Reklama

Na Zapleczu. Damian Jakubik, czyli gladiator o wielu twarzach

Szymon Janczyk

Autor:Szymon Janczyk

08 lutego 2021, 11:21 • 13 min czytania 10 komentarzy

Obóz Radomiaka we Włoszech, 2019 rok. Drugoligowy klub przed szturmem na zaplecze szlifuje formę w okolicach Werony. Boiska w ośrodku treningowym oddziela charakterystyczny, niski murek. Jednemu z piłkarzy przypadkowo piłka uciekła tak, że żeby ją dogonić, musiałby go przeskoczyć. Zrezygnował. Niezadowolony Damian Jakubik rzucił: biegnij, co się boisz, to tylko mur! Ktoś weźmie to za zwykły żart sytuacyjny. Ale ci, którzy “Dżeja” znają, wiedzą, że gdyby sprawa dotyczyła jego, bez zawahania władowałby się w kupę kamieni zalanych betonem. I niekoniecznie byłby poszkodowaną stroną w tym starciu.

Na Zapleczu. Damian Jakubik, czyli gladiator o wielu twarzach

W Radomiu Jakubik jest postacią niemal kultową, choć niekoniecznie traktowaną jako legenda. Charakterystyczny styl biegu prawego obrońcy pozna się nawet kiedy słońce razi w oczy tak, że niewiele na boisku widać. Poza tym każdy fan Radomiaka wie, że Damian to chodzący synonim żółtej kartki. Gdy na przełomie końcówki poprzedniego i startu obecnego sezonu zaliczył serię 11 spotkań bez napomnienia na koncie, zdumienie było większe niż gdy trafiał do siatki. Dariusz Banasik także był wtedy w szoku, mimo że od dawna pracował nad charakterem jednego z liderów swojego zespołu.

– Rozmawialiśmy z nim, zwracaliśmy na to uwagę. Doświadczenie pomaga mu kontrolować emocje. Rok temu kiedy dostawał kartkę, zdarzało się, że zdejmowaliśmy go z boiska i przyznawał nam rację. Nadal jest impulsywny, ale to wynika z charakteru, nie z brutalności. Jest walczakiem, zadziorą, ale musi panować nad emocjami. Kartka za faul – ok, ale kartka za głupotę – nie do przyjęcia.

Damian Jakubik – historia piłkarza Radomiaka Radom

A takie „kartki” za głupotę często się Damianowi zdarzały. Aha, bo wspomnieliśmy o bramkach. Warto dodać, że kiedy Jakubik wpisuje się na listę strzelców, to przeważnie strzela tak, że człowiek przez kilka sekund musi zbierać szczękę z podłogi.

Mniej więcej od 0:40 poniżej:

Reklama

Od 1:50, ale warto przesunąć wcześniej do kapitalnego strzału wolejem, który trafił w słupek:

Sami widzicie – “potrafi uderzyć” pasuje jak ulał. Kibice takich trafień długo nie zapomną, tak jak i rywale nie zapominają starć z Jakubikiem.

Damian Jakubik – walczak

Ligowcy, którzy stanęli naprzeciw niego, powtarzają, że jest twardy. Dowodów możecie poszukać na twarzach Dawida Gojnego czy Krzysztofa Zaręby, którzy zostali znokautowani w walce o piłkę. Albo na nogach skrzydłowych, które przyczyniły się do zebrania ponad 120 kartek w karierze. Ciężko o dokładne statystyki z całej historii rozgrywek w Polsce, ale coś nam się wydaje, że ta liczba może być rekordem, jeśli chodzi o nasze podwórko. Już pięć lat temu, gdy wyróżnialiśmy Damiana jako czołowego prawego obrońcę ligi, zwracaliśmy na to uwagę.

“Obrona? Od prawej strony 25-letni Damian Jakubik, który już od czterech lat regularnie gra w Dolcanie. Ostatnim razem z Ząbek wyciągnięto Piesia i Leszczyńskiego, ale chętni byli też na niego. Chłopak miewa tylko problem z kartkami: w pierwszych czterech meczach sezonu dostał po żółtku, po pauzie przez dziewięć kolejnych nic i znów seria trzech żółtych spotkań”.

Reklama

Ciekawostką jest to, że już jako junior potrafił zajść wszystkim za skórę. W jednym z meczów Mazura Karczew zdarzyła się wyjątkowa sytuacja. Sędziowie w tym wieku zwykle rozdawali kary minutowe za brzydkie faule. Jakubik zasłużył jednak na bezpośredniego kiera, bo z Jakubem Koseckim postanowił rozprawić się w sposób niekoniecznie humanitarny.

Statystyki Damiana Jakubika od czasu debiutu w 3. lidze

Tak, napomnienia to cecha szczególna “Dżeja”. Żółtą kartkę ogląda średnio co trzy mecze. Ale ani to, ani fakt, że zaliczył w karierze kilka nokautów, nie czyni z niego brutala; kogoś, kto z premedytacją próbuje wysłać rywala do szpitala. – Swoją zadziornością i upartością doszedł do miejsca, w którym jest. Grał w Ekstraklasie, teraz jest najlepszym bocznym obrońcą pierwszej ligi. Zawsze charakteryzował się solidnością, nigdy nie schodził poza swój poziom. Ma bardzo dobry charakter do gry w piłkę, do tego, żeby być w zespole. Jego kartki biorą się z tego, że jest ambitny, nie odpuszcza. Wsadzi głowę tam, gdzie inni nie wsadzą nogi – mówi nam Paweł Łukasik, wiceprezes Mazura Karczew, w którym zawodnik zaczynał karierę.

Typowy przykład zawodnika, którego po prostu wolisz mieć po swojej stronie. Nieważne czy chodzi o ważny mecz ligowy, czy o spotkanie kilku nieprzyjemnych typków w ciemnej uliczce.

Damian Jakubik – talent

W pierwszym z przypadków, czyli na boisku, także dlatego, że Damian to nie tylko walka na pograniczu faulu. To także – a może przede wszystkim – umiejętności, bo mówimy tu o czołowym bocznym obrońcy na zapleczu Ekstraklasy. “Dżeju” talent do gry w defensywie odziedziczył po tacie. W Karczewie bardzo dobrze wspominają Gienka Jakubika, czołowego stopera Mazura, który zaraził syna miłością do futbolu. Obrońca Radomiaka swoją przygodę z piłką zaczynał na tej samej pozycji.

Damian dołączył do nas po pierwszym sezonie. Przydał nam się, bo mieliśmy środkowego obrońcę z ofensywnymi inklinacjami na długo. Koń do biegania, nie do zajechania. Przez pewien okres grał nawet w kadrze Mazowsza z Koseckim, Kupiszem, Jankowskim czy Szczęsnym. Za długo tam jednak nie zabalował – wspomina Mateusz Zieliński, który wspólnie z “Jakubu” przebijał się z juniorów do pierwszej drużyny Mazura. Już wtedy widać było, że jak na defensora, Damian ma ponadprzeciętny ciąg na bramkę.

Przynajmniej raz na mecz, niezależnie od wyniku, dostawał czy przejmował piłkę na środku obrony. Widziałem już, jak robi taki swój gest, bo ma charakterystyczne tiki rękami i wiedziałem, że zaraz ruszy na bramkę. Próbował mijać wszystkich po kolei i co ciekawe często mu się to udawało. Ja grałem na środku pomocy, więc od razu cofałem się na jego pozycje i czekałem, co się stanie. Rozwiązania były dwa. Paru ludzi się od niego poodbijało, piłka się poodbijała i albo była z tego bramka lub dobra sytuacja dla nas, albo gość, który zabrał mu piłkę, długo się nią nie nacieszył – opowiada nasz rozmówca.

Wiadomo jednak, jak to jest w Karczewie i podobnych miejscach. Przebić się spod własnej bramki w pole karne rywala jest często łatwiej niż przebić się do poważnej piłki. Wojciech Sudakowski, inny kolega Damiana z szatni, twierdzi jednak, że w tym przypadku można było spodziewać się takiego awansu.

Damian zawsze się wyróżniał. Być może nie w takim sensie, że patrzyłeś na niego i mówiłeś „o, ten to zrobi karierę”, ale był koniem pociągowym zespołu. Graliśmy razem w roczniku ’90, dołączył do nas chyba po roku. Mieliśmy utalentowany rocznik, sporo z nas aspirowało do gry wyżej, a on z wiekiem zawsze trzymał poziom. Występował na środku i na boku obrony. Gdzie był ustawiany, tam dawał radę. Jak wchodziliśmy do seniorów, grał już stricte jako obrońca. Kiedy zespół objął Robert Podoliński, w pół roku przeskoczył do pierwszej drużyny i zaczął regularnie grać, jako pierwszy z nas się przebił.

Dzwonimy więc do Roberta Podolińskiego, żeby dowiedzieć się, czym 17-latek przykuł jego uwagę. Szybko okazuje się, że w pierwszym występie “Dżeju” wyłączył z gry… Sylwestra Patejuka. Wtedy jeszcze Patejuk nie był gościem z fajnym CV, który kończy karierę w rodzinnych stronach. Wręcz przeciwnie. Był gwiazdą Korony Góra Kalwaria i dopiero zmierzał do Ekstraklasy. – To był wtedy najlepszy piłkarz ligi, zdecydowanie przewyższający ten poziom. Damian dał sobie jednak radę i od tamtej pory grał już w wyjściowym składzie. Można powiedzieć, że to takie moje odkrycie – tłumaczy nam ówczesny trener Mazura. On także poszedł wyżej i nie zapomniał o swoim podopiecznym.

Damian Jakubik – żołnierz

Jakubik trafił za Podolińskim do Ząbek i tamtejszego Dolcanu. Klub nie robił mu problemów – wręcz przeciwnie, wszyscy chcieli, żeby ich wychowanek dotarł jak najwyżej. Co ciekawe Damian już wcześniej mógł zakotwiczyć w silnym, mazowieckim klubie. Jeszcze w wieku juniora zainteresowała się nim Wisła Płock. – Był taki mecz w sezonie 09/10 z rezerwami Wisły na głównej płycie. Na trybunach był trener Dariusz Kubicki, w składzie Wisły Lasocki, Pęczak. Wygraliśmy 3:2, „Jakubu” dał dwie asysty. W listopadzie zaprosili nas na testy, ale trenerem był już Jan Złomańczuk i jak nas oglądali, to chyba nie za bardzo wiedzieli, co my tam robimy, więc większość czasu spędziliśmy w hotelu na grach komputerowych. Pamiętam, że z nami był wtedy także Adam Frączczak – opowiada Mateusz Zieliński.

Cóż, z “Nafciarzami” nie wyszło, ale na zapleczu Ekstraklasy w Ząbkach “Dżeju” dal sobie radę. – Wystarczy prześledzić jak dużą liczbę minut rozgrywał w Dolcanie jako piłkarz wzięty z trzeciego, czwartego poziomu ligowego – mówi Podoliński, który cenił bocznego obrońcę za żołnierskie podejście do zawodu. Jakubik, słysząc “rozkaz”, dwa razy się nie zastanawiał i robił, co trzeba. Zawsze solidnie, zawsze ambitnie. Powtarza to wielu trenerów, którzy z nim pracowali.

Artur Kolator, były opiekun Mazura: – Sympatyczny, pracowity, charyzmatyczny, skromny, uczciwy. Kiedy przejmowałem zespół, był czołową postacią drużyny, mimo że grał na prawej obronie. W kryzysowych sytuacjach mogłem na niego liczyć, wspierał nas na każdej pozycji, na której go wystawiałem. Jak mieliśmy sytuację, że ktoś wypadł, to właśnie on wskakiwał w jego miejsce, czy na lewą obronę, czy na prawą pomoc.

Ile wart jest Pro Junior System w 1. lidze? Podsumowanie czterech lat programu

Dariusz Kubicki, Znicz: – Szalenie ambitny zawodnik. Silny, zwrotny, agresywny. Oglądałem go w kilku meczach w Radomiaku i ciągle czyni postępi jeśli chodzi o rozegranie piłki. Solidnie się prezentuje.

Jerzy Cyrak, Radomiak: – Bardzo dużą uwagę przykładał do indywidualnej pracy. Świadomy, zawsze przed treningami przygotowywał się do zajęć. Nigdy nie trzeba było za nim biegać, bardzo profesjonalnie podchodził do swojej pracy. Podobnie na samym treningu: duża koncentracja, zaangażowanie, często widoczna sportowa złość, traktował to poważnie.

Dariusz Banasik, obecny szkoleniowiec Radomiaka: – Co mu się nie powie, to wykona. W pierwszej lidze jest w grupie najlepszych, ma liczby i dobre statystyki. Dobrze gra mu się z Leandro, ta strona dobrze funkcjonuje. Wiadomo, jak to było z Leandro, często grał tylko z przodu. Teraz więcej pracuje w defensywie, ale Damian nawet kiedy musiał go asekurować, włączał się także do ofensywy. Zgrali się i nie przewidujemy zmian, jeśli chodzi o tę stronę, mają pewne pozycje.

Liczby potwierdzają klasę prawego obrońcy radomskiej drużyny. W poprzednim sezonie był najskuteczniej odbierającym piłkę zawodnikiem na zapleczu Ekstraklasy, dominował też w rubryce pojedynków w obronie. Pod wieloma względami wybija się ponad przeciętność i zapewne gdyby nie wiek, dawno dostałby drugą szansę w wyższej lidze. Zresztą wystarczy spojrzeć na dane z InStata.

Damian Jakubik w 1. lidze w dwóch ostatnich sezonach

Tylko raz nie wykonał powierzonego mu zadania. Blisko cztery lata temu Znicz Pruszków, outsider pierwszej ligi, grał z GKS-em Katowice. Naprzeciw ekipy z Mazowsza mega paka. Alan Czerwiński, Kamil Jóźwiak, Mikołaj Lebedyński, Grzegorz Goncerz. I oczywiście Dawid Abramowicz, obecny kolega z Radomiaka, który wtedy sprawiał całej lidze problemy dalekimi wrzutami z autu. Przed meczem Dariusz Kubicki upominał Jakubika: nie bij na auty, nie wybijaj na auty, nigdy nie na aut, wszędzie byle nie na aut, bo oni z połowy w pole karne rzucają. Plan swoje, życie swoje. GieKSa ciśnie, biedny Damian ledwo się broni, ale wykopuje futbolówkę wszędzie, gdzie się da, co mocno drażni trenera.

– Kurwa, nie na aut! – krzyczy Kubicki, za moment znowu. – Damian, kurwa, nie na aut!

Sytuacja się powtarza, aż w końcu Jakubik nie wytrzymuje – a on głos podnosi bardzo rzadko, więc musiał być już chodzącym wulkanem.

– Trenerze, kurwa, to gdzie ja mam kopać?!

Kubicki się wkurzył i ściągnął go z boiska. Znicz w kwadrans stracił trzy bramki i z 0:1 zrobiło się 1:4.

Damian Jakubik – wzór

Co jest tajemnicą sukcesu Damiana Jakubika? W dużej mierze wydolność, siła i przygotowanie fizyczne. “Dżeju” od zawsze wkładał w futbol całe serce, nie tylko na boisku. – Zawsze trenował regularnie, nie odpuszczał, a wielu chłopaków poodpadało. Nie pamiętam, żeby w ogóle miał taki okres, kiedy zrezygnował z grania. W Mazurze była ekipa, która balowała, ale Damian do niej nie należał. Czasami byliśmy nawet zdziwieni, że nie imprezuje, nie wychodzi, tylko sportowo się prowadzi – mówi Wojciech Sudakowski.

“Jakubu” już w Karczewie zainteresował się fizjoterapią i dbaniem o odpowiednie przygotowanie. Skończył nawet kursy, żeby mieć plan B, gdyby coś poszło nie tak. – Gdy grał u mnie nabierał doświadczenia – piłkarskiego i życiowego. Chodził na szkolenia z odnowy biologicznej, uczył się tam wielu rzeczy, które się sprawdzały w praktyce. Trochę zmienił podejście związane z przygotowaniem do meczu. Zawsze pomagał wszystkim, czy starszym zawodnikom, czy młodszym. Wprowadzał ich do szatni, bo mieliśmy wtedy piłkarzy, którzy grali w młodzieżowych reprezentacjach Polski, jak Rafał Dąbrowski – przyznaje Artur Kolator.

Z drugiej strony… Chyba dobrze, że nie musi próbować swoich sił w tym zawodzie. Opowiada Zieliński. – Pamiętam, że graliśmy na Radomiaku i zerwałem więzadło krzyżowe bez kontaktu z gościem, ale tak się wydarłem, że sędzia wlepił mu żółtą kartkę. Zszedłem do szatni, przesiedziałem cały mecz, zremisowaliśmy 0:0, co było sporą niespodzianką. Wchodzi Damian, ja siedzę załamany.
– I co?
– Chyba ciężko z tymi kolanami.
– Co ty pierdolisz, załóż sobie bandaż elastyczny i za chwile będziesz do grania.
Ciesze się, że został piłkarzem, a nie fizjoterapeutą!

“Jakubu” ma świra na punkcie dbania o siebie. Udowadnia, że nie trzeba być Robertem Lewandowskim, żeby prowadzić się we wzorowy sposób. Podobno wozi ze sobą wagę, żeby przed meczami sprawdzać, czy wszystko się zgadza. Jeśli odkryje jakąkolwiek nadwyżkę, potrafi założyć do spania dresy, żeby pozbyć się jej przez noc i być idealnie przygotowanym do meczu. W Radomiu uchodzi za wzór także na treningach. Jeśli przyjdziesz na zajęcia wcześniej, zapewne zobaczysz go na macie, albo z rollerem. Jeśli zostaniesz dłużej, obrazek się powtórzy. To później widać. – Świetnie przygotowany fizycznie, miał bardzo dobre wyniki badań, testów. Na pewno mniej kosztuje go przygotowanie się do sezonu, zrobienie formy. Taki materiał genetyczny, bardzo twardy, wydolny i silny zawodnik – zauważa Robert Podoliński.

Śledź: „Dwa lata byłem poza piłką. Złamałem nogę jako junior, wróciłem jako senior”

Sztab Radomiaka sugeruje wszystkim, że warto podpatrywać kolegę z szatni i brać z niego przykład. A każdy, kto Jakubika obserwuje, momentalnie zyskuje do niego szacunek. Mimo że sam zainteresowany rzadko się udziela. – W szatni to była cicha, ale bardzo szanowana osoba. Jeśli miał coś do powiedzenia, to było sensowne i mądre. Mimo że był stonowany i nie brylował, miał duży posłuch – zdradza Jerzy Cyrak.

Damian Jakubik – fajny gość

Plotka mówi, że przed meczem potrafił jak gdyby nigdy nic czytać w szatni książkę. Robert Podoliński żartuje, że Jakubika pamięta dobrze, ale jego głosu nie pamięta wcale. To wręcz niesamowite, że piłkarz, który na murawie jest jak heavy metal, poza nią jest jak muzyka klasyczna. Kontrasty się zdarzają, ale nie aż takie. Jakubik ma swój świat i swoje rytuały. Klasykiem jest już obrazek sprzed meczu, na którym polewa getry wodą. Nieważne czy jest -15 czy +20. Woda musi być. W jednym z nielicznych (a w zasadzie w jedynym, jaki można znaleźć w sieci) wywiadów tłumaczył to tak:

Nie tyle łydek, ile getrów. Jak są za małe, to opinają łydki. Po polaniu wodą robią się bardziej elastyczne, lepiej się trzymają i komfort gry jest większy.

Brzmi jak dobre usprawiedliwienie. Niestety raczej nie dowiemy się, dlaczego przed meczami – a czasami nawet przed treningami – musi zmieniać buty. Nie to, że zabiera ze sobą różne rodzaje obuwia. Po prostu: ma dwie pary, zakłada jedną, żeby przed wyjściem na boisko ją zmienić. Ot, kolejny nawyk.

Introwertyczna osobowość sprawia, że “Dżeju” zwykle stoi z boku, natomiast każdy, z kim rozmawiamy, przyznaje, że kiedy już włączy się do “robienia atmosferki”, to zawsze jest dużo śmiechu. Czasami także z niego. – W seniorach jeździliśmy na treningi starszą Skodą Felicią z paką. Ona była dwuosobowa, ale trzeba było się jakoś zabierać, więc Damian często lądował z tyłu. To był cały biały samochód i każdy żartował, że jesteśmy jak Ghostbusters, bo nawet bestię na pace mamy – wspomina Mateusz Zieliński.

Z drugiej strony, żeby żartować z “Jakubu”, trzeba się z nim znać. No, chyba że chce się nadziać na kontrę. Tak, jak swego czasu nadział się na nią Jakub Pyżalski, który podczas meczu Warty z Radomiakiem w Poznaniu próbował sprowokować Jakubika i spółkę, jednak obrońca szybko pozbawił go ironicznego uśmiechu. Aż chce się zacytować klasyka: ale to nie do mnie tak, do mnie nie.

Statystyki Damiana Jakubika w Radomiaku

W obecnej kadrze tylko trzech piłkarzy ma na koncie więcej występów w zielonych barwach – radomianie Świdzikowski i Radecki oraz legenda klubu,  Leandro. Za Radomiaka dałby się pokroić, mimo że nie jest nawet jego wychowankiem. Mówi się, że przed rokiem był pierwszy do obniżania wynagrodzenia, żeby ratować budżet. W zamian zasłużył na… podwyżkę i nowy kontrakt, który podpisał na początku stycznia. To również znamienne, bo propozycję przedłużenia umowy dostał jako pierwszy z 11 zawodników, którym latem kończył się kontrakt.

Wygląda na to, że Radom i Jakubik są już na siebie skazani. I jedyną zawiedzioną stroną są w tej układance piłkarze ligowych rywali Radomiaka, którzy mają przed sobą wizję dwóch kolejnych lat lodowych okładów po starciach z „bestią” biegającą po prawym skrzydle.

SZYMON JANCZYK

fot. 400mm.pl

Nie wszystko w futbolu da się wytłumaczyć liczbami, ale spróbować zawsze można. Żeby lepiej zrozumieć boisko zagląda do zaawansowanych danych i szuka ciekawostek za kulisami. Śledzi ruchy transferowe w Polsce, a dobrych historii szuka na całym świecie - od koła podbiegunowego przez Barcelonę aż po Rijad. Od lat śledzi piłkę nożną we Włoszech z nadzieją, że wyprodukuje następcę Andrei Pirlo, oraz zaplecze polskiej Ekstraklasy (tu żadnych nadziei nie odnotowano). Kibic nowoczesnej myśli szkoleniowej i wszystkiego, co popycha nasz futbol w stronę lepszych czasów. Naoczny świadek wszystkich największych sportowych sukcesów w Radomiu (obydwu). W wolnych chwilach odgrywa rolę drzew numer jeden w B Klasie.

Rozwiń

Najnowsze

Ekstraklasa

Siemieniec: To wielkie święto dla całego miasta. Jestem dumny ze swojego zespołu

Piotr Rzepecki
1
Siemieniec: To wielkie święto dla całego miasta. Jestem dumny ze swojego zespołu

Ekstraklasa

Ekstraklasa

Siemieniec: To wielkie święto dla całego miasta. Jestem dumny ze swojego zespołu

Piotr Rzepecki
1
Siemieniec: To wielkie święto dla całego miasta. Jestem dumny ze swojego zespołu

Komentarze

10 komentarzy

Loading...