Ostatnie zapowiedzi rządu przywróciły nadzieję również środowisku piłkarskiemu. Początkowe obawy, że futbol zniknie z naszej rzeczywistości na długie miesiące zaczynają powoli ustępować nadziei, że nawet obecny sezon nie jest jeszcze do końca stracony. Na razie nadal niczego nie wiemy na pewno, pytań jest więcej niż odpowiedzi, ale coraz bardziej rzeczywisty kształt przyjmuje plan powrotu do ligi gdzieś na przełomie maja i czerwca.

Czy powrót do ligi to naprawdę kwestia paru tygodni?

Ramowy plan działań zdradził nam wczoraj profesor Krzysztof Pawlaczyk, współpracujący na co dzień z Lechem Poznań, a dziś pracujący w ramach spec-grupy powołanej w celu zaprojektowania planu powrotu do grania w Ekstraklasie.

20 kwietnia zaczynamy izolację sportową, która ma trwać 14 dni i okres treningów indywidualnych.  Liczymy, że około 25-27 kwietnia będziemy mogli trenować na boiskach klubowych. Po dwóch tygodniach izolacji wykonujemy test u wszystkich zawodników i mamy nadzieję, że będzie to też moment, kiedy otrzymamy zgodę, że możemy rozpocząć treningi w zespołach pięcioosobowych. Przez kolejne siedem-dziesięć dni trenujemy w takich zespołach i wierząc w to, że w okresie 15-20 maja sytuacja epidemiologiczna w Polsce ulegnie poprawie – dostaniemy pozwolenie na normalne treningi całymi drużynami – nakreślał w rozmowie z nami, co momentalnie wywołało reakcję w całym środowisku.

Właściciel Wisły Kraków, Jarosław Królewski, podkreślał u siebie na Twitterze, że to na razie roboczy projekt, który musi zostać bardzo mocno przedyskutowany w środowisku – co nieco zmniejsza wiarę w to, że już w poniedziałek wejdziemy na ścieżkę powrotu do grania. Wątpliwości płyną też z innych klubów Ekstraklasy, a nie jest wielką tajemnicą, że najbardziej do grania prą po prostu najmocniejsi – bo i oni też ponoszą największe straty.

Całość zresztą doskonale wpisuje się w tło wszystkich konfliktów w naszej piłce w ostatnich latach – mocni uważają, że to oni ciągną całą ligę, więc powinni mieć również decydujący głos przy określaniu strategii, biedni czują się marginalizowani, a momentami wręcz wyzyskiwani. Czy to temat podziału praw telewizyjnych, czy też ustalania reguł poszerzania ligi – oś sporu kształtuje się dość podobnie. Nie inaczej jest i teraz, co w sumie oddaje nawet wywiad z profesorem Pawlaczykiem, który wskazywał, że grupie pracującej nad powrotem do grania przewodniczy Tomasz Zahorski z Legii, a główne role odgrywają specjaliści od medycyny z Poznania i Warszawy.

Zostawmy jednak przepychanki, zapytajmy wprost: czy to w ogóle jest możliwe, czy to faktycznie wejdzie w życie i przede wszystkim – jak to ma praktycznie wyglądać?

Według naszych informacji – część klubów nadal jest dość sceptyczna i wcale nie wynika to wyłącznie z takich kwestii jak pozycja w tabeli czy strata z tytułu opuszczonych dni meczowych. Co prawda we wszystkich klubach trwa bardzo gorący weekend, najeżony spotkaniami i naradami, ale według naszych informacji to raczej nie jest konstruowanie 50-osobowych list z nazwiskami wyznaczonymi do rozpoczęcia izolacji już od poniedziałku. Na razie to bardziej formułowanie zestawu pytań, które mają zostać zadane twórcom strategii. Co w przypadku znalezienia zarażonego piłkarza? Co z piłkarzami zagranicznymi wracającymi z kwarantanny? Co z regulacjami prawnymi? Wątpliwości pojawiają się wszędzie, od Szczecina po Kielce i zapewne 20 kwietnia zamiast rozpoczęcia „izolacji sportowej” będziemy świadkami startu Q&A z ludźmi, którzy nakreślili cały plan powrotu do grania.

Trzeba jednak przyznać – wątpliwości dotyczą przede wszystkim tego, co ma się stać za około 2 tygodnie, czyli w trakcie powrotu do w miarę normalnych zajęć oraz później, gdy przyjdzie grać. Okres „izolacji sportowej” jest do wprowadzenia właściwie od zaraz, bez konieczności jakichkolwiek zmian prawnych.

Tak, scenariusz, w którym od poniedziałku rozpoczynamy ten okres obserwacji zawodników i sztabów szkoleniowych jest jak najbardziej możliwy, on nie wymaga żadnych zmian w prawie. Tak naprawdę to już się dzieje – zawodnicy przecież zostali w domach, stosują się do zaleceń rządzących, dbają o własne zdrowie. Jedyną różnicą będzie regularne raportowanie ich stanu zdrowia, ale to nie jest przecież w żaden sposób zakazane a wręcz wskazane – tłumaczy dr Mateusz Dróżdż, ekspert w dziedzinie prawa sportowego. – Zmian w prawie będzie wymagał ten kolejny krok, bo na ten moment wciąż zakazana jest jakakolwiek działalność w ramach sportu, czyli na przykład treningi grupowe na klubowych obiektach. Bez wątpienia najpierw musiałby zostać zniesiony ten zakaz, ewentualnie wyjęte spod niego musiałyby zostać konkretne obiekty sportowe lub ośrodki treningowe.

– Na pewno wyjątkiem są zawodnicy zagraniczni, którzy pojechali do swoich państw. Niezależnie od tego, kiedy wrócą do klubów, zanim podejmą jakiekolwiek działania zmierzające do powrotu do treningów, na dzień dzisiejszy muszą odbyć obowiązkowy 2-tygodniowy okres kwarantanny. W tym czasie nie mogą opuszczać miejsca, w którym będą odbywać kwarantannę, więc nie wchodzę w grę żadne zajęcia, nawet w dwuosobowych grupach – tłumaczy Dróżdż. – Od poniedziałku obserwacja, która nie wymaga żadnych zmian w prawie, ma trwać dwa tygodnie, po tym czasie mają wrócić grupowe zajęcia, które już wymagają korekty w przepisach. Plan więc wydaje się możliwy do zrealizowania.

Do tego momentu wszyscy się zgadzają, przedmiotem dyskusji jest ciąg dalszy – ile ma trwać okres przygotowawczy, jak ma wyglądać terminarz, w jaki sposób zmieścić w nim aż czternaście terminów – bo do 11 kolejek Ekstraklasy dochodzą jeszcze trzy terminy dla Pucharu Polski. Spornych kwestii jest zresztą mnóstwo – nie ma już chyba takiego scenariusza, który przewidywałby „zmieszczenie się” z ligą do 30 czerwca. A skoro mamy w planach skorzystać z tego przesunięcia zakończenia sezonu zaoferowanego przez UEFA, aż do 0 lipca, to co z kontraktami wygasającymi 30 czerwca? Co z piłkarzami, którzy 1 lipca przechodzą do innych klubów, by daleko nie szukać – np. z Zagłębia Lubin do Lecha Poznań? To wszystko wciąż pytania otwarte, podobnie jak reguły działania, jeśli w tych 50-osobowych grupach pojawią się osoby zakażone wirusem. Jak sądzimy – najbliższe dni to właśnie batalie prawne, zmierzające do uregulowania wszystkich spornych kwestii.

Ustalenia na najwyższych szczeblach mogą się odbywać równolegle do planowania i wprowadzania w życie czysto sportowych aspektów. Dlatego gdy pełną parą działają właściciele klubów czy prawnicy, kotłuje się też na przykład wśród trenerów przygotowania fizycznego. Podpytaliśmy o zdanie Mateusza Oszusta, członka sztabu Wisły Płock.

Jako klub i jako sztab jesteśmy na bieżąco z planami grupy pracującej nad powrotem do gry, więc oczywiście przygotowujemy się, by w poniedziałek wejść w ten nowy etap. Już teraz, po stworzenia konkretnej listy osób objętych izolacją, pracujemy nad pewnymi rozwiązaniami technologicznymi, by na bieżąco monitorować stan zdrowia wszystkich w drużynie czy w sztabie. Od poniedziałku faktycznie obligatoryjnie będziemy musieli zdawać raport medyczny, poddajemy się tutaj rozwiązaniom, które zaproponuje Ekstraklasa – zdradza Oszust, który razem ze sztabem Wisły już od dłuższego czasu pracuje nad innowacyjnymi rozwiązaniami – bo takim były choćby treningi dwóch osób jednocześnie na obiektach klubu w ostatnich tygodniach. Bez wątpienia stworzenie ram dla całej Ekstraklasy będzie w tym wypadku pomocne – po pierwsze dlatego, że kluby przestaną się na siebie patrzyć z ukosa, czy ktoś czasem „potajemnie” nie próbuje wypracować przewagi, po drugie dlatego, że pojawi się tak wyczekiwana nadzieja na powrót do gry.

Tak, słowo”nadzieja” na pewno będzie się często przewijało w najbliższych dniach, nadzieja, by futbol jak najszybciej wrócił. Najgorszy był czas, gdy nie było wiadomo, czego się spodziewać, gdy nie znaliśmy żadnych dat ani ram powrotu do normalności. Teraz mamy pewien punkt odniesienia, to na pewno ułatwi planowanie pracy, ale po prostu: łatwiej będzie też znieść izolację, gdy wiemy, ile ona ma trwać i jaki mieć konkretny cel – potwierdza Oszust, a za nim pewnie cała gromada psychologów, którzy od początku pandemii podkreślali, jak ważne dla ludzkiej psychiki jest niwelowanie uczucia niepewności. Nawet jeśli nie znasz konkretnych dat, nawet jeśli to tylko ogólne stwierdzenie „za parę tygodni” – już znajdujesz się w lepszej sytuacji, niż dwa tygodnie temu, gdy nie było widać żadnych realnych ścieżek do wyjścia z tej dżungli.

Nie jest tajemnicą, że kluby pracują naprawdę intensywnie już od dłuższego czasu, próbując zresztą dostosować się do zmieniającej się sytuacji prawnej. Lasy, z których chętnie korzystały np. akademie przesyłające zalecenia swoim podopiecznym, zostały na jakiś czas zamknięte, co wymusiło kolejne korekty w strategiach. Gdy zamknięte zostały parki, pojawiły się wątpliwości co do tego, jak interpretować spotkanie dwóch osób na prywatnych obiektach sportowych, które nie zostały zamknięte przez sanepidy. To, co łączyło wszystkich: plany. Konstruowane i realizowane tak, jakby liga mogła wrócić w każdej chwili.

My mieliśmy już wcześniej gotowy plan, dość elastyczny i gotowy do pewnej korekty w przypadku zmiany okoliczności. Będziemy dalej go realizować, akurat tak się u nas złożyło, że od poniedziałku od początku planowaliśmy wejść w nowy mezocykl treningowy. On będzie realizowany trochę w innej formie, ale akcenty, na które mieliśmy położyć nacisk pozostaną niezmienne. Trzymamy zawodników w ruchu i pod prądem, oni na szczęście też podchodzą do aktualnej przerwy bardzo odpowiedzialnie, nie tylko realizują swoje rozpiski, ale też dopytują, czy mogą jakieś elementy dołożyć, gdzieś zwiększyć zaangażowanie – tłumaczy Oszust.

Największe wyzwanie? Cóż, dałoby się to streścić jednym zdaniem: będzie rekordowo mało czasu na przygotowanie do rekordowo dużej liczby spotkań. W normalnych warunkach masz zimowy obóz, trochę grania, czasem jeden czy dwa maratony z 3 meczami w 10 dni. Potem przerwa na kadrę, znów można podładować akumulatory, gramy dalej, znowu z jednym czy dwoma maratonami raz na parę tygodni. Teraz?

Musimy sobie przede wszystkim zdać sprawę: do czego my się przygotowujemy? Bo przygotowujemy się do bezprecedensowego maratonu meczów, co dwa, trzy dni, praktycznie do końca roku – bo przecież trzeba brać pod uwagę, że przerwa między sezonami będzie rekordowo krótka, a przyszły sezon „ściśnięty” – zauważa Mateusz Oszust. – Te kilka następnych tygodni to będzie być może jedyny okres przygotowawczy, w którym będziemy budować bazę na kilka miesięcy. Czasu będzie mało, zawsze zresztą w zawodowym sporcie pracuje się w takich warunkach, że brakuje doby. Na pewno będzie bardzo trudno, natężenie spotkań będzie ogromne i na pewno będzie też jak na dłoni widać, jak przepracowaliśmy ten okres, który już minął, gdy zawodnicy pozostawali w domach. Fachowcy w dziedzinie przygotowania fizycznego mówią, że na każdy tydzień, w którym zawodnik opuszcza regularne zajęcia, powinien przypadać tydzień przygotowań. Czyli w tym momencie optymalnie byłoby przepracować od czterech do sześciu tygodni, zanim wybiegniemy na boiska. A to na pewno nie będzie możliwe.

Czego wymaga w takim razie ten okres?

Dołożymy wszelkich starań, by jeszcze mocniej monitorować obciążenia, dbać o pozostawanie zawodników w formie. Tu zresztą nie będzie już dobrego czy złego przygotowania, będzie przygotowanie optymalne, dostosowane do okresu, jaki zostanie nam wyznaczony na przygotowanie drużyn do powrotu ligi – twierdzi Oszust. – Na pewno sytuacja, w której pracujemy w grupach po pięć osób to też rodzaj przejścia do momentu, gdy trener będzie miał do dyspozycji całą grupę. Mecze gra się po jedenastu, jakieś elementy doskonalenia taktyki czy po prostu treningu wymagają, by trener miał do dyspozycji całą grupę.

***

Dlatego mimo wszystko pozostajemy sceptyczni co do najbardziej optymistycznego planu, ale jednocześnie pełni nadziei wobec tych wersji pośrednich, które zakładają granie nawet w połowie czerwca. Dobrze podsumował to zresztą w rozmowie z nami Mateusz Oszust.

Wygrać musi zdrowy rozsądek. Tęsknota za piłką jest ogromna, zapewne każdy z nas chciałby wybiec grać już jutro, ale musimy też być świadomi, że byłoby to dla nas po prostu niebezpieczne.

I właśnie te dwie rzeczy będą pewnie tematem w najbliższych dniach. Tęsknota za piłką oraz bezpieczeństwo.

Fot.Newspix