Warchoły jadą na świętą wojnę do Scyzorów. Jesteśmy coś winni ofiarom 1976 roku. Zbiórka w sobotę o 8:30 na dworcu PKP” – lokalne “Echo Dnia” cytowało plakaty, które zawisły w całym Radomiu. Kibice Radomiaka dostali wówczas zakaz wyjazdowy od PZPN-u za awanturę na meczu z ŁKS-em. Ale zbytnio się tym nie przejmowali. – Jedziemy tam mimo zakazu. Korona to nasza największa kosa – czytamy. No tak. Wojna rządzi się swoimi prawami i jeńców nie bierze.

Warchoły kontra Scyzory. Skąd się wzięła “Święta Wojna” Radomia z Kielcami?

Dalszy fragment tekstu budzi uśmiech. Kibice i policja na łamach prasy dywagują, czy na mecz jechać można, czy też nie.

“- Nikt nam nie zabroni wsiąść do pociągu. Pojedziemy tam i pokażemy siłę – zapowiadają kibice.

– Nie możemy nikomu zabronić wejścia do pociągu – mówią policjanci”.

Natomiast sam konflikt radomsko-kielecki to już nie temat do żartów, a jeden z poważniejszych sporów między miastami, którego korzenie leżą tak daleko od kibicowskich spraw, jak tylko się da. Dziś, kiedy po 15 latach Korona i Radomiak znów spotkają się na boisku, warto przypomnieć, skąd wzięła się “Święta Wojna”, która trwa już od grubo ponad 100 lat.

Media po stronie Kielc

Końcówka XIX wieku. Polska obchodzi setną rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja. Powstają Liga Polska i Stronnictwo Ludowe. Wciąż walczymy o niepodległość, ale – jak to w naszym kraju bywa – wewnątrz toczą się także inne, małe wojenki. Na przykład między najważniejszym miastem jednej z guberni – Radomiem – a miastem mniejszym, podlegającym mu, czyli Kielcami. Ci drudzy zdają się żywić do tych pierwszych jakąś niechęć, co przekłada się na to, co ukazuje się w radomskiej prasie. Bo tak się składa, że choć Radom rządzi dystryktem, to jednak swojej prasy nie ma. To ta kielecka dominuje w regionie. A w niej szpilki wbijane w sąsiadów.

Jak spojrzy się w prasę kielecką z końca XIX wieku i początku XX, czyli ponad 100 lat temu, to w tej prasie łatwo znaleźć artykuły, w których teoretycznie ktoś opisuje sytuację w Radomiu. Do któregoś momentu nie istniała jeszcze prasa radomska, to była prasa wydawana w Kielcach. Nierzadko w tych artykułach pojawiały się docinki w stylu „w Radomiu, w którym zazwyczaj nic się nie dzieje, zdarzyły się nagle trzy pożary”. Cytuje z pamięci, chodzi mi o charakter tych docinków. Było tego sporo w latach 1890 – w górę. Jakoś im Radom nie pasował – tłumaczy nam dr Robert Utkowski, radny Rady Miejskiej w Radomiu.

„GAZETA KIELECKA” O RADOMIU W 1902 ROKU

Niby nic, a tak to się zaczęło. Pierwszy zalążek konfliktu, jak chrust zebrany pod rozpalenie ogniska. Kwestia kieleckiej prasy będzie bolała radomian jeszcze przez długie lata. – Mimo że Radom był silnym ośrodkiem prasowym, wydawano tu sporo prasy, to bolało radomian to, że „Echo Dnia” wymyślono w Kielcach, a u nas była tylko filia. Słowo Ludu też została wymyślona w Kielcach, a tu była tylko redakcja. Nie potrafiliśmy przez cały PRL stworzyć w Radomiu własnej gazety. Po 1991 roku były różne próby, ale nadal dominowały Kielce. Dziś jedyną gazetą powstałą w Radomiu jest tygodnik “7 Dni” – mówi nam Iwona Kaczmarska, redaktor naczelna wspomnianego tygodnika.

Ale nie samą prasą człowiek żyje. Skoro Kielce docinały Radomiowi, to i Radom zaczął docinać Kielcom.

Poseł zatrzymał pociąg do Kielc z bronią w ręku

O ile w czasach zaborów to Radom był najważniejszym miastem w regionie, tak po wyzwoleniu stolicą województwa nieoczekiwanie zostały Kielce. I właśnie ta niespodzianka była kolejnym kamyczkiem do ogródka. Bo role się odwróciły i to Radom mógł sąsiadowi zazdrościć. Wyższy status, szybszy rozwój – to wszystko widzieli zza miedzy. A wiadomo, jak to jest, kiedy sąsiad ma coś nowego. Zastanawiasz się, skąd on wziął na to pieniążki. Zaczęły się plotki, niedopowiedzenia i zazdrość.

Niektórzy mówili, że ogrodzenie z parku w Radomiu zabrano i zainstalowano je w Kielcach. Nieprawda. Jak się popatrzy na zdjęcia, to są dwa różne ogrodzenia, więc to jeden z mitów, który budował wzajemne „nielubienia” – wyjaśnia Utkowski.

Takich sytuacji bywało coraz więcej. Kielce mają nową drogę. Radom się wścieka: cholera, to powinno być u nas. Kielce są gospodarzem jakiegoś wiekopomnego wydarzenia. Radom marudzi: to mogliśmy być my. Obydwa miasta startowały z mniej więcej tego samego poziomu, jednak “doping”, który Kielce dostały w dwudziestoleciu międzywojennym, sprawił, że zaczęły wysuwać się na czoło pod względem jakości życia. A Radom wciąż nie mógł zrozumieć, dlaczego stracił rangę najważniejszego miasta w okolicy. Potem przyszli Niemcy i Polska znów znalazła się pod okupacją. Po niej jednak nic się nie zmieniło. Województwo kieleckie nadal istniało i Kielce miały wszystko – cokolwiek słowo “wszystko” znaczyło podczas PRL-u.

PRZECZYTAJ TAKŻE

Nie pamiętam, w którym roku w Kielcach został wybudowany urząd wojewódzki, ale jest tam taki ładny, duży budynek. Ten gmach urzędu miał być ponoć wybudowany w Radomiu, tylko Kielce go nam zabrały – Kaczmarska przytacza kolejną historię spod znaku “to powinno być nasze”.

O to, że Kielce coś mają, a Radom nie, najbardziej wściekał się Józef Grzecznarowski. Przedwojenny prezydent Radomia i późniejszy poseł na sejm. Pewna historia mówi o tym, że kiedy po wojnie prefabrykaty do budowy domów były transportowane koleją do Kielc, polityk dowiedział się o tym i wybrał się na dworzec. Następnie zatrzymał pociąg i przystawiając pistolet do głowy maszynisty, zażądał skrócenia trasy.

Wszystko ma zostać wyładowane w Radomiu. Ten pociąg dalej nie pojedzie.

W Kielcach nie byli z tego obrotu spraw zadowoleni. Postanowili załatwić temat z premierem, Józefem Cyrankiewiczem. Problem w tym, że sąsiedzi nie mieli pojęcia, że Cyrankiewicz i Grzecznarowski to kumple spod celi. Albo raczej – z baraku dla więźniów niemieckiego obozu. Rozmowa między tą dwójką była więc krótka.

– Co ty tam wyprawiasz?
– Zatrzymałem pociąg i dalej go nie puszczę.
– Dobra, rób jak chcesz.

I pociąg rozładowano w Radomiu.

Grzecznarowski – największy obrońca Radomia

Jedni mówią, że to miejska legenda. Inni dają jej wiarę, bo Grzecznarowski faktycznie był cięty na Kielce. Fragment wywiadu z jego córką, Heleną Szpilman, w “Gazecie Wyborczej”:

Jak już coś było w Kielcach, to musiało być i w Radomiu. Ojciec starał się o utworzenie szkoły wyższej, w Kielcach uczelnia już była. To było dla niego punktem honoru. Jak to? Oni mają, to i my musimy mieć! A przed wojną Radom górował nad Kielcami, choćby ze względu na przynależność do COP-u. A jeszcze ojciec stawał na głowie, żeby wszystko zdobyć dla Radomia. Tu była fabryka broni, która dawała zupełnie inną perspektywę miastu, tu była fabryka obuwia Bata i tytoniówka. I Ericssona sprowadził. To słynna historia: zaproponował im grunt pod budowę zakładu za symboliczną złotówkę, ale też zastrzegł w umowie, że Ericsson ma zatrudnić miejscowych fachowców przy budowie, a potem radomian przy produkcji telefonów”.

Albo inny fragment z rozmów ze Szpilman. Tym razem radomski portal “Co Za Dzień”.

„Pamiętam moment, kiedy w Kielcach powstała politechnika. Ojciec się bardzo zdenerwował, że jak to – w Kielcach, a nie w Radomiu?! Bo między tymi miastami zawsze była konkurencja. I zawsze z ust ojca słyszałam” „nie w Kielcach; to musi być w Radomiu”. Udawał się nawet do władz naczelnych, by przyspieszyć powstanie uczelni w Radomiu. Uważał – i chyba miał rację, mimo że Kielce były miastem wojewódzkim – że Radom, będąc bardziej uprzemysłowionym w stosunku do Kielc, stanowi w życiu kraju więcej. Starachowice, Radom to przecież Centralny Okręg Przemysłowy. Po wojnie ojciec, chociaż miał już zdecydowanie mniejsze możliwości, nadal był pełen tej ambicji. Niedawno byłam w Kielcach i tam jest piękna filharmonia. I tak sobie pomyślałam, że ojciec by tego nie mógł przeżyć – że w Kielcach taki piękny i nowoczesny gmach filharmonii, a w Radomiu jej nie ma”.

Tak, ten człowiek był zdolny do tego, żeby zatrzymać pociąg z bronią w ręku. A potem nadszedł rok 1975. Województwo kieleckie zniknęło. I zdarzył się Czerwiec 1976.

Czerwiec ’76 przelał czarę goryczy

Ogromny i niespodziewany strajk robotniczy był jednym z najważniejszych na drodze do obalenia komunizmu. W Radomiu do dziś śpiewają, że gdyby nie oni i Ursus, nadal jedlibyśmy chleb z marmoladą. Czerwiec ‘76 to także wielki, być może największy, powód wojny radomsko-kieleckiej. Dlaczego? Wyjaśnia nam to dr Paweł Sasanka z IPN-u.

Od zakończenia wojny Radom znajdował się w województwie kieleckim, Radomianie generalnie uważali, że ich miasto na tym cierpi, ponieważ Kielce jako stolica województwa otrzymują więcej pieniędzy z budżetu na inwestycje, rozwój itp. i nie przekazują ich dalej tyle, ile powinny. Dlatego reformę administracyjną z 1975 r. w wyniku której powstało 49 województw, a Radom został miastem wojewódzkim, jego mieszkańcy przyjęli z nadziejami, także jako „wyzwolenie z niewoli kieleckiej”. Potraktowano to jako szansę na rozwój miasta. Pomijam tu na ile były to nadzieje uzasadnione, chodzi mi o naświetlenie źródeł niechęci między kielczanami a radomianami. Przepaść między nimi wykopały władze komunistyczne w czerwcu 1976 r. Wtedy to na skutek drastycznej podwyżki cen żywności ogłoszonej z zaskoczenia w połowie województw 25 czerwca 1976 r. doszło do fali strajków i protestów, strajkowało i na różne sposoby protestowało kilkadziesiąt tysięcy ludzi – mówi nasz rozmówca.

OBEJRZYJ FILM O WYDARZENIACH Z CZERWCA ’76

Radom był tym miastem, w którym robotnicy wyszli na ulice, zajęli i podpalili siedzibę komitetu wojewódzkiego partii, doszło do starć ulicznych. Protest został brutalnie spacyfikowany, to tam narodziło się pojęcie „ścieżek zdrowia”, czyli bito ludzi przepędzanych przez szpalery milicjantów. Chociaż zajścia uliczne miały miejsce np. także w Ursusie i Płocku, to Radom najbardziej naraził się władzy, która zemściła się na jego mieszkańcach na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej. Radom został nazwany miastem „warchołów” – chuliganów i łobuzów, którzy demolowali sklepy, kradli itd. Władze w całym kraju uruchomiły wielką kampanię propagandową w prasie, radiu, telewizji. Na stadionach organizowano wiece z udziałem kilkudziesięciu tysięcy osób, w których czasie demonstrowano poparcie dla ekipy Gierka i potępiano „warchołów” – kontynuuje Sasanka.

Wiec w Radomiu, jako mieście napiętnowanym, był szczególny. Tu w ramach kampanii propagandowej na stadion Radomiaka ściągnięto tylko niewielką grupę pracowników z fabryki broni („Łucznik”, wówczas „Walter”), w której zaczął się protest, którzy musieli słuchać tego seansu nienawiści. Miasto zradiofonizowano i nagłośnienia ulicznego słuchali tego wszyscy mieszkańcy. I teraz proszę sobie wyobrazić, że żeby zapełnić ten stadion, ściągnięto autokarami aktyw partyjny z okolicznych miast. W tym ze znienawidzonych Kielc. Oczywiście nie tylko, ale to już nie miało znaczenia, w Radomiu się o tym pamięta. Na marginesie dodam, że kolejna reforma administracyjna, już po przełomie ustrojowym, która odebrała Radomiowi status miasta wojewódzkiego i była dla miasta ciosem, była łatwiejsza do ścierpienia dlatego, że Radom znalazł się w województwie mazowieckim, a nie znów trafił do Kielc (choć naturalnie w tej rywalizacji bolał ich status wojewódzki ) – tłumaczy historyk badający strajki w 1976 roku.

KIBICE RADOMIAKA PODCZAS OBCHODÓW CZERWCA ’76

Dodam, że choć wielu mieszkańców Radomia zapłaciło wysoką cenę za protest, kampania mimochodem miasto „warchołów” rozsławiła. Podróżujący latem 1976 r. po kraju Radomianie, często spotykali się z gestami sympatii i solidarności, np. gdy ktoś zwrócił uwagę na radomskie numery rejestracyjne. Nie wiem tylko, czy było tak również w Kielcach… – kończy Paweł Sasanka.

Nie, w Kielcach tak nie było. I właśnie do tego dziś najczęściej odnoszą się ci, którzy o tej niechęci pamiętają. A że trybuny od dawien dawna były miejscem, na których łatwo spotkać lokalnych patriotów, to nienawiść kielecko-radomska kwitła w najlepsze na meczach piłkarskich. Poza tym nawet jeśli nie chodziło o patriotyzm, a jedynie wymówkę do obicia komuś gęby, to ciężko było o lepszy powód niż Czerwiec ‘76. Co zresztą widać po przywołanych na wstępie plakatach.

Setki milicjantów i spalony autokar

Zanim jednak skoczymy do sezonu 2004/2005, pomówmy o tym, co działo się w PRL-u i Polsce lat 90. Bo to wtedy rywalizacja Korony z Radomiakiem była najmocniejsza – nawet mimo faktu, że oba zespoły nie grały w najwyższej klasie rozgrywkowej. Zresztą, to radomianie jako pierwsi zrealizowani te marzenia, powodując sporą zadrę u sąsiadów.

Kielce zazdrościły Radomiakowi, że był wcześniej w Ekstraklasie. Potem to się odwróciło, gdy Radomiak grał w niższych ligach, a Korona w Ekstraklasie. Tak to mniej więcej wyglądało z mojej perspektywy. Kiedyś był problem jak się było z Kielc i się było w Radomiu. Można było dostać w łeb. Potem jak jeździli kibice na kadrę, to zdarzało się, że kibice z Radomia pytali: skąd jesteście – wspomina Jaromir Kruk, redaktor naczelny portalu “Kielecki Futbol”. Potwierdzenie jednej z tych historii słyszymy u pewnego radomskiego kibica.

Miałem taką sytuację, że pojechałem na mecz reprezentacji Polski. W pociągu znaleźli mnie kibice Korony i chcieli mnie z niego wyrzucić. Na szczęście udało się obronić, bo z pomocą przyszli kibice innych drużyn – mówi nasz rozmówca.

ŚMIERĆ JANA PAWŁA II POTRAFIŁA ZJEDNOCZYĆ NAWET KIBICÓW RADOMIAKA I KORONY

Jak byłem mały to o spotkaniach klubów z Kielc i Radomia zawsze dużo pisało się w gazetach – kontynuuje Kruk. – Były mega emocje, Kielce czekały na te spotkania. Milicja w latach 80. pałowała równo. Dworzec był zawsze obstawiony. W latach 90. było coś takiego, że kibice Radomiaka obrzucali pociąg Korony kamieniami 15 kilometrów przed Radomiem. W drugą stronę też się to zdarzało. Rodzice nie chcieli mnie puszczać na takie mecze.

Pamiętam jeszcze przemarsz kibiców Radomiaka przez Kielce. Jak szli na stadion Korony, to byli eskortowani przez policję, wtedy to były niecodzienne wydarzenia, to było ze 30 lat temu. Na pewno były to mecze z dodatkowym podtekstem i smaczkiem z obu stron. Najbardziej zadowoleni byli chyba skarbnicy klubowi, bo napędzało to sprzedaż biletów – mówi nam Dariusz Wikło, kielecki dziennikarz.

W obydwie strony wyglądało to tak, jakby się wojna zbliżała. Ludzie okna zastawiali tekturami, jak Korona przyjechała do Radomia i szła od dworca na stadion. Jak ktoś miał samochód przy ulicy, to parkował gdzie indziej. O takim meczu mówiło się przez cały tydzień. Kiedyś nie było pociągów specjalnych, każdy wiedział, że jak przyjedzie Korona czy Radomiak, to o danej godzinie, pociągiem rejsowym. Oni szukali cały czas okazji, żeby coś zrobić, ale policji było na setki. Jak Korona przyjechała w 1000 osób, to było 300 milicjantów. Niesamowicie to wyglądało. Na meczu wygranym przez Koronę 4:1 było więcej policji niż kibiców. Gdzieś w powietrzu zawsze czuć było emocje, wisiała taka czarna chmura – wspomina Sylwester Szymczak, dziennikarz radomskiego “Echa Dnia”.

PEŁNY STADION KORONY DOPINGUJE ZESPÓŁ PODCZAS MECZU Z RADOMIAKIEM

Jednym ze słynniejszych zdarzeń dotyczących tej rywalizacji była wojna autokarowa. Tę sytuację świetnie opisano w książce “Koroniarze”.

Do historii przeszło spotkanie z Radomiakiem za trenera Palika. Podróż do Radomia nie układała się od samego początku.
– Kiedy przejeżdżaliśmy przez Szydłowiec, przed autokar wyleciał nam pudel. Było ślisko, hamulce nie dały rady i słyszeliśmy tylko takie głuche uderzenie. Pamiętam, jak po wszystkim masażysta Wojtek Cecko powiedział kierowcy: Bozia cię pokara. To oczywiście nie była jego wina, bo nie dało się wtedy nic zrobić. Na początku nikt nie przywiązywał wagi do tych słow… – wspomina Paweł Wolicki.
Między kibicami obu ekip było gorąco jeszcze przed meczem, a już po nim radomianie postanowili poprzerzynać opony w autobusie, którym przyjechali na ich stadion piłkarze z Kielc. Fachowa robota. Wtedy pojawił się problem z powrotem. (…)

Kibice Korony oczywiście tylko czekali na to, by zrewanżować się radomianom. Można było w ciemno obstawiać, że gdy Radomiak przyjedzie do Kielc, coś się wydarzy. No i się wydarzyło. Na parkingu koło stadionu na Szczepaniaka stał autobus na radomskich numerach. Przez pewien czas było spokojnie, ale w końcu wybiła godzina zemsty. Operację zaczęto od wybicia w nim szyb. Do środka wrzucono coś w rodzaju koktajli Mołotowa. Autobus zaczął się palić. Kibice byli przekonani, że z nawiązką zrewanżowali się rywalom. Jak się jednak okazało, spalili autobus radomskim lekkoatletom, którzy obok mieli swoje zawody. Autokar Radomiaka stał w innym miejscu. Celowo go schowano, żeby nikomu nie przyszło do głowy nic głupiego”.

Nie tylko Radomiak i Korona

Radomsko-kieleckie potyczki wykraczają jednak poza rywalizację Radomiaka z Koroną. Pamiętne jest choćby starcie Korony z Bronią w barażach o utrzymanie w drugiej lidze, które zakończyło się dwoma remisami. Broń utrzymała się dzięki temu, że w Kielcach zdobyła dwa gole. Jeszcze ciekawszy był sezon 1989/1990. W trzeciej lidze spotkały się wówczas: Broń Radom, Radomiak Radom, Błękitni Kielce, Korona Kielce oraz Stadion Kielce. Istny kocioł, z którym wiąże się nietypowa historia.

Ciekawostka jest taka, że bywały spotkania, gdy Korona przyjeżdżała do Radomia, a „Broniarze” siadali po stronie Radomiaka i zawsze byli za Radomiakiem. To odległe czasy, dzisiaj to nie do pomyślenia, ale Radom się jednoczył, kiedy przyjeżdżała Korona i zawsze było szukanie okazji, gdzie tam stłuc autokar, czy coś innego zrobić. Z drugiej strony było to samo, Radomiak przychodził na Narutowicza, siadał prawie na zakolu i może nie wspierał, ale był w gotowości, jakby coś się działo. Mieli wspólnego wroga – zdradza Sylwester Szymczak.

Było tak, byłem na tym meczu. To był sezon 1989/1990. Radomiak grał w Kielcach z Błękitnymi, a Korona przyjechała na Broń. Wtedy kibice Radomiaka i Broni stali obok siebie, co dzisiaj byłoby niemożliwe, czasy się zmieniły – potwierdza jeden z kibiców Radomiaka.

KIBICE KORONY W RADOMIU W SEZONIE 2004/2005

Zasada była wówczas prosta – my przeciwko światu. W zakładach pracy żartowano: słuchaj ty to broniarz jesteś, ale jak Korona przyjedzie, to jej wpierdolimy. W odwrotną stronę było to samo. Z kolei na Błękitnych, którzy tak licznej grupy kibiców nie mieli, potrafiły się wybrać tłumy. – Ponad 1500 osób pojechało na mecz z Błękitnymi w drugiej lidze w 1993 roku, gdy Radomiak walczył ze Stomilem i Petrochemią o awans do Ekstraklasy – słyszymy od uczestnika tamtego wyjazdu.

Ciekawy opis tamtej wyprawy znajdziemy na profilu “Kibicowskie lata 90” na Facebooku:

W sezonie 1993/94 znów mieliśmy zagrać w Kielcach z najbardziej znienawidzonym w Radomiu klubem (nie dość, że kielecki to jeszcze milicyjny) Błękitnymi. W erze przedinternetowej umawialiśmy się na mecze przekazując jeden drugiemu informację gdzie i kiedy będzie zbiórka. Mimo tych niedogodności na dworzec przybył około tysięczny tłum kibiców ‘Zielonych”. Była groźba, że nie pomieścimy się w pociągu i rzeczywiście było ciężko się do niego dostać. Ścisk był duży, ale oczywiście w Radomiu nikt nie został. Cały skład oflagowany i przystrojony szalikami, aby scyzoryki nie miały wątpliwości kto do nich przyjeżdża. Do Kielc wjechaliśmy z konkretnym dopingiem i od razu ruszyliśmy w miasto.

Przed dworcem zostaliśmy zatrzymani przez milicję, która próbowała ustawić kordon, żeby zorganizować nasz pochód na stadion. Od razu doszło do przepychanek, ale sytuacja szybko się uspokoiła i ruszyliśmy w drogę ze śpiewem umilając czas naszym wielbicielom z tego miasta piosenkami sławiącymi Radom i Radomiaka. Po przejściu kilku kilometrów niebiescy próbują zatrzymać jednego z kibiców, co kończy się znów zadymą i okupacją ronda na kilkanaście minut. Po jego uwolnieniu idziemy dalej. Dochodząc na stadion wszyscy ruszają biegiem, aby jak najszybciej dostać się na trybuny. Po drugiej stronie płotu paru kielczan załapuje się na oklep. Milicja rzuca gaz łzawiący, ale my jesteśmy już pod kasami.

BILET WSTĘPU NA MECZ BŁĘKITNI – RADOMIAK

Błękitni oddali nam do dyspozycji prawie połowę głównej trybuny. Wieszamy flagi na płocie i na maszcie, który stał przed naszymi sektorami. „Zielono-biała” powiewała nad stadionem do końca meczu. Gra zaczęła się od ataków naszej drużyny, ale ani Siadaczce, ani Jakóbczakowi nie udało się zdobyć bramki. My oczywiście z bardzo dobrym dopingiem. Na stadionie zebrała się spora grupa kibiców Korony, co zaowocowało wzajemnymi „pozdrowieniami”. Tuż po przerwie bramkarz pokazał nam wyprostowany środkowy palec i za chwilę wyciągał piłkę z siatki po pięknym strzale głową Jakóbczaka. Od tej pory zerwał się naprawdę huraganowy doping. Chwilę później Machnio w sytuacji sam na sam z bramkarzem trafił w słupek.

Niestety w ostatnim kwadransie oddaliśmy inicjatywę gospodarzom, co zakończyło się bramką wyrównującą i mecz zakończył się wynikiem 1-1. Mimo to byliśmy zadowoleni, że udało się kielczakom utrzeć nosa. Wspólnie z piłkarzami cieszyliśmy się po meczu m.in. intonując pieśń o tym, co robi Jusza na dworcu w Kielcach. Na schodzących do szatni piłkarzy czekali przy zejściu z płyty boiska miejscowi. Kończy się to przepychankami. Na ten widok ruszamy, ale zostaliśmy powstrzymani przez milicję, która całą drogę powrotną prowokuje. Nie mogli biedacy się z nami rozstać. W pociągu bardzo wesoło, ale spokojnie„.

Także w naszym reportażu o Błękitnych osoby związane z tym klubem wspominają, że mecze z radomskimi zespołami budziły dodatkowe emocje.

„Graba: – Derby były meczem ważnym zarówno dla zawodników Błękitnych i Korony, ale dla kibiców również: frekwencja zawsze była bardzo dobra. Jeszcze mecz z Radomiakiem zawsze miał skupiał wielu sympatyków. Nie wiązało się to jednak nigdy z żadnymi ekscesami. Na boisku raz była lepsza Korona, raz Błękitni. Zresztą, była również rotacja zawodników między tymi drużynami”.

Pamiętne mecze z lat 80. i 90.

Na mapie spotkań Radomiaka z Koroną znajdziemy kilka istotnych dla obu drużyn punktów. Tak było w sezonie 89/90, o którym już wspominaliśmy. Wówczas awans wywalczyła Korona, która o dwa punkty wyprzedziła Radomiaka. To o tyle istotne, że:

  • w ostatniej kolejce Radomiak przegrał z Błękitnymi, a Korona wygrała z Bronią
  • zwycięstwa różnicą minimum trzech bramek liczone były za 3 punkty, pozostałe za 2
  • co więcej, przy różnicy minimum trzech bramek punkt odejmowano rywalom

A tak się akurat składa, że w pierwszym meczu Radomiaka z Koroną ci pierwsi na własne życzenie zgarnęli o punkt mniej. – Wtedy grało tam 20 drużyn, bardzo silnych – Cracovia, Karpaty Krosno, Wisłoka Dębica. Radomiak wtedy przeważał i powinien strzelić więcej bramek, ale wygrał tylko 1:0 po golu Jacka Kacprzaka. Wtedy zwycięstwo było liczone za trzy punkty, jeśli wygrywało się 3:0. Potem Radomiakowi zabrakło dwóch punktów, żeby awansować. Pierwsza była Korona – mówi nam jeden z kibiców.

Korona mogła świętować. Tak samo, jak świętowała w 1995 roku, gdy wygrała w Radomiu 4:1. W tym spotkaniu zagrał Cezary Ruszkowski, radomianin, który został legendą klubu z Kielc. – Byłem wychowankiem Radomiaka, jednak niedane mi było zagrać w seniorach tego klubu. Zagrałem za to w seniorach Broni. W trzeciej lidze były derby kielecko-radomskie, to było istne szaleństwo. Na Radomiaku wygraliśmy 4:1, Darek Kozubek strzelił wtedy chyba trzy bramki. Zawsze mocniej się na takie mecze mobilizowaliśmy, to działało na wyobraźnię. Kibice się angażowali, zawodnicy dawali z siebie więcej. Bywało ostrzej, mimo że się znaliśmy z zawodnikami, to graliśmy na pograniczu faulu. Nie ze złośliwością, ale walka była zawsze.

PRZECZYTAJ TAKŻE:

Ciekawie było także na trybunach, o czym opowiada Jaromir Kruk. – Wtedy kibice obrzucali kamieniami sektor Korony. Zawsze były kielecko-radomskie awantury, tam gdzieś się pobili, tam próbowali kogoś złapać. W tamtym meczu Kozubek i Kubicki grali bardzo dobrze. Korona miała super drużynę, trener Włodzimierz Gąsior walczył z nimi o awans do Ekstraklasy, tylko niestety nie było na to pieniędzy. Doszli nawet do ćwierćfinału Pucharu Polski, gdzie ich przekręcił sędzia.

Był to idealny rewanż za porażkę 0:5 z początku lat 80. Wtedy szampana pił Radomiak. Relacja za “Tylko Radomiak”:

„Był to pierwszy w historii pojedynek o II-ligowe punkty. Stawką meczu w Radomiu był fotel lidera, na którym po raz pierwszy w historii zasiadała Korona. Zespół z Kielc na pozycję lidera wskoczył tydzień wcześniej kosztem Radomiaka, który stracił punkty, remisując na wyjeździe z Lublinianką. Zieloni rozegrali bardzo dobre spotkanie i odprawili rywala z bagażem pięciu goli, wracając w dobrym stylu na fotel lidera II ligi. Po dwa gole strzelili Marek Wojdaszka i Bernard Bojek, a jedno trafienie dołożył Andrzej Niedziółka. Bramki kieleckiej Korony strzegł w tym meczu wychowanek Radomiaka Jerzy Fronczak”.

Ostatnia odsłona „Świętej Wojny” – 2004/2005

Aż w końcu obydwa kluby rozjechały się na długie lata. Korona radziła sobie lepiej, Radomiak gorzej. Dopiero w 2004 roku udało im się spotkań ponownie. Znów na zapleczu Ekstraklasy. I – jak już wiecie – radomianie zamierzali hucznie uczcić okazję wypadu do Kielc. Nawet mimo zakazu PZPN i tego, że gospodarze zapowiedzieli, że na stadion wejdą tylko osoby zameldowane w województwie świętokrzyskim.

Byłem na meczu w 2004 roku incognito, bo kibice Radomiaka mieli wtedy zakaz wstępu. Staliśmy 10 metrów od młyna Korony, gdy padła bramka. Cieszyć się nie mogliśmy, to są mieszane uczucia… W Radomiaku grał wtedy na bramce Krzysztof Pyskaty, były zawodnik Korony, który został ciepło przyjęty. Publika raczej spokojna, gospodarze śpiewali, żeby wpuścić „Warchołów” i kibice Radomiaka ostatecznie na stadion weszli – mówi jeden z kibiców, którzy wybrali się na “Świętą Wojnę”.

KIBICE RADOMIAKA W KIELCACH W SEZONIE 2004/2005

Na tamtym spotkaniu był także Michał Siejak, znany z telewizji Korony Kielce, a obecnie m.in. prowadzący audycję “To My Scyzory” w Weszło FM. – Na Koronę zacząłem chodzić w 1998 roku, więc w mojej świadomości mecze z Radomiakiem są w zasadzie dwa – dwumecz z sezonu 2004/2005. W pierwszym meczu w Kielcach Grzegorz Bonin grał w barwach Radomiaka, ale było już wiadomo, że zimą przyjdzie do Korony. Kibice z Kielc śpiewali wtedy „Bonin, Bonin, nasz Scyzoryk”, żeby wkurzyć gości z Radomia.

Faktycznie, Bonin najpierw strzelił Koronie pięknego gola, a potem przeniósł się do sąsiada. Dla Radomiaka był to ważny transfer. “Sport.pl” pisał o nim tak:

„Pozyskaniem młodego gracza Radomiaka zainteresowane były cztery kluby: Górnik Łęczna, Polonia Warszawa, Podbeskidzie Bielsko-Biała i Kolporter Korona Kielce. Kiedy „zieloni” podali cenę wywoławczą – 400 tys. zł, na placu boju pozostali tylko kielczanie. Negocjacje pomiędzy klubami trwały kilka dni, aż stanęło na kwocie 200 tys. zł. – Umowa nie jest jeszcze podpisana, ale sprawa jest praktycznie przesądzona – zdradza prezes Radomiaka Marian Telęga. Jak się dowiedziała „Gazeta”, czynnikiem decydującym w tej sprawie okazał się czas. Kolporter, ustami menedżera Piotra Burlikowskiego, zapewnił, że pieniądze zostaną przelane w jednej racie w ciągu trzech dni. – To pozwoli nam na wypłacenie piłkarzom zaległego wynagrodzenia za listopad i uregulowanie zobowiązań wobec ZUS-u, które wynoszą 90 tys. zł – podkreśla Telęga”.

Dziurę w budżecie udało się załatać, jednak zadra w sercu pozostała. Wiosną, kiedy Bonin przyjechał do Radomia, stadion go wygwizdał. On sam ponoć odpłacił się trybunie “Pod Gołębnikiem”, na której siedzieli najbardziej zagorzali kibice Radomiaka, pokazując w jej stronę środkowy palec. Zaliczył także asystę i to była nawet większa zemsta. Bo radomianie bili się wtedy o utrzymanie, więc potrzebowali przynajmniej punktu, żeby zapewnić sobie grę w barażach. Tymczasem do 80. minuty Korona wygrywała 2:0. A potem? A potem dwa razy do siatki trafił Jacek Kacprzak. Ten sam, który 15 lat wcześniej strzelił gola w wygranym spotkaniu w trzeciej lidze.

PRZECZYTAJ TAKŻE:

Wtedy z radości zatrząsł się stadion. Korona miała niesamowitą kapelę, chcieli grać w Ekstraklasie – mówi Sylwester Szymczak. – Eksplozja radości, tego się nie da opisać – wtóruje mu jeden z obecnych na meczu kibiców.

Długo się czekało na taki mecz przy Struga. Korona-kibice przyjechała pociągiem, na stadion dojechali autobusami MPK, bo drodze na mieście coś tam się działo, chyba powybijane szyby w autobusach. Szczelnie wypełnili klatkę. Cały mecz oczywiście wymiana uprzejmości – opowiada Piotr Stanikowski, który prowadzi stronę “TylkoRadomiak.pl”.

Po przerwie Korona podwyższyła na 2:0 i wydawało się, że spokojnie ten mecz wygra. Na trybunach było coraz goręcej. Pamiętam racowisko na cały stadion, później chyba te race laty do klatki i w drugą stronę. W 80. minucie Radomiak strzelił kontaktowego gola. Niesamowity doping. W doliczonym czasie był rzut wolny sprzed pola karnego. Piłka trafiła chyba kogoś w rękę czy za wcześniej ktoś wybiegł i sędzia podyktował jeszcze jeden rzut wolny kilka metrów bliżej. Strzelał chyba Terlecki, jakieś zamieszanie w polu karnym, piłka spadał pod nogi Kacprzakowi i gol. Niesamowita radość, euforia. Ten gol i w efekcie remis dał Radomiakowi baraże, bo tak to by się warzyło wszystko w ostatnim meczu w Bełchatowie. Można powiedzieć, że ten remis w takich okolicznościach i z tym rywalem był jak zwycięstwo – dodaje nasz rozmówca.

SKRÓT MECZU RADOMIAK – KORONA 2:2

Dla Macieja Lesisza, dziś asystenta trenera Dariusza Banasika, było to wyjątkowe spotkanie. – To był najważniejszy mecz w moim życiu. Przyszedł na niego cały stadion. Dla zawodników z Radomia i regionu to był mecz bardzo istotny. Walczyliśmy o utrzymanie i zdobyliśmy bardzo cenny punkt. Na papierze byli od nas mocniejsi – wspomina były napastnik Radomiaka.

Tamten gol w doliczonym czasie gry pozwolił radomianom zagrać w barażach z Tłokami Gorzyce i utrzymać się w lidze. Korona natomiast awansowała do Ekstraklasy. Rok później przepaść między klubami się powiększyła, bo radomianie znów trafili do barażów, w których ostatecznie… zostali “przekręceni”. Maxwell Kalu pudłował na potęgę, a potem podpisał kontrakt z klubem z Opola. Z kolei Swetosław Byrkaniczkow w komediowy sposób nie wykorzystał rzutu karnego. Ale i okoliczności spotkania z Koroną pozostają niejasne. – W drugiej lidze to już niestety był handel. Sędzia przedłużał, przedłużał. Fajne to było, że wtedy wyrównaliśmy, ale po latach człowiek się dowiedział, że to było szyte – stwierdza osoba związana z radomskim klubem.

Korupcja na meczu juniorów

Do dziś jest to ostatni oficjalny pojedynek Radomiaka z Koroną. Ale w międzyczasie zdarzyło się coś jeszcze. W 2010 roku o awans do finału mistrzostw Polski walczyli juniorzy obydwu klubów. Po paru latach bez okazji do spotkania obydwie strony wykorzystały ten mecz jako okazję do odwiedzin. Kibice Radomiaka zorganizowali nawet wyjazd do Kielc, żeby wspomóc młodych piłkarzy.

Ciekawiej było jednak w rewanżu. W Radomiu doszło bowiem do próby skorumpowania sędziego Pawła Pskita. Tak, tego samego Pskita, który do dziś sędziuje spotkania na zapleczu Ekstraklasy.

Kierownik Radomiaka podszedł do niego z napisem “1500” na dłoni. Pokazał mu „pionę” i mówi: dzień dobry panie sędzio, witam znajomego. Liniowi zdębieli, a on się spojrzał i zadzwonił po policję. Pskit zrobił z tego totalną aferę – mówi nam świadek tego zdarzenia.

“- Jestem zaskoczony, że w ogóle spotkałem się z taką sytuacją i zaszokowany, tym bardziej że miało to miejsce przed meczem na poziomie rozgrywek młodzieżowych – powiedział w siedzibie PZPN sędzia tego meczu, Paweł Pskit” – czytamy w relacji “Echa Dnia”.

Ostatecznie do finału dostała się Korona, która wygrała pierwszy mecz, a w rewanżu odniosła zwycięski remis. Od tamtej pory takich potyczek już nie było. I dziś także do “Świętej Wojny” nie dojdzie, bo bez kibiców wojny nie ma. Zresztą po tylu latach to już nie to samo…

Wojna przygasła, ale nie na dobre

W Kielcach zawsze było mówione, że Radomiak to duża kosa, największy rywal w latach 80. i 90. Rywalizacja o prymat w rejonie. Teraz tych kontaktów nie ma, więc wydaje mi się, że Koronę pod kątem regionalnej rywalizacji “grzeje” KSZO Ostrowiec Świętokrzyski czy fan cluby Widzewa z województwa świętokrzyskiego – mówi Siejak.

Nie znaczy to jednak, że obydwie strony o sobie zapomniały. W sobotę na treningu pojawili się kibice Radomiaka, którzy przekazali zawodnikom, co myślą o kieleckim klubie i jakiego wyniku od nich oczekują. – Kibice w Radomiu i w Kielcach mają do siebie zarazem miłość i nienawiść. Brakuje trochę tej rywalizacji – przyznaje Jaromir Kruk.

I choć radomianie i kielczanie od lat żyją raczej w symbiozie, żartując z siebie nawzajem w kręgach znajomych, to takie spotkanie może kilka wygasłych już tematów rozbudzić na nowo. W końcu jeszcze parę lat temu prezydent Kielc – Wojciech Lubawski – musiał przepraszać Radom za pewien żart. Opisała to “Gazeta Wyborcza”.

“Od paru lat na froncie był spokój, aż tu nagle kilka dni temu „Echo Dnia” – gazeta kielecko-radomska – doniosło, że w kieleckich sklepach i na stacjach benzynowych można kupić zapalniczki z herbem miasta i rysunkiem turysty ze scyzorykiem wbitym w tylną część ciała. – Co na to władze Kielc? – dziennikarz zapytał prezydenta Lubawskiego. A ten odpowiedział: – Trudno mówić o promocji miasta patrząc na taką zapalniczkę. Pewnie wymyślił to ktoś z Radomia. Dla mnie ma to znamiona przestępstwa. Nikt nie prosił nas o zgodę na wykorzystanie herbu miasta i powinien za to odpowiedzieć. Odpowiednie służby się tym zajmą”.

Z kolei niedługo potem Radom ogłosił produkcję scyzoryków z herbem miasta, na co oburzyli się kielczanie. A w drugą stronę? W Radomiu wciąż są ponoć osoby, które nigdy w życiu nie kupią majonezu kieleckiego.

W imię zasad. I podsycania płomienia konfliktu dla kolejnych pokoleń.

SZYMON JANCZYK

Serdecznie dziękuję wszystkim – tym wymienionym w tekście, a także tym, którzy woleli pozostać anonimowi – za pomoc w tworzeniu tego artykułu.

fot. Newspix/”Echo Dnia”/”Tylko Radomiak”

Suche Info
18.08.2022

Papszun: Sędziowanie było dziś skandaliczne

Raków Częstochowa ograł dziś Slavię Praga 2:1, ale w spotkaniu nie zabrakło kontrowersji. Sędziowie w kilku przypadkach pomylili się na korzyść czeskiej drużyny. Marek Papszun odniósł się do kwestii sędziowania podczas konferencji pomeczowej: – Sędziowanie było skandaliczne. Trzeba być ślepym, żeby dostrzegać te „spalone” przy mijankach, wydumane faule, kiedy Ivi mógł wychodzić sam na sam. Brak VAR-u jest niepojęty. To absurd. Delegaci potrafią się przyczepić […]
18.08.2022
Suche Info
18.08.2022

Lech już prowadzi. Znów trafia Velde [WIDEO]

Lech Poznań właśnie rozgrywa mecz z F91 Dudelange i już prowadzi 1:0. W 6. minucie Kolejorz zdobył pierwszą bramkę w tym spotkaniu. Autorem gola był Kristoffer Velde, który w tegorocznych eliminacjach do europejskich pucharów zaliczył już trzecie trafienie. Wcześniej zdobywał po golu w meczach rewanżowych z Vikingurem i Karabachem Agdam. Tym razem bardzo przytomnie zachował się w polu karnym. Wykorzystał bierność rywali i zaskoczył bramkarza gości. Wcześniej zmarnował […]
18.08.2022
Weszło
18.08.2022

Oni centrostrzałem, Raków Lopezem i Tudorem

To nie był typowy dzień w pucharowej robocie. Raków tym razem stracił gola. Po raz pierwszy w tegorocznych eliminacjach. Po raz drugi – biorąc pod uwagę mecz, bo jednostkowo: czwarty – jego bramkarz musiał wyciągać piłkę z siatki. Mimo to ekipa Marka Papszuna ugrała dobry wynik ze Slavią Praga. 2:1. Ale czy na tyle dobry, by nie mieć obaw przed rewanżem? No cóż – niekoniecznie. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że „Medaliki” powinny wyciągnąć z tego […]
18.08.2022
Suche Info
18.08.2022

Złodzieje zabrali zegarek Robertowi Lewandowskiemu, ale już został odzyskany

Skradziono zegarek Roberta Lewandowskiego, ale już został odzyskany. Przed dzisiejszym treningiem reprezentant Polski doświadczył przykrego zdarzenia. Pod ośrodkiem treningowym FC Barcelony dwójka złodziei zabrała Robertowi Lewandowskiemu zegarek, ale sprawców zamieszania udało się złapać i odzyskano wartościowy przedmiot. Podobno wartość tego zegarka wynosi około 70 tysięcy euro. „Sport” podał informacje, że Polak wyruszył za sprawcami samochodem i policja zapewniła piłkarzowi bezpieczeństwo. „Mundo Deportivo” dodaje, […]
18.08.2022
Suche Info
18.08.2022

Spektakularne trafienie Iviego Lopeza [WIDEO]

Raków Częstochowa rozgrywa właśnie mecz ze Slavią Praga w ramach 4. rundy el. do Ligi Konferencji UEFA. W 29. minucie Ivi Lopez zaprezentował po raz kolejny próbkę swoich umiejętności. Najpierw zdecydował się na drybling, a następnie uderzył w długi róg bramki strzeżonej przez Alesa Mandousa. Po chwili bramkarz czeskiej drużyny musiał wyciągać piłkę z siatki. W tym momencie Raków prowadzi u siebie 1:0. Ivi Lopez jest niesamowity #RCZSLP […]
18.08.2022
Suche Info
18.08.2022

Legia Warszawa rozpoczęła sprzedaż koszulek retro

Legia Warszawa rozpoczęła sprzedaż koszulek retro, które są ukłonem dla kibiców lubiących klimat lat 90. W komunikacie zamieszczonym przez klubowe media Legii możemy przeczytać: – Trykoty są odwzorowaniem koszulek meczowych z lat 90. – od kroju, poprzez kolory, fakturę i wykończenia. Modele koszulek zostały wybrane przez kibiców w głosowaniu. Do sprzedaży trafiły koszulki domowe na wzór tych z sezonów 93/94 i 95/96 oraz wyjazdowe z sezonu 95/96. Inicjatywa stołecznego klubu […]
18.08.2022
La Liga
13.08.2022

Mrożek, papież i Lewandowski. Jak i dlaczego Barcelona kocha Polskę?

Pisarze, artyści i ludzie teatru. Religia, show telewizyjne i język. Katalonię, a w szczególności Barcelonę, łączy z naszym krajem wiele, nawet jeśli nie mieliśmy o tym pojęcia. Robert Lewandowski trafił do miejsca, w którym „Polak” brzmi równie dumnie, co nad Wisłą. Camp Nou, najsłynniejszy stadion całej Katalonii. Tysiące ludzi na trybunach zbiera się, żeby powitać przybysza z Polski. Zna go cały świat, ale oni, mieszkańcy Barcelony i okolic, mieli na tyle szczęścia, że wybrał właśnie […]
13.08.2022
Ekstraklasa
22.07.2022

Semedo: Noga wygięła mi się tak, że koledzy płakali. Do mnie dotarło to dopiero w szpitalu

Futbolu uczył się w Sportingu, jednej z najlepszych akademii w Portugalii. Grał w najgorszej drużynie na Cyprze, która nie wygrała ani jednego meczu, a sezon później został MVP ligi, notując 15 bramek i 15 asyst. Przed potencjalnym transferem doznał koszmarnej i – jego zdaniem – głupiej kontuzji. O pokrętnych ścieżkach kariery piłkarza, najpiękniejszym miejscu na mapie Portugalii, zjebkach od starszyzny w Championship i reprezentacji Republiki Zielonego Przylądka, która czerpie siłę z zawodników wyszkolonych […]
22.07.2022
Weszło Extra
18.07.2022

Konoplanka: Marcelo, Ramos, Dani Alves? Kiwałem każdego!

Czy posiada czarny pas w karate? Dlaczego nie ogląda meczów piłki nożnej? Czy Ekstraklasa jest słabą ligą? Jak to możliwe, że nie pamięta nazwisk swoich kolegów z Cracovii? O co ma żal do Grzegorza Krychowiaka? Jak Ever Banega korzystał ze swojego mózgu? Dlaczego Leon Goretzka rusza się jak RoboCop i nie poradziłby sobie w Hiszpanii? Dlaczego bał się Unaia Emery’ego? Czy Juande Ramos miał rację, kiedy krzyczał: „Czternaście milionów? Konoplanka wart jest […]
18.07.2022
Weszło
18.07.2022

Pirania. Historia Piniego Zahaviego

Pini Zahavi nie wie, czym są sentymenty. W świecie futbolu nie dzieli ludzi na przyjaciół i wrogów. Wokół siebie dostrzega jedynie aktualnych, byłych lub przyszłych kontrahentów. Dlatego w topowych klubach zdają sobie sprawę, że najlepiej zacisnąć zęby i żyć z nim w zgodzie. Mają świadomość, że Pini Zahavi daje, by odebrać. I odbiera, by dać. W 2017 roku to właśnie on przeprowadził transfer Neymara z Barcelony do Paris Saint-Germain, a pięć lat później zaserwował Katalończykom na srebrnej […]
18.07.2022
Weszło
14.07.2022

„Dzika” Zachód w Kołobrzegu. Wszystkie absurdy Kotwicy [REPORTAŻ]

Istnieje taki klub na północy Polski, gdzie wszystko odbywa się na opak. Gdzie podpisując kontrakt, musisz liczyć na dobrą formę, bo „jeśli nie grasz, umowa przestaje obowiązywać”. Gdzie jednego dnia prezes wmawia piłkarzom, że symulują kontuzje, by następnego zesłać ich do rezerw. Gdzie piłkarz z pękniętą czaszką leczy się na Śląsku, ale nagle, na kaprys prezesa, musi rzucić wszystko i wrócić kilkaset kilometrów. Gdzie klub przegrywa wszystkie rozprawy […]
14.07.2022
Weszło Extra
07.07.2022

Caryca z Zabrza. Czy Górnik służy do wygrywania wyborów?

W 170-tysięcznym mieście znajduje się klub, na którego mecze potrafi przyjść 23 tysiące kibiców. Zaangażowanych, wielopokoleniowych, pamiętających ogromne sukcesy Górnika Zabrze. To kibice są grupą społeczną, na której najłatwiej wygrać wybory samorządowe. Górnik Zabrze jest od 2011 roku miejskim klubem. Jego strata z ostatnich lat wynosi 133 miliony złotych. Dlaczego miasto utrzymuje klub, który jest nierentowny? Górnik Zabrze jest trawiony przez notoryczne problemy finansowe. W 2014 roku […]
07.07.2022
Liczba komentarzy: 42
Subscribe
Powiadom o
guest
42 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Rrr1910
Rrr1910
1 rok temu

Fajny artykuł fajnie się czytało ! Fajnie było wrócić myślami do ostatniego meczu w Radomiu z Koroną. Jacek Kasprzak był wtedy naszym bohaterem ! Byłem na tym meczu miałem wtedy szesnaście lat i było to chyba najlepszy mecz na jakim w życiu byłem Na Struga! Którego nie zapomnę! Jest jeszcze drugi ! Ale to już Mecz z Odrą i pamiętne karne ! Które chciałbym zapomnieć!

Kaster
Kaster
1 rok temu
Reply to  Rrr1910

Fajny mecz tyle, że ustawiony bo Korona gdyby chciała to wygrałaby ten mecz w cuglach. Tak czy inaczej i tak nic to nie dało wówczas Radomiakowi w końcowym efekcie…..

Tytus
Tytus
1 rok temu

Na chwilę obecną Radom jest o wiele brzydszym i zaniedbanym miastem w stosunku do Kielc pod każdym względem, nauki, infrastruktury ( sportowej, kultury).

Jakiś Taki
Jakiś Taki
1 rok temu
Reply to  Tytus

No co ty…?!
Jest, dzięki lotnisku prężnie rozwijającym się węzłem komunikacyjnym z którego korzystają dziesiątki milionów pasażerów z całego świata…

Rrr1910
Rrr1910
1 rok temu
Reply to  Jakiś Taki

Tytus Lotnisko skaczą! I będzie prężnie się rozwijać! W przeciwieństwie do Twojego dworca PKS ! Buhahaha

Rrr1910
Rrr1910
1 rok temu
Reply to  Tytus

Tytus Byłem ostatnio w Kielcach! Mam tam przyjaciela! Zresztą scyzora z krwi i kości! I trochę przeszadziłeś z tym że Kielce są Ladniejszym miastem! Jedyne co się u was zmieniło to wlot do miasta od strony obwodnicy! Reszta to ta sama post komunistyczna zabudowa ! Tzn wszędzie te bloki z wielkiej płyty tak jak i w Radomiu !

Mateusz
Mateusz
1 rok temu
Reply to  Tytus

Tytus, a ja mam zupełnie inne spostrzeżenia. Dla mnie to Kielce paradoksalnie mimo że są wojewódzkie są bardziej z spóźnione niż Radom pod względem infrastruktury. Autobusy elektryczne, rowery miejskie… Wydarzenia kulturalne w Kielcach? Masz na myśli koncerty disco polo z TVP? xD

Świnek Pep
Świnek Pep
1 rok temu
Reply to  Tytus

Byłem nie raz w Kielcach i tylu dziurawych ulic, starych, popękanych chodników i generalnie totalnego burdelu, jak w Kielcach, to nie widziałem nigdzie w Polsce. Kielce mają tylko kilka wizytówek. Reszta jedzie żulem i dziadostwem. Nawet okolice tak niby reprezentacyjnego punktu, jak Targi Kielce wyglądają, jakby nie było tam remontu od lat 70-tych. No i Kielce cały czas mają mniej ludności, niż Radom. ZAWSZE BYŁY MNIEJSZE!

A z lotniska możecie się śmiać, bo zazdrościcie go Radomiowi. Air Show też zazdrościcie. Ale jak skończy się przebudowa, pas startowy zostanie wydłużony na tyle, żeby mogły na nim lądować największe samoloty, to wtedy zobaczycie lotnisko w pełnym rozkwicie. Radom przejmie cały transport CARGO z Okęcia i będzie najprężniej rozwijającym się centrum logistycznym w Polsce.

Ci, co drą łacha z lotniska w Radomiu nawet nie wiedzą, że miało za krótki pas startowy, żeby mogło podpisać umowę z normalnym przewoźnikiem, jak lotnisko np. w Lublinie. W Radomiu mogły lądować tylko małe samoloty z napędem śmigłowym. Np. Dreamliner 737 by się na tym pasie nie zmieścił. Ale spokojna wasza rozczochrana. Po przebudowanie pasa to lotnisko zacznie hulać, jak złoto, bo między Okęciem, a Balicami nie ma lotniska konkurencyjnego.

misio
misio
3 miesięcy temu
Reply to  Świnek Pep

zgadza się jeżdżę kilka razy w roku w strone Buska, raz skróciłem przez Kielce i przejechałem slalomem dwa razy dłużej niz przez Chęciny

polaczki
polaczki
1 rok temu

dobre

polaczki
polaczki
1 rok temu

t

Lecę na piwo
Lecę na piwo
1 rok temu

Ale coś łączy te kluby.. My lepsi wy gorsi.. Tylko że do dzisiaj nic konkretnego nie wygrali..

loko
loko
1 rok temu

Skąd się wzięła… regionalne miasteczka, w niewielkiej odległości od siebie, zazwyczaj ze sobą rywalizują i porównują na każdej płaszczyźnie.

Yogi
Yogi
1 rok temu
Reply to  loko

Dokładnie, tak jak Bydgoszcz z Toruniem czy Zielona Góra z Gorzowem. Coś jak zadyma wieś na wieś, tylko w większej skali.

Leszek
Leszek
1 rok temu

W sezonie w którym graliśmy z Koroną były wygrane baraże z Tłokami. Baraż z Odrą był sezon później.

Rrr1910
Rrr1910
1 rok temu
Reply to  Leszek

Ale czy napisane jest że z Odrą graliśmy w tym samym roku ?? Napisałem że drugi mecz co został mi w pamięci! To ten z Odrą Opole .

Yutiu
Yutiu
1 rok temu

Majonez Kielecki jest po prostu niedobry, nic dziwnego, że go nie kupują.

Yannick_Abalo
Yannick_Abalo
1 rok temu

to tak jak Rzeszów chce sie porównywać do Lublina, mimo ze ma o wiele mniej ludnosci i mniej uczelni i mniejsza historie taka sama wojenka co miedzy radomiem a kielcami hehe

Mateusz
Mateusz
1 rok temu

Gratulacje, świetny artykuł.

Gks Jastrzębie
Gks Jastrzębie
1 rok temu

Pamiętajci najważniejszy na świecie i tak jest Gks Jastrzębie!!

zenon pierdziwół
zenon pierdziwół
1 rok temu

Nieprawda.Najlepszy w Polsce jest radzionkowski GKS! Ruch Radzionków!!

mik
mik
1 rok temu

Drogi „pisarzu” a nie lepiej napisać o tym co łączy a nie dzieli? Ja mieszkam pod Kielcami ale skończyłem Politechnikę Radomską i wcale się tego nie wstydzę. Spotkałem tam fajnych ludzi również z Radomia. Głupotą jest utrwalać podziały nawet te sztuczne a pisanie o nich to ŻENADA.

człowiek fiut
człowiek fiut
1 rok temu
Reply to  mik

a nie pomyślałeś „geniuszu”, że warto jest wyłumaczyć genezę tego, dlaczego w ogóle taki konflikt istniał? pisanie tylko o tym co jest dobre i tuszowanie kiepskich momentów to ŻENADA

Lol
Lol
1 rok temu

Miałem Radomiaka za spluwaczke i szmatę do butów Legii, a tu taka historia… Teraz inaczej będę patrzył na ten klub.

Kamil
Kamil
1 rok temu
Reply to  Lol

Jak się jest ignorantem i nie zna historii własnego państwa, ba, swojego podwórka, to o czym my mamy rozmawiać… Może mało ludzi wie, ale kiedy tzw. Gołębnik krzyczy „legia Warszawa”, to jakoś tak niewyraźnie… a pozostała część stadionu, Radomian, wcale nie jest zachwycona. Powiedziałbym, że lecą gwizdy i ludzie się wku**iają za to włażenie w dupsko grupki kibiców. Był taki mecz, charytatywny, w którym w przerwie meczu z Legią na stadionie Radomiaka kibice przerwali kabel od transmisji meczu w telewizji Dami. Taki był kocioł i rozgorzała walka, że trudno sobie nagle tę zgodę wyobrazić.

Lecę na piwo
Lecę na piwo
1 rok temu

A ta wojna to temu że te kluby nic nie wygrały czy co? Ale szacun dla Radomia za lotnisko i dla Kielc za Scyzoryka.. Ale to chyba w piłce się nie liczy.. No w sumie to Probiezdinio by z Radomia miał bliżej do lotniska niż terez.. Ale co by wtedy on padoł?

kielczok
kielczok
1 rok temu

Świetny artykuł, dzięki za wykonaną pracę 🙂 Super!

Janusz
Janusz
1 rok temu

Z tym Majonezem Kieleckim to Radom przesądza. Tego im nie wybaczę.

Maryjusz
Maryjusz
1 rok temu

gol gol gol gol gol, super komentator

Banialuka
Banialuka
1 rok temu
Reply to  Maryjusz

Pan Dariusz Osiej. Miejscowy człowiek-legenda lokalnej telewizji Dami (ciekawostka – ta sama stacja wyemitowała słynne życzenia noworoczne „wspaniały to był rok, nie zapomnę go nigdy”).

PanZygmunt
PanZygmunt
1 rok temu

komu to potrzebne? czy Radioma nie mozna wydzierzawic? nie wiem, jakims cyganom, albo zrobic getto dla śniadych lekarzy i inzynierow za eurojurki?

Hulk Hogan ze Szwecji
Hulk Hogan ze Szwecji(@hulk-hogan-ze-szwecji)
1 rok temu

I cyk – 3 punkty jadą do Radomia

pat
pat
1 rok temu

Trochę namieszane z tymi gazetami. Przecież Radom miał swoje tytuły np. „Gazeta Radomska”. Ta wychodziła od 1884 roku. Był też krótko wydawany, bo przez rok 1906, „Kurier Radomski”. Czemu zazdrościli Kielcom ich tytułów nie za bardzo rozumiem.

Yogi
Yogi
1 rok temu

Tak, tak, podgrzewajcie atmosferkę i wzajemne animozje, a potem zdziwienie, że jakieś bezmózgie karki przy okazji meczu pookładały się po łbach.

dwooogi
dwooogi(@dwooogi)
1 rok temu

o takie artykuły nic nie robilem

Konrad
Konrad
1 rok temu

Popłakałem się jak przeczytałem o tym śpiewaniu. Ja napisałem tą piosenkę. https://soundcloud.com/badmenels/siede

Brx77
Brx77
1 rok temu

W życiu nie było 1000 Scyzorów w Radomiu! A Błękitni nigdy nie mieli kibiców poza piknikami…
Dużo bzdur ale czyta się fajnie 🙂

KibicKorony
KibicKorony
1 rok temu

Fajny artykuł. Dla mnie to głupota, że mieszkańcy Kielc i Radomia się nie lubią i jedni drugich obrażają. Na meczach jest to dodatkowy smaczek i atrakcja z racji rywalizacji z sąsiadem i każdy coś przeklnie w emocjach ale bez przesady, prywatnie nie mam nic do tego gdzie ktoś mieszka i skąd pochodzi a nawet osoby z Radomia są mi bliższe jeśli spotykam ich gdzieś w szerokim świecie niż z innych zakątków Polski. Pozdrawiam wszystkich normalnych kibiców i mieszkańców Radomia.

Bebzi
Bebzi
1 rok temu

Nigdy ale to przenigdy w Radomiu nie było 1000 scyzorów! Nigdy! Odwrotnie tak i owszem. Proszę nie pisać głupot.

Świnek Pep
Świnek Pep
1 rok temu

Byłem nie raz w Kielcach i tylu dziurawych ulic, starych, popękanych chodników i generalnie totalnego burdelu, jak w Kielcach, to nie widziałem nigdzie w Polsce. Kielce mają tylko kilka wizytówek. Reszta jedzie żulem i dziadostwem. Nawet okolice tak niby reprezentacyjnego punktu, jak Targi Kielce wyglądają, jakby nie było tam remontu od lat 70-tych. No i Kielce cały czas mają mniej ludności, niż Radom. ZAWSZE BYŁY MNIEJSZE!

A z lotniska możecie się śmiać, bo zazdrościcie go Radomiowi. Air Show też zazdrościcie. Ale jak skończy się przebudowa, pas startowy zostanie wydłużony na tyle, żeby mogły na nim lądować największe samoloty, to wtedy zobaczycie lotnisko w pełnym rozkwicie. Radom przejmie cały transport CARGO z Okęcia i będzie najprężniej rozwijającym się centrum logistycznym w Polsce.

Ci, co drą łacha z lotniska w Radomiu nawet nie wiedzą, że miało za krótki pas startowy, żeby mogło podpisać umowę z normalnym przewoźnikiem, jak lotnisko np. w Lublinie. W Radomiu mogły lądować tylko małe samoloty z napędem śmigłowym. Np. Dreamliner 737 by się na tym pasie nie zmieścił. Ale spokojna wasza rozczochrana. Po przebudowanie pasa to lotnisko zacznie hulać, jak złoto, bo między Okęciem, a Balicami nie ma lotniska konkurencyjnego.

Ssss
Ssss
10 miesięcy temu
Reply to  Świnek Pep

Tylko kto będzie chciał latać z tego lotniska. Jak żaden przewoźnik nie jest chętny

True
True
1 miesiąc temu

jebać kurwy z kielc! komunistyczne pachołki!! czerwone chuje!