Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Zarabiaj i graj. Jak idzie polskim piłkarzom w Turcji?

Jan Mazurek

Autor:Jan Mazurek

05 stycznia 2021, 19:11 • 10 min czytania 10 komentarzy

– Ligi tureckiej nie śledzi się u nas tak uważnie, jak polskiej, włoskiej, niemieckiej, angielskiej, hiszpańskiej, nawet rosyjskiej czy francuskiej. A szkoda, bo uważam, że Super Liga jest mocna i ciekawa – ubolewał niedawno na naszych łamach Michał Pazdan i coś w tym jest, bo nie da się ukryć, że liga turecka, choć od lat wymieniana w pierwszej dziesiątce najlepszych rozgrywek w Europie, jest nad Wisłą traktowana nieco po macoszemu. Niekiedy nawet jak egzotyka, jakiś obcy świat. A może właśnie niesłusznie, bo nad Bosforem gra kilku naprawdę ciekawych polskich grajków, ocierających się nawet o reprezentację Polski lub mających wcześniej status wyróżniających się graczy Ekstraklasy. I dlatego też postanowiliśmy przyjrzeć się ich tegorocznym tureckim poczynaniom. 

Zarabiaj i graj. Jak idzie polskim piłkarzom w Turcji?

Na dwóch najwyższych tureckich szczeblach rozgrywkowych – w Super Lidze i Bank Asya 1. Lidze – występuje dziewięciu Polaków. Artur Sobiech w Fatih Karagumruk. Dominik Furman w Genclerbirligi. Radosław Murawski w Denizlisporze. Konrad Michalak w Rizesporze. Michał Pazdan i Daniel Łukasik w Ankaragucu. Paweł Olkowski w Gazientep. Michał Nalepa w Giresunsporze. Jakub Kosecki w Adanie Demirspor.

Jak im idzie?

Sprawdźmy.

Sobiech to specyficzny napastnik. Gwarantuje przyzwoity poziom, ale właściwie nic więcej. Jeszcze za czasów gry w Ruchu Chorzów i Polonii Warszawa uważny był za wielki talent polskiej piłki. Mówiło się, że rośnie snajper co się zowie, gość, po którym można było oczekiwać solidnej europejskiej kariery. Czy mu się udało? I tak, i nie. Niby pograł dobre kilka lat w Bundeslidze, która wcale go nie wypluła, ale nie powiemy też, żeby specjalnie w niej zaistniał. Ot, ligowy dżemik. Miewał momenty, miewał solidne sezony, ale równie dużo czasu jak na murawie spędził borykając się z różnymi – mniejszymi lub większymi – problemami zdrowotnymi. Nawet w Lechii był przeciętny. Po prostu. Swoje strzeli, ale jeśli oczekuje się po nim wielkiej skuteczności, to można się na tym tylko przejechać.

W Fatih Karagumruk idzie mu dokładni tak samo, jak spodziewalibyśmy się, że będzie mu szło. Przychodził do tureckiego drugoligowca, występującego na kameralnym stadionie, z myślą, żeby porządnie zarobić. Nie wstydził się tego. Chciał się ustawić. Miał lepsze propozycje z 2. Bundesligi, Victorii Koeln i Cypru, ale wybrał Fatih Karagumruk, bo oferta gwarantowała mu większą kasę. Normalna sprawa, przypomnienie, że piłka to zawód jak zawód. W pierwszym roku strzelił siedem goli w siedemnastu meczach, zrobił nieco niespodziewany awans do Super Ligi po przejściu play-off, w międzyczasie dołączyła do niego żona i w sumie to mógł być zadowolony.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

W elicie idzie mu bardzo podobnie. Bez błysku, bez szału, ale też bez wstydu.

Strzelił na inaugurację sezonu z Malatyasporem.

A potem jeszcze dwa razy – raz z Kasimpasą na remis i raz z Ankaragucu po absurdalnym zachowaniu defensywy drużyny Michała Pazdana i Daniela Łukasika.

Do tego jeszcze dwie asysty i dołożenie cegiełki do miejsca w środku tabeli Fatih Karagumruk. Ale, żeby nie było tak kolorowo, to choć Sobiech na razie może liczyć na pewne miejsce w składzie, to niedługo może się to zmienić. Dlaczego? Ano dlatego, że w grudniu do jego klubu zawitał Fabio Borini. Znacie? Pewnie tak. Głośne, choć przebrzmiałe, nazwisko. W czasie swojej barwnej kariery Włoch zwiedził Chelsea, Liverpool, Romę czy Milan i to wcale nie w roli statysty. Swojego czasu był w stanie wykręcać solidne – podobne do tych Sobiecha w Bundeslidze – liczby w Premier League i Serie A. Ostatnie kilka miesięcy, po przeciętnym epizodzie w Hellasie Verona (14 meczów, 3 gole), spędził na bezrobociu, teraz zakotwiczył w Turcji.

A jako że Senol Can, szkoleniowiec Fatih Karagumruk, preferuję grę jednym napastnikiem w systemie 1-4-2-3-1, to Sobiecha czeka ciekawa rywalizacja z Borinim. W sumie to jedno z najciekawszych i najpoważniejszym wyzwań w jego długiej karierze.

O miejsce w składzie swojego klubu walczy też Dominik Furman. Były gwiazdor Wisły Płock, która znalazła jego zastępcę w postaci Filipa Lesniaka (według dyrektora Jóźwiaka znacznie lepszego od 28-letniego polskiego pomocnika), na razie nie podbił Turcji, ale też nie przepadł, jak miało to miejsce w przypadku jego poprzednich zagranicznych podbojów. Furman zagrał jedenaście razy, ale ani razu od początku do końca. Za każdym razem albo wchodzi z ławki, albo schodzi przed przerwą, raz dostał nawet wędkę w nieudanym meczu z Denizlisporem.

Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

DOMINIK FURMAN STRZELI GOLA Z HATAYASPOREM – KURS 6.40 W TOTALBET

Co więcej, Mert Nobre, trener Genclerbirlig, widzi go nie na ósemce, a na dziesiątce, więc na pozycji, na której pomocnik wcześniej grywał tylko sporadycznie. Mimo to wszyscy doskonale znamy styl gry Furmana i wiemy, że najwięcej konkretów daje po stałych fragmentów gry. Nie inaczej jest w Turcji, w której zmonopolizował sobie wszelakie rożne i wolne. I tak jak asysta z Beskitasem to jeszcze dorzucenie z gry, tak ostatnie podanie z Fenerbahce na głowę Diego Angelo to już idealnie wykonany wolny.

W czasie trwania rundy jesiennej obiło nam się o uszy, że Genclerbirlig, klub daleki od stereotypu tureckiego klubu (niefanatyczny, bez zaplecza kibicowskiego – inteligencki, bez wielkiej bazy kibiców, raczej na uboczu), ma problemy finansowe i Dominik Furman powoli zaczyna zastanawiać się nad powrotem do Polski. Szybko jednak zweryfikowaliśmy tę informację u samego źródła i wychodzi na to, że sytuacja się unormowała, a problemy były mocno czasowe. Inna sprawa, że Polak, który sam przyznawał, że całkiem poważnie myśli o reprezentacji, chyba nieco zniknął z radarów Jerzego Brzęczka po transferze do Genclerbirlig.

W Turcji bardzo przyzwoicie zadomowił się Radosław Murawski.

W minionym sezonie był bardzo chwalony, przyczyniając się do pewnego utrzymania Denizlisporu w elicie. Sam opowiadał nam o tym tak:

– Przez ten rok w Denizlisporze zapracowałem na szacunek u kibiców, dziennikarzy, piłkarzy innych klubów. Jakbyście zapytali kogoś z innych ekip, raczej pozytywnie się na mój temat wypowiedzą. Miałem dobry sezon. Strzeliłem cztery gole – to mój najlepszy dotychczasowy bilans. Znajomi się śmieją, że trzy z karnych, ale samo wyznaczenie do karnych to też duma. Równie dobrze nasz napastnik, Hugo Rodallega, mógłby się nie zgodzić, powiedzieć, że on potrzebuje bramek. Myślę, że Turcy zobaczyli, że Polacy to porządna firma. Pracujemy ciężko. Nie kręcimy nosem, nie szukamy konfliktów – gramy w piłkę. 

A zarazem słyszeliśmy, że to zawodnik zadaniowy, ograniczający się do defensywy, raczej nie wyściubiający nosa poza własne kompetencje. I kolejna kampania jest już w jego wykonaniu ciut gorsza. Zresztą podobnie jak dla całego Denizli. Bo choć, oczywiście, Polak miewa mecze lepsze, jak chociażby ten z golem przeciwko Basaksehirowi czy ten z asystą do Hugo Rodallegi przeciw Sivassporowi, to bywa, że zawodzi na całej linii tak, jak kiedy zmarnował karnego z Fenerbahce albo kiedy wykartkował się z Alanyasporem. Zresztą kartki to jego przekleństwo i znak rozpoznawczy zarazem – w pierwszym tureckim sezonie miał ich osiem, teraz ma ich cztery.

DENIZLISPOR POKONA JUTRO KAYSERISPOR – KURS 2.10 W TOTALBET

Kolejny rok w Turcji spędza też Konrad Michalak, który z Ankaragucu przeniósł się do Rizesporu. Skrzydłowy kojarzy nam się z typowym wybieganym harpaganem, może trochę jeźdźcem bez głowy i z tego co słyszymy, to tak też gra w Rize, gdzie w jedenastu meczach wykręcił bilans jednego gola i dwóch asyst.

Brameczka z Goztepe niczego sobie.

Jego zespół jest ligowym średniakiem i on też wpisuje się w ten profil. Zdziwieni nie jesteśmy. Ciekawostka? Pewnego razu 23-latek opowiadał nam, że jest niezwykle zafascynowany fanatyzmem lokalnych kibiców i na dowód tego przytoczył nam historię prawiącą o tym, że pewien chłopiec, po utrzymaniu od niego koszulki, najzwyczajniej w świecie się rozpłakał. Taki obrazek zrobi wrażenie na każdym.

Lepiej radzą sobie Michał Pazdan i Daniel Łukasik w Ankaragucu. Pazdi to pewniaczek. Wszystko wkoło się zmienia, klub sprowadza i sprzedaje zawodników, a on trwa, odkąd w kilku pierwszych miesiąc od swojego przyjścia naturalnie poprawił jakość defensywy zespołu z Ankary. Ostatnio miał złamany palec i nie grał, ale powoli wraca do zdrowia i w optymalnej dyspozycji nie powinien mieć problemów z regularną grą. Inna sprawa, że nie ma co udawać – Ankaragucu to ligowy ogórek, który rok w rok pałęta się w grupie spadkowej i cudem unika degradacji.

Ale to drugorzędne w tej opowieści.

Daniel Łukasik przeżywa bowiem renesans formy. Weźmy pierwszy przykład z brzegu. Kto by się spodziewał po nim takich kiwek, jak w meczu z Genclerbirligi.

Sami rozsądźcie, czy więcej w tym talentu czy przypadku.

Ale żeby nie było, że ironizujemy, to Łukasikowi serio idzie coraz lepiej. Ostatnie trzy mecze, to nie tylko ten uroczy drybling, ale też gol w tym samym meczu, trafienie z Malatyasporem i opaska kapitana w starciu z Gaziantep. I choć w tym sezonie zdarzyło mu się już przesiedzieć kilka meczów na ławce rezerwowych, to ostatnie klasa, przeważnie gra wszystko od pierwszej do ostatniej minuty.

W rewelacji rozgrywek dosyć regularnie gra Paweł Olkowski. Jego Gazientep lideruje w Super Lidze i zdaje się, że ma chrapkę na sprawienie niespodzianki. Polak – co raczej jasne – nie jest czołową postacią zespołu, bywa, że przesiaduje całe spotkania na ławce, ale jego dużym atutem jest uniwersalność – grywa i na lewym, i na prawym wahadle. Przy tym trochę brakuje mu liczb. Do tej pory zaliczył tylko jedną, naprawdę ładną, asystę w meczu z Basaksehirem.

Z analizy bardziej złożonych statystyk wynika za to, że Olkowski jest zawodnikiem skupionym stricte na konkretnych zadaniach. Porusza się wzdłuż linii, nie schodzi do środka, raczej też nie daje zbyt wiele z przodu, nie kreuje okazji, nie robi przewag dryblingiem. Ot, bardzo solidny wahadłowy o bardziej defensywnych niż ofensywnych inklinacjach.

A, no i zapomnielibyśmy: zaliczył niezłą metamorfozę.

Nie poznalibyśmy.

To tyle, jeśli chodzi o Super Ligę. A jak jest w Bank Asya 1. Lidze?

Jakub Kosecki już jakiś czas temu powiedział nam, że prowadzi kolorowe, niepodporządkowane innym życie i nie przejmuje się opiniami, że do Turcji wyjechał tylko dla kasy. A tak właśnie było. W Adanie jest tylko rezerwowym. Regularnie występuje w krajowym pucharze, a i tak za każdym razem schodził przed przerwą, choć trzeba mu oddać, że zaliczył dwie asysty w trzech meczach. W lidze idzie mu gorzej, ale też – powtórzmy – okazji do wykazania się znacznie mniej.

Zupełnie inaczej niż Michał Nalepa, który jest absolutnie centralną postacią Giresunsporu. Nam niedawno opowiadał, że w Turcji spotkał bardziej pomocnych ludzi niż za czasów gry w Arce Gdynia, ostatnio Przeglądowi Sportowemu dopowiedział, że na Instagramie kibice nazywają go królem. Sprawdza się. W dwunastu meczach tego sezonu ma gola i pięć asyst. Jesienią pauzował tylko wtedy, kiedy miał koronawirusa lub wypadł za kartki.

Sam mówi, że marzy mu się Anglia. Niekoniecznie Premier League, ale Championship – czemu nie?

PODSUMOWANIE

Artur Sobiech (Fatih Karagumruk) – 13 meczów, 3 gole, 2 asysty, 952 minut
Dominik Furman (Genclerbirligi) – 11 meczów, 2 asysty, 432 minut
Radosław Murawski (Denizlispor) –12 meczów, gol, asysta, 827 minut
Konrad Michalak (Rizespor) – 11 meczów, gol, 2 asysty, 466 minut
Michał Pazdan (Ankaragucu) – 9 meczów, 759 minut
Daniel Łukasik (Ankaragucu) – 11 meczów, 2 gole, 758 minut
Paweł Olkowski (Gazientep) – 11 meczów, asysta, 858 minut
Michał Nalepa (Giresunspor) – 12 meczów, gol, 1014 minut
Jakub Kosecki (Adana Demirspor) – 6 meczów, 2 asysty, 220 minut

Czy któregoś z tych panów widzielibyśmy w reprezentacji Polski? Nie bardzo. Wiemy, że Brzęczek skreślił Pazdana i też nie ma sensu z tym polemizować – Glik i Bednarek to pewniacy, a obok nich niech ogrywają się młodsi (Walukiewicz, Bielik, w dalszej kolejności chociażby Helik). Furman i Murawski to niezła ligowa, momentami dobija do tego Łukasik, ale żeby mogli oni konkurować z Krychowiakiem, Moderem, Linettym, Góralskim czy nawet Bielikiem, to nie, nie za bardzo, nie widzimy tego. Michalak to na razie żadna alternatywa na skrzydła. Olkowski nie zbawi polskich boków defensywy. Nalepa niech pracuje na transfer. Kosecki dawno się z tej zabawy w kadrę wypisał.

Wniosek z tego jest taki, że Turcja jest przyjemną przystanią dla Polaków. Idzie im tam solidnie, spełniają swoje aspiracje i oczekiwania, również finansowe, ale zaplecze dla reprezentacji nie jest to żadne. I tyle.

Fot. Instagram/Newspix

Urodzony w 2000 roku. Jeśli dożyje 101 lat, będzie żył w trzech wiekach. Od 2019 roku na Weszło. Sensem życia jest rozmawianie z ludźmi i zadawanie pytań. Jego ulubionymi formami dziennikarskimi są wywiad i reportaż, którym lubi nadawać eksperymentalną formę. Czyta około stu książek rocznie. Za niedoścignione wzory uznaje mistrzów i klasyków gatunku - Ryszarda Kapuscińskiego, Krzysztofa Kąkolewskiego, Toma Wolfe czy Huntera S. Thompsona. Piłka nożna bezgranicznie go fascynuje, ale jeszcze ciekawsza jest jej otoczka, przede wszystkim możliwość opowiadania o problemach świata za jej pośrednictwem.

Rozwiń

Najnowsze

Komentarze

10 komentarzy

Loading...