Reklama

Największe rozczarowania transferowe minionego sezonu Premier League

Jan Piekutowski

Autor:Jan Piekutowski

26 maja 2021, 10:29 • 8 min czytania 13 komentarzy

Wczoraj zajęliśmy się największymi oczarowaniami transferowymi w Premier League. Dziś zatem przyszła kolej na te transfery, które rozczarowały nas najbardziej. Tak jak w poprzednim zestawieniu, tak tutaj konkurencja była naprawdę mocna. 

Największe rozczarowania transferowe minionego sezonu Premier League

Już teraz wiemy, że przynajmniej w jednym wypadku będzie przynajmniej kontrowersja, bo z okazji kupienia tego piłkarza, nie cieszył się praktycznie nikt. No może on sam oraz księgowa odpowiedzialna za jego rozliczenia. Niemniej, mizerność jego występów oraz gigantyczna tygodniówka pchnęła nas do tego, by go na tej liście wyróżnić w sposób znaczny.

Jako, że jest ona jednak dość krótka, to siłą rzeczy zabrakło miejsca na kilka innych negatywnie wyróżniających się postaci. Nie ma więc absolutnego flopu Sheffield United – Rhiana Brewstera. Nie ma również jego kolegi z zespołu, którego z niewiadomych przyczyn Gareth Southagate powołał do szerokiej kadry Anglii, Aarona Ramsdale’a. Kto jeszcze się nie załapał? Ano Kostas Tsimikas, Matt Doherty, Nathan Ake, Donny van de Beek, Nelson Semedo oraz Fabio Silva. Już pobieżny rzut oka na ich liczbowy dorobek w tym sezonie może pokazać, jak słabo grali w minionym sezonie i jak mocno rozczarowali swoich kibiców.

Uwierzcie jednak, że są goście, którzy zrobili to w stopniu większym. Warto zwrócić uwagę na to, jak mocno reprezentowane są w tym zestawieniu kluby z czołówki – wszyscy piłkarze pochodzą z drużyn, które należą do umownego Big Six.

Największe rozczarowania transferowe Premier League 2020/21

Thomas Partey

Reklama

Gdyby został w Atletico Madryt, głowę zaprzątałaby mu tylko walka o mistrzostwo Hiszpanii. Tak się jednak nie stało, bowiem Arsenal bardzo mocno naciskał na transfer tego defensywnego pomocnika i robił wszystko, by ściągnąć go na The Emirates. Miał tu temu podstawy – Ghańczyk wyróżniał się w LaLiga, był jednym z tych trybików maszyny Cholo Simeone, które funkcjonowały bardzo dobrze, niemalże bezustannie.

W ciągu trzech ostatnich sezonów – zanim przeniósł się na Wyspy – zaliczył 2551, 2064 oraz 2380 minut w lidze. Właściwie nie trapiły go poważne kontuzje, Partey mógł grać niemal zawsze. Tymczasem po transferze okazało się, że pomocnik jest może nie szklanką, ale zawodnikiem, który niepokojąco często musi pauzować. Zaledwie 1535 minut na boiskach Premier League, z czego większość – nie ma co kryć – rozczarowująca. Miał być jednym z symboli odbudowy Arsenalu, ale do tego miana Ghańczykowi jeszcze bardzo, bardzo daleko.

Zdarzało się bowiem tak, że gdy był zdrowy, to i tak Mikel Arteta sadzał go na ławce. Jest to o tyle mało zastanawiające, iż często można było odnieść wrażenie, że miedzy Parteyem a Hiszpanem po prostu nie ma nici porozumienia. Dobitnie świadczy o tym sytuacja ze starcia przeciwko Spurs, gdzie 27-latek sam zszedł za linię boczną z powodu urazu, zaś Arteta po prostu wepchnął go na boisko. Efekt łatwy do przewidzenia – pomocnik nie był w stanie wykonać nawet pół sprintu w kierunku piłki.

I tak właściwie przez cały sezon. Partey bardzo chciał, ale równie mocno mu po prostu nie wychodziło, nie mógł. Wiele osób spodziewało się, że defensywnie usposobiony piłkarz wciągnie ligę lub przynajmniej wniesie konieczne ożywienie w drugą linię Arsenalu. Póki co to jednak Premier League weryfikuje jego, a nie on ją. Pole do poprawy jest, trzeba je tylko dobrze zagospodarować.

Thiago

Największy transfer Liverpoolu minionego lata. Jedyny, na który realnie liczono w ciągu całego sezonu. Ani Kostas Tsimikas, ani Ozan Kabak, o Benie Davisie nie wspominając – żaden z nich nie niósł ze sobą choćby połowy tych pokładów nadziei, co były już zawodnik Bayernu Monachium. I to właśnie w dużej mierze z tego powodu to przy jego nazwisku ląduje pokaźnych rozmiarów minus.

Reklama

Gdyby Thiago był zawodnikiem drugiego szeregu, kimś ściąganym za kilkanaście milionów, a przede wszystkim kimś, kto ma nieco gorszą markę, pewnie nie trafiłby na te listę. Hiszpan popadł w zupełną przeciętność, do swojego zwyczajowego poziomu zbliżył się może na moment, w dodatku na samym końcu sezonu. To zbyt mało, by dobrze zapisać się w pamięci fanów The Reds, jak i w oczach kibiców całej Premier League. Bardziej niż z doskonałych podań, dyktowania tempa gry i uzupełniania luk, Thiago został zapamiętany z rażących fauli i niepotrzebnego wstrzymywania akcji. Tak jakby wraz z transferem do angielskiej ekstraklasy wyparowało 90% jego umiejętności. Nie grał jak Thiago Alcantara. Był swoistą wersją Joe Allena.

Oczywiście wpływ na to miały urazy, kopanie po nogach oraz konieczność występowania na pozycji, która nie jest dla pomocnika w pełni naturalna. To jednak nie może w zupełności tłumaczyć zawodu, który koniec końców 30-latek sprawił w minionym sezonie. Na Anfield liczą, że następne rozgrywki będą znacznie lepsze dla zawodnika, który kosztował 20 milionów funtów. Jest to jednak niepewna przyszłość. Teraźniejszość natomiast ułożyła się tak, że Thiago w rozmaitych rankingach lądował jako jeden z najgorszych transferów. Dla nas jego postawa była po prostu wielkim rozczarowaniem.

Timo Werner

Paradoks. Tak najłatwiej podsumować miniony sezon w wykonaniu Niemca. Z jednej strony jest najlepszym strzelcem Chelsea we wszystkich rozgrywkach, z drugiej zaś w lidze więcej bramek niż on zdobył Jorginho. I Tomas Soucek. I Jesse Lingard, James Ward-Prowse, Mathaus Pereira, Che Adams i Harvey Barnes ze Stuartem Dallasem. Co więcej, Timo Werner zajmuje piąte miejsce w niechlubnej klasyfikacji zawodników, którzy zmarnowali najwięcej „big chances”. Większą rozrzutnością wykazywał się tylko Patrick Bamford, Jamie Vardy, Chris Wood i Mo Salah, ale oni wszyscy byli w stanie strzelić przynajmniej 10 goli w lidze.

Werner tego nie uczynił, a jego pudła mogły być bardzo kosztowne dla Chelsea. Niewiele bowiem zabrakło, aby The Blues wypadli z TOP4, przez co błędy Niemca byłyby jeszcze bardziej uwypuklone. Trzeba jednak przyznać, że i bez tego 25-latek znajdował się na świeczniku. Gdyby stworzyć kompilację największych spartolonych stuprocentowych okazji w tym sezonie, były napastnik RB Lipsk mógłby być jedynym piłkarzem uwzględnionym w tym rankingu. Mówimy to bez cienia przesady, wszak Niemiec nie tylko nie trafiał w światło wielkiego prostokąta, ale wręcz wybijał piłkę z linii bramkowej rywala.

Według portalu Understat, zajmującego się wyliczaniem współczynnika bramek spodziewanych (xG), Werner powinien mieć na swoim koncie 13 (13.43 xG) trafień. Nadal nie byłby w czołówce ligi, ale 12 miejsce brzmi znacznie lepiej niż 52. Rzeczywistość jednak zweryfikowała Niemca niemal tak brutalnie jak cały zespół Brighton.

Willian

Są rzeczy, które wydają się dla siebie stworzone. Pasują idealnie, pięknie komponują, nie ma na co narzekać. Ying-yang, logo Pepsi, charakteryzacja zespołu zwycięzców ostatniej Eurowizji i ich muzyka. Nikt nie zgłosi większych sprzeciwów, bo już na pierwszy rzut oka widzisz, że to po prostu niemal na pewno się uda. Z Willianem było zupełnie odwrotnie, a mimo tego łudzono się, że Brazylijczyk na The Emirates wypali.

Koniec końców jedynym, co ratuje ten transfer, to fakt, że skrzydłowy zmienił barwy „za darmo”. Był wolnym zawodnikiem, Arsenal wyciągnął go z Chelsea, a w efekcie pozbył balastu rywala zza miedzy. Nie ma bowiem w grze Williana niczego, co jakkolwiek tłumaczyłoby dawanie mu tak wielkiej tygodniówki.

Nawet jeśli nie jest to rozczarowanie ze strony kibiców, to z pewnością dla samego zarządu The Gunners. Być może chcieli, aby 32-latek był poszerzeniem składu, ciekawą opcją z ławki. Łudzili się, że Brazylijczyk będzie pokazywał się tak dobrze, jak w Chelsea, gdy kończył mu się kontrakt. Cudu jednak nie było. Przez cały sezon uzbierał pięć asyst i jedną bramkę. Może brzmieć to nieźle, ale tylko do pewnego momentu.

Wkład Williana w akcje bramkowe Arsenalu miał bowiem sporadyczne przełożenie na końcowy, pozytywny dla nich wynik. Jedynie jego ostatnie podanie w meczu z Burnley zadecydowało o tym, że klub ze stolicy wyszarpał punkt The Clarets. Poza tym? Mizeria i nabijanie statystyk w meczach, w których Arsenal i tak miał sporą przewagę.

  • asysta z Leicester City – 3:1
  • dwie asysty z Fulham – 3:0
  • gol z WBA – 3:1

Wyjątkiem pozostaje starcie z Wolverhampton, gdzie The Gunners ostatecznie przegrali. Na koniec sezonu wyszło dokładnie tak, jak większość się spodziewała. Oznaczało to jednak, że pewna grupa była srogo rozczarowana. Jakiekolwiek nadzieje ten transfer po prostu wchłonął. Po wejściu z ławki, Brazylijczyk ani razu nie dał konkretu. Konsekwentnie natomiast gubił się w grze, był chaotyczny. Jakkolwiek nie podejdziemy do transferu Williana, wyjdzie nam, że ostatecznie był po prostu rozczarowaniem. Prezentował się zbyt słabo, by go od tak pominąć.

Hakim Ziyech

Najbardziej enigmatyczny ze wszystkich transferów dokonanych przez Chelsea minionego lata. Werner i Havertz byli gwiazdami Bundesligi, Chilwell i Mendy koniecznymi wzmocnieniami, zaś Thiago Silva Thiago Silvą. Tutaj mieliśmy natomiast gościa, o którego odejściu z Ajaksu mówiło się bardzo dużo, ale zawsze coś stawało na drodze.

Główną przeszkodzą w karierze Hakima Ziyecha miał być jego charakter. Marokańczyk jest rzekomo piłkarzem trudnym w prowadzeniu, co czasami odbija się na jego boiskowej prezencji. Kulisów pobytu na Stamford Bridge nie znamy, ale patrząc na jego występy, można dojść do wniosku, że nie wszystko gra tak, jak powinno. Bywały bowiem kolejki, w których pomocnik wyglądał świetnie, ciągnął The Blues do przodu. Niestety, w większości meczów Ziyech zupełnie rozczarowywał, co skłoniło Thomasa Tuchela do wrzucenia go na ławkę rezerwowych.

28-latek zaliczył w tym sezonie 1778 minut na poziomie Premier League i zdobył tylko dwie bramki oraz zanotował trzy asysty. Świetne spotkania z Burnley i Sheffield United to trochę zbyt mało jak na gościa, który kosztował około 35 milionów funtów. Spodziewano się po Marokańczyku znacznie więcej, bowiem nietrudno było odnieść wrażenie, że liga angielska go po prostu przerosła. Popadł w przeciętność i jest kolejną ofiarą oczekiwań, które wiążą się z dużymi transferami.

Jego dotychczasową grę dla Chelsea można podsumować słowami – zdolny, ale leniwy. To trochę zbyt mało, jak na standardy angielskiej ekstraklasy.

Fot.Newspix

Angielski łącznik

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Trela: Gotowi na czarną godzinę. Dlaczego kluby muszą dać sobie prawo do gorszego sezonu

Michał Trela
0
Trela: Gotowi na czarną godzinę. Dlaczego kluby muszą dać sobie prawo do gorszego sezonu
Francja

Bajka z happy endem. Był pół centymetra od śmierci, za moment wróci do gry

Szymon Piórek
0
Bajka z happy endem. Był pół centymetra od śmierci, za moment wróci do gry

Anglia

Ekstraklasa

Trela: Gotowi na czarną godzinę. Dlaczego kluby muszą dać sobie prawo do gorszego sezonu

Michał Trela
0
Trela: Gotowi na czarną godzinę. Dlaczego kluby muszą dać sobie prawo do gorszego sezonu
Francja

Bajka z happy endem. Był pół centymetra od śmierci, za moment wróci do gry

Szymon Piórek
0
Bajka z happy endem. Był pół centymetra od śmierci, za moment wróci do gry

Komentarze

13 komentarzy

Loading...