post Avatar

Opublikowane 28.10.2020 13:51 przez

Sebastian Warzecha

Nieudolność działań na rynku transferowym, zadłużenie klubu, konflikt z największymi gwiazdami, afera związana z działalnością w mediach społecznościowych, oskarżenia o korupcję. To tylko część z zarzutów stawianych Josepowi Marii Bartomeu przez fanów Barcelony. Prezydent katalońskiego klubu wczoraj ostatecznie podał się do dymisji. A kibice mogli sobie jedynie powiedzieć: nareszcie!

*****

Od dłuższego czasu fani Barcelony domagali się dymisji prezydenta. Ten jednak uparcie trzymał się stołka i wszystko, co złe, zrzucał na innych. Stale powtarzały się hasła: „Nic o tym nie wiem” czy „To nie moja wina”. Zapewniano, że wszystko jest w porządku. Nic to, że kibice protestowali nawet na ulicach i przed stadionem. Nic, że w mediach społecznościowych powstała akcja pod hasłem „Bartomeu out!”. Zadecydowało dopiero wotum nieufności, które udało się zebrać dzięki podpisom socios. Potrzebnych było ponad 16,5 tysiąca. Zebrano niemal cztery tysiące więcej.

– To był niesamowity moment kiedy socios wreszcie się ruszyli – mówi Michał Zawada, socio Barcelony, który brał czynny udział w zbieraniu podpisów w Polsce. – Fajnie było w tym uczestniczyć i dołożyć te kilkadziesiąt głosów z Polski, żeby sytuacja w klubie się zmieniła i żeby wreszcie pożegnać najgorszego prezydenta w historii Barcelony. Myślę, że wszystkich zaskoczył doskonały wynik ponad 20 tysięcy zebranych podpisów za odwołaniem zarządu, ale bez wywiadu Messiego, uderzającego w zarząd, pewnie by się to nie udało. Po wywiadzie nastąpiła niesamowita mobilizacja wśród katalońskich socios którzy byli wcześniej dość bierni. Dobrze, że mamy to za sobą i że Bartomeu już nie ma w klubie.

Choć i wobec głosowania prezydent długo nie odpuszczał. Jeszcze w poniedziałek twierdził, że nie ma zamiaru rezygnować ze stanowiska. – Podjęliśmy jednogłośną decyzję. Każda decyzja, jaką podejmujemy, właśnie taka jest. Nie mogę zrezygnować, bo każdego dnia podejmujemy kolejne kroki. Klub nie może sobie pozwolić na trzy miesiące istnienia bez prezydenta. Nie ma powodu, abym zrezygnował – mówił.

Protest kibiców Barcelony przeciwko Bartomeu. Fot. Newspix

Twierdził też, że aktualnie nie ma możliwości zorganizowania głosowania na temat wotum nieufności w określonym terminie (czyli w najbliższy weekend) i liczył, że miejscowy rząd nakaże je wstrzymać w celu zapewnienia bezpieczeństwa. Tyle że rząd powiedział wprost: „przestrzegajcie zaleceń i możecie organizować”. A na to Bartomeu już nie miał odpowiedzi.

We wtorek podał się więc do dymisji wraz z całym zarządem. Nie chciał być pierwszym w historii klubu prezydentem odwołanym przez wotum nieufności. W mowie, którą wygłosił przy okazji rezygnacji, znów pokazał się jednak jako ten sam człowiek: winą obarczał wszystkich wokół, a wszelkie zasługi przypisywał sobie i zarządowi. Jako powód podania się do dymisji wymienił nie sytuację klubu, a troskę o zdrowie socios, którzy musieliby udać się do głosowania.

Dodawał też – i w tym momencie śmiechem parsknęli zapewne wszyscy jego przeciwnicy – że „wolą tego zarządu nigdy nie było utrzymanie się przy władzy”. Mówił, że chodziło wyłącznie o dobro klubu, że nie było tu żadnych ukrytych interesów. Twierdził, że w ostatnich miesiącach okazywano jemu i innym członkom zarządu wyłącznie brak szacunku. I to ostatnie może faktycznie się zgadza.

Zastanówmy się jednak: co doprowadziło do takiej sytuacji? I dlaczego na pytanie „czy Bartomeu można za coś pochwalić?” Michał Zawada odpowiada: – Sportowo dobrze prowadzona była sekcja piłki ręcznej, a i tak wygrali Ligę Mistrzów tylko raz. Myślę, że wrotkarze na rolkach też dawali radę.

A piłka nożna? No cóż, tu im dalej w las, tym gorzej.

Tryplet, czyli… początek problemów

Prezydentem po raz pierwszy został sześć lat temu, gdy Sandro Rosell podał się do dymisji po oskarżeniach o nieprawidłowości przy transferze Neymara. Wcześniej Bartomeu pełnił funkcję wiceprezydenta. Jego zadaniem było wypełnienie kadencji do 2016 roku, ale postanowił, że ją skróci. Nowe wybory rozpisano na lipiec 2015, sam Bartomeu zgłosił się jako jeden z kandydatów. Tuż przed nimi miał niebywałe szczęście.

Barcelona sięgnęła bowiem po potrójną koronę. Zespół prowadzony przez Luisa Enrique, z Leo Messim, Luisem Suarezem i Neymarem w składzie, wygrał wszystkie najważniejsze trofea: ligę, krajowy puchar i Ligę Mistrzów. To ostatnie zwycięstwo było tym cenniejsze, że ledwie sezon wcześniej Real Madryt wrócił na europejski tron, kompletując przy okazji upragnioną decimę. Rok później ponownie – po raz czwarty w XXI wieku – triumfowała Barcelona.

Bartomeu pamiętano, że w styczniu 2015 roku udało mu się załagodzić spór między trenerem a zawodnikami, gdy wydawało się, że nic już nie uratuje tej drużyny. To dzięki temu później możliwe było zdobycie drugiego w historii klubu trypletu (wówczas nie dokonał tego nikt inny, dopiero w tym sezonie taki wynik wyrównał Bayern). Gdy więc przyszło do wyborów, Bartomeu miał wielką przewagę nad resztą kandydatów. Do tego dołożył jeszcze parę obietnic. I wygrał.

– Czy byłby prezydentem, gdyby nie było tych tytułów? Myślę, że nie. Drużyna Luisa Enrique zdobyła tryplet nie dzięki działaniom zarządu, a pomimo ich działań. Wybory przyszły w najlepszym dla Bartomeu momencie, a mimo to Joan Laporta dostał w nich 33 procent głosów, nie robiąc w kampanii dosłownie nic – mówi Zawada.

Bartomeu miał zresztą szczęście i w innym aspekcie – dostał doskonałą drużynę, mogącą zdominować kolejne lata. Trzeba było jedynie umiejętnie zarządzać kadrą. A to prezydent już kompletnie zawalił.

Panie, a kto to panu tak…

Mamy podejrzenie, że kto jak kto, ale Bartomeu nigdy nie grał w Football Managera. A jeśli nawet – to nie odnosił w nim zbyt wielkich sukcesów. Niemal każda jego decyzja kadrowa w ostatnich latach może być poddana krytyce. Barcelona zawaliła budowę drużyny na naprawdę wielu frontach. Źle kupowała, jeszcze gorzej sprzedawała, nieudanie odmładzała kadrę… I tak dalej, i tak dalej.

Tak naprawdę całe nieszczęście zaczęło się, gdy z klubu odszedł Neymar. Ten transfer Bartomeu zapamiętano szczególnie. Odejście drugiej największej gwiazdy klubu oznaczało nie tylko spadek jakości sportowej, ale i wielki cios wizerunkowy oraz marketingowy. Tym bardziej, że prezydent zapewniał, że „nie ma się o co niepokoić” i „nawet jeśli PSG wpłaci klauzulę za Neymara, to jeszcze nie oznacza, że Brazylijczyk odejdzie”. Jak się okazało – oznaczało. Neymara nie przekonały do pozostania nawet kolejne oferty lukratywnych kontraktów. Wolał pożegnać się z klubem i jego prezydentem.

Pieniądze z Neymara próbowano odpowiednio zainwestować. Zresztą w czasie kadencji Bartomeu na transfery wydano grubo ponad miliard euro. Większość ze sprowadzonych zawodników już w Barcelonie nie gra. Część ruchów trudno było zrozumieć. Gdy nie udało się ściągnąć z PSG Marco Verattiego, Barca wzięła Paulinho, który nigdy nie był graczem odpowiednim na jej poziom. Z Atletico pozyskano Ardę Turana, który szybko okazał się kulą u nogi i przez kolejnych kilka sezonów Duma Katalonii wyłącznie na nim traciła. Zresztą takich graczy było więcej, bowiem na Camp Nou zapanowała tendencja na podpisywanie wieloletnich umów.

Niewypałami okazywały się też transfery „gwiazdorskie”, zawodników, którzy mieli grać w zespole pierwsze skrzypce. Ousmane Dembele może i ma umiejętności, ale szybko okazało się, że nie dojeżdża mu do nich głowa, a w dodatku co chwila łapał kontuzje. Antoine Griezmann został sprowadzony na obsadzoną już w Barcelonie pozycję. I to obsadzoną przez Leo Messiego, którego po prostu nie sadza się na ławce. Sprowadzano piłkarzy dla samego sprowadzenia i znanego nazwiska – bez planu, chaotycznie. Mało jest takich, którzy faktycznie się w Katalonii sprawdzili.

– Bartomeu miał doskonała kadrę, której nie tylko nie umiał odświeżyć – co było potrzebne – ale nawet utrzymać. Barca ligę wygrywała słabością Realu i w stylu, od którego bolały zęby, ale w Lidze Mistrzów kończyła z kolejnymi kompromitacjami, po których nikt nie wyciągał wniosków, bo wszyscy świętowali to, że Barca jest nad Realem. Wszyscy z wyjątkiem piłkarzy, którzy prosili o wzmocnienia i zmiany. Messi, Gerard Pique i Suarez mówili o tym głośno już po dwumeczu z Romą [sezon 2017/18]. Nikt tego nie słuchał – mówi Zawada.

W dodatku Bartomeu, jak się z czasem okazało, nie potrafi też zawodników sprzedawać. Nie liczymy tu oczywiście transferów takich jak – o czym jeszcze wspomnimy – Arthura czy Paulinho, które pomagały w prowadzeniu ksiąg finansowych. Ostatnie okienko dobitnie świadczy o tym, jak złe były decyzje podejmowane przez prezydenta, gdy łącznie za kilka milionów euro pozwolił wylecieć z klubu Ivanowi Rakiticiowi, Luisowi Suarezowi i Arturo Vidalowi. Owszem, takie ruchy były potrzebne w celu odmłodzenia kadry, w której większość kluczowych piłkarzy była już po trzydziestce, ale podjęto je albo za późno, albo zbyt rozpaczliwie.

Za tego pierwszego dwa lata wcześniej Barcelona mogła dostać kilkadziesiąt milionów euro, ale nie skorzystała, mimo że wielu już wtedy sugerowało, że warto się go pozbyć. Suarez wciąż był wart więcej na rynku, ale sytuacja klubu sprawiła, że nie udało się takiej kwoty otrzymać. Zresztą Bartomeu już wcześniej podejmował kontrowersyjne decyzje o sprzedaży – szeroko komentowane było choćby wypchnięcie z klubu Daniego Alvesa, który potem jeszcze przez kilka lat grał na topowym poziomie. Wbrew zawodnikom podjął też decyzję o zmianie trenera, gdy zwalniał Ernesto Valverde, a zatrudnił Quique Setiena, co tylko odbiło się czkawką.

No i jest jeszcze szkółka.

– Bartomeu zerwał z filozofią Johanna Cruyffa, w której fundamentem jest La Masia, a jeśli ktoś do Barcy przychodzi z zewnątrz, to musi być naprawdę topowym zawodnikiem i pasować do jej systemu gry i kadry. Bartomeu od początku fatalnie traktował wychowanków co pokazuje sposób prowadzenia karier chociażby Alexa Grimaldo czy Marca Cucurelli – mówi Zawada.

Bartomeu w kwestii budowy kadry miał więc za uszami naprawdę wiele. W każdym innym klubie pewnie byłoby to widać gołym okiem. W Barcelonie tuszował to jednak jeden gość.

Messi

Liga Mistrzów, cztery mistrzostwa Hiszpanii, do tego kilka innych pucharów. Jeśli spojrzeć na to, co trafiło do gabloty za czasów prezydentury Bartomeu, można by odnieść złudne wrażenie, że wcale nie było tak źle. Sęk w tym, że to nie tyle zasługa prezydenta, co dwóch czynników, które się na siebie nałożyły. Pierwszym była słabość rywali – swoje problemy w lidze mieli i Real, i Atletico, a Barca była po prostu równiejsza. Drugim – Leo Messi. To on sprawiał, że rysy, które pojawiały się na grze Barcelony, nie zamieniały się w pęknięcia. Początkowo był dla Bartomeu błogosławieństwem.

Zawada: –Przede wszystkim to kompletna nieznajomość futbolu i klubu jakim Bartomeu zarządzał, spowodowała, że wierzył w to, co sam od niego kiedyś usłyszałem: „Dopóki mamy Messiego będziemy wygrywać”. To pułapka, w którą wpadł Bartomeu. Messi zawsze wiedział, że do wygrywania potrzebny jest zespół. Bartomeu myślał za to, że przedłużanie kontraktu z Leo i otaczanie go byle kim, byle kasa się zgadzała, wystarczy do bycia na topie. Messi jako wychowanek, kapitan i człowiek Barcy musiał stać się wrogiem człowieka i pomysłu, które niszczyły klub od początku prezydentury.

Wkrótce okazało się, że sam Messi nie wystarczy. Dobitnie uświadomiły to wszystkim kolejne kompromitacje w Lidze Mistrzów. Blisko było już w sezonie 16/17 z PSG, gdy w pierwszym meczu piłkarze Barcelony przegrali 0:4, ale w drugim w cudowny sposób odrobili straty. Tyle tylko, że potem bez problemu pokonał ich Juventus. Sezon później przyszła remontada w wykonaniu Romy. Minął kolejny rok i jeszcze lepszy comeback zaliczył Liverpool. A w tym sezonie szalę goryczy przeważył pogrom, jaki Blaugranie zafundował Bayern. Oznaczał bowiem nie tylko, że Barca znów nie wygra Ligi Mistrzów, ale też, że po raz pierwszy od wielu lat nie zdobędzie w ciągu sezonu żadnego trofeum.

Po tryplecie sięgnęliśmy nieba, a potem klub zaczął upadać zamiast się rozwijać. To tendencja, która jest jasna. Sięgnęliśmy dna, przegrywając 2:8, potrzebowaliśmy resetu, żeby zobaczyć, co jest najlepsze dla klubu. […] Musimy przyznać, że w Europie są lepsze od nas drużyny – mówił w niedawnym wywiadzie Gerard Pique. W podobnym tonie wypowiadali się i inni piłkarze. Oni widzieli, że nie jest dobrze. A Bartomeu? Jeszcze w poniedziałek zapewniał, że „w tym sezonie klub na pewno zdobędzie jakieś trofeum”. Zaklinanie rzeczywistości.

Protest kibiców Barcelony. Fot. Newspix

Lionel Messi miał tego dość już latem. Zdecydował, że chce odejść, ale – mimo złożonej oficjalnie wcześniej obietnicy – Bartomeu mu na to nie pozwolił. Argentyńczyk nie chciał otwartej wojny z klubem, więc został na kolejny (ostatni w kontrakcie) sezon. Prezydent jego pozostanie świętował, jakby wszystko stało się dzięki niemu i zapewniał, że Leo jest szczęśliwy. Znów warto przywołać cytat z poniedziałku:

Messi jest ważną częścią naszego nowego projektu, nie mogliśmy pozwolić sobie na jego odejście. Leo stał się częścią projektu Koemana. Rozumiem decyzje Messiego o odejściu. Był sfrustrowany i rozczarowany wynikami. Miał jednak klauzulę, która wygasła [kończyła się w czerwcu, Messi argumentował, że przedłużenie sezonu powinno przedłużać i ją – przyp. red.]. W czasie całej sprawy Messiego nigdy nie myślałem o rezygnacji. Zawsze mówiłem, że musimy go zatrzymać.

Tyle że pozostanie Leo nie oznaczało końca sprawy. Messi udzielił wspomnianego już wcześniej wywiadu, w którym wyraził swoją frustrację i opisał, jak Bartomeu złamał dane mu słowo. Od tego się tak naprawdę zaczęło. Messi, który był dla prezydenta błogosławieństwem, stał się jego przekleństwem. Socios zmobilizowali się do zbierania podpisów. I poszło.

Sprawa Messiego pokazuje zresztą pewien trend.

Skłócony ze wszystkimi

Tak naprawdę trudno znaleźć w Barcelonie kogoś – poza jego najbliższymi współpracownikami – kto powiedziałby, że popiera Bartomeu. Messi to rzecz oczywista, podobnie gracze tacy jak Gerard Pique czy, już nieobecny w klubie, Luis Suarez. Xavi, legenda klubu, pożegnana z honorami już za kadencji Bartomeu, o opcjonalnym objęciu posady trenera mówił jakiś czas temu, że „chciałby pracować z osobami, którym może zaufać, które są lojalne i solidne. W pobliżu szatni nie może być nikogo toksycznego”.

Palcem nikogo nie wskazał, ale łatwo było domyślić się, o kogo chodzi. Podobnie wypowiadała się też inna legenda – Carles Puyol. Były kapitan klubu zdecydował, że nie chce pracować w klubie pod rządami Bartomeu. Podobnie Jordi Cruyff, syn Johana. Z drużyny za to wielokrotnie dobiegały w tym czasie głosy, że „potrzeba jedności”. Tyle tylko, że o nią było naprawdę trudno, skoro nie dbano o dobrą atmosferę nawet na najwyższych szczeblach.

Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów tego, co działo się w klubie, był wywiad, którego udzielił Eric Abidal – były piłkarz, a wtedy dyrektor sportowy Barcy – gdy publicznie uderzył w Xaviego oraz piłkarzy grających w Barcelonie. Byłego zawodnika oskarżył o kłamstwa, a graczy o brak zaangażowania. Po niespełna godzinie na Instagramie już czekała odpowiedź od Leo Messiego. „Każdy musi być odpowiedzialny za swoje słowa i decyzje. My odpowiadamy za wszystko, co na boisku. Jako pierwsi jesteśmy gotowi przyznać, że coś idzie nie tak. Szefowie też powinni być odpowiedzialni za własną pracę i swoje decyzji. Kiedy mowa o zawodnikach powinno się podać konkretne nazwiska. Inaczej podsyca się tylko atmosferę” pisał Argentyńczyk.

Bartomeu, Setien i Abidal. Fot. Newspix

Katalońskie media co rusz pisały, że tak naprawdę klubem rządzą piłkarze, a Bartomeu musi im ulegać. Przepaść pomiędzy zarządem a drużyną stawała się coraz większa. Od czasu do czasu próbowano ją zasypać, ale na teren zaraz wjeżdżały nowe koparki i tylko ją pogłębiały. A potem była jeszcze Barcagate, czyli sprawa wykorzystywania botów w mediach społecznościowych, za pomocą których oczerniano legendy klubu, a nawet obecnie grających w nim piłkarzy.

– Jako piłkarz Barçy widzę, że mój klub wydał pieniądze, pieniądze, o które teraz nas prosi, by krytykować, nie tylko osoby z zewnątrz powiązane z klubem, ale obecnych zawodników, to okropieństwo… Poprosiłem o wyjaśnienia i Bartomeu powiedział mi: „Gerard, nie wiedziałem o tym”. I uwierzyłem mu. Później widziałem, że osoba odpowiedzialna za zatrudnienie tamtych firm wciąż pracowała w klubie. To mnie bardzo boli. Mówię to tutaj, bo wcześniej powiedziałem to osobiście prezydentowi. Co mam powiedzieć? Że to bolesne. Tak. Czy mogę zrobić coś więcej? Nie. Moje relacje z prezydentem mogą być dobre, ale są rzeczy, których się nie zapomina – mówił niedawno Gerard Pique.

Sami widzicie – przepaść nie do zasypania.

Kolejna dziura

Podobnie wielka wydaje się inna przepaść – finansowa. Już za prezydentury Rosella Barcelona zaczęła dużo bardziej ochoczo wydawać pieniądze. Zwiększyły się wówczas obroty, większy był też zysk, ale zupełnie zmieniono wcześniejsze postanowienia odnośnie do gospodarowania pieniędzmi. W klubie wszyscy chcieli zrobić z Barcy finansową potęgę, wkrótce celem samym w sobie stało się wykazanie miliarda euro przychodów w ciągu jednego sezonu. A wiadomo – cel uświęca środki.

Więc Barcelona zarabiała coraz więcej, ale też z każdym kolejnym sezonem więcej traciła. Zysk netto się przez to zmniejszał, odchodzili kolejni ludzie sprzeciwiający się tego typu działaniom. Zarząd bronił się, twierdząc, że to wszystko ma przynieść klubowi kolejne trofea. Oscar Grau, dyrektor generalny klubu, już pierwszy sezon u sterów zamknął ze zmniejszonym o niemal połowę zyskiem netto. I to mimo rekordowych przychodów. Dalej było już tylko gorzej, a sezon 2018/19 uratowała na przykład (zresztą obustronnie) wymiana bramkarzy na linii Barcelona-Valencia.

Ostrzeżeń o nierozsądnym gospodarowaniu pieniędzmi nie brakowało. Ale w zdecydowanej większości pochodziły one spoza klubu. W samym zarządzie chwytano się różnych metod mających na celu zakamuflować rosnące problemy. Kreatywna księgowość była na porządku dziennym. Mowa tu choćby o transferze Paulinho do i z klubu, wspomnianej wymianie bramkarzy czy sprzedaniu Arthura i sprowadzeniu w jego miejsce Miralema Pjanicia z Juventusu, którego to ruchu Bartomeu zresztą bardzo bronił.

– Decyzja jest przede wszystkim sportowa, nie finansowa. Od dawna chcieliśmy pozyskać Pjanicia. To nieprawda, że celem było domknięcie budżetu, bo mogliśmy sprzedać innych piłkarzy, za których mieliśmy oferty – mówił. Tyle że wszyscy widzieli, jak jest. Od dawna było też wiadomo, że problem stanowią rosnące pensje kolejnych zawodników. Dlatego tak rozpaczliwie pozbywano się tego lata między innymi Luisa Suareza – chodziło w dużej mierze o oszczędności związane z jego kontraktem. W sezonie 2016/17 zmieniono nawet… system liczenia długu. Owszem, przyjęto system LaLiga, co miało swój sens, ale jednak szeroko dyskutowano nad tym, czy aby nie nagina to klubowego statutu, bowiem stara metoda dużo szybciej wykazałaby, że dług Barcelony sięga pół miliarda euro.

Nie dziwi, że już teraz wiadomo, co powinno być jedną z pierwszych decyzji kolejnego zarządu. – Myślę, że konieczny będzie audyt zrobiony przez nowy zarząd. Audyt który pokaże wszystkie błędy, strukturę finansów i to gdzie te gigantyczne pieniądze wychodziły. To, że ten zarząd był niegospodarny to raz, dwa, że działał momentami na szkodę klubu. Ja widzę Bartomeu w więzieniu – mówi Zawada. To ostatnie stwierdzenie może wydawać się radykalne, ale tak naprawdę nie jest niczym nowym. Od dawna wiele osób z otoczenia Barcelony twierdzi, że Bartomeu powinno się pozwać. Wydaje się zresztą, że faktycznie może do tego dojść.

Bartomeu. Fot. Newspix

Ostatecznie dług klubu urósł bowiem – już w nowym systemie obliczania – do dobrze ponad 400 milionów euro. Owszem, Bartomeu nie mógł przewidzieć pandemii, przez którą Barcelona zanotowała w ubiegłym sezonie ponad 100 milionów straty, jednak nie zrobił nic, by zabezpieczyć się na nieprzewidziane sytuacje. Mało tego – w planowanym budżecie na nowy sezon zaznaczano, że jest on możliwy do zrealizowania wyłącznie jeśli w listopadzie na trybunach pojawi się choć część kibiców, a w kolejnych miesiącach stadion zostanie dla nich otwarty w całości. Biorąc pod uwagę obecną sytuację związaną z koronawirusem w Hiszpanii – po prostu nie ma takiej opcji.

Oszczędności zaczęto szukać wszędzie. Piłkarze zgodzili się na jedną obniżkę pensji, ale przy drugiej większość już się sprzeciwiła. Na siłę wypchnięto z klubu część zawodników, a w ich miejsce sprowadzono innych, na niższych kontraktach. Choć z transferami i tak były problemy – Barca już zimą nie miała środków, by sprowadzić Rodrigo Moreno, a latem nie mogła sobie pozwolić na transfer Memphisa Depaya.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze oczko w głowie Bartomeu, czyli projekt Espai Barca, zakładający przebudowę bazy treningowej i Camp Nou. Jego koszty wzrosły już do 815 milionów, a były prezydent próbował porozumieć się z Goldman Sachs w celu wzięcia pożyczki. Wyliczano, że raty kredytu będzie można spłacać z działalności całego kompleksu. Ale sytuacja jest jaka jest.

– Espai Barca? To gigantyczny wysiłek finansowy, z ogromnym kredytem z Goldman Sachs i gigantycznymi kosztami obsługi. Powinien zostać zawieszony i dokładnie zanalizowany przez nowy zarząd. W tej chwili przy sytuacji związanej z wirusem, budżecie lecącym na łeb i zadłużeniu klubu nie widzę możliwości realizacji chociażby części tego projektu – mówi Zawada. A to oznacza, ze Barcelona traci coś, co miało być w kolejnych latach jednym z ważnych dla niej źródeł dochodu.

Według źródeł z klubu prezydent ratunku szukał w… Messim. Liczył, że Manchester City, który był zainteresowany sprowadzeniem Argentyńczyka, skusi się na zapłacenie za niego większej sumy, która pomogłaby klubowi. Ale Anglicy tego nie zrobili. I Bartomeu wyszedł jak ten Zabłocki.

Wszystko nie tak

Wydaje się, że w pewnym momencie zarządzanie klubem po prostu prezydenta przerosło. Odchodzili lub zwalniani byli kolejni ludzie, bardzo ważni dla Barcelony. Wyleciał na przykład Joan Vila, dyrektor do spraw metodologii, stanowisko dyrektora sportowego było za to obsadzane od nowa tak często, że równie dobrze można by w ogóle je zlikwidować. Ten chaos zresztą powodował to, o czym wspominaliśmy wcześniej – kadra była budowana beznadziejnie.

Skandal Barcagate, też już wspomniany, sprawił za to, że do katalońskich sądów trafiły doniesienia o możliwym praniu pieniędzy bądź też korupcji. Wskazywano, że Bartomeu zapłacił firmie I3 Ventures stawkę znacznie przewyższającą standardową, rynkową cenę, za wskazane w umowie usługi (czyli monitorowanie social mediów). Nadpłata miała wynosić nawet 600 procent! W teorii zamówiony przez Barcelonę audyt nie potwierdził tych rewelacji, ale pozostawało pytanie: na ile można wierzyć w takiej sytuacji czemuś, co zlecone zostało przez klub?

– Nie było korupcji. Zatrudniono firmę w celu śledzenia aktywności w mediach społecznościowych, ale ważne jest, że odrzucono sprawę w kwestii dyskredytowania piłkarzy. Raport ma ponad 300 stron, jeszcze go nie przeczytałem. Zrobię to w kolejnych dniach. […] Decyzję podjąłem ja. Ta firma najbardziej mi się spodobała, była najpewniejsza. Nie podam nazw innych. Nie jest łatwo znaleźć globalne firmy posiadające odpowiednie narzędzia. […] Nie przepłaciliśmy, to cena rynkowa. W raporcie zaznaczono, że firma ma jeszcze pracę do wykonania. Nie znam szczegółów. Zarząd postanowił, że praca musi zostać dokończona, dlatego zatrzymaliśmy faktury. Na razie wykonano pracę, której wartość to 620 tysięcy euro – mówił Bartomeu.

Co z kwestią oczerniania kogokolwiek w social mediach? Nie wiedział, oczywiście. Sam podejmował decyzję, ale co dalej, to już było na barkach kogoś innego. – Tweety przeciwko Pique czy Xaviemu? Trzeba by o to zapytać osoby, które je zamieszczały. Wiele z kont jest fałszywych, nieznanych. Łatwo jest o anonimowość. Mam nadzieję, że powstanie sposób regulowania, kto za tym stoi. Barça nie ma z tym nic wspólnego. Osoby obrażające klub muszą przeprosić. Wypowiadano się na temat klubu w nieprawidłowy sposób. Pozwaliśmy te osoby – mówił.

Coraz mniej osób już mu jednak wierzyło. Większość pracowników, którzy odeszli z klubu, korzystała z nowo nabytej wolności i krytykowała działania prezydenta. To nie dziwi. Restrukturyzacja dyrekcji za czasów rządu Bartomeu następowała bowiem aż czterokrotnie, dział handlowy witał trzech różnych dyrektorów, część pracowników po pewnym czasie zatrudniona była tak naprawdę na zupełnie innym stanowisku, niż to miała w umowie.

Pisząc krótko: zapanował chaos.

W tym chaosie Bartomeu próbował się odnaleźć. Problem jednak w tym, że to on go rozpętał. Często zarzucano piłkarzom, że przejęli w klubie władze, jednak faktem jest – zdaniem wielu osób – że tak naprawdę to prezydent zrzucał na nich odpowiedzialność. – Wiele się mówi, to prawda. Klub działa lepiej i wszystko jest zdrowsze, kiedy hierarchia jest wyraźnie ustalona. Prezydent musi być pierwszy, a następnie trener musi rządzić piłkarzami. Kiedy ta hierarchia się burzy, pojawiają się problemy. Jeśli zawodnicy w pewnych momentach mieli władzę, to dlatego, że inne osoby jej nie chciały – mówił Gerard Pique.

Nic dziwnego, że Lionel Messi miał dość. Nie tylko on. Pytanie czy nowy zarząd, który wybrany zostanie za kilka miesięcy, poradzi sobie z uporządkowaniem tego całego bałaganu. Bo roboty będzie miał aż nadto.

– Co trzeba będzie naprawić? Wszystko. Od filozofii Barcelony, powrotu do korzeni, przez finansowanie, projekt sportowy, dyrekcję, sztab, aż po wizerunek klubu. Do wykonania jest masa pracy. Rządy Bartomeu były jak stajnia Augiasza. Potrzebna będzie potężna robota dzień po dniu. Od finansów, przez pion sportowy aż po pierwszą drużynę. Trzeba będzie dobrze wykorzystać okna transferowe i pracować od fundamentów. Do unormowania daleka droga i to zadanie przed nowym zarządem. Gorzej już nie będzie. Kandydaci na prezydenta wiedzą co było złe przez lata. Nie można z jednej strony walić w legendy klubu i swoich piłkarzy a z drugiej na ich pracy i wizerunku zamykać miliardowy budżet – mówi Michał Zawada.

Faktycznie jednak – trudno wyobrazić sobie, by mogło być gorzej. Nowy prezydent powinien dzięki temu otrzymać spory kredyt zaufania od fanów. Możliwe, że to pomoże mu w uprzątnięciu tego, co Bartomeu po sobie zostawił.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Źródła: ESPN, FCBarca, Marca, AS, Mundo Deportivo, DAZN, El Mundo, FT.com, GOAL, Sportskeeda, BarcaTimes, BarcaUniversal. Część cytatów za FCBarca.com.

Opublikowane 28.10.2020 13:51 przez

Sebastian Warzecha

Liczba komentarzy: 5
Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Lol
Lol
3 miesięcy temu

>Potrzebnych było ponad 16,5 tysiąca. Zebrano niemal cztery tysiące więcej.
>Myślę, że wszystkich zaskoczył doskonały wynik ponad 20 tysięcy zebranych podpisów za odwołaniem zarządu.

Ja ne panimaju…

Aerth
Aerth
3 miesięcy temu
Reply to  Lol

Jesli zebrali, powiedzmy, 20 400 podpisów to masz ponad 20 000 i jedncozesnie niemal 4000 więcej niz wymagane 16,5 tysiąca.

Kapitan Jastrząb
Kapitan Jastrząb
3 miesięcy temu

Nie zdziwie się jak za pare miesięcy wyląduje w pierdlu, narobienie długów, brak planu na pierwszą i drugą drużyne oraz akademie to drugie, ale najbardziej ciekawią mnie transfery Brazylijczyków po 5-10 mln euro którzy nie zagrali ani minuty w tym klubie. Ktoś powie że po prostu byli za słabi a mi tu śmierdzi praniem pieniędzy. Przykład z ostatniego okienka, Matheus Fernandes, 7 mln euro, defensywny pomocnik. Gość zagrał w Valladolid 3 mecze(!) , oczywiście gość w oczach Koemana nie istnieje, to się kupy nie trzyma.

Kikkhull
Kikkhull
3 miesięcy temu

Przekręciaż nigdy nie powinien dostać takiego stanowiska. Wszystkie transfery, które robił to śmierdzą na kilometr. Nie ściągał zawodników do stylu gry Barcelony, tylko do swoich układzików.

Joopiter
Joopiter (@joopiter)
3 miesięcy temu

Jedna mała nieścisłość: o ile pamiętam, to Arda Turan (oraz Arturo Vidal) ściągnięci zostali nie przez Bartomeu, tylko podczas okresu, gdy rządziła Komisja Zarządzająca po odejściu Rosella. Taka sama, jaka będzie rządziła teraz do czasu wyborów. Tym razem na szczęście nie ma okienka transferowego 😉
Dodatkowo akurat transfer Paulinho był znakomitym ruchem. Mimo zarzutów laików, że nie pasuje do takiego klubu, sporo dał na boisku, no i został sprzedany z zyskiem.
Oczywiście z całą resztą zgoda, #BartomeuOut

Weszło
26.02.2021

Tylko u nas: epilog książki „Spalony”

W nowym wydaniu książki „Spalony” znaleźć można jeden nowy rozdział. A przynajmniej takie były obietnice – oczywiście jak to w życiu, nic z tych obietnic nie wyszło, bo… jednak będą dwa nowe rozdziały. Jeden z nich, króciutki, napisany dzisiaj i obejmujący to, co wydarzyło się już po zamknięciu książki, postanowiliśmy zamieścić już teraz. Będzie on […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

Filip Szymczak: „Moja obunożność została zakodowana w Warcie Poznań”

Gdzie nauczył się tak dobrze grać obiema nogami? Czym po kilku tygodniach zaimponował mu Johansson? Kiedy zapuści brodę taką jak Michael Ishak? Czego nauczył się w Warcie Poznań? Co łączy go z Jamalem Musialą? W czym pomogły mu kontuzje? Czy myślał o wypożyczeniu? Dlaczego Lech grał tak słabo na początku tego roku? Na te pytania […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

Mgnienia z życia Łukasza Trałki

Łukasz Trałka mówił u nas: –  Chętnie klikniesz w tekst, że Trałka zwolnił trenera. A w ten, że Trałka to fajny chłopak, nikt nie wejdzie. No to sprawdźmy, bo przed derbami Poznania wybraliśmy kilka mgnień z życia Łukasza Trałki, które były i są kluczowe w jego karierze, ale też pokazują go w pozytywnym świetle. Zapraszamy. […]
26.02.2021
Anglia
26.02.2021

Euro 2021 tylko w Anglii? Dlaczego nie?

Chyba trzeba powoli pożegnać się z dziwaczną wizją rozgrywania Euro w aż dwunastu krajach. Pandemia koronawirusa nie ustępuje, więc UEFA rozważa nowe rozwiązania. Chociaż póki co to tylko nieoficjalne pogłoski, pojawiła się informacja – którą podał włoski dziennikarz, Tancredi Palmeri. Możliwe jest przeniesienie całego turnieju do Anglii. Uwaga, uwaga – z kibicami na trybunach.  Oczywiście […]
26.02.2021
Inne sporty
26.02.2021

Komu złoto, kto zawiedzie? 10 rzeczy, które mogą się wydarzyć na MŚ w Oberstdorfie

Mistrzostwa świata w Oberstdorfie już ruszyły, ale to, co interesuje nas najbardziej, dopiero się wydarzy. Dziś kwalifikacje, a jutro konkurs skoczków na normalnej skoczni. To tam w pierwszej kolejności Polacy mają walczyć o medale. Ale nie tylko oni. Kandydatów do zwycięstwa jest, oczywiście, więcej. Czy więc złoto zdobędzie Kamil Stoch? A może obroni je Dawid […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

Znak czasów – AC Milan kontra Manchester United w 1/8 finału Ligi Europy

Znamy pary 1/8 finału Ligi Europy. Trzeba przyznać, że niektóre dwumecze zapowiadają się naprawdę ekscytująco. Przede wszystkim ostrzymy sobie zęby na konfrontację Manchesteru United z Milanem. Dla „Czerwonych Diabłów” oraz Rossonerich sezon 2020/21 jest generalnie najlepszym od dawna, jeżeli chodzi o rezultaty osiągane w rozgrywkach ligowych. Istnieje zatem pewna szansa, że także i na europejskiej […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

Inauguracja wiosny w Łodzi, derby w Poznaniu

Start wiosny w pierwszej lidze i derby Poznania w Ekstraklasie? Przecież to plan na idealną randkę. Pierwsze danie i deser z bitą śmietaną i wisienką. Przed nami konkretny piątek dla fanów polskiej piłki, więc warto rzucić okiem na kilka typów, które serwujemy wam na dziś. Można zarobić, można się dobrze bawić, więc najlepiej połączyć obydwie […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

PowerPlay. Jóźwiak nad kreską i pierwszoligowe boje!

33% skuteczności, ale za to po dość wysokich, przekraczających 2,20 kursach. Taki dorobek nas jednak nie zadowala, więc tym chętniej ruszamy z kolejnym odcinkiem naszego PowerPlaya. Dzisiaj zaglądamy m.in. do Kamila Jóźwiaka, który razem ze swoim Derby już na dobre wymiksował się z walki w strefie spadkowej i do Łodzi, gdzie ŁKS po kapitalnej serii […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

Łukasz Sierpinia – największy przegrany metamorfozy Podbeskidzia

Podbeskidzie Bielsko-Biała w czterech wiosennych meczach zdobyło osiem punktów, czyli raptem o jeden mniej niż przez całą jesień. To chyba największa metamorfoza ostatnich tygodni w Ekstraklasie, a skoro tak, siłą rzeczy są też jej ofiary. Tydzień temu pisaliśmy, że nowi zawodnicy już sporo dają „Góralom”, teraz warto wspomnieć o tym, który przy obecnym układzie traci […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

Hoffenheim i Bayer kontynuują passę niemieckich sukcesów w Lidze Europy

Największy przegryw tego sezonu w Lidze Europy? Niekoniecznie Leicester City, który dostał w trąbę od Czechów. Nawet nie PSV Eindhoven, które przegrało awans na dwie minuty przed końcowym gwizdkiem. Otóż najbardziej ciała dało Hoffenheim. Historia tego, w jaki sposób niemiecka drużyna pożegnała się z rozgrywkami to materiał na sequel przygód Adasia Miauczyńskiego. Naprawdę, rzadko zdarza […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

PRASA. Tworek: Zwracam uwagę na to, by zespół był jedną rodziną

– Na tym polega piękno sportu, że nie faworyci, kluby z wysokim budżetem, nie te, które mają gwiazdy, ale zespół, który jest kolektywem i ma ducha walki, odnosi zwycięstwa. Ogromną uwagę zwracam na team spirit, żeby być jedną rodziną. To daje nam dodatkowe procenty szans. Kiedyś Dania z biletem od losu wygrała Euro – mówi […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

Jaki będzie dzisiaj Poznań? Zielony, niebieski, a może czerwony?

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że różne grupy kibicowskie w Polsce lubią dowalić do pieca. Zrobić jakąś głupotę, przekroczyć granicę dobrego smaku. Rozumiemy, że małe wojenki są dla fanów po dwóch stronach barykady chlebem powszednim, ale kilku chłopa w Poznaniu trochę się zagalopowało. Derby derbami, będzie ciekawie, bo obie ekipy żyją w tabeli niemal po sąsiedzku. […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

Bruk-Bet pewniakiem, Rygaard hitem transferowym. Ankieta trenerów przed wiosną w 1. lidze

Kto lepiej zna realia zaplecza Ekstraklasy niż trenerzy, którzy jeszcze przed chwilą na tym poziomie pracowali? Chyba nikt, więc to do nich zwróciliśmy się z kilkoma pytaniami przed startem ligowej wiosny. Krzysztof Dębek, Szymon Grabowski, Tomasz Kafarski, Ireneusz Mamrot oraz Dominik Nowak typują dla nas potencjalnych wygranych drugiej rundy rozgrywek. Kto jest pewniakiem do awansu, […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

Dwaj zgryźliwi tetrycy. Dlaczego Warta nie nadaje się na film, a Hyballa dąży do perfekcji

Dwaj zgryźliwi tetrycy, czyli Leszek Milewski i Jakub Olkiewicz, witają wiosnę uśmiechem, więc zamiast tradycyjnego narzekania – tym razem chwalą. W ich objęcia wpadli między innymi przesympatyczni zawodnicy Warty Poznań wraz z równie sympatycznym trenerem Tworkiem, ale dość dużo ciepłych słów padło również pod adresem trenera Hyballi. Jeśli jesteście ciekawi, jakie warzywa sortował w Anglii […]
26.02.2021
Weszło
26.02.2021

„W Warcie nie ma liderów. Każdy buduje naszą swojską bandę”

– Na pewno teraz mam spokojniejszą głowę. Mogłem bronić bardzo dobrze i tylko dlatego, że nasz nominalny młodzieżowiec Aleks Ławniczak złapał uraz, to musiałem usiąść na ławce, bo Daniel Bielica – bramkarz – był drugim młodzieżowcem do gry. Nie chciałem robić zgrzytów w szatni, nie chciałem chodzić i marudzić. Więc zacisnąłem zęby i co mi […]
26.02.2021
Weszło
25.02.2021

Ogromne męki Milanu, Slavia wykopała Leicester, fart Olympiakosu

Kiedy wicelider Serie A do awansu w dwumeczu z Crveną Zvezdą Belgrad potrzebował rzutu karnego i fury szczęścia, to mamy prawo mówić o kompromitacji. Co więcej, Rossoneri w obydwu spotkaniach przez długi czas grali w przewadze jednego zawodnika. I co? I mimo to nie potrafili Serbom zagrozić. W rewanżu na San Siro o wynik drżeli dosłownie […]
25.02.2021
Weszło
25.02.2021

Sousa ma kolejny problem. Grosicki już na pewno nigdzie się nie ruszy

– Za mną jedna z najważniejszych decyzji w karierze. Zostaję w WBA i walczę o pierwszy skład oraz grę w Premier League i grę w reprezentacji Polski. Sytuacja nie jest łatwa, ale ja nigdy nie pękam i nigdy się nie poddaje – napisał dziś Kamil Grosicki na Twitterze. Wszystkie furtki są zamknięte. Czy pomocnikowi przejdzie […]
25.02.2021
Weszło
25.02.2021

Zieliński kręci sezon życia, grad bramek w Anglii i Szkocji, norweska niespodzianka

Który to już raz w tym sezonie mówimy, że Piotr Zieliński staje na wysokości zadania? No, przynajmniej kilka razy w ostatnich miesiącach tak się zdarzyło. Jasne, dla samego Napoli ten wieczór nie był zbyt szczęśliwy, ale polski pomocnik może być ze swojej postawy zadowolony. To samo może czuć kilka ekip, które zdobyły już awans do […]
25.02.2021