post Avatar

Opublikowane 30.05.2020 10:30 przez

Szymon Janczyk

Często wspominamy czasy, w których piłkarze wychowywali się na boisku pod blokiem, a nie w szkółkach? Zdarza nam się zatęsknić za tym, kiedy zamiast Fortnite’a wybierano kopanie piłki całymi dniami. Myślimy o tym także dlatego, że w podwórkowa piłka wychowała wielu mistrzów, którzy zapisali się na kartach polskiego futbolu. Michał Karbownik jest – być może – jednym z ostatnich, którzy zaczynali w ten sposób. Kiedy nawet w marzeniach nie myślał, że kiedyś będzie się go łączyć z Barceloną, po prostu brał piłkę pod pachę i czy słońce, czy deszcz, szedł pokopać z kolegami. To róża, która wyrosła na betonie. Całkiem dosłownie, o czym przekonaliśmy się, gdy sprawdziliśmy, jak wyglądała jego droga na szczyt.

***

Beton. Nic więcej, po prostu beton. Stare, wytarte linie. Trochę szkła, bo przecież zawsze znajdzie się jakiś następca Izaaka Newtona, który musi sprawdzić, kto wyjdzie zwycięsko ze starcia butelka kontra twarde podłoże. Cóż, wygrał beton. Tak samo, jak wygrywał wtedy, kiedy w pełnym biegu powalił cię rywal z drużyny i runąłeś jak długi wprost na rozgrzane, twarde boisko. Nasze, a w zasadzie moje, pokolenie dobrze kojarzy takie sytuacje. Sam kiedyś dostałem uwagę do dziennika za to, że po moim faulu kolega zdarł sobie kolana.

Kryminał, faktycznie.

Michał Karbownik jest przedstawicielem jednego z – najpewniej – ostatnich roczników, który pamięta, jak szczypały łokcie, gdy wodą utlenioną polewało się rany po zaciętych meczach na asfaltowym, szkolnym boisku. W gminie Kowala takie boiska znajdziemy praktycznie przy każdej szkole. To, na którym pierwsze kroki i pierwsze wywrotki zaliczał „Karbo”, wygląda tak.

Kiedyś był to główny plac gry. Dziś – jak widać – zniknęły z niego nawet dwie małe, kojarzące się bardziej z piłką ręczną niż nożną bramki. W Kowali na przestrzeni lat sporo się zmieniało. Trawiaste boisko, które widzimy w tle, stanowiło kiedyś główną murawę dla zespołu juniorów oraz seniorów. Potem jednak powstał nowy, kameralny obiekt, powstał orlik i hala sportowa, więc na asfaltowe boisko nikt nie zwracał już uwagi. Dziś służy raczej za parking, jeśli ten przed halą jest przepełniony.

Droga młodego adepta futbolu w tej miejscowości wyglądała mniej więcej tak, jak opisywane wyżej zmiany. Z betonu na trawę za szkołą, potem na stadion „na górce”. Michał podążał dokładnie tymi ścieżkami. Zapewne też poznał, jak pieką pokrzywy za tą bramką, kiedy przypadkiem kopnie się nad siatką i trzeba wybrać się po piłkę wedle „Prawa Pascala”.

Jeśli przypadkiem przekopałeś ten porośnięty bluszczem płot, czekała cię najgorsza możliwa kara – nurkowanie w pokrzywach za piłką. fot. własne

Niewiele osób wie, że choć pierwszym klubem Karbownika była Zorza, treningi rozpoczynał gdzie indziej. W Kowali funkcjonowała mała szkółka piłkarska – Jaskółka. Nie miała ona drużyny juniorów i nawet nie rywalizowała z Zorzą. Ot, pasjonaci chcieli pokazać coś dzieciakom, zaszczepić w nich miłość do futbolu. Jednym z nich był Piotr Różański.

Od małego dało się zauważyć, że miał talent, ale był bardzo pracowity. Nie wywyższał się, był skromny. Nie zapomnę, że zawsze chodził z piłką, wszędzie ją ze sobą zabierał – mówi nam trener. – Bardzo szybko łapał ćwiczenia, miał takie piłkarskie ruchy, łapał techniczne rzeczy, koordynację. Zdolny i pracowity. Wydaje mi się, że na początku – ja go widziałem w trzeciej czy czwartej klasie – nie wyróżniał się na tle rówieśników. Były żywy, ale na tle rówieśników był taki sam motorycznie. Technicznie? Tak, tu się wyróżnia – opisuje swojego podopiecznego.

Michał Karbownik w Zorzy Kowala (po prawej). fot. Zorza Kowala.

Potem była już Zorza. Pierwszym klub z prawdziwego zdarzenia, choć była to tylko Klasa A. Z prawdziwego zdarzenia, bo Zorza grała już w lidze. Można było sprawdzić, co się potrafi, w praktyce. Oczywiście nie było tak kolorowo, bo gmina Kowala to nie metropolia, więc nawet jeśli zespół wystawiał drużyny juniorów, głównie były to łączone roczniki. W jednym z wywiadów Michał żartował, że częściej grał ze starszymi od siebie niż z rówieśnikami.

Zorza? Cóż, nie była ligową potęgą. W sieci znajdziemy filmik, w którym kumpel z zespołu opowiada o treningach w Kowali. Na pytanie, jak ci się tu gra, odpowiada prosto, jak to dzieciak. – Fajnie, ale zawsze przegrywamy!

Jeśli Zorza akurat nie przegrywała, była to raczej zasługa Michała, choć ten – broń boże – nigdy się nie wywyższał. Bez problemu jednak trafiamy na podsumowanie rundy jego zespołu. – Drużyna młodzików zajmuje miejsce w dolnej połowie tabeli. Na uwagę zasługuje piłkarz tej drużyny, Michał Karbownik, który w meczach mistrzowskich zdobył 11 bramek.

W Kowali spędził pierwsze lata, jednak wypatrzony został gdzie indziej. – Tu się wyróżniał, ale zauważono go na szkolnych zawodach. Był taki turniej z okazji Euro 2012 i tam dostrzegli go trenerzy Młodzika – wspomina Różański.

Dziś Karbownika łączy się z włoskimi klubami. W 2012 roku był jednak… reprezentantem Włoch. Radom z okazji futbolowego szaleństwa, jakie ogarnęło nasz kraj, zorganizował kapitalną zabawę dla dzieciaków. Przed jednym z marketów rozstawiono prowizoryczny stadion. Po boisku biegali chłopcy z lokalnych szkół, którym wcześniej wylosowano kraje, które reprezentowali. Szkoła w Kowali została Italią i poszło jej całkiem nieźle. Michał – co oczywiste – grał ze starszymi od siebie, jednak nie miał z tym problemów.

Michał Karbownik jako kapitan reprezentacji Włoch na Mini Euro 2012. Fot. Echo Dnia.

Ogrywali duże radomskie szkoły. Przychodziło na te mecze dużo trenerów, którzy łowili talenty. Większość miała kluby, ale Karbownik grał w Zorzy, więc można było go stamtąd wyciągnąć. Był filigranowy, bo był młodszy, ale cechowała go boiskowa dojrzałość, mądrość. To nie było duże boisko, nie było łatwo na nim grać. Bardzo dużo myślał, potrafił piłkę przytrzymać, nie pałować do przodu, wracał, jak coś się nie udawało. Miał zdolność przewidywania niespotykaną u 11-latków. Nadrabiał braki fizyczne sprytem, ustawianiem się, cwaniactwem – opowiada Sylwester Szymczak, lokalny dziennikarz, jeden z organizatorów turnieju.

„Włochy” zajęły trzecie miejsce, a tytuł króla strzelców zgarnął Maciej Białas, dobry kumpel Michała. On – co oczywiste – wolał podawać niż strzelać, ale wystarczyło to, żeby wpaść w oko trenerowi kadry regionu radomskiego oraz opiekunowi Młodzika Radom, który zapłacił za niego… sześć piłek. Gdy po latach spojrzymy na ten turniej, okaże się, że wzięło w nim udział kilku naprawdę niezłych zawodników. Karbownik, wiadomo, ale też Patryk Winsztal, Jakub Nowakowski czy Dominik Sokół, którzy także mają już za sobą debiuty na szczeblu centralnym. Każdy z nich zaliczył go w Radomiaku. Michałowi pisana była jednak nieco inna droga.

Młodzik Radom nie jest klubem opartym o seniorską drużynę. Mimo to wychował Mateusza Radeckiego, Bartosza Nowaka i kilku innych zawodników, o czym opowiadaliśmy w naszym reportażu. Kluczem do sukcesu było chyba zaangażowanie tych, którzy za młodych chłopaków odpowiadali. Trenerzy, gdy widzieli ponad przeciętny talent, byli gotowi nawet do tego, żeby po treningu podrzucić go do domu. Czasami tak musiało być z Michałem, dla którego dostanie się na obiekty przy ul. Ofiar Firleja, było jak podróż na inny kontynent. Sam wspominał w wywiadach o tym, że czasami trzeba było wystać swoje, żeby dostać się na trening.

Brązowy medalista Mini Euro – PSP Kowala. Michał Karbownik pierwszy od lewej. Fot. Cozadzien.pl

– Czasami musiałem go odebrać czy przywieźć na trening, bo dojazd z Kowali do Radomia nie był łatwy. Musiał mieć dużo wyrzeczeń, ale teraz to procentuje – wspomina w naszym reportażu jego trener z Młodzika, Wojciech Gędaj. – Były takie mecze, że kładł trzech rywali na tyłku i jechał dalej. W ostatnim roku, tuż przed odejściem do Legii, trenerzy innych drużyn już to olewali, wiedzieli, że go nie zatrzymają. Najchętniej graliby w czternastu – dodaje.

Wiadomo było, że w Młodziku długo nie zabawi. A i Młodzik nie bardzo chciał go zatrzymywać. Cel nadrzędny był prosty – jeśli może osiągnąć więcej, niech idzie, niech próbuje. Co ciekawe, „Karbo” znów został wypatrzony na pobocznym turnieju. – Widziałem go pierwszy raz na którejś konsultacji kadry Mazowsza. Zaimponował mi tymi atrybutami, które teraz są u niego widoczne. Dynamika, szybka prawa noga, odbierał bardzo dużo piłek w fazie przejściowej. Miał swobodę w mijaniu rywali. Być może nie robił tego w spektakularny sposób, nie miał szerokiego wachlarza zwodów, natomiast jego dynamika, krótkie prowadzenie piłki, to go wyróżniało – mówi jeden z pierwszych trenerów Michała w Legii.

Jak wyglądało zdarzenie Michała z wielkim światem? Trener warszawskiego klubu kontynuuje swoją opowieść. – Na pewno była to dla niego duża zmiana, wcześniej pracował w mniejszym klubie. Nie było wokół niego pozytywnego zamieszania. Teraz pojawiało się dookoła dużo nowych rzeczy. Samodzielne życie, konsultacje w kadrze… Natomiast jego postawa, podejście pozwoliło mu sobie z tym poradzić. Jego pierwszy okres w Legii był specyficzny, dużo się zmieniło, my też dużo zrobiliśmy, żeby on się tu wkomponował. Pojawiały się u niego problemy z eksploatacją. Kadry wojewódzkie, kadry Polski. Staraliśmy się robić wszystko, żeby regulować mu obciążenie w klubie.

Faktycznie, gdy spróbujemy odnaleźć zdjęcia Karbownika z początków gry w Legii, natkniemy się też na pełno fotek ze szkolnych turniejów. Mimo że stołeczny klub starał się go oszczędzać, duże obciążenia powodowały, że Michał łapał sporo drobnych urazów. Wielu chłopaków na tym etapie się poddaje. Ale on wybrał inną drogę, co przybliża Łukasz Zjawiński, jego kolega z zespołu. – Nie znam drugiej osoby, która pracowałaby nad sobą tyle, co on. Kiedyś miał problemy z kostką, nagle zaczął ją ćwiczyć na gumach w każdej wolnej chwili. Przed spaniem, po treningu, przed treningiem, w wolnym czasie. W końcu przestała mu kompletnie doskwierać. Bardzo dużo się rolował, był pracusiem.

Jedna z mistrzowskich kadr wojewódzkich, w której grał Karbownik. Fot. Facebook

W Legii „Karbo” poznał się z Kamilem Bielikowem, wychowankiem Radomiaka. – Trafiliśmy tu mniej więcej w tym samym czasie. Mieszkaliśmy w bursie trzy lata, z czego półtora roku razem w pokoju. To chłopak twardo stąpający po ziemi, inaczej nie byłby tak, gdzie jest. Nie imprezował przed meczami! (śmiech) Starał się trzymać dietę, nawet nie wiem, czy jadł jakieś fast foody. Mimo młodego wieku dbał o dietę, zawsze miał jakieś fit batoniki czy owsianki. Dużo pracował sam, przygotowywał się w pokoju. Pompki, brzuszki, rozciąganie. Zawsze był spokojny, dobrze dobierał sobie ludzi wokół siebie. Ciężko było zdobyć jego zaufanie.

Do najlepszych kumpli Karbownika należał również Maciej Rosołek, który do Warszawy trafił z Siedlec. Paczka trzymała się razem i poznała Michała od nieco innej strony niż ta widoczna w mediach. W wywiadach przewija się podobny wizerunek: cichy, spokojny chłopak. Trenerzy mówią, że introwertyk. Tymczasem Zjawiński zdradza, że to zbyt pochopne szufladkowanie. – Nie jest cichy, jest świetnym człowiekiem dla każdego. Wie, kiedy i jak się odzywać. Ciężko zdobyć jego zaufanie, ale zawsze jest bardzo miły. Wśród najbliższych znajomych jest duszą towarzystwa, nie ma z nim nudy. Dużo się śmialiśmy i nie pamiętam, żeby kiedyś był smutny. Ma jedną świetną cechę, która mnie denerwowała: zawsze musiał być najlepszy. Denerwowała mnie, bo prawie zawsze z nim przegrywałem, a jak już wygrałem, to po jakimś czasie i tak mnie ograł! W FIFE ogrywał mnie tak, że aż wybuchałem!

A na boisku? – Jak miał na pustą, to wolał podać niż strzelać. Walczak, bardzo techniczny zawodnik. Szybkość, trzymanie piłki krótko przy nodze, to jego duży atut. Technikę użytkową ma na duży plus. Na samym początku nie było tak, że mocno na niego stawiano, ale jak zaczął być przesuwany do starszych roczników, to dało się to już zauważyć. Szybko zaczął grać w CLJ, w drugiej drużynie. W Legii w niego wierzyli – mówi Bielikow.

Podobnego zdania jest Zjawiński. – Kiedyś mi wspominał, że był napastnikiem i strzelał dużo goli, nie chciałem w to wierzyć! Ale kiedy wygrywaliśmy mistrzostwo kadr Mazowsza, grał na „dziesiątce”, z przodu byłem ja i Rosołek, on został najlepszym zawodnikiem. To był jego popis. On po prostu wyprzedzał zawodników bez zwodów, jego balans i szybkość są niemożliwe. Zawsze też szukał kolegów, czasami przesadnie. Dzięki niemu większość na boisku była bez pracy.

Kiedyś w CLJ, dziś w Ekstraklasie. Bartosz Bida i Michał Karbownik. Fot. Newspix

Wspomniane mistrzostwa były kolejną trampoliną do kariery dla młodego chłopaka z Kowali. Obserwował go tam Piotr Kobierecki, który opiekował się drużyną CLJ Legii Warszawa. Stwierdził, że czas przesunąć go do starszego rocznika i dać mu szansę rywalizacji na wyższym poziomie. – Teraz może łatwo tak mówić, ale moja relacja z Michałem to była miłość od pierwszego wejrzenia. Kiedy pierwszy raz wpuściłem go na boisko, to było na Cracovii w CLJ, mimo że był dwa lata młodszy, to strasznie rzucała się w oczy jego szybkość lokomocji z piłką. Szybko stał się liderem drużyny, po pół roku trafił do Legii II. Do każdej drużyny wchodził z futryną – ocenia opiekun rezerw stołecznego klubu.

Pierwsze wrażenie, gdy patrzymy na Karbownika? Cóż, szafa trzydrzwiowa to nie jest. W trzeciej lidze, bardzo fizycznej, miał jednak swoje sposoby na to, żeby nie przepaść. – Nie dawał się złapać. Nie bazował na walce fizycznej, tylko na dynamice. Teraz w Ekstraklasie nabrał siły i nie przegrywa starć fizycznych, ale on zawsze tego unikał, miał bardzo dobry timing odbioru. Fajnie czytał moment, kiedy zaatakować przeciwnika i przejąć mu piłkę. Kiedy miał wolną przestrzeń, był nieuchwytny z piłką i bez niej. Spotykałem się z tym że jak zrobił parę swoich rajdów, to zaczęło się polowanie na jego kości. Wiem też, że przyciągał uwagę skautów, dużo osób go obserwowało, ale on sobie tym nigdy nie zaprzątał głowy. Po zespole rezerw to on się przeszedł, w pozytywnym tego słowa znaczeniu – ocenia Kobierecki.

Michał miał świetny przegląd pola i był nieuchwytny na boisku, ale poza nim aż tak dobrze nie skanował przestrzeni. Najgroźniejszy „uraz” spowodował u niego przeciwnik, który dorwał go, nie ruszając się z miejsca. Dosłownie, bo był to… słup na chodniku. – Michał zawsze słuchał dużo muzyki, praktycznie w każdym momencie. Kiedyś szliśmy z autobusu, słuchał muzyki i strasznie wczuł się w to, co pisał na telefonie. Szedł z tyłu, ja szedłem z przodu z kolegą i pewnym momencie usłyszeliśmy dziwny trzask. Ale że to była ulica, to nie zwróciliśmy uwagi. Nagle Michał mówi nam, że chyba złamał zęba. Myślałem, że żartuje, ale jak się odwróciłem, to momentalnie padłem ze śmiechu! Wpadł na słup i złamał sobie zęba – opowiada Łukasz Zjawiński.

Na szczęście na boisku wychodził zwycięsko ze starć nawet z kilkoma rywalami. Dzięki temu równie szybko, co do drugiej drużyny, trafił na treningi „jedynki”.

Miał swobodę operowania z piłką, ale nigdy nie słynął z liczb. Nie miał dużo bramek, asyst. Bardziej wygrane starcia 1v2, 1v3. Miał bardzo dobre wprowadzenie piłki, technikę użytkową, ale mimo że przerastał towarzystwo, liczb nie miał. Jeżeli miałbym szukać jego jednej wady, to tak, byłby to strzał. U mnie grał na ósemce, tam był najlepszy, miał największy wpływ na zespół. Dawałem mu wskazówki co do przewidywania, żeby był różnorodny, zaczynał od wprowadzenia. To bardzo mocno poprawił. Jedno to poprzez trening, dwa przez środowisko, do którego trafił. Praca w akademii nad pewnymi akcentami, to jedno, ale jeżeli jest się świadomym zawodnikiem, to bardzo dużo można wyciągnąć z treningów z pierwszym zespołem. Szybkość podejmowania decyzji, skan przed przyjęciem, to co robi Antolić i Andre Martins. Podpatrywanie ich zaowocowało u Michała – opowiada Kobierecki.

Uczeń i mistrz. Karbownik i Andre Martins. fot. FotoPyK

Trener Legii II uważa, że „Karbo” kocha piłkę do tego stopnia, że gdyby nagle musiał zagrać mecz w juniorach, zrobiłby to na takim samym luzie, jaki teraz pokazuje w Ekstraklasie. Ale to mu raczej nie grozi. Dziś musi się raczej „martwić” grą w reprezentacji Polski. Gdyby nie pandemia, już zaliczyłby debiut w biało-czerwonej koszulce. – Nie ukrywam, że gdyby doszło do spotkań marcowych, miał zostać powołany. Na pewno w meczu z Ukrainą wystąpiłby w pierwszym składzie. Chcieliśmy go sprawdzić – przyznał Jerzy Brzęczek w rozmowie z portalem „Łączy nas Piłka”.

Śmiało można chyba przyznać, że jeśli w końcu zagra w koszulce z orłem na piersi, Kowala oszaleje. Jego sukcesy są tu śledzone od lat z ogromną uwagą. Cieszy się z nich rodzina, zwłaszcza babcia, która zbiera wszystko, co pisze się o jej wnuczku. Cieszą się też znajomi z dawnych lat, którzy mocno mu kibicują i trzymają za niego kciuki. Historia Karbownika powoli staje się też motywacją dla młodych piłkarzy Zorzy. – Wiedzą, kto to jest, a nawet jeśli nie, to ich uświadamiamy. Michał jest teraz zastawiany za wzór, dowód na to, że stąd można się wybić – przyznaje Piotr Różański.

Stąd, czyli z niewielkiej Kowali. Z betonowego boiska i niewielkiej szatni, która być może ograniczała możliwość przemieszczania się, ale nie ograniczała marzeń.

SZYMON JANCZYK

Fot. FotoPyK

Opublikowane 30.05.2020 10:30 przez

Szymon Janczyk

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 21
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
macieje
macieje

Karbownik to największy polski talent od czasów Bońka reprezentacja Polski na euro 2021 z nim w składzie zdobędzie medal zobaczycie!

Ostrovitz
Ostrovitz

Jest również wart 50 milionów Euro, ale ponieważ niechętne media i prasa piszą o nim mało i nie dość pozytywnie, to Legia dostanie tylko ok. 20, może 30.

Bartosz
Bartosz

30 mln euro, wy chyba żartujecie ? Za takie pieniądze to on pójdzie , ale nie z Warszawy tylko np z Valencii lub Sevilli jeżeli tam się sprawdzi a nie po udanym sezonie w ekstraklasie czego mu bardzo życzę .

Trol
Trol

Polska bez Karbownik radzi sobie świetnie, więc zluzuj majty. Musi wygrać rywalizację z Recą a to niemożliwe. Niech się rozwija. Polacy są najlepsi, a odpady z zachodu to zakała ligi.

KanielOutis1
KanielOutis1

Właśnie perspektywa gry Recą na Euro za rok jest mocno niepokojąca. Tym bardziej, że faworytem nie jesteśmy w starciu z żadnym ze znanych grupowych rywali.

Trol
Trol

Nie porównuj gościa grającego w kadrze, we Włoszech do średniego klubu, który nawet nie jest mistrzem, o pucharze nie wspomnę. Karbownik jest ok, ale do 11 kadry lata świetlne. Są lepsi, a Karbownik z tymi faworytami nas nie zbaei.

KanielOutis1
KanielOutis1

Ja się z tym zgadzam. Nie wpycham Karbownika do kadry na siłę. Co nie zmienia faktu, że na lewej obronie mamy problem i będziemy grali prawdopodobnie Recą nie dlatego, że taki dobry, ale dlatego, że nie ma wyjścia.

Trol
Trol

Karbownik może zagościć w kadrze na innej pozycji co najwyżej. Reca może zmieni klub na lepszy, lata doświadczeń i będzie nie do ruszenia. Np i kadrowicze pełną gębą. Karbownik ma od kogo uczyć. Kadra póki co to promocja

Slommy
Slommy

Czy w razie transferu za granice te mniejsze kluby, w ktorych gtal Karbownik dostana jakis maly procent od wartosci transakcji?

NiueXYZ
NiueXYZ

Te w których grał po 12 roku życia, jak się nie mylę po 5% od kwoty transferu?

Michal
Michal
NiueXYZ
NiueXYZ

Tak to są zasady obowiązujące w Polsce, a to jest transfer międzynarodowy, więc kluby dostaną 5% z czego:

– Sezon 12. urodzin: 5% wkładu solidarnościowego (0,25% kwoty transferu);
– Sezon 13. urodzin: 5% wkładu solidarnościowego (0,25% kwoty transferu);
– Sezon 14. urodzin: 5% wkładu solidarnościowego (0,25% kwoty transferu);
– Sezon 15. urodzin: 5% wkładu solidarnościowego (0,25% kwoty transferu);
– Sezon 16. urodzin: 10% wkładu solidarnościowego (0,5% kwoty transferu);
– Sezon 17. urodzin: 10% wkładu solidarnościowego (0,5% kwoty transferu);
– Sezon 18. urodzin: 10% wkładu solidarnościowego (0,5% kwoty transferu);
– Sezon 19. urodzin: 10% wkładu solidarnościowego (0,5% kwoty transferu);
– Sezon 20. urodzin: 10% wkładu solidarnościowego (0,5% kwoty transferu);
– Sezon 21. urodzin: 10% wkładu solidarnościowego (0,5% kwoty transferu);
– Sezon 22. urodzin: 10% wkładu solidarnościowego (0,5% kwoty transferu);
– Sezon 23. urodzin: 10% wkładu solidarnościowego (0,5% kwoty transferu).

Czy aby na pewno nic?
Czy aby na pewno nic?

Z tego co wiem, Zorza ma umowę, więc jeżeli Legia opyli Karbownika, to do Kowali jak na okręgówkę całkiem porządne pieniądze trafią.

Ryszard
Ryszard

Niedawno takim mega talentem był Szymański i pytam jakie aktualnie osiąga wyniki i gdzie gra?

Rafau
Rafau

Strzelił w rosyjskiej lidze jednego gola w 22 meczach xDDDDDD

MLegia
MLegia

Na razie zagrał pół bardzo dobrej rundy. Ma potencjał, ale z budowaniem świetlanej przyszłości jeszcze chwilkę sie wstrzymajmy.
M.Citko.

bxzbzxbcgabzzxbz
bxzbzxbcgabzzxbz

https://najwiekszekursykuponow.blogspot.com/ – ZNOWU Trafili wczoraj! kupon z kursem 279 i zdjęcie jego juz na blogu! NA DZIS MAJA WIELKA PROMOCJE DLA NOWYCH
Na dziś już kupon dostępny!

Pioter
Pioter

Ile jeszcze napiszecie gównoartykułów o tym typie? Aha, i gdzie ten Betis co miał za niego dać 8 milionów? Kucharski skłamał, no proszę, przecież on nigdy nie kłamie! 🙂

Gino luka na Bartoszka
Gino luka na Bartoszka

Oby nie miał takich doradców (charyzmatycznego taty) , jak Robert kurwa Gumny.

pejsbuk
pejsbuk

Karbownik, karbownik, Piątek a w Sobote nie ma nikogo, piękna Turcja .
Targ i tyle w tyle.

Hiszpania
29.11.2020

Alaves skończyło z remisami i pokonało Real Madryt

W trwającym sezonie pojęcie stabilizacji formy jest dla Realu Madryt zupełnie obce. Gdy już się wydaje, iż po dobrym spotkaniu – jak na przykład na Camp Nou – zacznie się rozkręcać, to niespodziewanie zostaje sprowadzony na ziemię. Ostatnie dwa mecze były dużymi rozczarowaniami – klęska 1:4 z Valencią i zaledwie remis 1:1 z Villarrealem, choć […]
29.11.2020
Weszło
29.11.2020

No i odfrunął. Wisła zwolniła Skowronka

Porażka z Zagłębiem Lubin przesądziła los Artura Skowronka. Dwie godziny po meczu trener „Białej Gwiazdy” został zwolniony. Zostawia klub na dwunastym miejscu w Ekstraklasie. Czy ta decyzja jest słuszna? Cholera wie, czas pokaże. Natomiast obawiamy się, że jeśli wiślacy chcą wydźwignąć się z problemów, to potrzebne tam są dużo głębsze zmiany niż sama zmiana trenera. […]
29.11.2020
Weszło FM
28.11.2020

Mecze, mecze i jeszcze więcej meczów – niedziela w Weszło FM

Niedziela w radiu Weszło FM będzie zdominowana przez relacje z meczów, które pozwolą Wam być na bieżąco nawet jeśli nie macie możliwości oglądania spotkań w telewizji. Rozpoczniemy jednak standardowo od „Dwójki bez sternika” czyli naszego poranka, w którym przywitają Was Monika Wądołowska i Adam Kotleszka. Pojawi się sporo opowieści różnej treści oraz podsumowań sobotnich wydarzeń. […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Najpierw trzeba pozwolić Wiśle strzelić gola. A później to już z górki

Wisła Kraków w ciągu ostatniego miesiąca trzykrotnie wychodziła na prowadzenie. Z Lechią – przegrała. Z Wartą – przegrała. I gdy dzisiaj strzeliła gola po prezencie Zagłębia przez myśl przeszło nam, że to może taka taktyka lubinian. Podpuść, skasuj. No i wyszło. Genialny plan Seveli! Ale tak poważnie – krakowianie mieli ten mecz w garści, a […]
28.11.2020
Włochy
28.11.2020

Panie Pirlo, coś tu nie gra. Glik zatrzymuje Juventus

Cristiano Ronaldo na urlopie, więc zdawało się, że Kamil Glik może odetchnąć z dużą ulgą. Okazja do zatrzymania turyńskiej ekipy bez jej najlepszego piłkarza piechotą przecież nie chodzi, okoliczności nad wyraz sprzyjające. Benevento skrzętnie próbowało ten fakt wykorzystać, Wojciech Szczęsny nie mógł na bezrobocie narzekać. Efekt? Łupanka Inzaghiego triumfuje nad nijakością Pirlo – ależ to […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Typowy Śląsk na wyjeździe? Nie, bo zwycięski

Śląsk Wrocław i mecz wyjazdowy – to nie brzmi jak idealny plan na sobotnie popołudnie. W zasadzie nie brzmi to jak dobry pomysł na spędzenie czasu niezależnie od terminu spotkania i okoliczności, bo ekipa Vitezslava Lavicki w delegacjach sobie po prostu nie radzi. I stawiamy dolary przeciwko orzechom, że nie poradziłaby sobie również dzisiaj gdyby […]
28.11.2020
Inne sporty
28.11.2020

Polacy w Ruce na poziomie – dwóch na podium, wszyscy w drugiej serii

Ruka to nie jest przesadnie ukochane przez polskich skoczków miejsce. Nikt z naszych reprezentantów nie zdołał tam jeszcze wygrać, tylko sześć razy widzieliśmy Polaków na podium. Do dziś. Tej pierwszej statystyki co prawda zmienić się nie udało – bo poza zasięgiem był Markus Eisenbichler – ale do listy podiów dopisali się i Piotr Żyła, i […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Ojrzyński sprząta, choć dziś miał łatwiej – Jagiellonia oprotestowała drugą połowę

Czy mieliśmy specjalne oczekiwania względem meczu Stali z Jagiellonią? No niezbyt. Pierwsi ostatni mecz wygrali może nie przed zaborami, ale jednak dość dawno temu, drudzy raz wygrywają, raz przegrywają, nie ma w tym żadnej ciągłości i większego planu, chyba że uznamy za ciągłość przestawienie wajchy na porażki. Nic więc dziwnego: mieliśmy wątpliwości. A tutaj psikus, […]
28.11.2020
Niemcy
28.11.2020

Klasyczne „podpuść i skasuj”

Przez moment kibice oglądający dzisiejsze starcie VfB Stuttgart z Bayernem Monachium mogli zastanawiać się, czy na pewno odpalili właściwy kanał. Bramkarz Bawarczyków w niczym nie przypominał herosa regularnie wymienianego w gronie zawodników typowanych do podium Złotej Piłki. Ofensywna siła mistrza Niemiec gdzieś wyparowała, a w tyłach dochodziło do takich napadów paniki, jakie monachijczykom się zwyczajnie […]
28.11.2020
Inne sporty
28.11.2020

Tyson kontra Jones – kabaret starszych panów pod specjalnym nadzorem?

Znaków zapytania i wątpliwości nie brakowało od samego początku, ale wygląda na to, że już w sobotę dojdzie do skutku jeden z najbardziej absurdalnych bokserskich projektów od dawna. W nocy polskiego czasu kibice będą mogli jeszcze raz obejrzeć w ringu Mike’a Tysona (50-6, 44 KO), który spotka się z Royem Jonesem (66-9, 47 KO). Na […]
28.11.2020
Anglia
28.11.2020

Szarpali, szarpali, aż wyszarpali. Brighton urywa punkty Liverpoolowi

Mieli piłkarze Brightonu rzut karny. Mieli kilka naprawdę dobrych, szybkich akcji, które zaowocowały groźnymi okazjami strzeleckimi. Wreszcie – mieli również trochę szczęścia, gdy arbiter anulował gola Mohameda Salaha, bo VAR dopatrzył się milimetrowego spalonego Egipcjanina. Ale długo w dzisiejszym starciu „Mew” z Liverpoolem wszystko wskazywało na to, że gospodarze nie zdołają przekuć tych sprzyjających okoliczności […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Konrad Jałocha uczy jak obronić się przed Bruk-Betem

Nie wygrałeś od czterech meczów. Bez czystego konta od pięciu. Jedzie na teren lidera, trochę podrażnionego stratą punktów w środku tygodnia. W dodatku rywal ma najlepszego strzelca obecnych rozgrywek. Na co możesz liczyć? Na bramkarza, jeśli jest nim Konrad Jałocha. I tak się szczęśliwie dla GKS-u Tychy złożyło, że ten gość stał akurat między słupkami […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

LIVE: Zagłębie wygrywa w meczu „futbolu na nie”

No i zaczynamy sobotę z naszą ekstraklasową piłeczką. Generalnie jak tak patrzymy na dzisiejsze zestawienie meczów, to fajerwerków nie ma. Dwóch beniaminków gra u siebie, więc może będą jakieś niespodzianki. Śląsk gra na wyjeździe, więc… no, wiadomo co. A dzień skończymy sobie patrząc na to, czy Zagłębie się odkuje i wreszcie wygra jakiś mecz. Ponadto […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Piasecki i Roginić – w I lidze strzelby, w Ekstraklasie ławka

Pokrętne są losy pierwszoligowych snajperów w Ekstraklasie. W poprzednim sezonie Fabian Piasecki udowodnił, że mimo słabego epizodu w Legnicy, bramki strzelać potrafi. Korona króla strzelców, kilka naprawdę dobrych występów, nos do odnajdywania się w polu karnym – wszystko się zgadzało. Ale po przeskoku półkę wyżej już tak kolorowo nie jest. Podobnie zresztą, jak u Marko […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Loska: „Odleciałem. Przekonałem się, jak to jest, gdy zaczynasz bujać w obłokach”

13 meczów, 34 punkty, ledwie sześć bramek straconych. Bruk-Bet Termalica Nieciecza ma się czym chwalić. Wygląda na to, że tym razem rzeczywiście chce wrócić do Ekstraklasy, a nie tylko o tym mówić i odgrywać rolę faworyta. Natomiast Tomasz Loska zaznacza: spokojnie, pokora. Bo on wie, że z wysokiego konia można dość boleśnie spaść. Zapraszamy na […]
28.11.2020
WeszłoTV
28.11.2020

STAN FUTBOLU. Henriquez, Dobrasz, Rokuszewski, Kowalczyk

Zapraszamy na kolejny odcinek „Stanu Futbolu”. Dzisiaj program poprowadzi Adam Kotleszka, a jego gośćmi będą: Luis Henriquez (były piłkarz Lecha Poznań), Dawid Dobrasz (dziennikarz Głosu Wielkopolskiego) , a także Wojciech Kowalczyk i Mateusz Rokuszewski. Startujemy o 11:15. 
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Maciej Domański – bez niego ofensywa Stali Mielec nie istnieje

Sześć punktów w dziesięciu spotkaniach, ostatnie miejsce w tabeli. Położenie Stali Mielec jest wysoce niekomfortowe, ale byłoby jeszcze gorsze, gdyby nie miała w swoich szeregach Macieja Domańskiego. To jeden z niewielu piłkarzy beniaminka, którzy jak na razie mogą spojrzeć sobie w lustro i powiedzieć, że robią wiele, aby utrzymać zespół w Ekstraklasie. Ba, nikt w […]
28.11.2020
Weszło
28.11.2020

Gytkjaer: Nie żałuję odejścia z Lecha, Monza będzie wielka

W sobotniej prasie Christian Gytkjaer opowiada o swoim odejściu do Monzy, Gerard Badia mówi o meczach z Legią, jest też sylwetka Iwo Kaczmarskiego, a w Magazynie Lig Zagranicznych historia silnej relacji Franka Lamparda z Jose Mourinho. PRZEGLĄD SPORTOWY Legia w poprzednim sezonie nie wygrała z Piastem żadnego z trzech meczów. Teraz chce się przełamać. Wygląda […]
28.11.2020