Reklama

O, to jest ten Olejniczak – miło się na niego patrzy!

Kamil Gapiński

Autor:Kamil Gapiński

29 marca 2020, 16:20 • 6 min czytania 0 komentarzy

Kibic polskiej piłki ręcznej zachwycał się retro meczami dużo wcześniej niż kibic piłki nożnej, zmuszony od kilku tygodni do oglądania powtórek w związku z koronawirusem. Od MŚ 2017 nasz handball dołuje, więc niedługo później można było wejść we wspominkowy tryb pt. „Kiedyś to było”. Jeśli mielibyśmy wytypować jednego szczypiornistę, który może sprawić, że przestaniemy żyć przeszłością, byłby to Michał Olejniczak. I choćby dlatego warto poświęcić temu nastolatkowi duży tekst na ogólnopolskim portalu.

O, to jest ten Olejniczak – miło się na niego patrzy!

Czternastego stycznia po godzinie 22 Olejniczak mógł pochwalić się światu naprawdę interesującą statystyką. Po zakończonym właśnie meczu ze Szwedami Michał miał następujący bilans kariery: zero spotkań w Superlidze, dwa na mistrzostwach Europy.

Dlaczego chłopak, który nigdy nie zagrał w ekstraklasie, pojechał na tak duży turniej? Pierwsza część odpowiedzi na to pytanie: bo poziom naszych praworęcznych środkowych rozgrywających w skali świata jest raczej lichy. Druga: ponieważ mamy do czynienia z naprawdę dużym talentem.

– Niektórzy mówią, że jest lepszy niż Bartek Jaszka i Grzesiek Tkaczyk, kiedy byli nastolatkami. I coś w tym może być – stwierdza Marek Witkowski, wielokrotny reprezentant Polski.

– Jeśli w tym wieku w pewnych aspektach poruszania się po parkiecie przykrywa czapką dużo bardziej doświadczonych zawodników z Superligi czy reprezentacji, oznacza to, że naprawdę może pójść śladami znanych poprzedników – dodaje telewizyjny ekspert Michał Matysik.

Reklama

Na Euro 2020 Polska zagrała trzy mecze. W pierwszym, ze Słowenią, Olejniczak nie znalazł się w kadrze. W kolejnych – ze Szwajcarią i wspomnianymi Szwedami – ze względu na kontuzję Przemysława Krajewskiego pojawił się nie tylko w protokole, ale i na parkiecie. Nie był na nim wystraszonym żółtodziobem, podającym piłkę do najbliżej stojącego kolegi. Nie, Michał brał na siebie odpowiedzialność, a kilkoma wejściami mógł zadziwić nawet słynnego Andy’ego Schmida, Szwajcara, który rozjechał nas w pojedynkę – rzucił 15 bramek.

– Większy stres niż podczas tych spotkań czułem na… grudniowym turnieju towarzyskim w Tarnowie – mówi nam Olejniczak. – Tam panowała świetna, głośna atmosfera, do której na mistrzostwach Europy byłem już przyzwyczajony. Zresztą, nie myślałem o niej w trakcie meczów, skupiałem się na swoich zadaniach.

Tu warto podać ważną informację: Michał środkowym rozgrywającym z prawdziwego zdarzenia został… kilka tygodni przed turniejem. W swoim klubie, czyli SMS-ie Gdańsk, gra bowiem głównie na lewej połówce. Olejniczak:

– Przyjechałem na zgrupowanie reprezentacji, gdzie trener Patryk Rombel powiedział, że będzie mnie próbował na środku i że jeśli pojadę na Euro, to właśnie w tej roli. Nie ukrywam – na początku ciężko było mi zrozumieć filozofię gry środkowego. Tam trzeba mieć ściśle ułożony plan i przewidywać co się zaraz wydarzy. Plus non stop szukać wolnego miejsca na parkiecie. Nie byłem przyzwyczajony do takiego grania, ale starałem się go szybko uczyć. Pomagali mi Maciej Pilitowski i Adrian Kondratiuk, ich wskazówki były dla mnie nieoceniona.

– Jak na 19 latka, grał bardzo odważnie. Naprawdę mi się podobał. Oczywiście – popełniał też błędy, ale kto w tym wieku ich nie robi? – ocenia legenda polskiej piłki ręcznej Marcin Lijewski.

Reklama

W tym miejscu pochylimy się nad klubową karierą Olejniczaka. Zawodnikiem wspomnianego SMS-u jest od 2017 roku.

– Trafił do nas z Gorzowa, trzeba oddać tamtejszym trenerom, że wspaniale zachęcili Michała do handballu – rozpoczyna swoją opowieść trener Dariusz Tomaszewski. – Już na egzaminach wstępnych do naszej szkoły bardzo się wyróżniał. Było widać, że ma talent, dostał się do szkoły bezproblemowo, wybrał Gdańsk choć mógł też występować w SMS-ie Kielce. W pierwszym roku pobytu w Trójmieście nie trenował zbyt wiele przez kontuzję. W drugim radził sobie już bardzo przyzwoicie, no a w trzeciej klasie, wiadomo, mocno się wyróżnia. Chciałbym przy tym uspokoić kibiców: nie odbije mu woda sodowa. To inteligentny chłopaka skupiony na swoim celu. Poza tym mama pilnuje, żeby dobrze przygotował się do matury, a potem trafił do odpowiedniego klubu.

Jaki zespół byłby dla Michała właściwym na tym etapie kariery? Nasi eksperci nie mają wątpliwości i odpowiadają chórem: taki, w którym by regularnie występował albowiem gra jest na tym etapie najważniejsza dla jego rozwoju.

– Olejniczak musi trafić na trenera, który „zakocha się” w jego stylu. Taki szkoleniowiec odpowiednio go „obrobi” i wtedy będzie rewelacja! – ekscytuje się Michał Matysik.

– Najważniejsze dla niego jest teraz poprawienie „czytania gry” w trudnych momentach. Tego nie wypracuje się na treningach, to można ogarnąć tylko i wyłącznie poprzez nabywanie boiskowego doświadczenia – dodaje była zawodniczka i komentatorka telewizyjna Iwona Niedźwiedź.

Niektórzy uważają, że Michał powinien zostać w Polsce i nabrać szlifów w Superlidze. Wiadomo, że biją się o niego Wisła i Vive, nie wydaje się jednak, by w tych klubach otrzymał satysfakcjonującą liczbę minut na boisku. Choć oczywiście nie można wykluczyć, że Olejniczak wyjdzie z takiego założenia: wolę grać kwadrans na mecz w mocnym zespole i na treningach uczyć się od prawdziwych gwiazd, niż zaliczać całe spotkania u boku przeciętnych ligowców.

Inni mówią, że Olejniczakowi dobrze zrobiłby wyjazd do Hiszpanii, np. do Ademaru Leon, który prowadzi doskonale znany w Polsce Manolo Cadenas. Były trener Orlen Wisły Płock słynie ze wspaniałej pracy z młodzieżą. To właśnie podczas indywidualnych treningów z nim gigantyczny postęp wykonał Kamil Syprzak, dziś zawodnik PSG. Michał na pewno rozwinąłby się pod batutą tak znamienitego dyrygenta. Ponoć selekcjoner Rombel jest fanem tego rozwiązania, co oczywiście nie dziwi zważywszy na fakt, że jego reprezentacja opiera swoją grę na tzw. stylu hiszpańskim.

Kiedy rozmawiamy z Michałem o klubie jego marzeń, odpowiada tak: – Czasem zerknę na Ligę Mistrzów czy Bundesligę i muszę powiedzieć, że podoba mi się gra THW Kiel. Gdy będę ułożonym zawodnikiem, chciałbym tam wystąpić. Ale wiem, że do tego jeszcze bardzo daleka droga. Co trzeba zrobić, żeby ją przejść? Na pewno oswoić się z grą pod presją – czasem brakuje mi chłodnej głowy na boisku. Chciałbym stać się też uniwersalnym graczem, potrafiącym występować i w obronie, i w ataku, jak trzeba to na każdej pozycji rozegrania.

Michał marzy o Kiel, a my o tym, żeby poprowadził kiedyś reprezentację do sukcesów. Olejniczak:

– Wszyscy młodsi zawodnicy z kadry mają świadomość, że naszym głównym celem są mistrzostwa świata 2023, których współgospodarzem jest Polska. Budujemy zespół pod ten turniej, a po drodze chcemy wywalczyć awans do innych dużych imprez. Ogranie się w nich na pewno by nam pomogło.

MŚ 2017 zakończyliśmy na odległym, 17. miejscu. Dwa lata później Polski w ogóle zabrakło na mundialu. W tej sytuacji za bardzo dobry wynik na rozgrywanych u nas i w Szwecji mistrzostwach trzeba będzie uznać miejsce w czołowej ósemce turnieju. Jeśli biało-czerwoni pod wodzą Michała by tego dokonali, na pewno spełni się jego życzenie:

– Dążę do tego, żeby kiedyś kibice mówili: o, to jest ten Olejniczak, miło się na niego patrzy!

KAMIL GAPIŃSKI

Fot. Newspix.pl

Kibic Realu Madryt od 1996 roku. Najbardziej lubił drużynę z Raulem i Mijatoviciem w składzie. Niedoszły piłkarz Petrochemii, pamiętający Szymona Marciniaka z czasów, gdy jeszcze miał włosy i grał w płockim klubie dwa roczniki wyżej. Piłkę nożną kocha na równi z ręczną, choć sam preferuje sporty indywidualne, dlatego siedem razy ukończył maraton. Kiedy nie pracuje i nie trenuje, sporo czyta. Preferuje literaturę współczesną, choć jego ulubioną książką jest Hrabia Monte Christo. Jest dumny, że w całym tym opisie ani razu nie padło słowo triathlon.

Rozwiń

Najnowsze

Igrzyska

Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Jakub Radomski
2
Japonia niby leży polskim siatkarzom. Ale jednocześnie jest bardzo mocna

Inne sporty

Komentarze

0 komentarzy

Loading...