post Avatar

Opublikowane 26.04.2020 13:44 przez

Kamil Gapinski

Wiosną 1995 roku byli bohaterami całego Płocka. Ludzie ich kochali, bo wywalczyli pierwszy tytuł mistrzów Polski w historii. Ale ważniejsze od samego trofeum było co innego: że po złote medale sięgnęła drużyna złożona… niemal z samych wychowanków. 14 z 15 piłkarzy ręcznych ówczesnej Petrochemii to byli zawodnicy ukształtowani w klubie od nastolatka. Zawodnicy, których kibice mijali regularnie na deptaku Starego Rynku, z którymi widywali się w lokalnych kinach czy restauracjach. Dlatego byli fanom tak bliscy, dlatego ich sukces cieszył wszystkich podwójnie.

***

Odszedł. Ludzie nie chcieli w to uwierzyć, nie mogli pogodzić się z jego decyzją. Andrzej Mokrzki był najlepszym strzelcem drużyny. I całej ligi. Wykonywał rzuty karne, kończył akcje z drugiej linii, szalał na kole. Człowiek-orkiestra. Która nagle przestała grać dla Petrochemii i wybrała zagraniczną przygodę.

Po takiej stracie jakoś głupio było mówić o medalu, nie wspominając o tytule. Szczególnie, że z „Mokrym” w składzie też nie udało się go zdobyć. Ba, w sezonie 93/94 nawet srebrne krążki okazały się być poza zasięgiem. Zamiast płocczan na szyje założyli je zawodnicy Warszawianki. Bolało, ale nie tak bardzo, jak fakt, że mistrzem znowu został odwieczny rywal, kielecka Iskra.

Po odejściu Mokrzkiego nie załamał rąk. Wiedział, że jego sytuacja jest trudna, niektórzy mogliby nawet uznać, że beznadziejna. Zamiast rozczulać się nad sobą i klubem, wziął się za ciężką pracę. Uznał, że skoro niektóre zespoły mogą mieć nieco mocniejszy skład, to jego drużyna musi nadrobić ten fakt przygotowaniem kondycyjnym. W tamtych czasach piłkarze ręczni nie biegali tyle, co teraz. Grało się bardziej na stojąco, zdawał sobie z tego sprawę. Trener Bogdan Zajączkowski miał wizję i nie zawahał się jej zrealizować.

***

Znad Wisły na płockie Wzgórze Tumskie prowadzi urokliwa droga składająca się z kilkuset schodów. Gdy jest ciepło, często siadają na nich studenci. Obserwują rzekę i zachód słońca racząc się jednocześnie tanim winem.

Latem 1994 roku w tym miejscu pojawiła się jeszcze inna grupa ludzi. Ich skojarzenia ze schodkami nie mogły być równie piękne. Głównie dlatego, że zamiast na nich siedzieć i delektować się przyjemnym, słonecznym popołudniem, musieli po nich biegać. Setki razy. To bolało, ale nie protestowali. Nie narzekali też, gdy prawie pięćset kilometrów dalej, w Nowym Sączu, zdarzało im się ćwiczyć za jednym razem po trzy godziny. Ci goście nie marudzili, bo liczyli, że katorżnicza praca przyniesie efekt.

***

Pięć punktów. Tyle stracili w pierwszej części sezonu, w jedenastu meczach. Szału nie ma, dramatu też nie. Z pozytywów – w obronie stanowili prawdziwy monolit. Dali sobie wbić tylko 235 goli, o 29 mniej od Iskry. Ci przeklęci kielczanie znowu ich wyprzedzali, ale tylko o punkt. Nieśmiałe myśli o złocie zaczynały kiełkować w niektórych głowach.

Po rundzie rewanżowej musiał je mieć już każdy z Nafciarzy.

No bo jak tu nie marzyć o tytule, skoro ograło się u siebie wicemistrza Polski z Warszawy aż 33:22? Jak nie zastanawiać się nad przyszłym triumfem, skoro znalazło się sposób na Iskrę, i to w Kielcach?! Wynik 27:25 był jasnym komunikatem w stronę rywali – zamierzamy was zepchnąć z tronu. W jedenastu meczach Petrochemia straciła tylko punkt.

Przyszedł czas na play-offy.

***

Zadyszka? Zbytnia pewność siebie? A może jedno i drugie? Ósmy w tabeli Hutnik nie mógł nawet marzyć o tym, żeby przeciwstawić się w ćwierćfinale płocczanom, a jednak ograł ich u siebie dwoma trafieniami! Może gdyby drugie spotkanie rozgrywano w Krakowie, bylibyśmy świadkami wielkiej niespodzianki. A tak Zajączkowski odpowiednio zmobilizował swoich ludzi, którzy w Chemiku wygrywają siedmioma i dziewięcioma bramkami (2:1 w meczach). To były spotkania bez historii, podobnie jak półfinały ze Śląskiem Wrocław, zakończone wygraną Nafciarzy 3:0.

***

Bramkarz Andrzej Marszałek wymierzył przeciwnikowi policzek. Nie wytrzymał licznych prowokacji rywali i mimo że był najstarszym, najbardziej doświadczonym zawodnikiem w drużynie, dopuścił się rękoczynu na Dariuszu Wciśle. Była dwudziesta minuta drugiego finału. Mogło się wydawać, że tytuł mistrzowski po raz kolejny wymyka się Petrochemii z rąk.

A przecież rywalizacja zaczęła się dla płocczan tak pięknie. Pierwsze starcie o złoto wygrali 30:28, w drugim mieli pójść za ciosem. Nie spodziewali się jednak, że to ich zawodnik zada go rywalowi. W efekcie sędziowie pokazali „Bibanowi”… znak krzyża, co oznaczało wtedy w piłce ręcznej grę w w osłabieniu jednego gracza do końca meczu, w tym przypadku aż przez 40 minut.

***

Chemik to legendarna płocka hala. Mieściło się w niej maksymalnie 1000 kibiców, ale zazwyczaj byli to fanatycy potrafiący stworzyć niesamowitą atmosferę. O skali ich miłości do klubu świadczyło jedno – na półtorej godziny przed ważnymi meczami na trybunach nie było skrawka wolnej przestrzeni. W tamtych czasach zamiast na numerowanych krzesełkach ludzie siadali na długich ławach, dlatego robili wszystko, by pojawić się w hali jak najwcześniej i zająć perfekcyjne miejsce. Kto się spóźnił, mógł oglądać mniej więcej 80% parkietu. Pozostałe 20 % zasłaniały filary.

I właśnie ci maniacy handballu postanowili zrobić wszystko, żeby ponieść swój zespół do wygranej, mimo gry w permanentnym osłabieniu, które można w tym przypadku porównać do walki 9 na 11 na piłkarskim boisku. Nigdy wcześniej ani później nie słyszałem w Chemiku takiego tumultu, a odwiedziłem ten obiekt pewnie z 500 razy w życiu.

Ci wszyscy ludzie czekali na cud i w 43. minucie go doświadczyli. Petrochemia wyszła wtedy na prowadzenie i nie oddała go już do końca meczu. Doping plus wspaniałe przygotowanie kondycyjne – oto recepta na sukces w beznadziejnej sytuacji.

2:0 i przenosimy się do Kielc. Czy Nafciarze będą świętować pierwszy tytuł mistrzowski w jaskini lwa?

Nie tym razem. Iskra zdołała odpowiedzieć na dwa płockie ciosy swoimi uderzeniami. Chemik po raz trzeci i ostatni miał więc być gospodarzem wielkiego finału ’95.

Kibice, dziennikarze, eksperci, a pewnie i sami zawodnicy spodziewali się meczu, w którym o tytule zadecyduje jeden rzut. Spotkania toczonego nawet nie tyle na ostrzu noża, co żyletki.

Jakież więc było zdziwienie wszystkich, gdy okazało się, że obejrzeli jeden z najbardziej jednostronnych finałów w historii. Petrochemia rozwalcowała w nim Iskrę 33:18. Fani z Kielc nawet przez minutę tego spotkania nie mogli mieć nadziei, że zakończy się ono dla nich sukcesem.

Młody, 36-letni trener Zajączkowski mógł uśmiechnąć się pod imponującym wąsem. Sięgnął po pierwsze w historii klubu złoto, choć latem 1994 roku nawet miejsce na podium wydawało się być poza zasięgiem. Co więcej, dokonał tego za pomocą czternastu chłopaków wychowanych na miejscu plus Krzyśka Wróblewskiego. Gościa z Warszawy, którego wszyscy w Płocku kochali jednak jak swojego.

W tej opowieści nadszedł czas na przedstawienie lokalnych bohaterów z tamtych lat.

***

BRAMKARZE

ANDRZEJ MARSZAŁEK

Król kontry w pierwsze tempo. Słynął z tego, że potrafił podać oddalonemu o 30 m skrzydłowemu piłkę z centymetrową dokładnością. Niewielu bramkarzy przed nim i po nim w polskiej piłce ręcznej posiadło tę umiejętność.

Jedna z największych legend w historii Wisły i to licząc obie sekcje. Zdobył z nią sześć złotych i dziesięć srebrnych medali MP!

Jeszcze po czterdziestce z łatwością łapał rzuty rywali, którzy mogliby być jego synami.

ARTUR GÓRAL

Siła spokoju. Zagrał ponad 100 meczów w reprezentacji Polski, wielu uważa, że gdyby nie ciężka kontuzja, jakiej doznał mając 28 lat, zrobiłby karierę na poziomie Sławomira Szmala.

W życiu nie widziałem na żywo bardziej makabrycznego urazu. W spotkaniu z Pogonią Zabrze Janusz Bykowski spadł na nogę Artura. Trzasnęła kość podudzia. Przerażająca cisza mieszała się w Chemiku z jego upiornym krzykiem. Dziś jest to nie do pomyślenia, ale wtedy na meczu… nie było pomocy medycznej. W oczekiwaniu na karetkę płockiemu bramkarzowi pomagała jego żona, która wbiegła na parkiet i ułożyła sobie głowę zrozpaczonego zawodnika na udach.

JAROSŁAW KRZEMIŃSKI

Ten trzeci.

W mistrzowskiej drużynie pojawiał się rzadko, ale zdaniem Zajączkowskiego najlepiej ze wszystkich bramkarzy bronił rzuty ze skrzydła. Siedzenie na ławce w pewnym momencie kariery irytowało go tak bardzo, że… udał się do domu Marszałka z pytaniem, kiedy Andrzej wreszcie przejdzie na emeryturę. Zawodnicy ówczesnej Petrochemii do dziś płaczą ze śmiechu, gdy wspominają tę anegdotę.

ROZGRYWAJĄCY

WIESŁAW MICHALSKI

W 1995 roku nie brakowało ligowców, którzy najzwyczajniej w świecie… się go bali. W obronie był bowiem kilerem nie do przejścia. W ataku też dawał radę. W jego grze nie było wielkiej finezji, opierała się na sile, ale rzucał wyjątkowo skutecznie. W mistrzowskim sezonie godnie zastąpił Mokrzkiego, to najlepiej świadczy o jego klasie.

PIOTR KLUCZNIK

Jedyny (!) leworęczny rozgrywający w zespole. Potrafił zrobić użytek ze swoich 198 cm wzrostu. Jego rzuty z II linii wielokrotnie ratowały Petrochemii w sezonie 94/95 skórę. Łącznie zdobył  w lidze 110 bramek.

KRZYSZTOF KISIEL

Czytał grę jak nikt inny w klubie. Zajączkowski uważa go za mózg swojej drużyny. Ja: za jednego z największych twardzieli w historii Nafciarzy. Świadczy o tym sytuacja z jednego z finałów Pucharu Polski, kiedy Krzyśkowi złamano nos. Kisiel dowiedział się, że po drugiej stronie ulicy jest szpital, po czym od razu pobiegł na izbę przyjęć, żeby go nastawić. Drobny zabieg przeprowadzono błyskawicznie, a rozgrywający zdążył jeszcze wrócić na parkiet i… zdobyć bramkę, która dała Petrochemii wygraną.

SEBASTIAN MAŃKOWSKI

W zespole wyróżniał się bogatym repertuarem rzutów przy wykonywaniu karnych. Do Płocka wrócił po dłuższej przerwie, w trakcie której grał i studiował w Gdańsku. Z początku niełatwo było mu się odnaleźć w szatni, ale w końcu – dzięki Krzemińskiemu, z którym grał w juniorach – złapał z kolegami dobry kontakt. Wróżono mu międzynarodową karierę, której, niestety, nie zrobił. Z tego powodu w mieście od lat mówi się o nim głównie jako o niespełnionym talencie.

MAREK KRYSIŃSKI

Zajączkowski mówi nam, że prezentował styl „kamikadze”. Czyli wchodził w obronę rywali nie przejmując się za bardzo faktem, że jeden z nich może mu na przykład wybić zęba lub bark. „Efektownie rzucić, szybko do obrony wrócić” – takie było jego hasło. Być może to beztroskie podejście było efektem młodego wieku – w mistrzowskim sezonie liczył sobie zaledwie 19 lat. Podobnie jak Mańkowskiemu, i jemu nie udało się wypłynąć na szerokie wody.

MAREK WITKOWSKI

Zamiast brylować w barwach Petrochemii, wyjechał na studia dzienne do Warszawy. Klub puścił go do stolicy bez żalu, jakoś nie poznano się wtedy na jego talencie.

O ironio, w jednym z turniejów towarzyskich błysnął w barwach AZS-u AWF-u właśnie w meczu z płocczanami. Zajączkowski uznał po namyśle, że ten chłopak mu się przyda. Roczne zesłanie do stolicy zostało zakończone. A Witkowski rozpoczął piękną seniorską przygodę z klubem, którego przez lata był podporą.

Niewysoki jak na rozgrywającego z tamtych lat, mierzy 191 cm. Braki wzrostowe nadrabiał świetną techniką i sprytem. Niektórzy uważają, że urodził się o dekadę za wcześnie, ponieważ jego styl idealnie pasowałby do współczesnej piłki ręcznej.

TOMASZ MARCINIAK

Kumpel Witkowskiego z drużyny juniorów. Kiedy w niej grali, obaj snuli marzenia o zrobieniu międzynarodowych karier. Udało się tylko Markowi, Tomka zatrzymała poważna choroba. Ma stwardnienie rozsiane, przez które musiał przedwcześnie rozstać się ze światem sportu.

SKRZYDŁOWI

PIOTR PIÓRKOWSKI

Praworęczny zawodnik, który… grał na prawym skrzydle. Dziś to sytuacja nie do pomyślenia, wtedy dawał sobie radę, potrafił naprawdę efektownie rzucić z odchylenia.

Na głęboką wodę rzucono go, gdy Krzysztof Wróblewski pauzował przez dłuższy czas z powodu zapalenia opon mózgowych. Piotrek nie utonął, co więcej, świadkowie meczów z jego udziałem uważają, że „pływał” całkiem efektownie.

Do pierwszej drużyny po latach przebił się też jego młodszy brat Mariusz, bramkarz, ale nie zrobił w niej oszałamiającej kariery.

KRZYSZTOF WRÓBLEWSKI

Cała handballowi Polska żyła jego snajperskimi pojedynkami z Robertem Nowakowskim z Iskry. Obaj byli skrzydłowymi z najwyższej półki, do dziś kibice wspominają ich wkrętki z zerowego kąta, którymi pokonywali czołowych bramkarzy w kraju i w Europie.

W mistrzowskim sezonie był kapitanem drużyny, został też królem strzelców. Następnie… poszedł w ślady Mokrzkiego i złamał serca kibicom. Dlaczego odszedł z Petrochemii? Tak wyjaśniał to w rozmowie z klubową stroną, w 2012 roku: „Trochę mi się zespół rozsypał. Moi przyjaciele Wiesiek Michalski i Piotrek Klucznik powyjeżdżali za granicę. W Płocku stworzyła się trochę inna atmosfera, która niekoniecznie mi odpowiadała. Powiem szczerze, że miałem również potrzebę finansową. Kończyłem studia i coś trzeba było z sobą zrobić. Ciągnęło mnie do zmian, bo bałem się, że wpadnę w rutynę. W wakacje dosyć przypadkowo trafiłem na trening Saarbrucken, gdzie zaproponowano mi grę.”

DOMINIK JAKUBIAK

Ma ponad 190 cm wzrostu, jak na skrzydłowego było to wówczas naprawdę sporo. Zajączkowski zachęcał go więc do rzucania po obiegu, czyli po zejściu z lewej strony parkietu do środka. W tym elemencie był wówczas najgroźniejszym zawodnikiem w Polsce.

Z Wisłą zdobył jeszcze jeden tytuł, w 2002 roku. Potem wyjechał do Francji, w której mieszka do dziś. Jego syn Patryk ma 20 lat i zapowiada się na niezłego gracza.

ARTUR NIEDZIELSKi

Król przechwytów – często stał na tak zwanej „jedynce” i próbował przejąć podania rozgrywających, a następnie ruszyć na bramkę rywala z kontrą. Być może był wówczas najszybszym zawodnikiem w ekstraklasie. Kluczowa postać w defensywnym systemie Zajączkowskiego.

Wraz z Markiem Witkowskim był autorem jednego z najgłośniejszych transferów tamtych lat. Oto dwaj rodowici płocczanie postanowili… odejść do Iskry. Szok, skandal, niedowierzanie.

W Kielcach nie zostali jednak na długo, uznali bowiem, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

OBROTOWY

MICHAŁ DĘBSKI

Straszny dynamit w grze z kontrataku. Był szybki i wytrzymały, nauczył się biegać jako nastolatek, kiedy z powodzeniem startował w przełajach. Bardzo trudny do przejścia w obronie. Jak wspomina Marek Witkowski, „Michał nie reagował na zwody przeciwników”.

Te wszystkie cechy muszą imponować, bo przecież po pierwsze mówimy o kołowym, po drugie o gościu, który ma tylko 186 cm wzrostu.

TRENER

BOGDAN ZAJĄCZKOWSKI

Przez osiem lat pobytu w klubie zawsze zdobywał medal mistrzostw kraju. Udana praca w Płocku zaowocowała podpisaniem kontraktu ze Związkiem Piłki Ręcznej w Polsce.

Zajączkowski był ostatnim selekcjonerem kadry przed Bogdanem Wentą. Niestety, nie mógł pochwalić się takimi sukcesami, jak jego następca. Jego największym osiągnięciem było 10. miejsce na MŚ w Portugalii. Szału nie ma, ale też trzeba pamiętać, że doświadczeni zawodnicy tamtej drużyny prezentowali o klasę niższe umiejętności niż gwiazdy kadry Wenty. Przyszli medaliści mistrzostw świata byli z kolei wtedy jeszcze za mało doświadczeni, by postawić się najlepszym.

W 2006 roku powrócił do Wisły, z którą podczas drugiej kadencji sięgnął po złoto i srebro MP, a także dwa krajowe puchary. Dziś pracuje w Płocku, jako zastępca dyrektora Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Jest też aktywny sportowo – biega półmaratony – i muzycznie: potrafi… grać na saksofonie.

LEKARZ

ZBIGNIEW OŚKA

Przedmeczowa prezentacja drużyny zawsze miała jednego bohatera – klubowego lekarza. Za każdym razem zbierał największe brawa od kibiców, w tym aspekcie Marszałek czy Wróblewski nie mogli się z nim równać. Skąd ta szalona popularność? Otóż na co dzień pracował w zakładowej przychodni Petrochemii, w której leczył wielu fanów, dlatego traktowali go z niesamowitą estymą.

Zajączkowskiemu imponowało jego oko do urazów – kiedy jakiś zawodnik doznał kontuzji na meczu lub treningu, Ośka od razu diagnozował co się stało. Późniejsze prześwietlenia prawie zawsze potwierdzały opinię pana doktora Zbigniewa.

****

Konfetti po zdobyciu tytułu zostało posprzątane, złote medale odstawiono na półki, alkohol wyparował już z organizmów. Czas na urlop? Niekoniecznie, bo do wygrania było coś jeszcze – Puchar Polski.

Bogdan Zajączkowski nie zamierzał odpuszczać tych rozgrywek. Wizja zdobycia podwójnej korony była dla niego zbyt smakowita.

***

W 1995 roku kibice Petrochemii musieli mieć mieszane wrażenia, gdy myśleli o… Mielcu. W tym mieście piłkarze nożni „przyklepali” spadek z ekstraklasy w debiutanckim sezonie. W tym mieście ich koledzy z sekcji szczypiorniaka stanęli naprzeciwko Iskry w finale krajowego pucharu.

Czy musimy kogoś specjalnie przekonywać, jak bardzo zdeterminowani byli kielczanie, żeby zrewanżować się Nafciarzom za kompromitującą porażkę z Chemika? Chęć wygranej w ich szeregach była poza jakąkolwiek skalą. Chcieć to móc? Cóż, nie w tym przypadku. Drużyna Zajączkowskiego jeszcze raz pokazała rywalom miejsce w szeregu, choć tym razem ich nie zmiażdżyła. 31:29 i szczęśliwi po robocie Nafciarze mogli zaśpiewać słynną pieśń „puchar jest nasz, puchar do nas należy!”.

Petrochemia była pierwszą drużyną od 21 lat, która zdobyła zarówno mistrzostwo, jak i krajowy puchar. Kibicom wydawało się, że w następnych sezonach chłopcy z Płocka zdominują ligę. Nie mogli wtedy wiedzieć, że kilku z nich szybko opuści klub, a na kolejne mistrzostwo Nafciarze będą czekać aż siedem długich lat…

KAMIL GAPIŃSKI

Fot. Newspix.pl, Andrzej Zarębski

Opublikowane 26.04.2020 13:44 przez

Kamil Gapinski

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 6
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
KibicHandball
KibicHandball

Super artykuł, piszcie więcej o piłce ręcznej! Przydałyby się rankingi i quizy.

Iskra fan
Iskra fan

Bardzo fajny artykuł. Mecze Iskry i Petry to zawsze będzie święto handballa.

Marcin z Płocka
Marcin z Płocka

Dwie drobne poprawki:
1. Na schodach siedzieli i siedzą uczniowie liceów i techników, które są w pobliżu. Studentów w Płocku jest mało
2. W Płocku na starą halę mówiło się Blaszak. Chemik to potoczna nazwa szkoły, przy której hala się znajdowała.

Kamil Gapinski
Kamil Gapinski

Ja np. mówiłem Chemik, a jestem z Płocka, więc sorry 🙂

Wislak
Wislak

Panie Kamilu nie tak było!!! Karę krzyża w pierwszej połowie to Artur Niedzielski dostał za faul na Wasiaku

Nafciarz
Nafciarz

Artykuł super, wracają czasy Blaszaka. Tym bardziej nie rozumiem po co była ta cała pajacerka i walenie we własne gniazdo w twoim wykonaniu na zkontry.pl

Anglia
15.01.2021

Umarł król, niech żyje król. Wayne Rooney nie jest już piłkarzem, ale jest trenerem

Od czasu zwolnienia Phillipa Cocu w listopadzie 2020 roku, Derby County nie miało stałego trenera. Holender nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań – klub niebezpiecznie krążył nad strefą spadkową, a były piłkarz Barcelony wykręcił słabą średnią 1.25 punktu na mecz. Żegnano go bez większego żalu, ale jednocześnie nie sądzono, że bezkrólewie potrwa aż dwa miesiące. […]
15.01.2021
Weszło
15.01.2021

Zorro spod Fontanny di Trevi

Kiedy Paulo Fonseca wrzucał monetę do Fontanny di Trevi z życzeniem, żeby jeszcze wrócić do Rzymu, nie wiedział, że za kilka lat obejmie drużynę Romy jako jeden z najbardziej obiecujących trenerów młodego pokolenia. Karierę szkoleniową zaczynał na fali wielkości Jose Mourinho, ale długo kontestował jego filozofie. Z braku pieniędzy na szkolnych balach kostiumowych przebierał się […]
15.01.2021
Weszło
15.01.2021

Afera w Niemczech: piłkarze chodzą do fryzjera

Niemiecki związek zawodowy fryzjerów napisał list do DFB, w którym potępia to, że piłkarze Bundesligi mają przystrzyżone włosy. Tak, dobrze przeczytaliście. Fryzjerzy. Potępiają piłkarzy. Za przystrzyżone włosy. I piszą z tego powodu oficjalny list do DFB. Choć na pierwszy rzut oka w Bundeslidze rozgrywa się właśnie kuriozalna afera, to po zajrzeniu w nią głębiej trudno […]
15.01.2021
Blogi i felietony
15.01.2021

Superpuchar Hiszpanii poziomem przypomina polską pierwszą ligę

Nie mam zamiaru iść z kijem na czołgi, kasa w futbolu jest potrzebna, kto twierdzi inaczej albo zazdrości, bo sam nigdy nie ma pieniędzy, albo jest głupi. Gdyby nie pieniądze, futbol nie rozwijałby się tak szybko, poziom nie rósłby w równie imponującym tempie, gdyż jednak łatwiej wyszkolić dobrego zawodnika w zajebistej bazie niż na kartoflisku […]
15.01.2021
Włochy
15.01.2021

Czy to już dobry moment, aby Drągowski wykonał kolejny krok do przodu?

Dwa lata temu kariera Bartłomieja Drągowskiego znalazła się na poważnym zakręcie. Choć kilkukrotnie w następstwie różnych przyczyn wskoczył do składu Fiorentiny, to nie zdołał wykorzystać swoich szans. Efekt? Wypożyczenie ostatniej szansy do broniącego się przed spadkiem Empoli. Polski bramkarz ostatecznie nie uratował ich przed degradacją, ale dzięki kapitalnymi występom, w następnym sezonie stał się podstawowym […]
15.01.2021
Włochy
15.01.2021

Zaczynał w Romie, pokochał Lazio. Pięć mgnień Angelo Peruzziego

Trzeba przyznać, że Angelo Peruzzi już na pierwszy rzut oka wyglądał jak bramkarz. Konkretnie – bramkarz, który w weekendy stoi przy wejściu do nocnego lokalu we Władysławowie i pilnuje, by nikt nie wnosił do środka wódki, kupionej po taniości w okolicznym sklepie monopolowym. Krępy, nabity mięśniami, potrafiący odstraszyć napastnika z pola bramkowego samym spojrzeniem. No […]
15.01.2021
Weszło
15.01.2021

Skoki narciarskie bez podatku przez cały weekend eWinner!

Gotowi na weekend ze skokami narciarskimi z Pucharem Świata w Zakopanem w roli głównej? Jeśli tak myślicie, to na pewno znacie już promocję eWinner, który oferuje nam grę bez podatku przez cały weekend! A jeśli nie znacie to najwyższy czas nadrobić zaległości. Bo przed nami kilka dni narciarskiego szaleństwa w zimowej stolicy Polski. Na czym […]
15.01.2021
Weszło
15.01.2021

STANOWISKO #41 – TRANSFERY LECHA, ROZBIÓR LEGII I PARADOKS KOLEWA

Gotowi na najnowsze Stanowisko? Jeśli tak, to dobrze, bo jest o czym rozmawiać (i czego słuchać). Transfery Lecha, rozbiór Legii i paradoks naszego przyjaciela, doskonałego tancerza, znawcy win – Aleksandara Kolewa. Zapraszamy. 
15.01.2021
Weszło
15.01.2021

Na papierze ten transfer wygląda źle. Tim Hall w Wiśle Kraków

Wisła Kraków dokonała pierwszego zimowego transferu, ale umówmy się: nie da się nim zachwycić. Wielu z miejsca go krytykuje, inni w najlepszym razie mówią, żeby dać piłkarzowi czas i jeszcze nie przesądzać. Trudno jednak ukryć, że Tim Hall raczej nie wzbudza pozytywnych odczuć, gdy spojrzy się na jego dotychczasowe losy.  23-letni obrońca, z którym „Biała […]
15.01.2021
Weszło
15.01.2021

Deleu: – W polskiej piłce brakuje luzu i radości. Denerwuje mnie ten pesymizm

– Chciałbym wszczepić dzieciom miłość do piłki, uśmiech na twarzy. Wiem po sobie, że jeśli robisz coś, co kochasz, przychodzi ci to zdecydowanie łatwiej. Oczywiście trzeba też koncentracji, ale ona nie wyklucza okazywania radości w czasie uprawiania sportu. Dzisiaj bardzo często trenerzy mówią „Zrób to, zrób tamto, nie możesz tego, skoncentruj się”. Moim zdaniem trzeba […]
15.01.2021
Weszło
15.01.2021

Freebet na Puchar Świata w Zakopanem od TOTALbet!

Legalny polski bukmacher TOTALbet przygotował coś dla wszystkich fanów skoków narciarskich w Polsce! Już w ten weekend zawody Pucharu Świata zawitają do Zakopanego. To jedna z ulubionych skoczni Kamila Stocha, który zwyciężał na niej już pięciokrotnie. Najchętniej dorzuciłby zapewne kolejne triumfy do tego dorobku, bo wciąż ma szansę na triumf w klasyfikacji generalnej. A my […]
15.01.2021
Weszło
15.01.2021

Derby dla Lazio? A może Mchitarjan uratuje Romę? Piątek pod znakiem włoskiego hitu

Derby della Capitale. Mecz dwóch największych zespołów Wiecznego Miasta – Lazio i Romy, od lat elektryzuje kibiców w stolicy Włoch. Ostatnimi czasy obydwa zespoły często remisowały, nie rozstrzygając kwestii dominacji w stołecznym mieście. Jak będzie tym razem? Podpowiadamy, na co warto dziś postawić, sprawdzając oferty naszych partnerów.  Lazio Rzym – AS Roma Ostatnie mecze bezpośrednie: […]
15.01.2021
Weszło
15.01.2021

Legia bez Karbownika już zimą. Co to oznacza dla niej, a co dla niego?

Zgodnie z ustaleniami Michał Karbownik miał zostać w Polsce do końca sezonu. Nawet Mariusz Piekarski niedawno zapewniał na Twitterze, że „Karbo” nigdzie się zimą nie rusza. Ale potem zaczęły się plotki o tym, że Brighton skróci wypożyczenie i wyśle Polaka do lepszej ligi. Tak też jednak nie będzie. Bo – jak poinformował „Przegląd Sportowy” – […]
15.01.2021
Weszło
15.01.2021

Jak Legia poradziłaby sobie w Premier League? | FOOTBAL MANAGER FICTION #4

Football Managerowych testów ciąg dalszy. Sprawdziliśmy już, jak Leo Messi poradziłby sobie w Koronie Kielce. I jak wypadałaby w Ekstraklasie drużyna złożona wyłącznie ze starych Słowaków lub z polskich młodzieżowców. Teraz czas na ekspansję zagraniczną i zweryfikowanie eksperymentu o nazwie roboczej „Legia Warszawa w Anglii”. Przerzuciliśmy legionistów do Premier League, puściliśmy dziesięcioletnią symulację i sprawdziliśmy, […]
15.01.2021
Weszło
15.01.2021

PRASA. Zwoliński zastąpi Kante w Legii?

W piątkowej prasie m.in. kilka doniesień transferowych, na czele z zainteresowaniem Łukaszem Zwolińskim ze strony Legii, rozmowa z Wojciechem Stawowym, sylwetka Albina Granlunda ze Stali Mielec i echa odrzuconego wniosku władz Chorzowa o dofinansowanie budowy nowego stadionu. PRZEGLĄD SPORTOWY Bartosz Salamon już strzela dla Lecha Poznań, co dało zwycięstwo nad tureckim drugoligowcem Bandirmasporem. Przede wszystkim […]
15.01.2021
Weszło
15.01.2021

„W innych ligach skrzydłowy jedzie na obrońcę. U nas szuka się dośrodkowania”

– W Lubinie pokazano mi cały ośrodek, który robił wrażenie, był zrobiony jeszcze na świeżo. We Wronkach mieliśmy dwa boiska, dojeżdżaliśmy do Popowa na treningi, a na sztuczną murawę dojeżdżaliśmy po godzinie do Tarnowa, więc czasem trzeba było nocą wracać. A w Lubinie bursa stoi obok boiska, dlatego to wywarło na mnie wrażenie. W Lechu […]
15.01.2021
Hiszpania
14.01.2021

El Clasico w finale Superpucharu Hiszpanii? Otóż nie, z Barceloną zagra Athletic

Wczoraj z rywalizacji o Superpuchar Hiszpanii odpadł Real Sociedad. Dzisiaj z mini-turniejem pożegnał się natomiast Real Madryt. „Królewscy” nie zmierzą się zatem w finale z FC Barceloną, choć de facto byli jedynym zespołem w stawce, który coś w 2020 roku wygrał. Dzisiaj lepszy od madryckiej ekipy okazał się jednak Athletic Bilbao. Baskowie z trudem dowieźli […]
14.01.2021
Blogi i felietony
14.01.2021

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

To zabawne, jak wybiórcza jest pamięć. Pod mnóstwem względów. Dla mnie na przykład pod względem Rakowa Częstochowa. Bo choć Raków Częstochowa przez sto lat swojego istnienia w Ekstraklasie był ledwie chwilę, tak przez to, że gdy akurat wpadałem w sidła piłki w niej się znajdował, zawsze uważałem, że naturalnym ligowym porządkiem jest Raków w Ekstraklasie. […]
14.01.2021