Wiosną 1995 roku byli bohaterami całego Płocka. Ludzie ich kochali, bo wywalczyli pierwszy tytuł mistrzów Polski w historii. Ale ważniejsze od samego trofeum było co innego: że po złote medale sięgnęła drużyna złożona… niemal z samych wychowanków. 14 z 15 piłkarzy ręcznych ówczesnej Petrochemii to byli zawodnicy ukształtowani w klubie od nastolatka. Zawodnicy, których kibice mijali regularnie na deptaku Starego Rynku, z którymi widywali się w lokalnych kinach czy restauracjach. Dlatego byli fanom tak bliscy, dlatego ich sukces cieszył wszystkich podwójnie.

Mistrzostwo Polski zdobyte wychowankami, czyli historia Petrochemii z sezonu 1994/95

***

Odszedł. Ludzie nie chcieli w to uwierzyć, nie mogli pogodzić się z jego decyzją. Andrzej Mokrzki był najlepszym strzelcem drużyny. I całej ligi. Wykonywał rzuty karne, kończył akcje z drugiej linii, szalał na kole. Człowiek-orkiestra. Która nagle przestała grać dla Petrochemii i wybrała zagraniczną przygodę.

Po takiej stracie jakoś głupio było mówić o medalu, nie wspominając o tytule. Szczególnie, że z „Mokrym” w składzie też nie udało się go zdobyć. Ba, w sezonie 93/94 nawet srebrne krążki okazały się być poza zasięgiem. Zamiast płocczan na szyje założyli je zawodnicy Warszawianki. Bolało, ale nie tak bardzo, jak fakt, że mistrzem znowu został odwieczny rywal, kielecka Iskra.

Po odejściu Mokrzkiego nie załamał rąk. Wiedział, że jego sytuacja jest trudna, niektórzy mogliby nawet uznać, że beznadziejna. Zamiast rozczulać się nad sobą i klubem, wziął się za ciężką pracę. Uznał, że skoro niektóre zespoły mogą mieć nieco mocniejszy skład, to jego drużyna musi nadrobić ten fakt przygotowaniem kondycyjnym. W tamtych czasach piłkarze ręczni nie biegali tyle, co teraz. Grało się bardziej na stojąco, zdawał sobie z tego sprawę. Trener Bogdan Zajączkowski miał wizję i nie zawahał się jej zrealizować.

***

Znad Wisły na płockie Wzgórze Tumskie prowadzi urokliwa droga składająca się z kilkuset schodów. Gdy jest ciepło, często siadają na nich studenci. Obserwują rzekę i zachód słońca racząc się jednocześnie tanim winem.

Latem 1994 roku w tym miejscu pojawiła się jeszcze inna grupa ludzi. Ich skojarzenia ze schodkami nie mogły być równie piękne. Głównie dlatego, że zamiast na nich siedzieć i delektować się przyjemnym, słonecznym popołudniem, musieli po nich biegać. Setki razy. To bolało, ale nie protestowali. Nie narzekali też, gdy prawie pięćset kilometrów dalej, w Nowym Sączu, zdarzało im się ćwiczyć za jednym razem po trzy godziny. Ci goście nie marudzili, bo liczyli, że katorżnicza praca przyniesie efekt.

***

Pięć punktów. Tyle stracili w pierwszej części sezonu, w jedenastu meczach. Szału nie ma, dramatu też nie. Z pozytywów – w obronie stanowili prawdziwy monolit. Dali sobie wbić tylko 235 goli, o 29 mniej od Iskry. Ci przeklęci kielczanie znowu ich wyprzedzali, ale tylko o punkt. Nieśmiałe myśli o złocie zaczynały kiełkować w niektórych głowach.

Po rundzie rewanżowej musiał je mieć już każdy z Nafciarzy.

No bo jak tu nie marzyć o tytule, skoro ograło się u siebie wicemistrza Polski z Warszawy aż 33:22? Jak nie zastanawiać się nad przyszłym triumfem, skoro znalazło się sposób na Iskrę, i to w Kielcach?! Wynik 27:25 był jasnym komunikatem w stronę rywali – zamierzamy was zepchnąć z tronu. W jedenastu meczach Petrochemia straciła tylko punkt.

Przyszedł czas na play-offy.

***

Zadyszka? Zbytnia pewność siebie? A może jedno i drugie? Ósmy w tabeli Hutnik nie mógł nawet marzyć o tym, żeby przeciwstawić się w ćwierćfinale płocczanom, a jednak ograł ich u siebie dwoma trafieniami! Może gdyby drugie spotkanie rozgrywano w Krakowie, bylibyśmy świadkami wielkiej niespodzianki. A tak Zajączkowski odpowiednio zmobilizował swoich ludzi, którzy w Chemiku wygrywają siedmioma i dziewięcioma bramkami (2:1 w meczach). To były spotkania bez historii, podobnie jak półfinały ze Śląskiem Wrocław, zakończone wygraną Nafciarzy 3:0.

***

Bramkarz Andrzej Marszałek wymierzył przeciwnikowi policzek. Nie wytrzymał licznych prowokacji rywali i mimo że był najstarszym, najbardziej doświadczonym zawodnikiem w drużynie, dopuścił się rękoczynu na Dariuszu Wciśle. Była dwudziesta minuta drugiego finału. Mogło się wydawać, że tytuł mistrzowski po raz kolejny wymyka się Petrochemii z rąk.

A przecież rywalizacja zaczęła się dla płocczan tak pięknie. Pierwsze starcie o złoto wygrali 30:28, w drugim mieli pójść za ciosem. Nie spodziewali się jednak, że to ich zawodnik zada go rywalowi. W efekcie sędziowie pokazali „Bibanowi”… znak krzyża, co oznaczało wtedy w piłce ręcznej grę w w osłabieniu jednego gracza do końca meczu, w tym przypadku aż przez 40 minut.

***

Chemik to legendarna płocka hala. Mieściło się w niej maksymalnie 1000 kibiców, ale zazwyczaj byli to fanatycy potrafiący stworzyć niesamowitą atmosferę. O skali ich miłości do klubu świadczyło jedno – na półtorej godziny przed ważnymi meczami na trybunach nie było skrawka wolnej przestrzeni. W tamtych czasach zamiast na numerowanych krzesełkach ludzie siadali na długich ławach, dlatego robili wszystko, by pojawić się w hali jak najwcześniej i zająć perfekcyjne miejsce. Kto się spóźnił, mógł oglądać mniej więcej 80% parkietu. Pozostałe 20 % zasłaniały filary.

I właśnie ci maniacy handballu postanowili zrobić wszystko, żeby ponieść swój zespół do wygranej, mimo gry w permanentnym osłabieniu, które można w tym przypadku porównać do walki 9 na 11 na piłkarskim boisku. Nigdy wcześniej ani później nie słyszałem w Chemiku takiego tumultu, a odwiedziłem ten obiekt pewnie z 500 razy w życiu.

Ci wszyscy ludzie czekali na cud i w 43. minucie go doświadczyli. Petrochemia wyszła wtedy na prowadzenie i nie oddała go już do końca meczu. Doping plus wspaniałe przygotowanie kondycyjne – oto recepta na sukces w beznadziejnej sytuacji.

2:0 i przenosimy się do Kielc. Czy Nafciarze będą świętować pierwszy tytuł mistrzowski w jaskini lwa?

Nie tym razem. Iskra zdołała odpowiedzieć na dwa płockie ciosy swoimi uderzeniami. Chemik po raz trzeci i ostatni miał więc być gospodarzem wielkiego finału ’95.

Kibice, dziennikarze, eksperci, a pewnie i sami zawodnicy spodziewali się meczu, w którym o tytule zadecyduje jeden rzut. Spotkania toczonego nawet nie tyle na ostrzu noża, co żyletki.

Jakież więc było zdziwienie wszystkich, gdy okazało się, że obejrzeli jeden z najbardziej jednostronnych finałów w historii. Petrochemia rozwalcowała w nim Iskrę 33:18. Fani z Kielc nawet przez minutę tego spotkania nie mogli mieć nadziei, że zakończy się ono dla nich sukcesem.

Młody, 36-letni trener Zajączkowski mógł uśmiechnąć się pod imponującym wąsem. Sięgnął po pierwsze w historii klubu złoto, choć latem 1994 roku nawet miejsce na podium wydawało się być poza zasięgiem. Co więcej, dokonał tego za pomocą czternastu chłopaków wychowanych na miejscu plus Krzyśka Wróblewskiego. Gościa z Warszawy, którego wszyscy w Płocku kochali jednak jak swojego.

W tej opowieści nadszedł czas na przedstawienie lokalnych bohaterów z tamtych lat.

***

BRAMKARZE

ANDRZEJ MARSZAŁEK

Król kontry w pierwsze tempo. Słynął z tego, że potrafił podać oddalonemu o 30 m skrzydłowemu piłkę z centymetrową dokładnością. Niewielu bramkarzy przed nim i po nim w polskiej piłce ręcznej posiadło tę umiejętność.

Jedna z największych legend w historii Wisły i to licząc obie sekcje. Zdobył z nią sześć złotych i dziesięć srebrnych medali MP!

Jeszcze po czterdziestce z łatwością łapał rzuty rywali, którzy mogliby być jego synami.

ARTUR GÓRAL

Siła spokoju. Zagrał ponad 100 meczów w reprezentacji Polski, wielu uważa, że gdyby nie ciężka kontuzja, jakiej doznał mając 28 lat, zrobiłby karierę na poziomie Sławomira Szmala.

W życiu nie widziałem na żywo bardziej makabrycznego urazu. W spotkaniu z Pogonią Zabrze Janusz Bykowski spadł na nogę Artura. Trzasnęła kość podudzia. Przerażająca cisza mieszała się w Chemiku z jego upiornym krzykiem. Dziś jest to nie do pomyślenia, ale wtedy na meczu… nie było pomocy medycznej. W oczekiwaniu na karetkę płockiemu bramkarzowi pomagała jego żona, która wbiegła na parkiet i ułożyła sobie głowę zrozpaczonego zawodnika na udach.

JAROSŁAW KRZEMIŃSKI

Ten trzeci.

W mistrzowskiej drużynie pojawiał się rzadko, ale zdaniem Zajączkowskiego najlepiej ze wszystkich bramkarzy bronił rzuty ze skrzydła. Siedzenie na ławce w pewnym momencie kariery irytowało go tak bardzo, że… udał się do domu Marszałka z pytaniem, kiedy Andrzej wreszcie przejdzie na emeryturę. Zawodnicy ówczesnej Petrochemii do dziś płaczą ze śmiechu, gdy wspominają tę anegdotę.

ROZGRYWAJĄCY

WIESŁAW MICHALSKI

W 1995 roku nie brakowało ligowców, którzy najzwyczajniej w świecie… się go bali. W obronie był bowiem kilerem nie do przejścia. W ataku też dawał radę. W jego grze nie było wielkiej finezji, opierała się na sile, ale rzucał wyjątkowo skutecznie. W mistrzowskim sezonie godnie zastąpił Mokrzkiego, to najlepiej świadczy o jego klasie.

PIOTR KLUCZNIK

Jedyny (!) leworęczny rozgrywający w zespole. Potrafił zrobić użytek ze swoich 198 cm wzrostu. Jego rzuty z II linii wielokrotnie ratowały Petrochemii w sezonie 94/95 skórę. Łącznie zdobył  w lidze 110 bramek.

KRZYSZTOF KISIEL

Czytał grę jak nikt inny w klubie. Zajączkowski uważa go za mózg swojej drużyny. Ja: za jednego z największych twardzieli w historii Nafciarzy. Świadczy o tym sytuacja z jednego z finałów Pucharu Polski, kiedy Krzyśkowi złamano nos. Kisiel dowiedział się, że po drugiej stronie ulicy jest szpital, po czym od razu pobiegł na izbę przyjęć, żeby go nastawić. Drobny zabieg przeprowadzono błyskawicznie, a rozgrywający zdążył jeszcze wrócić na parkiet i… zdobyć bramkę, która dała Petrochemii wygraną.

SEBASTIAN MAŃKOWSKI

W zespole wyróżniał się bogatym repertuarem rzutów przy wykonywaniu karnych. Do Płocka wrócił po dłuższej przerwie, w trakcie której grał i studiował w Gdańsku. Z początku niełatwo było mu się odnaleźć w szatni, ale w końcu – dzięki Krzemińskiemu, z którym grał w juniorach – złapał z kolegami dobry kontakt. Wróżono mu międzynarodową karierę, której, niestety, nie zrobił. Z tego powodu w mieście od lat mówi się o nim głównie jako o niespełnionym talencie.

MAREK KRYSIŃSKI

Zajączkowski mówi nam, że prezentował styl „kamikadze”. Czyli wchodził w obronę rywali nie przejmując się za bardzo faktem, że jeden z nich może mu na przykład wybić zęba lub bark. „Efektownie rzucić, szybko do obrony wrócić” – takie było jego hasło. Być może to beztroskie podejście było efektem młodego wieku – w mistrzowskim sezonie liczył sobie zaledwie 19 lat. Podobnie jak Mańkowskiemu, i jemu nie udało się wypłynąć na szerokie wody.

MAREK WITKOWSKI

Zamiast brylować w barwach Petrochemii, wyjechał na studia dzienne do Warszawy. Klub puścił go do stolicy bez żalu, jakoś nie poznano się wtedy na jego talencie.

O ironio, w jednym z turniejów towarzyskich błysnął w barwach AZS-u AWF-u właśnie w meczu z płocczanami. Zajączkowski uznał po namyśle, że ten chłopak mu się przyda. Roczne zesłanie do stolicy zostało zakończone. A Witkowski rozpoczął piękną seniorską przygodę z klubem, którego przez lata był podporą.

Niewysoki jak na rozgrywającego z tamtych lat, mierzy 191 cm. Braki wzrostowe nadrabiał świetną techniką i sprytem. Niektórzy uważają, że urodził się o dekadę za wcześnie, ponieważ jego styl idealnie pasowałby do współczesnej piłki ręcznej.

TOMASZ MARCINIAK

Kumpel Witkowskiego z drużyny juniorów. Kiedy w niej grali, obaj snuli marzenia o zrobieniu międzynarodowych karier. Udało się tylko Markowi, Tomka zatrzymała poważna choroba. Ma stwardnienie rozsiane, przez które musiał przedwcześnie rozstać się ze światem sportu.

SKRZYDŁOWI

PIOTR PIÓRKOWSKI

Praworęczny zawodnik, który… grał na prawym skrzydle. Dziś to sytuacja nie do pomyślenia, wtedy dawał sobie radę, potrafił naprawdę efektownie rzucić z odchylenia.

Na głęboką wodę rzucono go, gdy Krzysztof Wróblewski pauzował przez dłuższy czas z powodu zapalenia opon mózgowych. Piotrek nie utonął, co więcej, świadkowie meczów z jego udziałem uważają, że „pływał” całkiem efektownie.

Do pierwszej drużyny po latach przebił się też jego młodszy brat Mariusz, bramkarz, ale nie zrobił w niej oszałamiającej kariery.

KRZYSZTOF WRÓBLEWSKI

Cała handballowi Polska żyła jego snajperskimi pojedynkami z Robertem Nowakowskim z Iskry. Obaj byli skrzydłowymi z najwyższej półki, do dziś kibice wspominają ich wkrętki z zerowego kąta, którymi pokonywali czołowych bramkarzy w kraju i w Europie.

W mistrzowskim sezonie był kapitanem drużyny, został też królem strzelców. Następnie… poszedł w ślady Mokrzkiego i złamał serca kibicom. Dlaczego odszedł z Petrochemii? Tak wyjaśniał to w rozmowie z klubową stroną, w 2012 roku: „Trochę mi się zespół rozsypał. Moi przyjaciele Wiesiek Michalski i Piotrek Klucznik powyjeżdżali za granicę. W Płocku stworzyła się trochę inna atmosfera, która niekoniecznie mi odpowiadała. Powiem szczerze, że miałem również potrzebę finansową. Kończyłem studia i coś trzeba było z sobą zrobić. Ciągnęło mnie do zmian, bo bałem się, że wpadnę w rutynę. W wakacje dosyć przypadkowo trafiłem na trening Saarbrucken, gdzie zaproponowano mi grę.”

DOMINIK JAKUBIAK

Ma ponad 190 cm wzrostu, jak na skrzydłowego było to wówczas naprawdę sporo. Zajączkowski zachęcał go więc do rzucania po obiegu, czyli po zejściu z lewej strony parkietu do środka. W tym elemencie był wówczas najgroźniejszym zawodnikiem w Polsce.

Z Wisłą zdobył jeszcze jeden tytuł, w 2002 roku. Potem wyjechał do Francji, w której mieszka do dziś. Jego syn Patryk ma 20 lat i zapowiada się na niezłego gracza.

ARTUR NIEDZIELSKi

Król przechwytów – często stał na tak zwanej „jedynce” i próbował przejąć podania rozgrywających, a następnie ruszyć na bramkę rywala z kontrą. Być może był wówczas najszybszym zawodnikiem w ekstraklasie. Kluczowa postać w defensywnym systemie Zajączkowskiego.

Wraz z Markiem Witkowskim był autorem jednego z najgłośniejszych transferów tamtych lat. Oto dwaj rodowici płocczanie postanowili… odejść do Iskry. Szok, skandal, niedowierzanie.

W Kielcach nie zostali jednak na długo, uznali bowiem, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

OBROTOWY

MICHAŁ DĘBSKI

Straszny dynamit w grze z kontrataku. Był szybki i wytrzymały, nauczył się biegać jako nastolatek, kiedy z powodzeniem startował w przełajach. Bardzo trudny do przejścia w obronie. Jak wspomina Marek Witkowski, „Michał nie reagował na zwody przeciwników”.

Te wszystkie cechy muszą imponować, bo przecież po pierwsze mówimy o kołowym, po drugie o gościu, który ma tylko 186 cm wzrostu.

TRENER

BOGDAN ZAJĄCZKOWSKI

Przez osiem lat pobytu w klubie zawsze zdobywał medal mistrzostw kraju. Udana praca w Płocku zaowocowała podpisaniem kontraktu ze Związkiem Piłki Ręcznej w Polsce.

Zajączkowski był ostatnim selekcjonerem kadry przed Bogdanem Wentą. Niestety, nie mógł pochwalić się takimi sukcesami, jak jego następca. Jego największym osiągnięciem było 10. miejsce na MŚ w Portugalii. Szału nie ma, ale też trzeba pamiętać, że doświadczeni zawodnicy tamtej drużyny prezentowali o klasę niższe umiejętności niż gwiazdy kadry Wenty. Przyszli medaliści mistrzostw świata byli z kolei wtedy jeszcze za mało doświadczeni, by postawić się najlepszym.

W 2006 roku powrócił do Wisły, z którą podczas drugiej kadencji sięgnął po złoto i srebro MP, a także dwa krajowe puchary. Dziś pracuje w Płocku, jako zastępca dyrektora Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Jest też aktywny sportowo – biega półmaratony – i muzycznie: potrafi… grać na saksofonie.

LEKARZ

ZBIGNIEW OŚKA

Przedmeczowa prezentacja drużyny zawsze miała jednego bohatera – klubowego lekarza. Za każdym razem zbierał największe brawa od kibiców, w tym aspekcie Marszałek czy Wróblewski nie mogli się z nim równać. Skąd ta szalona popularność? Otóż na co dzień pracował w zakładowej przychodni Petrochemii, w której leczył wielu fanów, dlatego traktowali go z niesamowitą estymą.

Zajączkowskiemu imponowało jego oko do urazów – kiedy jakiś zawodnik doznał kontuzji na meczu lub treningu, Ośka od razu diagnozował co się stało. Późniejsze prześwietlenia prawie zawsze potwierdzały opinię pana doktora Zbigniewa.

****

Konfetti po zdobyciu tytułu zostało posprzątane, złote medale odstawiono na półki, alkohol wyparował już z organizmów. Czas na urlop? Niekoniecznie, bo do wygrania było coś jeszcze – Puchar Polski.

Bogdan Zajączkowski nie zamierzał odpuszczać tych rozgrywek. Wizja zdobycia podwójnej korony była dla niego zbyt smakowita.

***

W 1995 roku kibice Petrochemii musieli mieć mieszane wrażenia, gdy myśleli o… Mielcu. W tym mieście piłkarze nożni „przyklepali” spadek z ekstraklasy w debiutanckim sezonie. W tym mieście ich koledzy z sekcji szczypiorniaka stanęli naprzeciwko Iskry w finale krajowego pucharu.

Czy musimy kogoś specjalnie przekonywać, jak bardzo zdeterminowani byli kielczanie, żeby zrewanżować się Nafciarzom za kompromitującą porażkę z Chemika? Chęć wygranej w ich szeregach była poza jakąkolwiek skalą. Chcieć to móc? Cóż, nie w tym przypadku. Drużyna Zajączkowskiego jeszcze raz pokazała rywalom miejsce w szeregu, choć tym razem ich nie zmiażdżyła. 31:29 i szczęśliwi po robocie Nafciarze mogli zaśpiewać słynną pieśń „puchar jest nasz, puchar do nas należy!”.

Petrochemia była pierwszą drużyną od 21 lat, która zdobyła zarówno mistrzostwo, jak i krajowy puchar. Kibicom wydawało się, że w następnych sezonach chłopcy z Płocka zdominują ligę. Nie mogli wtedy wiedzieć, że kilku z nich szybko opuści klub, a na kolejne mistrzostwo Nafciarze będą czekać aż siedem długich lat…

KAMIL GAPIŃSKI

Fot. Newspix.pl, Andrzej Zarębski

Suche Info
24.09.2022

Afonso Sousa z pięknym golem w reprezentacji U-21 [WIDEO]

Piłkarz Lecha Poznań, Afonso Sousa popisał się kapitalnym trafieniem dla reprezentacji Portugalii U-21 w wygranym 4:1 towarzyskim meczu z Gruzją. 22-letni pomocnik pojawił się na boisku w 46. minucie, zmieniając Andre Almeidę. Poniżej jego kapitalne trafienie z dystansu. Zdjął pajęczynę! Znakomity gol Afonso Sousy w barwach młodzieżowej reprezentacji w towarzyskim meczu z Gruzją. pic.twitter.com/rGW7JcduQS — Radek Misiura (@Radek_Misiura) September 24, 2022 Afonso Sousa trafił […]
24.09.2022
Suche Info
24.09.2022

Groźne zderzenie Ronaldo z bramkarzem. CR7 zalał się krwią [WIDEO]

Już po niespełna piętnastu minutach meczu Czechy – Portugalia w Lidze Narodów doszło do nieprzyjemnego starcia z udziałem Cristiano Ronaldo. CR7 w walce o piłkę zderzył się z Tomaszem Vaclikiem. Rozbił nos i zaczął mocno krwawić. Na szczęście nic poważnego nie stało się Portugalczykowi po tym starciu z czeskim bramkarzem i mógł wrócić do gry. Lekarze zatamowali krwawienie, a z nosem Cristiano Ronaldo jest wszystko w porządku. Cristiano Ronaldo znokautowany w meczu Czechy […]
24.09.2022
Weszło
24.09.2022

Michniewicz: – Mecz ze Szwecją? To już nowa reprezentacja

Na konferencji prasowej przed meczem z Walią, na której przepytano Czesława Michniewicza i Wojciecha Szczęsnego, padło wiele konkretów. Nasz bramkarz uważa, że za dużo dyskutujemy na temat formacji. Selekcjoner uderza w podobne tony twierdząc, że nie ma znaczenia, czy wyjdziemy trójką czy ósemką obrońców, liczy się wykonywanie założeń. Jednocześnie zauważa, że w porównaniu do zespołu, który wywalczył awans w Chorzowie, to już nowa drużyna. Dowiedzieliśmy się o sytuacji Szymańskiego (odniósł drobną kontuzję na rozgrzewce przed meczem z Holandią), Dawidowicza (wrócił […]
24.09.2022
Suche Info
24.09.2022

Eden Hazard: – Czuję się dobrze w Realu, ale chcę grać więcej

Przed meczem Belgia – Holandia w Lidze Narodów Eden Hazard, kapitan reprezentacji „Czerwonych Diabłów” wziął udział w konferencji prasowej, gdzie wypowiedział się o swojej aktualnej sytuacji w Realu Madryt i o budowaniu optymalnej formy na mistrzostwa świata w Katarze. – Przechodziłem przez trudne momenty. Chcę grać, a nie gram. Czuję się dobrze w Realu Madryt. Po prostu gram mniej (śmiech). Jednak kiedy gram, gram dobrze. To delikatna sytuacja… Chcę grać więcej. Wiem, że mogę […]
24.09.2022
Suche Info
24.09.2022

Brazylijczyk z Karabachu zagra dla Polski? „Toczyły się dyskusje na ten temat”

Kady Iuri Borges Malinowski piłkarz Karabachu Agdam w rozmowie z serwisem Futbolinfo.az wyznał, że jeden z przedstawicieli PZPN pytał Brazylijczyka o jego pochodzenie i chęć reprezentowania Polski. W I rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów Lech Poznań mierzył się z Karabachem Agdam. Mistrzowie Polski mile nie wspominają tego dwumeczu, a w szczególności rewanżu, w którym rywale pokazali im lekcję futbolu. Azerowie wygrali 5:1, a dwa gole w tym meczu były autorstwa Kady’ego, bohatera całego […]
24.09.2022
Suche Info
24.09.2022

Wzruszający wpis Zalewskiego w dzień rocznicy śmierci ojca

Dokładnie rok temu zmarł Krzysztof Zalewski, ojciec Nicoli, obecnego reprezentant Polski. Piłkarz AS Romy opublikował wzruszający wpis na Instagramie, którym uczcił jego pamięć.  – Jak ten czas szybko leci, już minął rok odkąd odszedłeś, a wydaje się jakby to było wczoraj. Spójrz na to zdjęcie.. to zawsze było Twoje marzenie, NASZE marzenie. Zawsze mi powtarzałeś: „Czekam tylko na Twój debiut w reprezentacji, a potem mogę odejść”, wydawało się, że to było zrobione […]
24.09.2022
Inne sporty
24.09.2022

Hurkacz nie obroni tytułu w Metz

Hubert Hurkacz mógł wykorzystać to, że większość czołowych tenisistów globu zameldowało się na Pucharze Lavera. I wygrać słabiej obsadzony turniej w Metz, który zresztą zgarnął już w zeszłym roku. Ale niestety Polak – mimo przekonującej gry w poprzednich rundach – został zatrzymany na etapie półfinałów przez Lorenzo Sonego. Tym samym maleją szanse naszego tenisisty na udział w ATP Finals. Niezwykle cicho było w ostatnich tygodniach wokół Huberta Hurkacza. […]
24.09.2022
Inne sporty
24.09.2022

Najlepsi lekkoatleci 2022 roku. Kto błyszczał najjaśniej?

Końcówka września przyniesie jeszcze parę niszowych imprez, ale i tak nie ma wątpliwości – wielkie lekkoatletyczne emocje dobiegły praktycznie końca. To zatem dobra pora na podsumowania i prześledzenie, kto w tym roku robił szczególne wrażenie. Przed wami nasz ranking najlepszych lekkoatletów sezonu 2022. Kogo zabrakło? Paru znakomitych zawodników niestety nie załapało się do tego zestawienia. Paweł Fajdek sięgnął w lipcu po piąty tytuł mistrza świata w rzucie młotem. Ale niestety – […]
24.09.2022
Inne sporty
24.09.2022

Tak odchodzi legenda. Roger Federer oficjalnie zakończył karierę

W tym spotkaniu rezultat nie miał żadnego znaczenia. Liczył się tylko on, po raz ostatni występujący oficjalnie na korcie. Zdrowie nie pozwalało mu już wystąpić w meczu gry pojedynczej, zatem do pary debla wybrał największego rywala z czasów swojej kariery – Rafę Nadala. Roger Federer dziś oficjalnie zakończył tenisową karierę. Po 24 latach gry Szwajcar, dwudziestokrotny mistrz wielkoszlemowy, powiedział pas. I chociaż to wyświechtane stwierdzenie, to w przypadku Federera trudno […]
24.09.2022
Siatkówka
23.09.2022

Siatkarki przeszły próbę charakteru. Polska – Chorwacja 3:1

Zaczęło się spokojnie – Polki w pierwszym secie rozprawiły się z Chorwatkami, nie dając rywalkom dojść do głosu. Później poznaliśmy urok kobiecej siatkówki. Okej, w tym sporcie – również w jego męskiej odmianie – set setowi potrafi być nierówny. Ale kiedy rywalki z Bałkanów wygrały drugą partię, a w trzeciej prowadziły już 16:8(!), mogło się wydawać, że jest po zawodach, a Biało-Czerwone rozpoczną mistrzostwa świata od porażki. Ale nasze siatkarki […]
23.09.2022
Inne sporty
23.09.2022

Hurkacz pewnie awansował do półfinału Moselle Open

Tak powinien wyglądać mecz faworyta z outsiderem – zawodnikiem solidnym, ale jednak takim, który na papierze jest skazany na porażkę. Rzecz w tym, że Hubert Hurkacz często w podobnych przypadkach zawodził. Rozpraszał się. Do tego stopnia, że sam przysparzał sobie niepotrzebnych kłopotów, lub nawet przegrywał mecze, których przegrać nie miał prawa. Na szczęście dziś w ćwierćfinale Moselle Open nic takiego nie miało miejsca. Faworyt z Polski pewnie pokonał Arthura Rinderknecha 6:3, 6:2 […]
23.09.2022
Piłka nożna
23.09.2022

Świątek vs futbol. Iga przegrywa tylko z reprezentacją

Sukcesy Igi Świątek śledzi coraz więcej widzów w Polsce. Równie wielu odbiorców mają spotkania Barcelony z Robertem Lewandowskim. W bezpośrednim zestawieniu popularności obojga sportowców w kraju wygrywa tenisistka, a za granicą piłkarz. To nie są jedyne ciekawe dane płynące z ExpressVPN. Przed derbami Madrytu w sieci rozgorzała dyskusja na temat oprawy spotkań LaLiga. Mecz Barcelony z Cadiz zapowiedziano półtoragodzinnym studiem, natomiast na spotkanie Realu z Atletico poświęcono tylko kilka chwil przed pierwszym gwizdkiem […]
23.09.2022
Liczba komentarzy: 6
Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
KibicHandball
KibicHandball
2 lat temu

Super artykuł, piszcie więcej o piłce ręcznej! Przydałyby się rankingi i quizy.

Iskra fan
Iskra fan
2 lat temu

Bardzo fajny artykuł. Mecze Iskry i Petry to zawsze będzie święto handballa.

Marcin z Płocka
Marcin z Płocka
2 lat temu

Dwie drobne poprawki:
1. Na schodach siedzieli i siedzą uczniowie liceów i techników, które są w pobliżu. Studentów w Płocku jest mało
2. W Płocku na starą halę mówiło się Blaszak. Chemik to potoczna nazwa szkoły, przy której hala się znajdowała.

Kamil Gapinski
Kamil Gapinski
2 lat temu

Ja np. mówiłem Chemik, a jestem z Płocka, więc sorry 🙂

Wislak
Wislak
2 lat temu

Panie Kamilu nie tak było!!! Karę krzyża w pierwszej połowie to Artur Niedzielski dostał za faul na Wasiaku

Nafciarz
Nafciarz
2 lat temu

Artykuł super, wracają czasy Blaszaka. Tym bardziej nie rozumiem po co była ta cała pajacerka i walenie we własne gniazdo w twoim wykonaniu na zkontry.pl