Reklama

Kroczący wśród bólu. Bielik wkracza na pokrętną ścieżkę

Kamil Warzocha

Autor:Kamil Warzocha

04 lutego 2021, 17:14 • 9 min czytania 18 komentarzy

Kiedy Krystian Bielik zaczął sięgać nieba, ono zwaliło mu się na głowę. Los pokazał swoje wstrętne oblicze i wszelkie nadzieje na przyszłość, takie jak gra na EURO czy transfer do lepszego klubu, momentalnie legły w gruzach. Niestety mowa o jednym z najgorszych przypadków wśród kontuzji piłkarzy, co oznacza, że Polak zawędrował do punktu, z którego mało kto wraca bez szwanku. No, chyba że jest się Gandalfem. Chcielibyśmy, żeby Krystian skończył właśnie jak ten sympatyczny czarodziej, choć zdajemy sobie sprawę, że łatwo nie będzie. Takie wydarzenia rządzą się brutalnymi prawami.

Kroczący wśród bólu. Bielik wkracza na pokrętną ścieżkę

W takich sytuacjach zawsze przychodzą na myśl historie zawodników, których życiorysy zostały splamione przez różnego rodzaju urazy. Niekiedy mniej, czasami bardziej poważne. Niektórzy przedwcześnie kończyli kariery, inni walczyli, nie zawsze z powodzeniem. Trzeba mieć na uwadze, że wokół jakiegokolwiek uszczerbku na zdrowiu pojawia się wiele znaczących czynników. Załamania w psychice, test siły mentalności, walka z własnym organizmem. To katorga, która nie raz wynika z zaniedbań samych piłkarzy lub czystego pecha, choć nierzetelnym byłoby stwierdzenie, że wina za ich cierpienie nie może leżeć gdzieś indziej.

Bielik wrócił z zaświatów w świetnym stylu

Krystian Bielik po raz drugi zerwał więzadło krzyżowe w tej samej nodze. To brzmi jak najgorszy wyrok, który miał nigdy nie nadejść. Po pierwszym zerwaniu, w styczniu 2020 roku, 23-latek dostał od lekarzy informację, że jego okres rekonwalescencji będzie na tyle długi, żeby ryzyko pojawienia się identycznego urazu oscylowało w granicach jedynie 8%. Jakby nie patrzeć, była to wieść budząca pozytywne emocje. Zresztą Krystian nie trafił w ręce znachorów, a topowych fachowców, którym można było zaufać. Efekt? Bielik wrócił i zaczął grać najlepszy futbol w swojej karierze. Zaczął grać jak z nut.

Z jednej strony to była świetna informacja. W składzie Derby County nikt nie mógł mu się równać przez dobrych kilka tygodni. Powiedzieć, że Polak był wiodącą postacią zespołu, to jak nic nie powiedzieć. On brylował na tle całej Championship. Gdyby jednak nieco głębiej się nad tym zastanowić, widzimy jedno „ale”. Aspekt, którego wcześniej raczej nie braliśmy pod uwagę. Bielik grał wszystko od deski do deski, bez chwili wytchnienia. Zaznaczmy: po ponad 300 dniach rozbratu z futbolem.

  • wyniki Derby przed powrotem Bielika (do 14. kolejki): dziewięć porażek, cztery remisy i zwycięstwo
  • po powrocie Polaka do pierwszego składu na dobre: sześć zwycięstw, trzy remisy, trzy porażki

Sztab szkoleniowy Derby szybko zdał sobie sprawę, że postać Bielika może być kluczowa w kontekście walki o utrzymanie. Wiedział o tym trener Rooney, zorientowali się kibice. Pytanie, czy dobro klubu nie zostało postawione wyżej niż zdrowie piłkarza. Kwestia dyskusyjna.

Reklama

Wina Rooneya?

Krystian Bielik wrócił do pełnej sprawności, nikt z niczym się nie spieszył, ale nie ma co ukrywać, że odczuwamy pewne wątpliwości. Nie trzeba było przecież wrzucać piłkarza po ciężkiej kontuzji na obroty rzędu tysiąca minut w niespełna dwa miesiące. Piłkarza, który nie odbył okresu przygotowawczego. Jasne, to tylko gdybanie nad alternatywnym scenariuszem, którego w żaden sposób nie jesteśmy w stanie zweryfikować. Można jednak odnieść wrażenie, że poziom eksploatacji Bielika pozostawiał wiele do życzenia. Szczególnie w okresie grudniowym, kiedy 23-latek zagrał osiem meczów po 90 minut. Przerwy między kolejkami wynosiły odpowiednio (dni): cztery, cztery, trzy, cztery, dziesięć, cztery, trzy. Trochę gęsto.

Najpewniej sam Krystian konsultował swoje samopoczucie z trenerem, ale wiadomo, jak to bywa z młodymi i ambitnymi chłopakami. Chcą grać wszystko. Czasami, nawet nieświadomie, kosztem zdrowia. A że na horyzoncie zbliżał się turniej rangi międzynarodowej, mogło to mieć swoje znaczenie.

– Zawodnik po takim urazie musi osiągnąć szereg etapów, zanim wróci do pełnego obciążenia. Układ nerwowy musi nauczyć się innego zachowania, trzeba sprawdzić zakres ruchu „nowego” kolana. To konkretny okres adaptacji. Dopiero potem myślimy o powrocie na boisko. Jeżeli mamy dobre wyniki badań, a sam zawodnik twierdzi, że czuje się dobrze, okres gry zostaje zwiększany. To normalna rzecz. Patrząc jednak na długość przerwy i powagę urazu, można mieć wątpliwości, czy nie doszło do lekkiego przeciążenia. Lekarze Derby na pewno tę kwestię diagnozują, choć niewykluczone, że nie uda się znaleźć popełnionego błędu – mówi nam Krzysztof Wdowik, fizjoterapeuta Zagłębia Sosnowiec.

Rożne są koleje losu piłkarzy z tak poważnym urazem. Są lepsze…

Kiedy myślimy o jakimś piłkarzu i którymś z kolei zerwaniu więzadła krzyżowego, nie zawsze trzeba wysnuwać czarne scenariusze. Taki Arkadiusz Milik pokazał wszystkim niedowiarkom, że po zerwaniach w obu kolanach można wrócić na wysokie obroty. Inny przykład? Brazylijski Ronaldo, kiedy po półtora roku przerwy od gry wjechał z buta w mundial w Korei i Japonii. Jeśli chodzi o nasze podwórko, podobne katusze przeżywał choćby Mirosław Szymkowiak. On też miał zerwane dwa więzadła krzyżowe: raz w prawej, raz w lewej nodze.

Druga kontuzja, tak jak w przypadku Arkadiusza Milika, przyszła kilka miesięcy po pierwszej. Szymkowiak nie miał wtedy nawet 20 lat, a mimo to zdołał w swojej karierze świętować sześć tytułów mistrza Polski, dwa Puchary Polski i kilkadziesiąt meczów w pierwszej reprezentacji. Można? Można.

Reklama

Z innych polskich piłkarzy, którzy wyjątkowo dobrze poznali gorzki smak bólu i żmudnej rehabilitacji, ale nie upadli ze swoją karierą, warto przypomnieć Tomasza Dawidowskiego. – Nie znam drugiego piłkarza, który tyle by przeżył. Przecież prócz zerwanych więzadeł miałem problemy z sercem, łękotką, zdarzały się pęknięte kości. W sumie przeszedłem czternaście zabiegów. W szesnastoletniej przygodzie z futbolem to bardzo dużo. Po każdej kontuzji trzeba przejść rehabilitację i podnieść się kolan. Jeśli ktoś nie ma jaj i ambicji, to nie wytrzyma. Trzeba też powiedzieć, że z roku na rok jest coraz łatwiej, bo medycyna cały czas idzie do przodu. Uważam, że mogę sobie bić brawo, że nigdy nie rzuciłem rękawic – przyznał dwukrotny mistrz Polski.

I gorsze

Oczywiście istnieją też przypadki, kiedy kontuzje tego typu rozmieniają potencjał zawodnika na drobne, wyniszczają go doszczętnie. Są niczym cień, który zaczyna prześladować człowieka w najmniej spodziewanym momencie. Najczęściej wtedy, gdy ktoś zaczyna sięgać sufitu lub przepowiada mu się nietuzinkową karierę jeszcze w okresie młodości. Niestety pojawia się nagły zwrot akcji, zaczyna się równia pochyła. W parze z umiejętnościami przestaje iść szczęście, ciało odmawia posłuszeństwa. Oszukuje nas własna genetyka.

 Po zerwaniu ścięgna Achillesa przez trzy miesiące siedziałem w domu o kulach i z nogą w gipsie. Mama mi mówiła, że ewidentnie straciłem chęć do życia. Moja psychika przestała nadążać. Nagle jesteś tutaj [ręka nad głową], za chwilę jakaś kontuzja i lądujesz tutaj [ręka przy ziemi]. To boli. Kiedy jechałem grać, modliłem się za każdym razem, żeby nic mi się nie stało w nogę. Czułem ją, nie byłem pewny siebie. Nawet chodząc po ulicy, bałem się, że coś mi się stanie mówi Michał Bartkowiak, któremu kontuzje zaprzepaściły profesjonalną karierę.

– Runda jesienna sezonu 2015/2016 w Championship była najlepszym momentem w mojej karierze, ale w grudniu niestety zerwałem więzadło krzyżowe w kolanie. Byłem załamany. To było o tyle dołujące, że w ostatnich tygodniach przed kontuzją mój agent powiedział, że wzbudziłem zainteresowanie kilku klubów Premier League. Szkoda, że tak wyszło, ale wiedziałem, z czym mam do czynienia. Przygotowałem się mentalnie do długiej walki i wmawiałem sobie, że wrócę silniejszy – opowiadał nam Dani Pinillos, który przeżył podobną historię jak Bielik. Dzisiaj Hiszpan jest piłkarzem Miedzi Legnica.

Los nie uśmiechał się również do Giuseppe Rossiego, który w ciągu sześciu lat zerwał więzadła w kolanie aż cztery razy. Wielki talent, ale jeszcze większy pechowiec. Skoro mowa już o liczbie czterech, cóż, grzechem byłoby nie wspomnieć o Michale Efirze. On też czterokrotnie borykał się z tym samym urazem (nie tylko) i to z opłakanym skutkiem. Jego kariera skończyła się, nim na dobre się zaczęła. Choć, jak twierdził sam Michał, kontuzje nigdy go nie złamały. Dzisiaj 28-latek kopie jeszcze w piłkę, ale o poważnym graniu nie ma mowy. Z Bielikiem raczej nie ma prawa być aż tak źle.

Ślady nie tylko na ciele

Uszkodzenia ciała to jedno, następstwa psychiczne to drugie. Można być tytanem pracy i przebrnąć mozolny okres rehabilitacji bez szwanku. Zdobyć w sobie odpowiednią determinację, żeby nie wpaść w depresję lub inne nastroje tego pokroju. Czasami jednak kłopotliwą sprawą, co przyznają sami piłkarze, jest moment ponownego wejścia w trening. W głowie pojawia się blokada, ktoś nie potrafi uwolnić pełni swoich możliwości. Oczywiście Bielik nie sprawiał wrażenia, jakby borykał się z tym problemem, ba, w styczniu wyglądał nawet lepiej niż przed niemal roczną przerwą. Ale jeśli otrzymujesz ten sam cios, który znowu powala cię na łopatki, trudno o czystą głowę.

– Kontuzja więzadeł jest gorsza niż złamanie nogi. Kość się zrośnie, jest twarda i można wracać do zajęć. Przy zerwaniu więzadeł mamy do czynienia z mięśniami, a to wymaga całkiem innej pracy i rehabilitacji. Nie wiem czy jest najgorsza. Ja zerwałem więzadła już trzy razy, ale medycyna nie postawiła na mnie krzyżyka. Niestety za każdym razem po powrocie do gry trzeba się uczyć wszystkiego od nowa. Tak chyba działa mózg człowieka. Jesteśmy przyzwyczajeni do pełnej sprawności, nagle jest taki uraz i wszystko się odwraca o 180 stopni. Pojawia się asekuracja, odpuszczanie, trzeba nauczyć układ nerwowy odpowiedniej pracy opowiadał nam Efir.

Wraz z upływem czasu człowiek zaczyna się zastanawiać, co poszło nie tak. Wina lekarzy? Słabsza konstrukcja mięśni? Zwykły pech? Wiele jest pytań, mało odpowiedzi. Słowem: przed Polakiem klaruje się naprawdę ważny proces myślowy. Zresztą nie tylko przed nim. Gdy dochodzi do powtórnego zerwania ACL-a, nie tylko w głowie zawodnika zaczyna tłoczyć się szereg wątpliwości. Będąc fizjoterapeutą, zaczynam się zastanawiać, czy zawiodłem ja, jeśli chodzi o proces leczenia, czy zawodnik. A może operacja mogła zostać przeprowadzona innym sposobem? Przy pierwszym razie nie ma czegoś takiego – mówi Krzysztof Wdowik. Gdybym miał do wyboru ponowne zerwanie więzadła w tej samej nodze lub kolejne, ale w drugiej – wybrałbym drugą opcję. Proces rehabilitacji w obu przypadkach wygląda podobnie, istotna różnica leży w psychice, kiedy zaczynamy wątpić we wcześniej wyleczone kolano dodaje.

Walka z samym sobą

– Dzisiaj coraz więcej mówi się o trenerach od przygotowania mentalnego, którzy, tak uważam, robią kawał dobrej roboty. Praca w gabinecie fizjoterapeutów to 50%, konsultacje z psychologami kolejne 50%. Trzeba o tym pamiętać. Dzisiaj zawodnicy wyglądają jak młodzi bogowie, dbają o siebie, zwracają uwagę na każdy aspekt od żywienia po higienę snu. Jeśli ktoś taki chce się rozwijać, dobrym wyborem jest wkroczenie na pole mentalne. W razie pęknięcia któregoś z mocniejszych ogniw, to znaczy pojawienia się kontuzji danej części ciała, to może zaprocentować. Nie można zacząć myśleć, że ciągłe udoskonalanie swojego organizmu jest drogą donikąd. Nawet jeśli organizm w jakimś momencie zawiódł. Po to są terapeuci i psychologowie, żeby nie zatracić w sobie sensu postępowania – twierdzi Krzysztof Wdowik.

Czy Krystian będzie potrzebował pomocy z zewnątrz bardziej, niż miało to miejsce w przeszłości? Można podejrzewać, że tak. Głupotą byłoby zrzucanie kwestii mentalnych na dalszy plan, szczególnie w przypadku, kiedy nic nie miało zawieść, a ostatecznie zawiodło. Dwukrotne zerwanie więzadła krzyżowego to tragedia nawet na takim poziomie profesjonalizacji, choć wydaje się, że Bielik jest w dobrych rękach. Jak powtarza fizjoterapeuta Zagłębia Sosnowiec, kluczowa będzie praca z umysłem. – Jako lekarze musimy robić wszystko, żeby piłkarz po kontuzji był tak pewny siebie jak wcześniej. Psychika zawodnika musi być na odpowiednim poziomie, bo w innym razie powstaje ryzyko kolejnych nieszczęść. Nie można kalkulować, ostrożność na boisku często przeradza się w nierozwagę. Takie rzeczy musimy wspólnie eliminować.

Krystiana Bielika czeka teraz najgorszy czas w karierze każdego piłkarza i to w okolicznościach, które spotykają nielicznych. Czas, który musi poświęcić nie tylko na walkę z kontuzją, ale również na wewnętrzną potyczkę z samym sobą. Z natury każda kolejna zostawia coraz większe piętno na psychice, lecz chcemy wierzyć, że reprezentantowi Polski bliżej będzie do historii Milika czy Ronaldo, niż do Rossiego czy Efira.

Fot. FotoPyk

W Weszło od początku 2021 roku. Filolog z licencjatem i magister dziennikarstwa z rocznika 98’. Niespełniony piłkarz i kibic FC Barcelony, który wzorował się na Lionelu Messim. Gracz komputerowy (Fifa i Counter Strike on the top) oraz stały bywalec na siłowni. W przyszłości napisze książkę fabularną i nakręci film krótkometrażowy. Lubi podróżować i znajdować nowe zajawki, na przykład: teatr komedii, gra na gitarze, planszówki. W pracy najbardziej stawia na wywiady, felietony i historie, które wychodzą poza ramy weekendowej piłkarskiej łupanki. Ogląda przede wszystkim Ekstraklasę, a że mieszka we Wrocławiu (choć pochodzi z Chojnowa), najbliżej mu do dolnośląskiego futbolu. Regularnie pojawia się przed kamerami w programach “Liga Minus” i "Weszlopolscy".

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

18 komentarzy

Loading...