktu, że trzeba odebrać faktury, pojechać do banku, załatwić projekt na powstanie trybuny. Jest tego mnóstwo, a nikt za nas tego nie zrobi i jeśli nie zadbamy o odpowiednią organizację, rzutuje to nie tylko na nasz wizerunek, ale całego Błękitu Cyców. Stoi to w kontrze do tego, co przeżywam na scenie, gdzie odpowiadam sam za siebie, ewentualnie za chłopaków z zespołu. Tutaj jest cała społeczność.

Wykorzystywałeś kiedyś swoją rozpoznawalność, żeby przyciągnąć sponsorów?

Nie mam potrzeby kłamać – jasne, że tak. Nie ma ich tylu, ilu byśmy chcieli, ale to niczego w tej materii nie zmienia. Staram się też wykorzystywać swój wizerunek z branży disco-polo do tego, żeby o klubie było po prostu głośno, żeby Błękit Cyców był rozpoznawalny. Wiem, że działam w myśl zasady: „nie ważne jak, ważne, żeby mówili”. Powstają jakieś materiały na boisku, ostatnio udało się wypuścić w Polskę bramkę zdobytą przez Sergiusza Prusaka. Koniunktura musi się nakręcać.

Błękit Cyców ma długofalowe plany?

Na wszystko potrzeba czasu i cierpliwości, ale przede wszystkim pieniędzy. Nie możemy się oszukiwać, że zrobimy drugą Wieczystą Kraków, bo nie zrobimy, chociaż byśmy chcieli.  Na pewno nie zamierzamy zrobić projektu, który będzie się tylko nazywał Błękit Cyców, a z okolicą nie będzie miał nic wspólnego. Zależy nam na tym, żeby to był klub lokalny, żeby trzon drużyny, budowany na chłopakach stąd, został zachowany. W swojej historii tylko raz graliśmy w Okręgówce i od razu skończyło się spadkiem do A-klasy. Jeśli uda się przyklepać awans w tym sezonie, naszym najbliższym celem będzie utrzymanie drużyny w szóstej lidze. Ważne jest również to, by Błękit Cyców rozwijał swoich juniorów. Mamy w tym momencie tylko trzy grupy dzieciaków, ale po awansie może ich być dwa razy więcej. To istotne, w końcu piłka juniorska jest najważniejsza. Może kiedyś z tej grupy wyjdzie ktoś, kto będzie grał na szczeblu Ekstraklasy. Dobrym przykładem jest Patryk Szysz – chłopak z okolicy, z tej samej miejscowości, co ja, teraz występujący w Zagłębiu Lubin.

Umknęła nam chyba jedna rzecz – jak to się stało, że ty nagle zostałeś wiceprezesem Błękitu Cyców? To raczej nie było spełnianie dziecięcych marzeń.

Trzy lata temu złapałem kontuzję kolana. Osiem miesięcy jeździłem po lekarzach, każdy miał inny pomysł na to. Kończyło się tak, że nie mogłem ani grać, ani się leczyć, żal mi było nawet obserwować treningi, bo miałem świadomość, że tyję, tylko siedzę przed konsolą. Ostatecznie trafiłem do Bartka Kacprzaka, który mnie w ciągu miesiąca postawił na nogi, ale zanim to nastąpiło, Błękit Cyców dokonał przewrotu. Działo się bowiem źle. Brakowało piłkarzy, były wielkie luki organizacyjne, nie miał się kto klubem zająć. Zdecydowaliśmy, że weźmiemy to pod swoje skrzydła. Nawet przez moment nie myślałem jednak, że to ja zostanę wiceprezesem. Taka była jednak wola chłopaków, bo o ile prezesa mieliśmy upatrzonego już wcześniej, o tyle z jego zastępcą był problem. Jako że jeszcze nie mogłem grać, zdecydowałem się na to stanowisko i tak zostało do dzisiaj.

Zaczęliśmy prężnie działać, zmieniliśmy trenera, dokonaliśmy transferów – do Błękitu trafił wspomniany Sergiusz Prusak, a także Veljko Nikitović. Spowodowało to też napływ chłopaków z Cycowa. Na początku nie było ludzi na treningach, później zrobiło się 29. Rywale nie reagowali na to pozytywnie – zaczęli ustawiać mecze tak, aby kolidowały ze spotkaniami Górnika Łęczna, co wykluczało SergioVelo z naszych zmagań. Mimo tego dawaliśmy sobie radę – na pięć kolejek przed końcem mamy 15 punktów przewagi i niemal pewny awans.

Zacznij obstawiać zakłady w Fuksiarz.pl!
Jak ściągnęliście Sergiusza Prusaka? Wiek to jedno, ale mimo wszystko mówimy o bramkarzu ze sporym doświadczeniem w Górniku Łęczna, Flocie Świnoujście.

Dziwaczna historia. Mam znajomego w Łęcznej, który zadzwonił do mnie, gdy byłem w drodze do Lublina na jakieś zakupy. Mówi, że ma pod telefonem bramkarza, chcącego trochę połapać w Błękicie Cyców. Proszę, żeby go podał i słyszę: „Witam serdecznie, Sergiusz Prusak z tej strony”. Myślałem, że ktoś sobie ze mnie robi jaja. Po chwili dotarło do mnie, że to naprawdę jest on – pamiętałem ten głos z meczów Górnika Łęczna. Umówiliśmy się na trening za dwa dni i on faktycznie przyszedł. Nie wiedzieliśmy, jak się mamy zachowywać, byliśmy tak zestresowani… traktowaliśmy go trochę jak kosmitę. Lokalne media zwariowały, zaczęło się o nas robić głośno. Na tym jednak nie koniec, bo dwa tygodnie później udało się ściągnąć Veljko Nikitovicia. Na początku nie miał czasu, bo ogarniał okienko transferowe Górnika Łęczna, ale po kilkunastu dniach był gotowy i chętny do gry dla Błękitu Cyców. Tutaj na treningu stres był jeszcze większy – nikt nie chciał być z nim w parze.

Zaadaptowali się jednak świetnie. Veljko wprowadził spokój, a na boisku – mimo wieku – jest wciąż wyróżniającą się postacią, liderem. Nie mam pojęcia, jak można być taką bestią po czterdziestce. Kondycji mu zazdroszczę. Widać, że nie bez powodu był kapitanem Górnika Łęczna.

Żałujesz tego, że sam nie poszedłeś w piłkę nożną nieco mocniej?

Nie. Dla mnie było już za późno, pewnego poziomu, pewnych rzeczy, zwyczajnie nie osiągnę. Cieszę się, że wybrałem muzykę, a futbol jest pasją, mogę zajmować się organizacją Błękitu Cyców. Może złapię kilka meczów w Okręgówce, na pewno nie zwolnię trenera, jeśli posadzi mnie na ławce (śmiech).

Rozmawiał JAN PIEKUTOWSKI

Fot.Newspix

Siatkówka
05.07.2022

Druga porażka Grbicia. Polacy przegrali z Iranem

Na ostatni turniej Ligi Narodów Polacy przyjechali do Gdańska. Wcześniej w Ottawie zanotowali trzy zwycięstwa, ulegając tylko Włochom, a w Sofii nie dali szans między innymi Brazylii czy USA. W ojczyźnie mieli walczyć o wygranie fazy zasadniczej, ale zaczęli… od falstartu. Dziś w ERGO Arenie ulegli Iranowi po pięciu emocjonujących setach (25:21, 23:25, 22:25, 27:25, 7:15).  Mecze z historią Wiadomo, że gdy spotykają się Polska z Iranem, na parkiecie często dzieją się ciekawe rzeczy. […]
05.07.2022
Suche Info
05.07.2022

Trener Karabachu: „Zagraliśmy dobrze, a w rewanżu zagramy jeszcze lepiej”

Lech Poznań wygrał 1:0 z Karabachem Agdam w pierwszym meczu 1. rundy eliminacji do Ligi Mistrzów. Mimo niekorzystnego wyniku, szkoleniowiec przyjezdnych, Gurban Gurbanow, pozytywnie ocenił postawę swojego zespołu. – Przegraliśmy ten mecz, ale uważam, że zagraliśmy dobrze. Jestem przekonany, że za tydzień w rewanżu zagramy jeszcze lepiej. Przed przerwą, kiedy straciliśmy jedynego gola, na pewno nie byliśmy zespołem gorszym od Lecha. Powiedziałbym nawet, że zagraliśmy lepiej od gospodarzy – […]
05.07.2022
Weszło
05.07.2022

Van den Brom: Nie mówcie, że Ekstraklasa jest słaba

– Musieliśmy być dzisiaj odpowiedzialni w tyłach. Dlatego zagraliśmy nieco inaczej. To nie jest „mój” sposób gry w piłkę, to nie DNA klubu. Ale sytuacja była inna. Liga Mistrzów, pierwszy mecz sezonu, bardzo wymagający rywal. To wszystko razem wzięte sprawiło, że podjęliśmy decyzję o takiej grze – powiedział John van den Brom po zwycięstwie Lecha Poznań nad Karabachem (1:0). Spisaliśmy najważniejsze wątki z pomeczowej konferencji trenera Kolejorza. O samym […]
05.07.2022
Weszło
05.07.2022

Velde znów nie wykorzystał szansy

Zwykło mówić się, że zwycięzców się nie sądzi. Musimy dziś jednak znów pochylić się nad Kristofferem Velde, który ma za sobą kolejny bezbarwny mecz naznaczony błędami. Dostał kolejną szanse w Lechu, tym razem mając czystą kartę u nowego szkoleniowca. I szansę tę zmarnował. Nie tego spodziewano się po transferze Norwega. Sama obecność Kristoffera Velde w pierwszej jedenastce zelektryzowała kibiców Lecha Poznań. Dlaczego John van den Brom od razu chce […]
05.07.2022
Suche Info
05.07.2022

Inaki Williams będzie reprezentował Ghanę

Inaki Williams stracił nadzieję na występy w reprezentacji Hiszpanii. 27-letni napastnik Athleticu Bilbao podjął zatem decyzję, że zaakceptuje zaproszenie na zgrupowanie kadry Ghany. Williams w hiszpańskiej drużynie narodowej już wprawdzie zadebiutował, lecz tylko w spotkaniu towarzyskim. Z tego względu wciąż może sobie pozwolić na zmianę barw. Rodzice napastnika pochodzą z Ghany, a tamtejsza federacja mocno zabiegała o pozyskania gracza Athleticu. No i w końcu się udało. – Dzisiaj zaczyna się nowe […]
05.07.2022
Suche Info
05.07.2022

Andrzej Strejlau pożegnał Janusza Kupcewicza. „Na zawsze zostaniesz w sercach”

Na swoim koncie twitterowym Andrzej Strejlau pożegnał Janusza Kupcewicza. 20-krotny reprezentant Polski wczoraj nieoczekiwanie  zmarł. – Niespodziewanie odszedł do boskiej drużyny medalista mistrzostw świata, Janusz Kupcewicz. Znakomity technik i taktyk, imponował kreowaniem gry w klubach i reprezentacji oraz kolejnym pokoleniom młodzieży. Na zawsze zostaniesz, Janusz, w sercach nie tylko sportowej społeczności – napisał Strejlau. Żal po stracie przyjaciela wyraził też w rozmowie z „Faktem” Grzegorz Lato. – Cały […]
05.07.2022
Siatkówka
05.07.2022

Druga porażka Grbicia. Polacy przegrali z Iranem

Na ostatni turniej Ligi Narodów Polacy przyjechali do Gdańska. Wcześniej w Ottawie zanotowali trzy zwycięstwa, ulegając tylko Włochom, a w Sofii nie dali szans między innymi Brazylii czy USA. W ojczyźnie mieli walczyć o wygranie fazy zasadniczej, ale zaczęli… od falstartu. Dziś w ERGO Arenie ulegli Iranowi po pięciu emocjonujących setach (25:21, 23:25, 22:25, 27:25, 7:15).  Mecze z historią Wiadomo, że gdy spotykają się Polska z Iranem, na parkiecie często dzieją się ciekawe rzeczy. […]
05.07.2022
Weszło
05.07.2022

Van den Brom: Nie mówcie, że Ekstraklasa jest słaba

– Musieliśmy być dzisiaj odpowiedzialni w tyłach. Dlatego zagraliśmy nieco inaczej. To nie jest „mój” sposób gry w piłkę, to nie DNA klubu. Ale sytuacja była inna. Liga Mistrzów, pierwszy mecz sezonu, bardzo wymagający rywal. To wszystko razem wzięte sprawiło, że podjęliśmy decyzję o takiej grze – powiedział John van den Brom po zwycięstwie Lecha Poznań nad Karabachem (1:0). Spisaliśmy najważniejsze wątki z pomeczowej konferencji trenera Kolejorza. O samym […]
05.07.2022
Weszło
05.07.2022

Velde znów nie wykorzystał szansy

Zwykło mówić się, że zwycięzców się nie sądzi. Musimy dziś jednak znów pochylić się nad Kristofferem Velde, który ma za sobą kolejny bezbarwny mecz naznaczony błędami. Dostał kolejną szanse w Lechu, tym razem mając czystą kartę u nowego szkoleniowca. I szansę tę zmarnował. Nie tego spodziewano się po transferze Norwega. Sama obecność Kristoffera Velde w pierwszej jedenastce zelektryzowała kibiców Lecha Poznań. Dlaczego John van den Brom od razu chce […]
05.07.2022
Weszło
05.07.2022

Trzymajmy się tego, że liczy się wynik, a Lech go ma

Najgorszy możliwy rywal do wylosowania. Przewaga w jakości i doświadczeniu międzynarodowym. Faworyt dwumeczu. Prawie każdy zgadzał się z tymi komentarzami przed starciem Lecha Poznań z Karabachem Agdam. Dawno minęły czasy, w których na przeciwnika z Azerbejdżanu mogliśmy patrzeć lekceważąco i z poczuciem wyższości. To już nie wróci. Boisko potwierdziło, że Karabach jest naprawdę dobrą drużyną, którą trudno będzie wyeliminować. Jest to jednak do zrobienia. Lech Poznań – Karabach 1:0. Jakość piłkarska po stronie […]
05.07.2022
Ekstraklasa
05.07.2022

Radomiak otrzymał ofertę za Karola Angielskiego. Sprzedaż coraz bliżej

Karol Angielski w przyszłym sezonie nie zagra w Ekstraklasie. Radomiak Radom otrzymał właśnie konkretną ofertę transferową za swojego napastnika, który wkrótce przeniesie się do ligi tureckiej. Polski klub pobije dzięki temu rekord, jeśli chodzi o kwotę ze sprzedaży zawodnika. Zgodnie z tym, o czym informowaliśmy kilka dni temu, Karol Angielski jest coraz bliższy odejścia z Radomiaka Radom. Tureckie media przekazały, że zawodnik jest już dogadany z tamtejszym Sivassporem. […]
05.07.2022
Tenis
05.07.2022

Navratilova, Graf i Świątek. O wielkich tenisowych seriach zwycięstw

Iga Świątek w sobotę przegrała z Alize Cornet w III rundzie Wimbledonu i zakończyła swoją serię wygranych meczów z rzędu na 37. To wielkie osiągnięcie, najlepsze w XXI wieku. Nie łapie się jednak nawet do… dziesięciu najlepszych serii w historii ery open (od 1968 roku). W dodatku Martina Navratilova, przewodząca tej klasyfikacji, zaliczyła kiedyś 74 wygrane spotkania z rzędu. Dwa razy więcej od Igi. Druga Steffi Graf – chronologicznie „najnowsza” […]
05.07.2022
Liczba komentarzy: 18
Subscribe
Powiadom o
guest
18 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
nemo
nemo
1 rok temu

Reklama jak każda, ale jak gościu gra koncerty dla 60 tys. widzów ( poważnie ! ) to może to nie jego autoreklama, a promocja Cycowa…

CM711
CM711
1 rok temu
Reply to  nemo

Jak go Miller zaprosi, przecież nie on sam

Guwnowgebie
Guwnowgebie
1 rok temu
Reply to  nemo

Jak nazwiemy babe z Cycowa ktos wie?
Cycowianka.Ha ha ha.

Asperges me
Asperges me
1 rok temu

Z całym szacunkiem, ale gdzie i kiedy ten gość grał koncert dla 60 tysięcy ludzi?

CM711
CM711
1 rok temu
Reply to  Asperges me

Jak go Miller zaprosi, przecież nie on sam

Cocksucker
Cocksucker
1 rok temu
Reply to  Asperges me

Może w jakimś Sylwestrze z Polsatem

Dmitry Zlobogulajev
Dmitry Zlobogulajev
1 rok temu

„Jestem człowiekiem, który naprawdę słucha wszystkiego, chociaż to może głupio zabrzmieć. Mówi się przecież, że jeśli ktoś słucha wszystkiego, to w gruncie rzeczy nie słucha niczego.” Ok, poproszę o rekomendacje z nurtu Death Industrial, Bluegrass, albo Zeuhl. Najbardziej wyświechtany frazes. Zwłaszcza na tinderze, gdzie później okazuje że się że taka typiara po prostu próbuje uchodzić za mroczną alternatywkę, a jak nikt nie patrzy to cały dzień słucha latino popu. I żeby nie było każdy ma prawo słuchać czegokolwiek i zasadniczo nie ma lepszych-gorszych gatunków, ale takie na siłę pałowanie się eklektyzmem dla osób, które rzeczywiście mają szerokie horyzonty i eksplorują wiele gatunków wygląda zwyczajnie śmiesznie.

Azbestowy Książe
Azbestowy Książe
1 rok temu

Łoo kierowniku.. szacunek! Żartuję.. koń zwalony? Nie musisz wszystkim pokazywać jaki jesteś zajebisty bo słuchasz czegoś tam. Dla wielu stwierdzenie „słucham wszystkiego”, jest po prostu odejściem od tematu i tyle.

tolep
tolep(@tolep)
1 rok temu

Ja się nie pałuję eklektyzmem, tylko słucham wszystkiego.

Screenshot_20210603-052326.png
WiesławWojnar
WiesławWojnar
1 rok temu
Reply to  tolep

Szacunek za The Who.

starotyski
starotyski
1 rok temu
Reply to  tolep

może i wszystkiego, ale ten u góry to profanacja w tym towarzystwie.

S87
S87
1 rok temu
Reply to  tolep

Szacun za Dr Phunk’a.

dyrygent
dyrygent
1 rok temu

Gdy ktoś pisze, że „słucha wszystkiego”, to na ogół znaczy, że jest mu absolutnie wszystko jedno, byleby coś grało i nie było cicho w domu/w samochodzie/w biurze, a nie że jest ekspertem od wszystkich niszowych gatunków muzyki. Nie masz żadnego kontaktu z ludźmi poza internetem czy co?

Pogoń Lwów
Pogoń Lwów
1 rok temu

Disco Polo to nie muzyka.

Rayo
Rayo
1 rok temu

„Okręgówka” pisze się z małej litery

Ziemson hujev
Ziemson hujev
1 rok temu

przestałem czytać po moim idolem jest marcin miller i zenon martyniuk. no cóż jeśli ma takie inspiracje to wiadomo już coś o jego „muzyce, mianowicie nie da się jej słuchać xD

slayer
slayer
1 rok temu

Co za osobistość, gwiazda dyskopolo i klubu znanego ze śmiesznej nazwy. Wincyj takich wywiadów, to podniesie poziom strony a zwykłym szaraczkom nie znającym znakomitej tfurczości tego pana pozwoli rozwinąć się kulturalnie i duchowo.

pan37lureta
pan37lureta
1 rok temu

Nielisz-Niemce-Cyców Znane trójmiasto na Lubelszczyźnie