Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Czekając na nowego Lahma. Brat Makany Baku zbawi Niemców?

Jakub Białek

Autor:Jakub Białek

27 marca 2021, 18:54 • 7 min czytania 4 komentarze

W Niemczech to Makana Baku jest nazywany „bratem Ridle”. Ale my patrzymy na piłkę ekstraklasocentrycznie, więc to reprezentanta niemieckiej młodzieżówki możemy określać „bliźniakiem skrzydłowego Warty”. Ridle Baku wszedł w mistrzostwach Europy U-21 z drzwiami. Niemcy widzą w nim ratunek dla prawej obrony na Euro 2021. Piłkarz VfL Wolfsburg jest na dobrej drodze do tego, by rozwiązać największy kadrowy problem reprezentacji Niemiec od momentu wygrania mistrzostwa świata w 2014 roku.

Czekając na nowego Lahma. Brat Makany Baku zbawi Niemców?

Ze stacji benzynowej do Bundesligi

Bundesliga, sezon 17/18. Mainz – jak zwykle w ostatnich latach – musi ratować się przed spadkiem. Na trzy kolejki przed końcem mierzy się z RB Lipsk, Borussią Dortmund i Werderem. Terminarz jest wymagający. W dniu meczu z ekipą z Lipska Ridle Baku jedzie na mecz rezerw do Freiburga. W połowie drogi w autokarze dzwoni telefon. W słuchawce trener rezerw słyszy, że jego piłkarz jest potrzebny na meczu pierwszej drużyny. W wyjściowym składzie. Już za kilka godzin.

Autokar zatrzymuje się na najbliższej stacji benzynowej i zostawia tam młodego zawodnika, po którego samochodem osobowym wyjeżdża kierownik zespołu. – Pisałem na WhatsAppie z przyjaciółmi i braćmi, zamówiłem coś do jedzenia, napiłem się cappuccino. Byłem wyluzowany, bo nigdy nie pomyślałbym, że mogę grać w pierwszym zespole. Jedynym kłopotem było to, że miałem na sobie dresy Mainz. Ludzie patrzyli na mnie dziwnie. Pewnie zastanawiali się: co ten młody piłkarz robi tutaj sam? – opowiadał Baku w wywiadzie dla „SportBuzzer” o tym, co robił czekając na debiut na stacji benzynowej.

Po godzinie kierownik odebrał go ze stacji i odwiózł na stadion, gdzie doszło do błyskawicznej odprawy. Baku z marszu wpadł do pierwszej jedenastki. Mainz wygrało z Lipskiem 3:0, debiutant przebiegł najwięcej kilometrów spośród wszystkich piłkarzy i zapakował decydującego gola. – Mój debiut nie mógł być lepszy – oceniał piłkarz na portalu bundesliga.com.

Ridle Baku – modelowy transfer Wolfsburga

Historia jego kariery zaczęła się filmowo i póki co wszystko układa się jak w niezłej fabule. Baku utrzymał miejsce w składzie, zagrał także z Borussią i Werderem. Pierwszy mecz wygrał, drugi przegrał, ale Mainz i tak utrzymało się w lidze. Sam Baku był wtedy jeszcze środkowym pomocnikiem. Piłkarz Wolfsburga przyznaje w wywiadach, że właśnie tam czuje się najlepiej. Pod koniec sezonu 19/20 przemianowano go na prawego obrońcę. Niemcy szkolą zawodników w duchu wszechstronności, tak, aby piłkarz na każdej pozycji miał cechy środkowego pomocnika. Kilkanaście meczów wystarczyło, by Ridle Baku – jako prawy obrońca – zwrócił uwagę Bayernu.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Ten widział w nim rolę niedrogiej alternatywy dla Pavarda i Hernandeza. – Nie patrzyłem na tę ofertę poważnie. Powiedziałem sobie, że nie muszę iść do Bayernu jako młody zawodnik, mogę zrobić ten krok za kilka lat. Gdy zobaczymy, jak toczą się sprawy w VfL, dojdziemy do wniosku, że była to dobra decyzja – mówi piłkarz w rozmowie ze „SportBuzzer”.

Baku jest dziś postrzegany jako modelowy transfer filozofii VfL Wolfsburg. Nie tylko przez opinię publiczną, ale i sam klub. Oliver Glasner, austriacki trener Wolfsburga, mówi w „Sport Bild”, że Ridle idealnie wpisuje się w ideę ściągania zawodników, których można rozwinąć, a potem bez żalu oddać do lepszego klubu, gdy chcą zrobić następny krok. Wolfsburg stawia więc na zawodników, którzy jeszcze nie są hajpowani, ale już za chwilę mogą być – jak choćby Bartosz Białek. Sam Baku też świetnie trafił z momentem na przeskok. Raz, że był gotowy, miał na swoim koncie dwa sezony w Mainz. Dwa – w momencie jego transferu, dwaj inni prawi obrońcy leczyli urazy. William był na końcowym etapie rehabilitacji po kontuzji więzadłach, Kevin Mabu świeżo po zerwaniu krzyżowych.

Ridle Baku rozwiąże sześcioletni problem reprezentacji?

W jednym z artykułów o Baku czytamy „wielu zastanawiało się, dlaczego VfL wkłada tak dużo pieniędzy w talent, który rozegrał tylko 50 meczów w Bundeslidze”. Szybko okazało się, że wyłożenie za niego dziesięciu milionów euro to świetna inwestycja. Jak szybko? Mniej więcej po sześciu kolejkach, gdy dostał powołanie do dorosłej reprezentacji Niemiec.

Zaliczył w niej już debiut – w meczu towarzyskim z Czechami, po którym wrócił na zgrupowanie U-21. Na obecne mecze eliminacyjne także nie został zaproszony, przebywa właśnie z kadrą U-21, gdzie skradł ostatnio show w meczu młodzieżowych mistrzostwach Europy. Dwa gole i asysta – takim bilansem zakończył potyczkę z Węgrami. Turniej odbywa się – jak wiele innych w dzisiejszych czasach – na wariackich papierach. Faza grupowa jest rozgrywana od 24 do 31 marca, faza finałowa od 31 maja do 6 czerwca. Już teraz Niemcy zastanawiają się – czy jest w ogóle sens, by Baku jechał na fazę finałową?

Dorosłe Euro zaczyna się przecież 11 czerwca. Jeśli więc Baku zostanie powołany do dorosłej kadry, zapewne odpuści sobie młodzieżowy turniej. Wielu widzi go w roli piłkarza wyjściowego składu. Na portalu „Die Welt” czytamy artykuł opatrzony tytułem „ten facet może rozwiązać problem w drużynie Löwa”.

A problem jest ewidentny, pomiędzy prawą obroną a resztą drużyny widać duże dysproporcje. O ile na prawej stronie nie gra Joshua Kimmich, piłkarz nad wyraz wszechstronny, bez cech na wybitnym poziomie, ale też bez wad, który jednak bardziej potrzebny jest do regulowania tempa w środku. I właśnie tam, wspólną decyzją Löwa i Hansiego Flicka, jest wystawiany. Klostermann, nominalny środkowy obrońca, gra z konieczności. Zabezpiecza tyły, ale nie oferuje zbyt wiele z przodu. Podobnie jak Emre Can – także rzucany po pozycjach.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Żaden z nich nie jest gwarancją jakości, jakiej oczekuje reprezentacja Niemiec. Mogą stać się pożytecznymi ogniwami, jak kiedyś Höwedes, ale na dłuższą metę nie dadzą niczego ekstra. Thilo Kerher z kolei na ostatnie 15 meczów, zagrał w dwóch. W czasie pozostałych nie było go nawet na zgrupowaniu. Notorycznie ma problemy ze zdrowiem.

Problem nie został rozwiązany od czasu, gdy Philipp Lahm zakończył karierę. Oczywiście, przez większość kariery Lahm grał w reprezentacji po lewej stronie, ale końcówkę rozgrywał właśnie na prawej. Przez sześć lat na prawej stronie obrony zagrało czternastu zawodników. Dochodziło tam nawet do takich eksperymentów jak wystawienie Antonio Rüdigera czy Juliana Brandta. Nikt w szerszej perspektywie się nie sprawdził. Nikt, poza Kimmichem, który jest potrzebny w środku.

Ridle i Makana – bracia bliźniacy na dwóch rożnych biegunach

Dziś trudno w to uwierzyć, ale do pewnego momentu kariery dwóch braci układały się w miarę harmonijnie. Makana Baku odszedł z Mainz kilka lat przed bratem. Kończył mu się kontrakt, a Mainz widziało w nim jedynie piłkarza rezerw. Chcąc się rozwijać odszedł do Sonnenhof Großaspach, klubu wówczas 3. Bundesligi, gdzie toczył walkę o skład z Przemysławem Płachetą. Baku grał, Płacheta zaliczył tylko dwa ogony.

Po jednym z sezonów, gdy wykręcił 4 gole i 8 asyst, został dostrzeżony przez Holstein Kiel. Miał oferty z 1. Bundesligi, lecz uznał, że w młodym wieku przyda mu się delikatny przeskok. Wszystko układało się modelowo, Makana został nawet zaproszony do reprezentacji U-21, zresztą podobnie jak Ridle. Bracia zamieszkali we wspólnym pokoju, ciesząc się swoim towarzystwem, którego nie mieli zbyt wiele z uwagi na to, że obaj mieszkali po dwóch stronach Niemiec.

Ale kariera Makany nagle wyhamowała, chwilę po wspomnianym zgrupowaniu. Najpierw przyplątał się do niego szereg drobnych urazów, a później – na początku tego sezonu – kompletnie przegrał rywalizację sportową i dziś wraca na dobre tory w Warcie Poznań.

Grałem wtedy po prostu w piłkę, nie bardzo myślałem o tym, jak może potoczyć się moja kariera, gdzie mogę dojść. Pod tym względem był nieco bardziej profi. Wiedział dokładnie, czego chciał. Widać to było już w młodzieńczych latach. Pod tym względem był jeden krok przede mnąmówił Makana w naszym wywiadzie o czasach Mainz, gdy brat był od niego lepszy mentalnie.

Piłkarsko różni ich wiele. Ridle jest na fali wznoszącej, Makana znalazł się na zakręcie. Różni ich także pochodzenie imienia. Ojciec braci Baku, niegdyś piłkarz amator, ogromny fan futbolu, nadał swoim dzieciom ksywki. Makanie przypadła „Rudi”, ze względu na Rudiego Völlera. Bote Nzuzi otrzymał ksywkę „Ridle” od Karla-Heinza Riedle. Nie wiadomo, w jaki sposób z jego imienia zniknęła literka „e”. Wiadomo jednak, że w 2017 roku zaczął oficjalnie używać swojego pseudonimu, także w paszporcie i dowodzie osobistym.

Może w ten sposób sam skazał siebie na grę w reprezentacji? Wielu próbowało wejść w buty Lahma, nikomu się to jeszcze nie udało. Baku jest na dobrej drodze. O takich jak on mówią w Niemczech Hoffnungsträger. Posłaniec nadziei.

Fot. newspix.pl

Ogląda Ekstraklasę jak serial. Zajmuje się polskim piłkarstwem. Wychodzi z założenia, że luźna forma nie musi gryźć się z fachowością. Robi przekrojowe i ponadczasowe wywiady. Lubi jechać w teren, by napisać reportaż. Występuje w Lidze Minus. Jego największym życiowym osiągnięciem jest bycie kumplem Wojtka Kowalczyka. Wciąż uczy się literować wyrazy w Quizach i nie przeszkadza mu, że prowadzący nie zna zasad. Wyraża opinie, czasem durne.

Rozwiń

Najnowsze

Inne kraje

Piątek nie zwalnia tempa. Trzynasta bramka napastnika na tureckiej ziemi [WIDEO]

Piotr Rzepecki
3
Piątek nie zwalnia tempa. Trzynasta bramka napastnika na tureckiej ziemi [WIDEO]

Komentarze

4 komentarze

Loading...