post Avatar

Opublikowane 26.04.2020 13:44 przez

Kamil Gapinski

Wiosną 1995 roku byli bohaterami całego Płocka. Ludzie ich kochali, bo wywalczyli pierwszy tytuł mistrzów Polski w historii. Ale ważniejsze od samego trofeum było co innego: że po złote medale sięgnęła drużyna złożona… niemal z samych wychowanków. 14 z 15 piłkarzy ręcznych ówczesnej Petrochemii to byli zawodnicy ukształtowani w klubie od nastolatka. Zawodnicy, których kibice mijali regularnie na deptaku Starego Rynku, z którymi widywali się w lokalnych kinach czy restauracjach. Dlatego byli fanom tak bliscy, dlatego ich sukces cieszył wszystkich podwójnie.

***

Odszedł. Ludzie nie chcieli w to uwierzyć, nie mogli pogodzić się z jego decyzją. Andrzej Mokrzki był najlepszym strzelcem drużyny. I całej ligi. Wykonywał rzuty karne, kończył akcje z drugiej linii, szalał na kole. Człowiek-orkiestra. Która nagle przestała grać dla Petrochemii i wybrała zagraniczną przygodę.

Po takiej stracie jakoś głupio było mówić o medalu, nie wspominając o tytule. Szczególnie, że z „Mokrym” w składzie też nie udało się go zdobyć. Ba, w sezonie 93/94 nawet srebrne krążki okazały się być poza zasięgiem. Zamiast płocczan na szyje założyli je zawodnicy Warszawianki. Bolało, ale nie tak bardzo, jak fakt, że mistrzem znowu został odwieczny rywal, kielecka Iskra.

Po odejściu Mokrzkiego nie załamał rąk. Wiedział, że jego sytuacja jest trudna, niektórzy mogliby nawet uznać, że beznadziejna. Zamiast rozczulać się nad sobą i klubem, wziął się za ciężką pracę. Uznał, że skoro niektóre zespoły mogą mieć nieco mocniejszy skład, to jego drużyna musi nadrobić ten fakt przygotowaniem kondycyjnym. W tamtych czasach piłkarze ręczni nie biegali tyle, co teraz. Grało się bardziej na stojąco, zdawał sobie z tego sprawę. Trener Bogdan Zajączkowski miał wizję i nie zawahał się jej zrealizować.

***

Znad Wisły na płockie Wzgórze Tumskie prowadzi urokliwa droga składająca się z kilkuset schodów. Gdy jest ciepło, często siadają na nich studenci. Obserwują rzekę i zachód słońca racząc się jednocześnie tanim winem.

Latem 1994 roku w tym miejscu pojawiła się jeszcze inna grupa ludzi. Ich skojarzenia ze schodkami nie mogły być równie piękne. Głównie dlatego, że zamiast na nich siedzieć i delektować się przyjemnym, słonecznym popołudniem, musieli po nich biegać. Setki razy. To bolało, ale nie protestowali. Nie narzekali też, gdy prawie pięćset kilometrów dalej, w Nowym Sączu, zdarzało im się ćwiczyć za jednym razem po trzy godziny. Ci goście nie marudzili, bo liczyli, że katorżnicza praca przyniesie efekt.

***

Pięć punktów. Tyle stracili w pierwszej części sezonu, w jedenastu meczach. Szału nie ma, dramatu też nie. Z pozytywów – w obronie stanowili prawdziwy monolit. Dali sobie wbić tylko 235 goli, o 29 mniej od Iskry. Ci przeklęci kielczanie znowu ich wyprzedzali, ale tylko o punkt. Nieśmiałe myśli o złocie zaczynały kiełkować w niektórych głowach.

Po rundzie rewanżowej musiał je mieć już każdy z Nafciarzy.

No bo jak tu nie marzyć o tytule, skoro ograło się u siebie wicemistrza Polski z Warszawy aż 33:22? Jak nie zastanawiać się nad przyszłym triumfem, skoro znalazło się sposób na Iskrę, i to w Kielcach?! Wynik 27:25 był jasnym komunikatem w stronę rywali – zamierzamy was zepchnąć z tronu. W jedenastu meczach Petrochemia straciła tylko punkt.

Przyszedł czas na play-offy.

***

Zadyszka? Zbytnia pewność siebie? A może jedno i drugie? Ósmy w tabeli Hutnik nie mógł nawet marzyć o tym, żeby przeciwstawić się w ćwierćfinale płocczanom, a jednak ograł ich u siebie dwoma trafieniami! Może gdyby drugie spotkanie rozgrywano w Krakowie, bylibyśmy świadkami wielkiej niespodzianki. A tak Zajączkowski odpowiednio zmobilizował swoich ludzi, którzy w Chemiku wygrywają siedmioma i dziewięcioma bramkami (2:1 w meczach). To były spotkania bez historii, podobnie jak półfinały ze Śląskiem Wrocław, zakończone wygraną Nafciarzy 3:0.

***

Bramkarz Andrzej Marszałek wymierzył przeciwnikowi policzek. Nie wytrzymał licznych prowokacji rywali i mimo że był najstarszym, najbardziej doświadczonym zawodnikiem w drużynie, dopuścił się rękoczynu na Dariuszu Wciśle. Była dwudziesta minuta drugiego finału. Mogło się wydawać, że tytuł mistrzowski po raz kolejny wymyka się Petrochemii z rąk.

A przecież rywalizacja zaczęła się dla płocczan tak pięknie. Pierwsze starcie o złoto wygrali 30:28, w drugim mieli pójść za ciosem. Nie spodziewali się jednak, że to ich zawodnik zada go rywalowi. W efekcie sędziowie pokazali „Bibanowi”… znak krzyża, co oznaczało wtedy w piłce ręcznej grę w w osłabieniu jednego gracza do końca meczu, w tym przypadku aż przez 40 minut.

***

Chemik to legendarna płocka hala. Mieściło się w niej maksymalnie 1000 kibiców, ale zazwyczaj byli to fanatycy potrafiący stworzyć niesamowitą atmosferę. O skali ich miłości do klubu świadczyło jedno – na półtorej godziny przed ważnymi meczami na trybunach nie było skrawka wolnej przestrzeni. W tamtych czasach zamiast na numerowanych krzesełkach ludzie siadali na długich ławach, dlatego robili wszystko, by pojawić się w hali jak najwcześniej i zająć perfekcyjne miejsce. Kto się spóźnił, mógł oglądać mniej więcej 80% parkietu. Pozostałe 20 % zasłaniały filary.

I właśnie ci maniacy handballu postanowili zrobić wszystko, żeby ponieść swój zespół do wygranej, mimo gry w permanentnym osłabieniu, które można w tym przypadku porównać do walki 9 na 11 na piłkarskim boisku. Nigdy wcześniej ani później nie słyszałem w Chemiku takiego tumultu, a odwiedziłem ten obiekt pewnie z 500 razy w życiu.

Ci wszyscy ludzie czekali na cud i w 43. minucie go doświadczyli. Petrochemia wyszła wtedy na prowadzenie i nie oddała go już do końca meczu. Doping plus wspaniałe przygotowanie kondycyjne – oto recepta na sukces w beznadziejnej sytuacji.

2:0 i przenosimy się do Kielc. Czy Nafciarze będą świętować pierwszy tytuł mistrzowski w jaskini lwa?

Nie tym razem. Iskra zdołała odpowiedzieć na dwa płockie ciosy swoimi uderzeniami. Chemik po raz trzeci i ostatni miał więc być gospodarzem wielkiego finału ’95.

Kibice, dziennikarze, eksperci, a pewnie i sami zawodnicy spodziewali się meczu, w którym o tytule zadecyduje jeden rzut. Spotkania toczonego nawet nie tyle na ostrzu noża, co żyletki.

Jakież więc było zdziwienie wszystkich, gdy okazało się, że obejrzeli jeden z najbardziej jednostronnych finałów w historii. Petrochemia rozwalcowała w nim Iskrę 33:18. Fani z Kielc nawet przez minutę tego spotkania nie mogli mieć nadziei, że zakończy się ono dla nich sukcesem.

Młody, 36-letni trener Zajączkowski mógł uśmiechnąć się pod imponującym wąsem. Sięgnął po pierwsze w historii klubu złoto, choć latem 1994 roku nawet miejsce na podium wydawało się być poza zasięgiem. Co więcej, dokonał tego za pomocą czternastu chłopaków wychowanych na miejscu plus Krzyśka Wróblewskiego. Gościa z Warszawy, którego wszyscy w Płocku kochali jednak jak swojego.

W tej opowieści nadszedł czas na przedstawienie lokalnych bohaterów z tamtych lat.

***

BRAMKARZE

ANDRZEJ MARSZAŁEK

Król kontry w pierwsze tempo. Słynął z tego, że potrafił podać oddalonemu o 30 m skrzydłowemu piłkę z centymetrową dokładnością. Niewielu bramkarzy przed nim i po nim w polskiej piłce ręcznej posiadło tę umiejętność.

Jedna z największych legend w historii Wisły i to licząc obie sekcje. Zdobył z nią sześć złotych i dziesięć srebrnych medali MP!

Jeszcze po czterdziestce z łatwością łapał rzuty rywali, którzy mogliby być jego synami.

ARTUR GÓRAL

Siła spokoju. Zagrał ponad 100 meczów w reprezentacji Polski, wielu uważa, że gdyby nie ciężka kontuzja, jakiej doznał mając 28 lat, zrobiłby karierę na poziomie Sławomira Szmala.

W życiu nie widziałem na żywo bardziej makabrycznego urazu. W spotkaniu z Pogonią Zabrze Janusz Bykowski spadł na nogę Artura. Trzasnęła kość podudzia. Przerażająca cisza mieszała się w Chemiku z jego upiornym krzykiem. Dziś jest to nie do pomyślenia, ale wtedy na meczu… nie było pomocy medycznej. W oczekiwaniu na karetkę płockiemu bramkarzowi pomagała jego żona, która wbiegła na parkiet i ułożyła sobie głowę zrozpaczonego zawodnika na udach.

JAROSŁAW KRZEMIŃSKI

Ten trzeci.

W mistrzowskiej drużynie pojawiał się rzadko, ale zdaniem Zajączkowskiego najlepiej ze wszystkich bramkarzy bronił rzuty ze skrzydła. Siedzenie na ławce w pewnym momencie kariery irytowało go tak bardzo, że… udał się do domu Marszałka z pytaniem, kiedy Andrzej wreszcie przejdzie na emeryturę. Zawodnicy ówczesnej Petrochemii do dziś płaczą ze śmiechu, gdy wspominają tę anegdotę.

ROZGRYWAJĄCY

WIESŁAW MICHALSKI

W 1995 roku nie brakowało ligowców, którzy najzwyczajniej w świecie… się go bali. W obronie był bowiem kilerem nie do przejścia. W ataku też dawał radę. W jego grze nie było wielkiej finezji, opierała się na sile, ale rzucał wyjątkowo skutecznie. W mistrzowskim sezonie godnie zastąpił Mokrzkiego, to najlepiej świadczy o jego klasie.

PIOTR KLUCZNIK

Jedyny (!) leworęczny rozgrywający w zespole. Potrafił zrobić użytek ze swoich 198 cm wzrostu. Jego rzuty z II linii wielokrotnie ratowały Petrochemii w sezonie 94/95 skórę. Łącznie zdobył  w lidze 110 bramek.

KRZYSZTOF KISIEL

Czytał grę jak nikt inny w klubie. Zajączkowski uważa go za mózg swojej drużyny. Ja: za jednego z największych twardzieli w historii Nafciarzy. Świadczy o tym sytuacja z jednego z finałów Pucharu Polski, kiedy Krzyśkowi złamano nos. Kisiel dowiedział się, że po drugiej stronie ulicy jest szpital, po czym od razu pobiegł na izbę przyjęć, żeby go nastawić. Drobny zabieg przeprowadzono błyskawicznie, a rozgrywający zdążył jeszcze wrócić na parkiet i… zdobyć bramkę, która dała Petrochemii wygraną.

SEBASTIAN MAŃKOWSKI

W zespole wyróżniał się bogatym repertuarem rzutów przy wykonywaniu karnych. Do Płocka wrócił po dłuższej przerwie, w trakcie której grał i studiował w Gdańsku. Z początku niełatwo było mu się odnaleźć w szatni, ale w końcu – dzięki Krzemińskiemu, z którym grał w juniorach – złapał z kolegami dobry kontakt. Wróżono mu międzynarodową karierę, której, niestety, nie zrobił. Z tego powodu w mieście od lat mówi się o nim głównie jako o niespełnionym talencie.

MAREK KRYSIŃSKI

Zajączkowski mówi nam, że prezentował styl „kamikadze”. Czyli wchodził w obronę rywali nie przejmując się za bardzo faktem, że jeden z nich może mu na przykład wybić zęba lub bark. „Efektownie rzucić, szybko do obrony wrócić” – takie było jego hasło. Być może to beztroskie podejście było efektem młodego wieku – w mistrzowskim sezonie liczył sobie zaledwie 19 lat. Podobnie jak Mańkowskiemu, i jemu nie udało się wypłynąć na szerokie wody.

MAREK WITKOWSKI

Zamiast brylować w barwach Petrochemii, wyjechał na studia dzienne do Warszawy. Klub puścił go do stolicy bez żalu, jakoś nie poznano się wtedy na jego talencie.

O ironio, w jednym z turniejów towarzyskich błysnął w barwach AZS-u AWF-u właśnie w meczu z płocczanami. Zajączkowski uznał po namyśle, że ten chłopak mu się przyda. Roczne zesłanie do stolicy zostało zakończone. A Witkowski rozpoczął piękną seniorską przygodę z klubem, którego przez lata był podporą.

Niewysoki jak na rozgrywającego z tamtych lat, mierzy 191 cm. Braki wzrostowe nadrabiał świetną techniką i sprytem. Niektórzy uważają, że urodził się o dekadę za wcześnie, ponieważ jego styl idealnie pasowałby do współczesnej piłki ręcznej.

TOMASZ MARCINIAK

Kumpel Witkowskiego z drużyny juniorów. Kiedy w niej grali, obaj snuli marzenia o zrobieniu międzynarodowych karier. Udało się tylko Markowi, Tomka zatrzymała poważna choroba. Ma stwardnienie rozsiane, przez które musiał przedwcześnie rozstać się ze światem sportu.

SKRZYDŁOWI

PIOTR PIÓRKOWSKI

Praworęczny zawodnik, który… grał na prawym skrzydle. Dziś to sytuacja nie do pomyślenia, wtedy dawał sobie radę, potrafił naprawdę efektownie rzucić z odchylenia.

Na głęboką wodę rzucono go, gdy Krzysztof Wróblewski pauzował przez dłuższy czas z powodu zapalenia opon mózgowych. Piotrek nie utonął, co więcej, świadkowie meczów z jego udziałem uważają, że „pływał” całkiem efektownie.

Do pierwszej drużyny po latach przebił się też jego młodszy brat Mariusz, bramkarz, ale nie zrobił w niej oszałamiającej kariery.

KRZYSZTOF WRÓBLEWSKI

Cała handballowi Polska żyła jego snajperskimi pojedynkami z Robertem Nowakowskim z Iskry. Obaj byli skrzydłowymi z najwyższej półki, do dziś kibice wspominają ich wkrętki z zerowego kąta, którymi pokonywali czołowych bramkarzy w kraju i w Europie.

W mistrzowskim sezonie był kapitanem drużyny, został też królem strzelców. Następnie… poszedł w ślady Mokrzkiego i złamał serca kibicom. Dlaczego odszedł z Petrochemii? Tak wyjaśniał to w rozmowie z klubową stroną, w 2012 roku: „Trochę mi się zespół rozsypał. Moi przyjaciele Wiesiek Michalski i Piotrek Klucznik powyjeżdżali za granicę. W Płocku stworzyła się trochę inna atmosfera, która niekoniecznie mi odpowiadała. Powiem szczerze, że miałem również potrzebę finansową. Kończyłem studia i coś trzeba było z sobą zrobić. Ciągnęło mnie do zmian, bo bałem się, że wpadnę w rutynę. W wakacje dosyć przypadkowo trafiłem na trening Saarbrucken, gdzie zaproponowano mi grę.”

DOMINIK JAKUBIAK

Ma ponad 190 cm wzrostu, jak na skrzydłowego było to wówczas naprawdę sporo. Zajączkowski zachęcał go więc do rzucania po obiegu, czyli po zejściu z lewej strony parkietu do środka. W tym elemencie był wówczas najgroźniejszym zawodnikiem w Polsce.

Z Wisłą zdobył jeszcze jeden tytuł, w 2002 roku. Potem wyjechał do Francji, w której mieszka do dziś. Jego syn Patryk ma 20 lat i zapowiada się na niezłego gracza.

ARTUR NIEDZIELSKi

Król przechwytów – często stał na tak zwanej „jedynce” i próbował przejąć podania rozgrywających, a następnie ruszyć na bramkę rywala z kontrą. Być może był wówczas najszybszym zawodnikiem w ekstraklasie. Kluczowa postać w defensywnym systemie Zajączkowskiego.

Wraz z Markiem Witkowskim był autorem jednego z najgłośniejszych transferów tamtych lat. Oto dwaj rodowici płocczanie postanowili… odejść do Iskry. Szok, skandal, niedowierzanie.

W Kielcach nie zostali jednak na długo, uznali bowiem, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

OBROTOWY

MICHAŁ DĘBSKI

Straszny dynamit w grze z kontrataku. Był szybki i wytrzymały, nauczył się biegać jako nastolatek, kiedy z powodzeniem startował w przełajach. Bardzo trudny do przejścia w obronie. Jak wspomina Marek Witkowski, „Michał nie reagował na zwody przeciwników”.

Te wszystkie cechy muszą imponować, bo przecież po pierwsze mówimy o kołowym, po drugie o gościu, który ma tylko 186 cm wzrostu.

TRENER

BOGDAN ZAJĄCZKOWSKI

Przez osiem lat pobytu w klubie zawsze zdobywał medal mistrzostw kraju. Udana praca w Płocku zaowocowała podpisaniem kontraktu ze Związkiem Piłki Ręcznej w Polsce.

Zajączkowski był ostatnim selekcjonerem kadry przed Bogdanem Wentą. Niestety, nie mógł pochwalić się takimi sukcesami, jak jego następca. Jego największym osiągnięciem było 10. miejsce na MŚ w Portugalii. Szału nie ma, ale też trzeba pamiętać, że doświadczeni zawodnicy tamtej drużyny prezentowali o klasę niższe umiejętności niż gwiazdy kadry Wenty. Przyszli medaliści mistrzostw świata byli z kolei wtedy jeszcze za mało doświadczeni, by postawić się najlepszym.

W 2006 roku powrócił do Wisły, z którą podczas drugiej kadencji sięgnął po złoto i srebro MP, a także dwa krajowe puchary. Dziś pracuje w Płocku, jako zastępca dyrektora Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Jest też aktywny sportowo – biega półmaratony – i muzycznie: potrafi… grać na saksofonie.

LEKARZ

ZBIGNIEW OŚKA

Przedmeczowa prezentacja drużyny zawsze miała jednego bohatera – klubowego lekarza. Za każdym razem zbierał największe brawa od kibiców, w tym aspekcie Marszałek czy Wróblewski nie mogli się z nim równać. Skąd ta szalona popularność? Otóż na co dzień pracował w zakładowej przychodni Petrochemii, w której leczył wielu fanów, dlatego traktowali go z niesamowitą estymą.

Zajączkowskiemu imponowało jego oko do urazów – kiedy jakiś zawodnik doznał kontuzji na meczu lub treningu, Ośka od razu diagnozował co się stało. Późniejsze prześwietlenia prawie zawsze potwierdzały opinię pana doktora Zbigniewa.

****

Konfetti po zdobyciu tytułu zostało posprzątane, złote medale odstawiono na półki, alkohol wyparował już z organizmów. Czas na urlop? Niekoniecznie, bo do wygrania było coś jeszcze – Puchar Polski.

Bogdan Zajączkowski nie zamierzał odpuszczać tych rozgrywek. Wizja zdobycia podwójnej korony była dla niego zbyt smakowita.

***

W 1995 roku kibice Petrochemii musieli mieć mieszane wrażenia, gdy myśleli o… Mielcu. W tym mieście piłkarze nożni „przyklepali” spadek z ekstraklasy w debiutanckim sezonie. W tym mieście ich koledzy z sekcji szczypiorniaka stanęli naprzeciwko Iskry w finale krajowego pucharu.

Czy musimy kogoś specjalnie przekonywać, jak bardzo zdeterminowani byli kielczanie, żeby zrewanżować się Nafciarzom za kompromitującą porażkę z Chemika? Chęć wygranej w ich szeregach była poza jakąkolwiek skalą. Chcieć to móc? Cóż, nie w tym przypadku. Drużyna Zajączkowskiego jeszcze raz pokazała rywalom miejsce w szeregu, choć tym razem ich nie zmiażdżyła. 31:29 i szczęśliwi po robocie Nafciarze mogli zaśpiewać słynną pieśń „puchar jest nasz, puchar do nas należy!”.

Petrochemia była pierwszą drużyną od 21 lat, która zdobyła zarówno mistrzostwo, jak i krajowy puchar. Kibicom wydawało się, że w następnych sezonach chłopcy z Płocka zdominują ligę. Nie mogli wtedy wiedzieć, że kilku z nich szybko opuści klub, a na kolejne mistrzostwo Nafciarze będą czekać aż siedem długich lat…

KAMIL GAPIŃSKI

Fot. Newspix.pl, Andrzej Zarębski

Opublikowane 26.04.2020 13:44 przez

Kamil Gapinski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 6
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
KibicHandball
KibicHandball

Super artykuł, piszcie więcej o piłce ręcznej! Przydałyby się rankingi i quizy.

Iskra fan
Iskra fan

Bardzo fajny artykuł. Mecze Iskry i Petry to zawsze będzie święto handballa.

Marcin z Płocka
Marcin z Płocka

Dwie drobne poprawki:
1. Na schodach siedzieli i siedzą uczniowie liceów i techników, które są w pobliżu. Studentów w Płocku jest mało
2. W Płocku na starą halę mówiło się Blaszak. Chemik to potoczna nazwa szkoły, przy której hala się znajdowała.

Kamil Gapinski
Kamil Gapinski

Ja np. mówiłem Chemik, a jestem z Płocka, więc sorry 🙂

Wislak
Wislak

Panie Kamilu nie tak było!!! Karę krzyża w pierwszej połowie to Artur Niedzielski dostał za faul na Wasiaku

Nafciarz
Nafciarz

Artykuł super, wracają czasy Blaszaka. Tym bardziej nie rozumiem po co była ta cała pajacerka i walenie we własne gniazdo w twoim wykonaniu na zkontry.pl

Weszło
07.08.2020

15 pytań przed powrotem Ligi Mistrzów

11 marca 2020 roku. Tego dnia odbyły się ostatnie spotkania Ligi Mistrzów w sezonie 2019/20, które udało się rozegrać zanim świat, nie tylko ten futbolowy, gwałtownie wyhamował i przystanął na pewien czas. Tak wiele wydarzyło się od tamtego dnia, że mamy poczucie, jakbyśmy mówili o naprawdę mocno zamierzchłej przeszłości. No ale nadszedł wreszcie właściwy moment, […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

Quiz piłkarski. Czy pamiętasz finalistów Champions League?

Wraca Liga Mistrzów, uznaliśmy więc, że po krótkiej nieobecności na stronie wrócić mogą też nasze quizy. Na dzień dobry zadanie, które dla zajaranych piłką wymagające raczej nie będzie, ale nie zdziwimy się też, jeśli komuś pamięć spłata figla. Chodzi o wskazanie wszystkich drużyn, które choć raz zagrały w finale najważniejszych klubowych rozgrywek na Starym Kontynencie […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

Olympiakos z pretensjami do Marciniaka. Czy słusznie?

Miękki karny, anulowany gol, kontrowersje przy innych sytuacjach w szesnastce. Dość gorący wieczór zaliczył Szymon Marciniak, który sędziował mecz Wolverhampton z Olympiakosem. I raczej Pireus może sobie odpuścić w kontekście wyjazdów wczasowych, bo za klasykiem tamtejsi kibice dziś mają na ustach: „Marciniak, przestań mi Olympiakos prześladować”. Pytanie: czy słusznie? OFSAJD NIEZGODY Najpierw kwestia anulowanej bramki. […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

KONKURS! Wygraj bilety na Ligę Mistrzów w Multikinie

Wraca Liga Mistrzów. I to w momencie, kiedy zazwyczaj emocje w piłce sponsorują sparingi i nowy zawodnik na testach w Wiśle Płock. Czeka nas piłkarski maraton z najlepszymi zwieńczony turniejem w Portugalii. Czy Polacy odegrają w nim główne role? Czy Barca uratuje sezon, czy PSG wreszcie zagra o pełną stawkę? A może zakasują faworytów czarne […]
07.08.2020
Weszło
07.08.2020

Legia chce „lepszego Luquinhasa”, Lech daje milion euro za Sykorę

– Richard poprzedni sezon spędził na wypożyczeniu w portugalskiej Tondeli. Zagrał bardzo dobrze, był pozytywną niespodzianką, bo wcześniej w Portugalii nikt o nim nie słyszał. Pomógł drużynie utrzymać się w lidze i wrócił do Internacionalu Porto Alegre, brazylijskiego klubu, z którym ma kontrakt do grudnia 2021 r. Internacional nie wiąże z nim przyszłości i stąd […]
07.08.2020
Weszło Extra
07.08.2020

Nie ma co strugać piłkarza. Ostatnio byłem ligowym dżemikiem 

Spadek z Koroną Kielce i zjazd formy do – jak sam przyznaje – poziomu ligowego dżemiku. To nie był udany sezon dla Jakuba Żubrowskiego. Piłkarza, który – mamy takie wrażenie – jak mało kto potrzebował zmiany otoczenia.  Dziś przygotowuje się do sezonu jako zawodnik Zagłębia. Ale z Kubą porozmawialiśmy raczej o minionych latach, zwłaszcza, że było […]
07.08.2020
Bukmacherka
07.08.2020

Wielki Kurs na Ligę Mistrzów w eWinner! Wygrana City za 10.00!

Tego jeszcze nie było! Kurs 10.00 na wygraną Manchesteru City z Realem Madryt – to oferta legalnego bukmachera eWinner. Oferta, która mocno kusi, żeby z niej skorzystać. Ale żeby to zrobić, trzeba się pośpieszyć. Zasady są proste – najszybsi będą mogli z niej skorzystać i nieźle się wzbogacić na wygranej „Obywateli”. Sprawdźcie szczegóły tej promocji! […]
07.08.2020
Weszło
06.08.2020

Monchi w Sevilli sto razy mocniejszy od Monchiego w Romie

Gdy tylko los skojarzył Sevillę z Romą, podtekst był jasny: Monchi. Legendarny dyrektor sportowy Sevilli, którego doskonałe decyzje na rynku transferowym doprowadziły ten klub do pięciu triumfów w Pucharze UEFA i Lidze Europy. Dyrektor, który zapracował na zaufanie szefów Romy i dyrektor, który swoją rzymską misję totalnie położył. Gdy nie wyszło w Serie A, wrócił […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

HEJT PARK W DOBRYM SKŁADZIE | Michał Pol i Wiktor Malinowski | LIVE od 21

W kolejnej odsłonie „Hejt Parku w Dobrym Składzie” gościem Michała Pola będzie Wiktor Malinowski! Były szczypiornista VIVE Kielce odnalazł się przy… pokerowym stole, gdzie zarabia okrągłe sumki. Specjalnie dla nas opowie o kulisach świata wielkiej – dosłownie – gry. Macie pytania? Śmiało, dzwońcie: 22 219 50 31. Partnerem programu jest browar Okocim. 
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Mówicie, że za drogie bilety? Pan Nitot ma to w dupie!

Gregoire Nitot – fajny gość? No chyba nie do końca. Miała być francuska gracja, a wyszła cebulacka gburowatość. Pan Nitot na zarzut kibiców „bilety są za drogie” odpowiada  prosto – „mam to w dupie”. Wyobraźcie sobie, że zostajecie właścicielem klubu, który jest w ruinie. Gra w lidze, która nie przystaje do firmy z taką historią. […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Bruliński (Lechia): „Zadziałaliśmy na tyle odpowiedzialnie, na ile potrafiliśmy”

– Pewnie można było to wszystko rozwiązać inaczej, ale zadajmy sobie dzisiaj pytanie, kiedy ostatnio mieliśmy robione testy? Sprawdziłem – 15 czerwca. Zawodnik, u którego stwierdzono koronawirusa nie ma nawet podwyższonej temperatury. Nie wiemy tak naprawdę, co się od 15 czerwca działo w naszym zespole – stwierdził Arkadiusz Bruliński, dyrektor Biura Komunikacji i Marketingu oraz […]
06.08.2020
Blogi i felietony
06.08.2020

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Warta Poznań nie będzie grać u siebie. A nawet jakby grała u siebie, nie wprowadziłaby do Ekstraklasy polskiej odpowiedzi na La Bombonerę. Nie ma dziesiątek tysięcy fanatycznych kibiców. Warta Poznań nie wprowadzi też w ekstraklasowy krwioobieg milionów euro. Nie stoi za nią żaden hipernowoczesny kombinat IT, żadne unikalne know-how. Ich marka nie przykuje do telewizorów […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Handzlik: Idąc do Legii popełniłem błąd. Potem nawet myślałem, żeby rzucić piłkę

Pięć lat – tyle musiał czekać Konrad Handzlik na to, żeby powiększyć swój dorobek występów w Ekstraklasie. Kiedy przechodził z Wisły Kraków do Legii Warszawa, wokół jego osoby było dużo szumu. Za dużo, bo sam przyznaje, że wcale mu to nie pomogło. Ostatecznie do ligi trafił nie dzięki temu, że przebił się przy Łazienkowskiej, a […]
06.08.2020
Bukmacherka
06.08.2020

Juventus doczłapie się do ćwierćfinału?

Juventus – Olympique Lyon. To jeden z najbardziej zagadkowych meczów 1/8 finału Ligi Mistrzów. „Stara Dama” w teorii powinna awansować do ćwierćfinału, ale w praktyce absolutnie nic nie jest przesądzone. FORMA LYONU JEST NIEWIADOMĄ W pierwszym meczu, który odbył się we Francji, Lyon wygrał 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Lucas Tousart. Ten wynik szokował, […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Czterech piłkarzy, na których radzimy zwrócić dziś szczególną uwagę

Przed nami kolejny czteropak w Lidze Europy i – uwaga, nie ironizujemy – cztery fajne pozycje do oglądania. Najbardziej efektowna zapowiedź wieczoru skupiłaby się na ligach. Mamy starcie przedstawiciela La Liga z zespołem Serie A, mamy reprezentanta Premier League, mamy drużynę z Bundesligi. Tak, potem mina rzednie, gdy pod hasłem”Anglicy” zamiast Chelsea kryje się Wolverhampton, […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Kolejny głośny powrót do Ekstraklasy. Kucharczyk w Pogoni Szczecin

Wrócił Sobota, wrócił Boruc, teraz wraca Michał Kucharczyk, który zasili Pogoń Szczecin. Trzeba przyznać, że nieźle kręci się to okno transferowe jak do tej pory, postaci, których jesteśmy arcyciekawi w nowych barwach, jest już więcej niż kilka, a przecież okienko trochę jeszcze potrwa. PRZYCHODZI NIE Z ŁAWKI, A Z BOISKA Kucharczyk Rosji nie pozamiatał, w […]
06.08.2020
Weszło Extra
06.08.2020

„Żyłem, umarłem i znów ożyłem”. Ståle Solbakken, czyli trener niezniszczalny

13 marca 2001 roku Ståle Solbakken, wówczas 33-letni piłkarz FC Kopenhagi, jak co dzień wybrał się na trening. Nie mógł wiedzieć, że zajęcia opuści… martwy. Tak się przynajmniej wydawało klubowemu lekarzowi, który przeprowadził rozpaczliwą akcję ratunkową, udzielając nieprzytomnemu zawodnikowi pierwszej pomocy. – Jego serce przestało bić – przyznał potem doktor. Aż trudno uwierzyć, że mówił […]
06.08.2020
Weszło
06.08.2020

Kamil Wilczek podpalił Danię. Legenda Brondby zagra dla FC Kopenhagi

Luis Figo w Hiszpanii. Ashley Cole w Anglii. Zlatan Ibrahimović we Włoszech. Kasper Hamalainen w Polsce. W różnych krajach pojęcie „piłkarskiego zdrajcy” ma inny przykład, ale tę samą definicję. Gościa, który przechodzi do odwiecznego rywala. Zdaniem kibica – dla kasy. Zdaniem samego zainteresowanego poniekąd pewnie też, ale wiadomo – ilu ludzi, tyle powodów. W każdym […]
06.08.2020